Zamieszki w Los Angeles i Gwardia Narodowa. Co Trump chce ugrać politycznie w Kalifornii?

3 min. czytania
10.06.2025 09:29
Obserwuj nas na Google

- Trump świadomie wykorzystuje zamieszki w Los Angeles do odsunięcia uwagi społecznej od konfliktu z Elonem Muskiem - mówi rozmowie z RadioZET.pl profesor Tomasz Płudowski. Amerykanista tłumaczy, że wysłanie Gwardii Narodowej do Kalifornii ma podłoże polityczne. W stanie rządzą Demokraci, a Trump ma do zrealizowania obietnice wyborcze.

fot. Ethan Swope/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie podłoże polityczne ma decyzja Donalda Trumpa o wysłaniu Gwardii Narodowej do Kalifornii?
  • Czy sytuacja może odwrócić się przeciwko prezydentowi USA?
  • Co wspólnego z tą sprawą ma Elon Musk?

Donald Trump wysłał Gwardię Narodową do Los Angeles, tłumacząc decyzję przywróceniem porządku i “wyzwoleniem miasta”. Od kilku dni na ulicach “Miasta Aniołów” trwają zamieszki, które wybuchły po aresztowaniach nielegalnych imigrantów. Trump podejmując taką decyzję, zignorował gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma. Profesor Tomasz Płudowski wyjaśnia, że amerykańska tradycja i przepisy wskazują, że Gwardii Narodowej nie angażuje się do działania bez wniosku władz lokalnych.  

- Trump podjął tę decyzję nie tylko mimo braku takiego wniosku, ale także wbrew wypowiedziom władz lokalnych. Zrobił to na etapie, kiedy ta sprawa nie była jeszcze bardzo zaogniona i nie było żadnych ofiar śmiertelnych - mówi Płudowski. 

Redakcja poleca

Zdaniem amerykanisty wysłanie gwardzistów do Los Angeles można rozpatrywać w kontekście politycznym. Władze w Kalifornii mają Demokraci. Burmistrzem Los Angeles jest czarnoskóra Karen Bass, a gubernatorem stanu Gavin Newsom, którego wymienia się w gronie przyszłych kandydatów na prezydenta USA.  

-  Jedna kwestia to walka między Republikanami i Demokratami, a druga to chęć spełnienia obietnic wyborczych. Donald Trump już w 2016 roku, gdy po raz pierwszy kandydował, nazywał Latynosów mordercami i gwałcicielami. Teraz wychodzi naprzeciw swojemu elektoratowi, którego charakteryzuje ksenofobia - przypomina amerykanista. 

Zatrzymania imigrantów, granaty hukowe i podpalenia 

Protesty wybuchły w piątek, 6 czerwca, po akcji agentów ICE (policja imigracyjna) w hurtowni odzieży, podczas której aresztowano co najmniej 44 imigrantów. W niedzielę demonstranci zablokowali główne arterie Los Angeles. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, pocisków gumowych i granatów hukowych. Demonstranci podpalali samochody autonomiczne i inne pojazdy. Do najpoważniejszych starć doszło ostatniej nocy przy autostradzie 101, gdzie wzniesiono barykady, a w funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa poleciały fajerwerki. Policjanci musieli schować się pod jednym z wiaduktów przed demonstrantami. 

Narracji Trumpa o nieudolności władz lokalnych sprzyja sytuacja w Kalifornii. Gubernatorowi Gavinowi Newsom zarzuca się, że pod jego rządami wzrosła przestępczość i bezdomność. Płudowski nie jest przekonany, że jest to wyłącznie wina gubernatora. 

Redakcja poleca

- Kalifornia stała się ofiarą swojego sukcesu. To jest bardzo atrakcyjny region, gdzie swoje siedziby mają firmy technologiczne. Ceny nieruchomości rosną w szaleńczym tempie. Mało kogo stać na mieszkanie w San Francisco, chyba że pracuje w branży nowych technologii. Z tego powodu wielu mieszkańców wyprowadza się z Kalifornii do innych stanów, np. Arizony czy Teksasu - mówi Płudowski. 

Niedziela była najbardziej intensywnym dniem protestów, które ciągnęły się przez noc do poniedziałku. W późnych godzinach wieczornych komenda policji Los Angeles ogłosiła, że wszelkie zgromadzenia są nielegalne i muszą zostać rozwiązane. Gubernator Kalifornii ocenił, że prezydent wysłał Gwardię Narodową do Los Angeles, by wywołać kryzys i zasiać chaos. 

- Napięcie jest zwiększone. Następuje eskalacja z obu stron. Jeśli jedna strona dociska gazu, to druga zaczyna bardziej się opierać. Widać, że następuje jednoczenie się wspólnoty, zwłaszcza mężczyźni wkraczają w rolę jej obrońcy. Zaczynają działać agresywnie, atakując policjantów - analizuje profesor Płudowski. 

Protesty w Los Angeles. “Sytuacja może zaszkodzić Trumpowi” 

W niedzielę po południu protestujący zgromadzili się przed aresztem w Los Angeles i skandowali „Wstydźcie się” pod adresem Gwardii Narodowej, która utworzyła kordon wokół budynku federalnego. Wykrzykiwano też hasła solidarności z imigrantami. Według amerykanisty sytuacja może wyjść spod kontroli Donalda Trumpa. 

- Jeśli doszłoby  do silnej eskalacji i użycia przemocy, czego konsekwencją byłyby ofiary śmiertelne, to rzeczywiście sytuacja mogłaby zaszkodzić polityce Trumpa - wyjaśnia amerykanista. 

Zdaniem profesora Płudowskiego prezydent USA może wykorzystywać zamieszki w Los Angeles do jeszcze innych celów. Niedawno miliarder Elon Musk skrytykował projekt ustawy prezydenta Donalda Trumpa, a później umieścił w serwisie X wpis, w którym insynuował, że Trump jest zamieszany w sprawę wykorzystywania nieletnich dziewczyn przez Jeffreya Epsteina. 

- Trump świadomie wykorzystuje zamieszki w Los Angeles do odsunięcia uwagi społecznej od konfliktu z Elonem Muskiem i jego oskarżeń wobec prezydenta USA - mówi Płudowski. 

W maju podczas konferencji prasowej w Gabinecie Owalnym prezydent Donald Trump oficjalnie podziękował za współpracę Elonowi Muskowi i nazwał go jednym z największych liderów biznesu na świecie. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET