Gdzie stanie stała baza USA w Polsce? Gen. Koziej: „To nie jest w interesie Amerykanów”

5 min. czytania
28.09.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

- Amerykanie, podejmując decyzję o tym gdzie i kogo zlokalizować w Polsce, będą kierować się wyłącznie swoim strategicznym interesem. W dużej mierze związanym z ich przyszłą polityką wobec Rosji – mówi w rozmowie z portalem RadioZET.pl generał Stanisław Koziej, były szef BBN i były wiceszef MON.

Stała baza wojsk amerykańskich w Polsce ma być przełomem w obszarze naszego bezpieczeństwa. Wydaje się, że decyzja o jej powstaniu jest już przesądzona.
fot. Lukasz Gdak/East News/ Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są strategiczne korzyści stałej bazy USA w Polsce.
  • Dlaczego stała baza jest trudniejsza do likwidacji niż rotacyjna obecność.
  • Które lokalizacje w Polsce są rozważane dla bazy i dlaczego.
  • Co wpływa na decyzje USA dotyczące lokalizacji bazy w Polsce.

Stała baza wojsk amerykańskich w Polsce ma być przełomem w obszarze naszego bezpieczeństwa. Wydaje się, że decyzja o jej powstaniu jest już przesądzona. Zapytam przewrotnie: czy z taką obecnością żołnierzy amerykańskich mogą wiązać się jakieś minusy, zagrożenia?

Gen. Stanisław Koziej: Z punktu widzenia bezpieczeństwa nie dopatrywałbym się minusów. Oczywiście, jakieś małe, lokalne konflikty mogą się pojawiać, bo nie wiadomo, jak niektórzy Amerykanie będą się zachowywać w tych środowiskach miejscowych. Ale myślę, że to nie jest istotne.

Czyli same pozytywy?

Duże plusy strategiczne jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Taka baza znacznie skuteczniej niż obecność rotacyjna będzie mitygować potencjalnego agresora, a mamy na myśli Rosję, przed agresją na nasze terytorium. Byłby to już z pewnością atak angażujący w taki czy inny sposób żołnierzy amerykańskich.

W Polsce od lat mamy amerykańskich żołnierzy w wielu lokalizacjach. Co nowego wniesie stała baza?

Przewaga stałej obecności polega głównie na tym, że taka współpraca nie jest łatwa do zerwania. Nawet gdyby zapadła jakaś decyzja polityczna, mająca na celu „ułaskawienie Rosji”, wycofanie Amerykanów nie byłoby takie proste. Gdybyśmy wzięli pod uwagę, że USA będą chciały zrealizować jakiś interes polityczny z Rosją, kosztem swojego zaangażowania w Polsce, to bardzo łatwo mogą wstrzymać rotacyjną obecność nie przysyłając tu kolejnych żołnierzy. Trump zresztą raz już to zrobił i nie zostało to nadrobione. Nowi żołnierze, którzy mieli być na zasadzie rotacyjnej, wciąż nie przybyli.

Stałej bazy nie można zlikwidować z dnia na dzień?

W przypadku stałej obecności jest to trudniejsze ponieważ w takim wariancie są to nie tylko żołnierze, ale także rodziny, dzieci, którzy są wrośnięci w społeczność lokalną. Taką obecność trudniej jest od tak przerwać. Widzieliśmy to, gdy Donald Trump chciał ukarać Niemców za brak poparcia dla wojny z Iranem. Okazało się, że to nie takie proste i w konsekwencji zamiast wycofać wojska z Niemiec, wstrzymał tę rotację u nas.

Redakcja poleca

Ale czy taka baza amerykańska nie może stać się potencjalnym celem ataków przeciwnika? Na Bliskim Wschodzie to praktycznie norma.

Jeżeli dochodzi do wojny to niewątpliwie tak. Ale zauważmy, że ta stała obecność ma główny cel, aby nie dopuścić do wojny. Tak zniechęcić agresora, aby na wojnę się nie zdecydował.

A jeżeli odstraszanie nie zadziała?

Jeśli zdecyduje się na takie ryzyko, że ataki będą obejmować również żołnierzy amerykańskich, czyli dojdzie do konfliktu z USA, to może okazać się, że to odstraszanie nie będzie skuteczne. Ono nigdy nie jest w 100 proc. pewne, zwłaszcza w stosunku do takiego „partnera”, jakim jest Władimir Putin. On już pokazał, że jest gotów pójść na różne ryzyka, np. wywołując pełnoskalową wojnę z Ukrainą. To było ogromne ryzyko i teraz chyba trochę Putin tego żałuje.

Nieoficjalnie mówi się, że stała baza USA ma zostać zlokalizowana w zachodniej Polsce. Wymienia się Wielkopolskę, Dolny Śląsk. Dlaczego zachód kraju, a nie wschód?

Wszystko zależy od tego, jaka jednostka będzie tutaj stacjonować. Mówimy - baza, ale powinniśmy mówić po prostu – garnizon amerykański. Baza jest tylko tym, co obsługują żołnierze. A chodzi o cały garnizon, włącznie z rodzinami. To będą także wydzielone struktury różnych firm amerykańskich, które będą realizować różne biznesy przy okazji pobytu. A także nasi przedsiębiorcy, którzy będą robić swoje interesy. Wszystko stworzy wielką całość, którą należy traktować jako garnizon wojskowy.

Amerykanie na pewno mają zupełnie inne cele. Nie jest w ich interesie rozmieszczanie bazy, zwłaszcza stałej, blisko rosyjskiej granicy, bo to utrudnia ich manewr polityczny w ramach globalnych gier strategicznych. A z pewnością je prowadzą i w przyszłości, także z Rosją, będą prowadzić. - Generał Stanisław Koziej dla RadioZET.pl

I gdzie powinien zostać zlokalizowany?

Jeżeli to będzie np. pułk śmigłowców albo jakiś batalion rakietowy, czy baza logistyczna lub sił powietrznych, to bardziej logiczne byłoby zlokalizowanie tego w zachodniej Polsce. Ale jeśli to miałaby być np. brygada pancerna, to z naszego punktu widzenia dużo lepiej byłoby, gdyby stanęła na Przesmyku Suwalskim. Tak, aby być od razu na pierwszej linii. To chyba jednak nie jest w interesie Amerykanów.

Kiedy możemy poznać dokładne decyzje?

Lokalizacja takiej bazy oraz rodzaj wojsk, które w niej będą, zostaną ujawnione dopiero po zakończeniu przeglądu, który Amerykanie robią w związku z ich obecnością militarną w Europie. A także redukcją i redyslokacją wojsk. Baza u nas powstanie zapewne w ramach redyslokacji jakiejś jednostki, która jest w zachodniej Europie.

Trump chce ograniczać wojskową obecność w Europie.

Amerykanie, zgodnie ze swoją strategią, chcą zmniejszyć obecność na kontynencie europejskim. Odpowiedzialność za obronę konwencjonalną ma przejmować teraz Europa. Więc wszystko to będzie związane z redukcją Amerykanów i dopiero wówczas dowiemy się, jakie będzie nowe ugrupowanie strategiczne wojsk amerykańskich w Europie. A baza w Polsce jest takim małym elementem tej szerszej układanki.

W rozmowy z Amerykanami zaangażowany jest polski rząd, MON, prezydent Nawrocki. W sprawie obecności stałej bazy USA w Polsce mamy szeroki polityczny kompromis. Ale w tle są skomplikowane negocjacje i walka o narodowe interesy.

W negocjacjach z Amerykanami powinniśmy stawiać maksymalne oczekiwania z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. A to byłoby rozmieszczenie jednostki wojsk lądowych na wschodniej flance, blisko Przemysku Suwalskiego. Albo rozmieszczenie w Polsce, brygady lub batalionu rakiet dalekiego zasięgu, np. Tomahawk, które byłyby dużo ważniejszym elementem odstraszania. Nawiasem mówiąc Amerykanie planowali rozmieszczenia takiej jednostki rakiet dalekiego zasięgu w Niemczech i wstrzymali się z tą decyzją. Może warto zabiegać, aby ona znalazła się w Polsce. To moim zdaniem nasz maksymalny pułap, od którego powinniśmy zaczynać negocjacje z Amerykanami.

Ile możemy ugrać?

Amerykanie na pewno mają zupełnie inne cele. Nie jest w ich interesie rozmieszczanie bazy, zwłaszcza stałej, blisko rosyjskiej granicy, bo to utrudnia ich manewr polityczny w ramach globalnych gier strategicznych. A z pewnością je prowadzą i w przyszłości, także z Rosją, będą prowadzić. Łatwiej im realizować z Rosją politykę manipulacji, gdy nie mają z nią bezpośrednio na styku swoich jednostek, a są one zlokalizowane głębiej. Stąd wskazanie na zachodnią Polskę.

Nie brzmi to zbyt obiecująco.

Wyjdzie z tego jakiś kompromis. Sądzę, że ostatecznie to będzie i tak decyzja amerykańska. Amerykanie, podejmując decyzję o tym gdzie i kogo zlokalizować w Polsce, będą kierować się wyłącznie swoim strategicznym interesem. W tym, w dużej mierze, związanym z ich przyszłą polityką wobec Rosji: jeśli będą chcieli mieć tę politykę twardszą, mamy większe szanse na uwzględnianie naszych oczekiwań, jeśli bardziej elastyczną – nie będą patrzeć na nasze interesy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET