Syn posła PiS prezesem miejskiej spółki. Oferta od burmistrzyni z PiS. Doświadczenie? „Nie znam”

7 min. czytania
25.08.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Mateusz Lorek, syn posła PiS Grzegorza Lorka został prezesem spółki komunalnej w podlubelskiej Bychawie. Propozycję pracy otrzymał od burmistrzyni z PiS. Nie przeszkadzały jej ani młody wiek, ani niewielkie doświadczenie. Władze miasta i prezes przekonują, że związki rodzinne nie miały znaczenia.

Syn posła jest prezesem w spółsce miejskiej w Bychawie
fot. ateusz Grochocki/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego syn posła PiS Grzegorza Lorka został prezesem spółki komunalnej.
  • Jakie doświadczenie ma 29-letni Mateusz Lorek.
  • Co mogło wpłynąć na powrót Grzegorza Lorka do PiS.
  • Jakie były okoliczności głośnego wypadku z udziałem Mateusza Lorka.

- Nie rozumiem skąd to nagłe zainteresowanie moją osobą. Swoją funkcję sprawuję już blisko dwa lata. Nie zaprzeczam, że mój ojciec jest posłem. Natomiast jest szeregowym posłem z województwa łódzkiego, nie pełnił żadnych funkcji ministerialnych. Od lat jego kariera jest związana z Łódzkiem, natomiast ja swoją, po ukończeniu studiów prawniczych związałem z Lubelskim. Dlatego dziwi mnie ta próba powiązania naszych ścieżek zawodowych - mówi RadioZET.pl Mateusz Lorek, prezes Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego.

Na miejsce pracy i przeszłość syna posła PiS zwrócili nam uwagę przedstawiciele stowarzyszenia Rozwój Plus, powołanego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Grzegorz Lorek zapisał się do organizacji, która powstała wiosną. Jednak w lipcu się wyłamał i złożył „lojalkę”, której podpisania zażądały władze PiS, tym samym opuszczając Morawieckiego. Oprócz Lorka seniora zrobił to tylko europoseł Daniel Obajtek. - Grzesiek dostał zapewnienie, że będzie miał dobre miejsce na liście w przyszłorocznych wyborach i że wejdzie do władz PiS w swoim okręgu (Piotrków Trybunalski). Postanowił też zadbać o rodzinę. Proszę sprawdzić, gdzie pracuje jego syn. I jego przeszłość – podsuwa trop jeden z polityków Rozwoju Plus.

Prezes Lorek: Nie była to intratna oferta

Nasz rozmówca twierdzi, że Grzegorz Lorek skalkulował, co bardziej mu się opłaca w obecnej sytuacji politycznej. Uznał, że przyszłość w stowarzyszeniu Morawieckiego jest niepewna. A start z list ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego da mu zdecydowanie większą szansę na reelekcję. - Jego przecież wcale nie widać w Piotrkowie Trybunalskim. Tu rządzą Macierewicz z Telusem. To oni rozdają karty. Grzesiek nie pcha się na pierwszą linię, ale posłem jest już osiem lat, więc chciałby mieć większy wpływ na to co dzieje się w partii. Według mnie mógł też obawiać się, że opuszczenie PiS będzie oznaczało koniec kariery syna – uważa poseł Rozwoju Plus.

Niespełna pięciotysięczna Bychawa leży niespełna 30 kilometrów na południe od Lublina. Od wiosny 2024 roku burmistrzynią miasta jest Marta Krzyżak. Startowała z własnego komitetu, ale należy do PiS. To właśnie Krzyżak zaproponowała pracę w Bychawskim Przedsiębiorstwie Komunalnym (BPK) Mateuszowi Lorkowi. Stało się to tuż po wyborach samorządowych. Lorek junior w czerwcu 2024 wszedł do zarządu spółki jako wiceprezes. Miał wówczas 27 lat, co oznacza, że był niedłogo po studiach. Jest absolwentem prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po zaledwie kilku miesiącach, 27 listopada 2024 Mateusz Lorek został prezesem gminnej spółki, która zajmuje się obsługą sieci wodno-kanalizacyjnej, wywozem nieczystości czy usługami budowlanymi.

Jak to możliwe, że tak młoda osoba otrzymała posadę z kilkunastotysięczną pensją? I jakie doświadczenie sprawiło, że syn posła PiS znalazł się w spółce. - Współpracowałem z panią burmistrz przy różnych projektach, jeszcze zanim wygrała wybory. Doradzałem jej w pewnych kwestiach prawnych. Szczegółów nie mogę ujawnić, ze względu na kwestie zachowania poufności. W czerwcu 2024 roku otrzymałem propozycję, żeby jako członek zarządu przyjrzeć się działalności Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego, bo nie wszystko funkcjonowało w nim jak trzeba. Miałem odpowiednie wykształcenie i doświadczenie, od studiów pracowałem w kancelariach prawnych, gdzie zajmowałem się obsługą spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Uznałem, że to ciekawy projekt i wyzwanie, więc przyjąłem propozycję. Natomiast na pewno nie była intratna oferta – zapewnia nas Mateusz Lorek.

Z jego oświadczenia majątkowego wynika, że w ubiegłym roku zarobił ponad 163 tys. zł brutto, czyli ok. 13,6 tys. zł miesięcznie.

Krzyżak zdecydowała o zatrudnieniu Mateusza Lorka
Fot. FB Marta Krzyżak
Marta Krzyżak, burmistrz Bychawy

Władze Bychawy: To czyim prezes jest synem nie miało znaczenia

Prezes Lorek nie wskazuje w jakich projektach brał udział z burmistrzynią Bychawy. Natomiast jak ustaliliśmy Marta Krzyżak przed objęciem funkcji pracowała w starostwie powiatowym w Lublinie, gdzie była naczelniczką wydziału zarządzania kryzysowego.

Jesienią 2023 roku „Wyborcza” opisała jak namawiała wójtów z powiatu do wieszania na terenie gmin banerów zachęcających do udziału w referendum antymigracyjnym, które było pomysłem PiS. A także miała przywieźć gazety „Twój głos referendalny”, w których straszono szturmem migrantów na granice i nakazać ich rozdawanie. Do wójtów miała też wysłać SMS, w którym domagała się konkretnych działań. „W związku ze zbliżającym się Referendum, proszę o rozwieszenie na terenie swojej gminy w widocznym miejscu min. 10 banerów informacyjnych oraz rozdanie min. 100 ulotek (chodzi o gazetki – przyp red.). Proszę o wykonanie dokumentacji zdjęciowej z akcji rozwieszania banerów oraz rozdawania ulotek oraz przesłania na numer telefonu ... - M. Krzyżak - z podaniem informacji o nazwie gminy”. Ani Krzyżak, ani ówczesny starosta Zdzisław Antoń w akcji agitacyjnej nie widzieli nic złego.

W rozmowie z RadioZET.pl prezes Lorek nie zaprzecza, że zna niektórych posłów PiS z Lubelszczyzny, m.in. w trakcie działalności akademickiej. Natomiast nie pracował nigdy w żadnym biurze poselskim, ani nie uczestniczy w wydarzeniach partyjnych. W sieci trudno też znaleźć jakiekolwiek jego zdjęcia. - W związku z działalnością zawodową stronię od polityki, nie jestem członkiem PiS. I nie wiem też nic o żadnych naciskach, na mojego ojca, uzależnianiu mojej pracy od jego decyzji o opuszczeniu PiS z prostego powodu. Swoją karierę zawdzięczam swojej ciężkiej pracy, a nie koneksjom rodzinnym czy znajomościom – przekonuje prezes BPK.

O okolicznościach zatrudnienia Mateusza Lorka chcieliśmy porozmawiać z burmistrz Bychawy Martą Krzyżak. Jednak była nieuchwytna. Na nasze pytania odpowiedział jej zastępca Łukasz Grabczyński. - Pan prezes Lorek został wyznaczony na stanowisko aktem powołania. Była to decyzja pani burmistrz i rady nadzorczej spółki. To czyim jest synem nie miało znaczenia, nawet nie znam pana posła Grzegorza Lorka. Nie jest posłem z naszego województwa – mówi Łukasz Grabczyński, wiceburmistrz Bychawy.

Redakcja poleca

I dodaje: - Prezes spełnił wymagania, które postawiła pani burmistrz i rada nadzorcza. Nie znam dokładnie jego doświadczenia, ale uważam, że młody wiek nie jest kluczowy. Ja mam 31 lat, zastępcą burmistrza zostawałem w wieku 29 lat. Bardziej chodzi o doświadczenie i wizję prowadzenia przedsiębiorstwa. Pan Lorek przedstawił konkretne założenia, które do dziś realizuje. Jako władze miasta nie mamy zastrzeżeń co do jego pracy.

Głośny wypadek w Piotrkowie, 10 rannych. Syn posła współwinny

Wróćmy jeszcze do przeszłości Mateusza Lorka, o której wspomina nasz rozmówca z Rozwoju Plus. Chodzi o wydarzenia ze stycznia 2017 roku. W Piotrkowie Trybunalskim doszło wówczas do głośnego wypadku drogowego. Na skrzyżowaniu Al. Sikorskiego i ulicy Kostromskiej zderzyły się dwa samochody osobowe oraz autobus. W wypadku rannych zostało 10 osób. Obrażenia wielu z nich były bardzo poważne, to m.in. urazy głowy, złamania kręgów szyjnych, żeber czy rąk. Mateusz Lorek, który miał wówczas niespełna 20 lat, a także dwaj pozostali kierowcy zostali skazani za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.

W grudniu 2019 roku Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim wymierzył wszsytkim trzem kierowcowm kary roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Według biegłych Lorek przyczynił się do wypadku, bo kierowany przez niego volkswagen polo jechał z nadmierną prędkością. Pierwsza opinia mówiła o nawet 130 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Syn posła przekonuje, że ta opinia została unieważniona, a druga mówi o prędkości 90-100 km/h. To i tak blisko dwukrotnie więcej niż powinno jechać auto. Obrońca Mateusza Lorka odwołał się od wyroku. Jednak w czerwcu 2020 roku Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji.

- O sprawie wypadku dowiaduję się od pana. Pan prezes przedstawił zaświadczenie o niekaralności, bo taki obowiązek mają kierownicy jednostek gminnych. Wszystkie formalności zostały spełnione – dziwi się Łukasz Grabczyński, zastępca burmistrza Bychawy.

Jak to możliwe, że Lorek junior takie zaświadczenie przedstawił? Prokuratura oskarżyła całą trójkę o umyślne spodowodanie katastrofy w ruchu lądowym w zamiarze ewentualnym. Sąd jednak skazując mężczyzn złagodził kwafilikację prawną czynu. W wyroku jest mowa o „nieumyślnym” doprowadzeniu do wypadku. - Stanowczo zaprzeczam, jakobym został skazany za popełnienie przestępstwa umyślnego. Sprawa wypadku samochodowego w której miałem również status poszkodowanego była sprzed blisko 10 lat i została prawomocnie zakończona. Podkreślam również, że nie rozumiem, jaki związek mają pytania dotyczące wypadku samochodowego sprzed blisko 10 lat z okolicznościami mojego zatrudnienia i pełnieniem przeze mnie funkcji w spółce. Na dzień ubiegania się o funkcję byłem niekarany oraz przedłożyłem zaświadczenie potwierdzające moją niekaralność – komentuje Mateusz Lorek.

Redakcja poleca

W Piotrkowie zapadła zmowa milczenia

Natomiast naszym zdaniem opinia publiczna ma prawo poznać przeszłość syna posła, dodatkowo sprawującego ważną funkcję w publicznej instytucji. Nawet jeśli sprawa dotyczy wydarzeń sprzed 10 lat. „Gazeta Trybunalska” informując o wyroku sądu pierwszej, który zapadł tuż przed Wigilią 2019 roku także zwracała uwagę na okoliczności sprawy.

W komentarzu czytamy, że była jedynym medium lokalnym śledzącym proces od początku do końca. „Jednym z trzech oskarżonych był syn posła PiS i to prawdopodobnie zdecydowało, że w mieście zapadła kurtyna milczenia. Nawet media, które obszernie informowały o samym zdarzeniu, w chwili, gdy sprawa trafiła do sądu zupełnie straciły zainteresowanie przebiegiem procesu i jego rozstrzygnięciem, co jest o tyle dziwne, że te same media potrafią informować o każdej błahostce, jaka dzieje się w Piotrkowie.” Gazeta była też zdziwiona stanowiskiem Prokuratury Rejonowej w Piotrkowie, która w opinii autora publikacji zażądała stosunkowo łagodnej kary dla młodych osób, które przyczyniły się do wypadku.

Podczas rozmów telefonicznych prezes Lorek wielokrotnie zwracał uwagę, że sprawa wypadku nie dotyczy jego obecnej działalności. I że opisanie jej może potraktować jako naruszenie dóbr. Wielokrotnie zapewniał też, że spółka pod jego kierownictwem dobrze sobie radzi, więc nie ma do siebie zastrzeżeń. - Polityczne komentarze, czy próby podważania moich kompetencji są nietrafione - proszę zapoznać się ze sprawozdaniem spółki – przekazał nam.

O komentarz chcieliśmy poprosić posła Lorka. Polityk PiS w ubiegłym tygodniu napisał, że przebywa na urlopie i prosi o kontakt po 24 sierpnia. W poniedziałek nie odbierał od nas telefonu. I znów poprosił o kontakt po 24 sierpnia.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET