`

Krzysztof Bosak: Moja żona nie zaangażuje się w kampanię prezydencką

10 min. czytania
21.02.2020 23:36
Obserwuj nas na Google

- Ślub nie jest elementem kampanii wyborczej – mówi w Radiu ZET kandydat środowisk wolnościowych, konserwatywnych, patriotycznych i narodowych na prezydenta Polski Krzysztof Bosak. I dodaje, że kiedy planowali z narzeczoną ślub nie było nawet pomysłów na prawybory w Konfederacji. Krzysztof Bosak powiedział, że w trakcie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego doświadczył ataków politycznych na rodzinę.

Krzysztof Bosak
fot. Radio ZET

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Łukasz Konarski: Gościem Radia ZET jest Krzysztof Bosak, kandydat środowisk narodowych, w tym Konfederacji, na prezydenta. Dzień dobry.

Krzysztof Bosak: Dzień dobry, od razu poprawię, że kandydat środowisk wolnościowych, konserwatywnych, patriotycznych i narodowych. Konfederacja to szeroka koalicja. Ja oczywiście wywodzę się ze środowiska narodowego, natomiast zostałem wybrany kandydatem w prawyborach spośród 9 różnych kandydatów po to, żeby reprezentować w tych wyborach prezydenckich całą ideową prawicę.

Czyli szerokie poparcie.

Liczymy na szerokie poparcie i liczymy na wejście do II tury. Uważamy, że jestem jedynym kandydatem konserwatywnym w tych wyborach, i to jest ciekawa sytuacja.

Zacznijmy może jednak niestandardowo, w końcu jest sobota. Wziął pan niedawno ślub, 8 lutego.

Teraz mogę potwierdzić. Jak byłem tutaj na wywiadzie u pani Lubeckiej, to odmawiałem jeszcze komentarzy w tej sprawie, bo nie chciałem wyprzedzać wydarzeń, ale teraz to już jest fakt, więc mogę to potwierdzić. Owszem, tak.

No to jak panu w małżeństwie?

No chwalę sobie. Muszę powiedzieć, że bardzo fajnie, jestem zadowolony. Cieszę się, że udało się zrealizować ten mój życiowy plan, żeby założyć rodzinę. Duża satysfakcja.

A co pan sobie najbardziej chwali?

No oczywiście… Wie pan, no może tutaj… opowiadał, czym jest miłość, bo myślę, że wszyscy nasi słuchacze, mam nadzieję, doskonale to wiedzą ze swojego życia. No natomiast to jest po prostu duża satysfakcja dla mężczyzny, żeby założyć rodzinę, żeby mieć przy sobie kochającą kobietę, żeby móc komuś dać tą miłość. No i też jako konserwatysta jakby marzyłem o tym. Wiem, że wiele osób wytykało mi to też jako wadę oczywiście teraz, że jako kandydat na prezydenta nie byłoby kandydatki na pierwszą damę. Myślę, że w tej chwili ten argument znika. Ja nie chciałem się wdawać w jakieś tam dywagacje i tłumaczenia tego tym wszystkim moim krytykom, no ale w tej chwili myślę, że też sprawa już jest jasna. Choć oczywiście, żeby było jasne, bo tam niektórzy zaraz zaczęli domysły robić, naskakiwać, że to element kampanii wyborczej. No kiedy z narzeczoną planowaliśmy ślub, to było… to jeszcze nawet nie było pomysłu prawyborów w Konfederacji, nie mówiąc o kalendarzu wyborów prezydenckich, tak że tutaj muszę zdementować jakieś tam domysły niepotrzebne w tej sprawie.

No właśnie, bo wielu ekspertów uważa, że kandydat żonaty czy będący w związku to jest lepszym kandydatem niż np. singiel po prostu.

Być może tak jest, natomiast ja bym wolał nie wdawać się w takie wizerunkowe rozważania. To jest sprawa dla doradców wizerunkowych. Ja wolałbym mówić o moim programie. M.in. o mojej pierwszej deklaracji, którą złożyłem, a mianowicie że jako prezydent nie podpiszę żadnych kolejnych ustaw podnoszących Polakom podatki i daniny, a prezydent Andrzej Duda podpisał takich ustaw ok. 30, jak wynika z wyliczeń naszych analityków, i w tym aspekcie nie różni się od Bronisława Komorowskiego. Zresztą nie jest to jedyny aspekt, w którym panowie się nie różnią.

O podatkach za chwilkę. To jeszcze zapytam o pana żonę. Żona zaangażuje się w kampanię wyborczą?

Nie mamy takiego planu. Nie mamy takiego planu, uważamy, że kampania wyborcza to jest moja robota. To ja mam przekonywać wyborców. W kampanię wyborczą zaangażują się i już są zaangażowani inni liderzy Konfederacji. Budujemy komitet poparcia osób o poglądach konserwatywnych, wolnościowych, konserwatywno-liberalnych czy narodowych, które będą mnie wspierać. I tak to powinno wyglądać. Natomiast uważam i zawsze uważałem, że życie prywatne czy rodzinę należy od polityki trzymać na pewien dystans. Ja doświadczyłem już ataków politycznych na rodzinę w zeszłym roku w eurowyborach. Media kontrolowane przez PiS próbowały mnie czy Konfederację poprzez mojego brata, który pracuje w biznesie, w sektorze finansowym. I wiem, co to znaczy. I myślę, że każdy polityk tego doświadczył, jak brutalne potrafią być ataki na rodzinę, więc myślę, że obowiązkiem mężczyzny czy małżonka jest chronić swoją żonę, a nie ją politycznie wykorzystywać.

No właśnie, czyli żonę, rozumiem, chce pan od tego uchronić po prostu?

Chciałbym, tak.

Został pan skrytykowany, że pan wyjechał w podróż poślubną za granicę, a nie w Polskę. No pan narodowiec…

Nie usłyszałem tej krytyki, przyznam szczerze. Może dlatego że byłem na podróży poślubnej. Dość krótkiej zresztą jak na polskie zwyczaje, bo zaledwie na tydzień.

Ale Wyspy Kanaryjskie tutaj były, tak? Fuerteventura z tego, co…

Mogę potwierdzić, tak. Wybraliśmy miejsce, w którym jest ciepło.

Rozumiem. No tak, no to w lutym to akurat tam będzie ciepło. Jeszcze spytam…

Zresztą od Polaków specjalnie, że tak powiem, się nie oddaliłem, dlatego że we wszystkich miejscach, gdzie byliśmy, spotykaliśmy Polaków i oczywiście zagadywali też o kwestie polityczne. Z reguły w bardzo sympatycznym tonie. Np. po mszy św. niedzielnej to zebrała się wręcz grupka Polaków, którzy chcieli wykonać wspólne zdjęcie czy po prostu pogratulować jakiejś pracy społecznej, którą przez ostatnie lata wykonywałem, tak że… tak że to były sympatyczne chwile także pod tym względem.

Czyli prowadził pan tam kampanię wyborczą?

Nie, nie prowadziłem, natomiast od polityki trudno jest uciec. Chyba trzeba by wyjechać na drugi koniec świata, gdzie człowieka nikt zupełnie nie zna, natomiast ten kierunek akurat to jest popularny kierunek turystyki turystów i z Niemiec, i z Polski. Szereg biur podróży organizuje tam tydzień w tydzień wyjazdy, wyloty. My lecieliśmy akurat z Katowic, więc… więc no to naturalne.

Nie ma porozumienia ws. unijnego budżetu. To jest informacja z wczoraj. Potrzebują więcej czasu przywódcy państw unijnych. Co pan na to?

No zupełnie mnie to nie dziwi. Ja mam wrażenie od wielu, wielu lat, że UE, wbrew zaklęciom eurokratów, coraz bardziej się rozjeżdża, jeśli chodzi o swoje cele. Nie chwaląc się, byłem pierwszą osobą w Polsce, która napisała tekst na temat opuszczenia Wielkiej… UE przez Wielką Brytanię. Zrobiłem to już w 2011 roku. Moja kontrkandydatka do urzędu prezydenta pani Kidawa-Błońska kilka tygodni temu napisała, że trudno było to przewidzieć. Ja o tym pisałem w 2011 roku, że w Wielkiej Brytanii, w ich parlamencie większość zaczęli stanowić zwolennicy opuszczenia UE. Napisałem to, ponieważ słuchałem obrad Izby Gmin i rozumiałem, co oni mówią. Myślę, że to jest coś, czego nie robi większość polskich polityków, żeby obserwować debaty w parlamentach innych państw europejskich. Później są zaskoczeni.

Jest też pytanie od słuchacza, jak z pana angielskim. Rozumiem, że dobrze?

Wystarczająco dobrze, żeby posłuchać obrad w Izbie Gmin brytyjskich polityków i zrozumieć, co oni mówią. I wystarczająco dobrze, żeby tydzień po wyborach parlamentarnych pojechać do Wielkiej Brytanii na konferencję środowisk konserwatywnych i bez kartki wygłosić przemówienie na temat sytuacji politycznej w Polsce, co zrobiłem w zeszłym roku, więc radzę sobie. To nie jest perfekcyjny angielski, bo po prostu pracuję nieustannie z Polakami. Perfekcyjny angielski można mieć, kiedy się pracuje w środowisku międzynarodowym albo za granicą, natomiast wydaje mi się, że komunikuję się wystarczająco dobrze, żeby wytłumaczyć, na czym polegają polskie interesy, i o nie skutecznie zabiegać. I doświadczyłem tego też kilkanaście lat temu, kiedy jako młody poseł byłem w polskiej delegacji do zgromadzenia parlamentarnego Rady Europy. Na marginesie – miałem wtedy takie dosyć przykre obserwacje, jak zobaczyłem przewodniczącego tej delegacji, który ukrywa się przed spotkaniami z innymi politykami, bo nie potrafi z nimi rozmawiać i się tego wstydzi.

Jakby pan negocjował ten budżet unijny? Jakie pan by wydał wytyczne jakby jako prezydent premierowi?

No, to nie ma takiego porządku, że prezydent wydaje wytyczne premierowi.

No ale jakoś wspólnie muszą politykę zagraniczną prowadzić. Jak by to wyglądało?

Polska konstytucja nie daje do tego podstaw.

No tak.

A szkoda, bo może ustrój prezydencki by lepiej się sprawdzał niż ten obecny, ale to temat na inne rozważania.

Czyli prezydent Bosak i ustrój prezydencki.

Możemy pobawić się w takie rozważania. Być może będziemy takie postulaty w kampanii podnosić, bo jakby to jest ciekawy kierunek. Wiemy, że mamy konflikt zawsze prezydent i rządu, jeżeli są z innych opcji, ale zostawmy to na moment. Co do UE – no oczywiście w naszym interesie jest, żebyśmy otrzymywali jak najwięcej środków unijnych i to nie jest, jak się mówi, żadna charytatywny działalność, to jest zapłata za otwarcie naszych rynków dla ekspansji zagranicznego kapitału. I jak ostatnio nawet można było przeczytać na serwisie „Politico” pani o poglądach prounijnych absolutnie i liberalnych – ona stwierdziła, że jakby mimo tych środków unijnych kierunek przepływu kapitału jest głównie ze wschodu na zachód. Tzn. ta renta, którą pobierają przedsiębiorstwa zachodnie, które zainwestowały tutaj, z wyliczeń makroekonomicznych wynika, że jest znacznie większa niż strumień funduszy unijnych, który tu napływa, więc my mamy silne argumenty za tym, żeby utrzymać w budżecie unijnym środki dla Europy Środkowej i Wschodniej, natomiast oczywiście państwa zachodnie, które są silniejsze, działają zgodnie z własnymi interesami i próbują pod pretekstem brexitu zmienić reguły gry.

No tak, ale…

I moim zdaniem po traktacie lizbońskim, który nieszczęśliwie polscy politycy z PiS i z PO, lewicy, PSL, wszystkich opcji razem wziętych, przegłosowali… po tym traktacie lizbońskim my tu zbyt wiele do powiedzenia nie mamy, bo po prostu w dość prosty sposób można nas przegłosować. I po opuszczeniu UE przez Brytyjczyków bardzo trudno jest w tym zakresie zbudować jakieś koalicje. Oczywiście widać, że premier Morawiecki coś tam próbuje. M.in. te jego dziwne dla mnie, bardzo dziwne propozycje wprowadzenia trzech nowych podatków europejskich są pewnie próbą jakiejś ucieczki do przodu.

Podatek cyfrowy, od jednolitego rynku czy śladu węglowego.

Od śladu węglowego, tak. Natomiast to jest próba ucieczki do przodu i przelicytowania Merkel i Macrona w byciu prounijnym. W mojej opinii premier Morawiecki już nawet Donalda Tuska przelicytował. W tym sensie, że nie pamiętam takiej sytuacji, żeby Donald Tusk pojechał do Brukseli i wygłosił tak bardzo prounijne propozycje.

Rozumiem, że pana zdaniem to jest niedopuszczalne?

Panie redaktorze, dopuszczalne jest wszystko. Możemy własne państwo zlikwidować i wszystko może być na poziomie unijnym, ale to jest nieopłacalne. Moim zdaniem polską racją stanu jest suwerenność finansowa. Im mniej podatków jest zintegrowane na poziomie unijnym, tym lepiej dla nas. Byśmy musieli np. w Polsce zlikwidować zerowe stawki VAT na artykuły dziecięce, bo Unia nas do tego zmusiła. Ja uważam, że im mniej podatków zintegrowanych na poziomie unijnym, tym lepiej, dlatego że podatki zintegrowane na poziomie unijnym będą ustalane w ten sposób, aby były korzystne dla zachodnich przedsiębiorstw, m.in. np. francuskich. Mamy z Francją poważny konflikt ekonomiczny o sposób działania polskich przedsiębiorstw na rynku francuskim. No i nie oszukujmy się, Komisja Europejska jest nasycona urzędnikami francuskimi i niemieckimi. Po wejściu nowych państw, tej dziesiątki, do UE proporcja pracowników zatrudnionych w Komisji Europejskiej nie zmieniła się na korzyść Europy Środkowo-Wschodniej. My właściwie dopiero zaczynamy myśleć o budowie narodowego lobbingu w Brukseli. I nie jestem pewien, czy jesteśmy w tym jakkolwiek skuteczni. Więc ja uważam, że to jest dosyć samobójczy kierunek, który podjął premier Morawiecki tej właśnie ucieczki do przodu w stylu Tuska czy w stylu Sikorskiego. I to bardzo ładnie pokazuje różnice między nami w Konfederacji, którzy jesteśmy krytyczni względem Brukseli. Uważamy, że obrona narodowego interesu czy racji stanu polega na tym, żeby zachować kompetencje władzy państwa polskiego. To jest też stanowisko, jakie mieli brytyjscy konserwatyści przed opuszczeniem UE.

Ale czy w kampanii wyborczej wyjście Polski z UE to będzie oś tej kampanii czy nie pana?

Nie będzie. Nie będzie, dlatego że poparcie Polaków dla takiego projektu jest zbyt niskie. Sondaże wskazują, że około…

Ale to pan by robił coś wbrew sobie? Będzie robił wbrew sobie?

No właśnie nie chcę robić niczego wbrew sobie. Ja chcę w wyborach reprezentować zarówno tych Polaków, którzy są krytyczni wobec UE tak mocno, że chcieliby widzieć Polskę poza Unią, jak i tych, którzy są krytyczni względem Brukseli, ale na chwilę obecną nie wierzą, że jest to realistyczny wariant, żebyśmy tą Unię opuścili. Albo uważają, że korzyści przeważają nad stratami i że to przeciąganie liny pomiędzy Warszawą i Brukselą powinno trwać. I nie widzę problemu, aby nie reprezentować wszystkich tych wyborców. Tym bardziej że zostając prezydentem, reprezentuje się wówczas całe państwo i wszystkich Polaków. Zarówno tych, co są za Unią, jak i tych, co są przeciw. I ostatecznie wszyscy jako polska klasa polityczna musimy definiować jedną rację stanu i ją na zewnątrz reprezentować. Ja wiem, że wielu polityków, szczególnie europosłów, ma z tym ogromny problem, bo Unia w pewien sposób podsyca taką skłonność do nielojalności wobec swojego państwa, bo można w imię wartości rzekomo europejskich występować przeciwko swojemu państwu na forum Parlamentu Europejskiego. I jak Platforma rządziła, to robili PiS-owcy, jak teraz PiS rządzi, to robią platformersi i ci lewicowcy. My nigdy czegoś takiego nie robiliśmy. Ja pracowałem w Parlamencie Europejskim i zawsze miałem taką zasadę, że no swojego rządu czy nawet swoich rodaków nie atakuje się. Nie atakuje się po prostu. No to… to nie powinno mieć miejsca. Natomiast UE zmieniła zasady klasycznej dyplomacji, zatarła różnice, gdzie kończy się polityka wewnątrzkrajowa, a zaczyna dyplomacja. I to nas stawia w bardzo, bardzo trudnej sytuacji, ale mimo to moim zdaniem, jeszcze raz to powiem, racja stanu jest jedna, suwerenność państwowa jest jedna. Wbrew temu, co twierdzą różni nowomodni filozofowie, suwerenność jest niepodzielna. Oczywiście pewne kompetencje władzy oddaliśmy do Brukseli, ale ja uważam, że to nie było dla nas korzystne. Natomiast to chcę bardzo wyraźnie podkreślić, żeby też słuchacze mieli rację… jasność, że…

Słuchacz ma zawsze rację.

[chrząknięcie] Przepraszam bardzo. …że choć jestem i byłem zawsze krytyczny do UE, to pozytywnie oceniam współpracę pokojową państw europejskich, zarówno gospodarczą, polityczną, jak i obronną w ramach NATO. I te dwie rzeczy rozgraniczam. Tzn. uważam, że współpraca i gospodarcza, i polityczna, i obronna są możliwe bez tej całej biurokracji, którą stworzono w Brukseli. Ta biurokracja jest lewicowym wynalazkiem i niepotrzebną nadbudową.

Konfederacja nie dostała kredytu na kampanię wyborczą. Tzn. państwo się ubiegali, ale coś nie…

No rozmowy jeszcze trwają.

Aha.

Z tym że z mniejszymi bankami. Te największe są albo zależne od rządu, albo zależne od kapitału zagranicznego i tu trzeba przyznać, że nie jesteśmy faworytami ani jednej, ani drugiej grupy.

Ale to co pan mówi? Że poszli państwo np. do PKO BP i tam powiedzieli…

Rozmawialiśmy ze wszystkimi dużymi bankami.

…„Nie, nie, Konfederacji nie damy kasy”?

Dokładnie tak.

Naprawdę?

Mimo że chodzi o – z punktu widzenia banków – o bardzo małe kwoty, bo staraliśmy się o 500 tys.

Mhm. I co – powiedziano państwu, że Konfederacja to nie bardzo?

Powiedziano, że nie. Tak, dokładnie w ten sposób.

Naprawdę?

Tak. I moim zdaniem wyborcy powinni wyciągnąć z tego wnioski. Tzn. oczywiście to nam utrudnia działanie, bo jesteśmy, tak jak w poprzednich kampaniach, w poprzednim roku, skazani na prowadzenie kampanii wyborczej wyłącznie za datki od sympatyków, ale jesteśmy do tego przygotowani. Mamy ofiarnych sympatyków. To są w większości małe darowizny – 10 zł, 50 zł, 100 zł, 200 zł, a nie zbliżone do tego limitu, który wynosi ok. 30 tys. zł. Chcę też wyraźnie powiedzieć słuchaczom, bo być może sądzą, że jesteśmy finansowani z budżetu, że tak dziwnie są ułożone przepisy o finansowaniu partii politycznych, że choć od zeszłego roku jesteśmy w polityce parlamentarnej, przysługuje nam prawo do finansowania budżetowego, to pierwszą transzę pieniędzy budżetowych dostaniemy tuż przed wyborami, a więc nie będziemy mieli czasu wykorzystać ich na kampanię, bo dopiero w kwietniu, a wybory na początku maja.

Krzysztof Bosak, kandydat na prezydenta. Ciąg dalszy na Facebooku Radia ZET.

Dziękuję bardzo.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET