Ceny karpia rekordowo wysokie. „Chyba przerzucę się na tańsze ośmiorniczki”
Co roku święta stają się droższe, ale to co obserwujemy w tym roku to dla wielu Polaków przesada. Ceny karpia w popularnych dyskontach sięgnęły nawet 70 zł za kilogram. - Chyba przerzucę się na ośmiorniczki, które są tańsze – skomentował Marek Belka w programie „Gość Radia ZET”.
Inflacja sprawiła, że ceny świątecznych produktów dla wielu Polaków przekroczyły akceptowalną granicę. W ciągu roku codzienne zakupy podrożały o 25,8 procent, na Boże Narodzenie będzie jeszcze drożej. Nie pomogą nawet promocje, które mają przyciągnąć do sklepów, ale niekoniecznie dać oszczędzić. Nadzwyczaj wysokie ceny karpia skomentował goszcząc w Radio ZET Marek Belka, były prezes NBP i wicepremier, obecny europoseł.
Ceny karpia na święta. Tańsze stały się ośmiorniczki
Ceny w sklepach wzrosły znacznie, ale i tak są niższe, niż powinny być biorąc pod uwagę prosty rachunek ekonomiczny kosztów produkcji – powiedział RadioZET.pl Marcin Lenkiewicz, wiceprezes grupy Blix. Dodał, że jesteśmy obecnie dopiero w połowie podwyżek, a wzrost cen znacznie przyspieszy na początku 2023 roku. O tym, jak bardzo Wielkanoc będzie droższa od Bożego Narodzenia można usłyszeć w podcaście „Biznes. Między wierszami”.
O wysokich cenach w „Gościu Radia ZET” mówił także Marek Belka, który stwierdził, że „ceny będą dalej rosły”. Część swojej wypowiedzi europoseł poświęcił karpiom, których podawanie za czasów PRL stały się polską świąteczną tradycją.
- Najdroższe święta od lat i drogi karp? Jadam karpia. Mówiąc żartobliwie, odpowiadając na niektóre żarty pod moim adresem, odpowiem: chyba przerzucę się na ośmiorniczki, które są tańsze – stwierdził z przekąsem Belka.
Co profesor Belka doradził w związku z wszechobecną drożyzną? - Trzeba się starać racjonalizować wydatki – powiedział gość Bogdana Rymanowskiego. Przestrzegł jednocześnie przed paniką i panicznym, „spekulacyjnym” wydawaniem pieniędzy, typu kupowanie drogich samochodów, które nie są nam tak naprawdę potrzebne.
Prof. Marek Belka zapowiedział ponadto, że w Polsce nastąpi – i już następuje – znaczące osłabienie koniunktury, ale bez znaczącego podniesienia bezrobocia.
- Wszyscy zaczynamy odczuwać, że nasze płace nie nadążają za inflacją. To bardzo nieprzyjemne, ale jeśli miałbym wybrać z dwojga złego, czy moja płaca ma rosnąć wolniej od inflacji o kilka punktów, czy mam stracić pracę, to oczywiste, co bym wybrał – skomentował Gość Radia ZET.
RadioZET.pl/Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET