Zamknij

Wojsko przy granicy z Białorusią zostanie dłużej. Ekspert o scenariuszach kryzysu

19.11.2021 15:50
sytuacja na granicy
fot. Irek Dorozanski / DWOT

Polskie wojska zostaną przy granicy z Białorusią do końca roku - ocenia dr Tomasz Pawłuszko z Instytutu Sobieskiego. Jak mówi, po rozmowach Merkel-Łukaszenka obserwujemy chwilową deeskalację kryzysu migracyjnego, a reżim w Mińsku ma coraz mniej możliwości eskalacji.

Granica polsko-białoruska w ostatnich tygodniach stała się miejscem gwałtownej eskalacji kryzysu migracyjnego. Po wtorkowych starciach przy przejściu Kuźnica-Bruzgi, tysiące migrantów zostało przeniesionych do centrum logistycznego niedaleko granicy z Polską. Jednocześnie co noc Straż Graniczna i pozostałe polskie służby odnotowują próby siłowego przejścia na teren UE, w czym migrantom mają pomagać białoruskie służby. 

Pomimo że z końcem listopada zostanie zniesiony stan wyjątkowy w 3-kilometrowej strefie przy granicy, to wojsko pozostaje na tym obszarze. W tym momencie znajduje się tam 15 tys. żołnierzy, którzy wspomagają strażników granicznych i policjantów. Eksperci wskazują, że reżim Łukaszenki może w najbliższym czasie dążyć do kolejnych eskalacji.

Kryzys na granicy z Białorusią. Ekspert o rozwoju sytuacji

- Obserwujemy chwilową deeskalację napięcia. Nie widać kumulacji wojsk po stronie białoruskiej. To prawdopodobnie wynik nieformalnego układu pomiędzy Merkel i Łukaszenką - mówi dr Tomasz Pawłuszko w Instytutu Sobieskiego. Nawiązał do dwóch rozmów telefonicznych, jakie w ostatnich dniach odbyła kanclerz Niemiec z białoruskim dyktatorem, który po ubiegłorocznych wyborach nie był uznawany przez Zachód za pełnoprawnego prezydenta.

- Może Łukaszenka nie dostanie dodatkowych pieniędzy, ale zostanie uznany politycznie, na czym mu zależy. Jednocześnie wydaje się, że dyktator nie ma pomysłu, jak może dodatkowo zawstydzić Polaków i jak dalej eskalować konflikt - wskazuje ekspert. Dodał, że ośrodki poza Polską podjęły działania w sprawie rozwiązania kryzysu, co nie świadczy dobrze o skuteczności polskich władz. Dr Pawłuszko wskazuje na gospodarcze aspekty napięcia w Europie Wschodniej. 

- Gazprom zaprzeczył ewentualnym przerwom w dostawach gazu przez Białoruś, a Orlen nie raportuje przeszkód w transporcie surowców energetycznych przez Ukrainę. Dodatkowo Niemcy odmówiły certyfikacji gazociągu Nord Stream 2 na podstawie spółki założonej w Szwajcarii. Rosjanie zapowiedzieli więc powołanie spółki na terenie Niemiec - wymieniał ekspert. Jego zdaniem te wydarzenia świadczą o dążeniu do deeskalacji napięcia.

- Nikt nie chce być przegranym w tym konflikcie. Merkel chce mieć sukces na koniec kadencji, Putin chce być głównym rozgrywającym w Europie Wschodniej, a Łukaszenka chce zdobyć uznanie na Zachodzie - podkreślił. W geopolitycznym sporze pozostają migranci, którzy zdaniem eksperta w najbliższych miesiącach mogą zostać deportowani lub po weryfikacji znajdą się w ośrodkach dla cudzoziemców na terenie UE.

Dr Pawłuszko ocenia, że polskie wojska zostaną przy granicy z Białorusią do końca roku. - Na Podlasiu nie mamy dużej infrastruktury wojskowej, żołnierze musieliby zostać w lesie. Ostatnie dni ujawniły kłopoty w zaopatrzeniu wojska. Możliwe, że na stałe za bezpieczeństwo granic obok Straży Granicznej będą odpowiadać Wojska Obrony Terytorialnej, które bezpośrednio podlegają ministrowi obrony - komentuje. 

RadioZET.pl