Zwrot w kampanii Nawrockiego. Polityk PiS: "Nie ma co ukrywać, że jest problem"
Oficjalnie politycy PiS przekonują, że wszystko jest pod kontrolą, a Karol Nawrocki ma dobrą strategię w kampanii prezydenckiej. Nieoficjalnie jednak w partii czuć niepokój. - Na razie mówiąc bokserskim językiem, musimy poboksować się z prawą stroną i tam zebrać elektorat, żeby spokojnie myśleć o drugiej turze. Jak już to się uda, to będziemy myśleli o delikatnym zwrocie w lewo – mówi w rozmowie z RadioZET.pl poseł PiS. W partii liczą na to, że popierany przez nich kandydat teraz zacznie zyskiwać. Dlaczego?
- Rosnące poparcie Sławomira Mentzena jest problemem dla Karola Nawrockiego. Jeden z sondaży daje drugą turę właśnie kandydatowi Konfederacji.
- Dla PiS to problem. Dlatego w ostatnich dniach Nawrocki mówi językiem Konfederacji.
- - Takie wrzutki na pewno będą się pojawiały, żeby odebrać trochę wyborców, zwłaszcza Mentzenowi - przyznaje jeden z polityków PiS.
Kilka dni wcześniej wypalił: - Jestem przeciwko przymusowym szczepieniom, szczególnie ludzi dorosłych, ale też i dzieci, z wyłączeniem tylko tych chorób, które są zagrożeniem generalnym dla populacji.
Później starał się przekonywać, że tym, którzy w przeszłości zostali skrzywdzeni, należą się przeprosiny. Przy okazji wspomniał o szczepieniach na palio, myląc je z polio.
Mentzen zyskuje, Nawrocki traci. Druga tura bez kandydata PiS?
Tym samym Karol Nawrocki zaczął grać na antyukraińskich i antyszczepionkowych strunach. Oliwy do ognia dolał też Przemysław Czarnek, jeden ze sztabowców Nawrockiego. Odnosząc się do kłótni Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem w Białym Domu, przed kamerami oświadczył: - Wyobrażacie sobie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który jedzie do Ameryki i mówi: żądam więcej wojsk amerykańskich, bo jak nie to będzie w niebezpieczeństwie Ameryka. No głupek, prawda? No głupek byśmy powiedzieli. No tak się zachował niestety. I tu nie ma co owijać w bawełnę.
Nawrocki w rozmowie w programie Gość Radia ZET wprawdzie powiedział, że nie użyłby takich słów, ale chwilę później rugał ambasadora Ukrainy Vasyla Bodnara, który skrytykował Czarnka. - Pan ambasador Ukrainy powinien zająć się relacjami polsko-ukraińskimi, ambasada Ukrainy powinna reagować bardziej radykalnie na słowa byłego szefa MSZ Kułeby i pan ambasador powinien wpływać na to, by Polska mogła podjąć ekshumacje na Wołyniu, a nie opiniować pana profesora Czarnka - mówił Karol Nawrocki.
Z naszych ustaleń wynika, że nagromadzenie antyukraińskich i antyszczepionkowych wypowiedzi w ostatnich dniach nie jest przypadkowe. W PiS przyznają, że chodzi o odbicie części elektoratu skrajnie prawicowego Sławomira Mentzena. Kandydat Konfederacji w wyborczym wyścigu radzi sobie nadspodziewanie dobrze, a w sondażach depcze po piętach Nawrockiemu.
W ostatnim badaniu SW Research przeprowadzonym na zlecenie "Wprost" Mentzen znalazł się na drugim miejscu. Zyskał 18,9 proc. wynik, co oznacza wzrost aż o 5,8 proc. Karol Nawrocki spadł na trzecią pozycję z wynikiem 16,6 proc. (spadek o 0,5 proc.). Taki wynik oznaczałby, że kandydat PiS nie znajdzie się w ewentualnej drugiej turze wyborów.
Politycy PiS: Nie tylko my poruszamy ukraińskie wątki w kampanii
- Nie ma co ukrywać, że jest problem. Można było się spodziewać, że Mentzen zacznie dobijać do 20 proc., ale nasz kandydat obywatelski na tym etapie powinien spokojnie mieć 25 proc. poparcia. Wtedy nie trzeba byłoby tak mocno umizgiwać się do elektoratu Konfederacji - przyznaje w rozmowie z RadioZET.pl poseł PiS.
W partii zauważają jednak, że zwrot w narracji dotyczącej Ukrainy jest widoczny nie tylko w wypowiedziach Karola Nawrockiego. - Wiadomo, że Konfederacja jest od dawna antyukraińska. Sławomir Mentzen wyczuł, że nastroje w Polsce i zmęczenie wojną sprzyjają nakręcaniu sprawy. Ale przypomnę, że to Rafał Trzaskowski zapowiedział odebranie 800+ niepracującym Ukraińcom. Widać, że to jest temat, który budzi emocje. Nasz kandydat nie może go nie poruszać. Takie wrzutki na pewno będą się pojawiały, żeby odebrać trochę wyborców, zwłaszcza Mentzenowi - dodaje kolejny polityk PiS.
Oficjalnie sztabowcy Karola Nawrockiego przekonują, że wysokie poparcie dla Sławomira Mentzena nie jest problemem. - Skupiamy się na swoim kandydacie. Jeśli w przestrzeni publicznej pojawiają się nasze wypowiedzi, które część osób odbiera jako antyukraińskie, to jest to po prostu efekt rzeczywistości, w jakiej się znajdujemy. Mieliśmy sporo wydarzeń, do których trzeba było się odnieść. Nie uważam, żebyśmy musieli przyjmować ton antyukraiński czy antyszczepionkowy. Nie ustalaliśmy tego w sztabie, nie uzgadnialiśmy z kandydatem - zapewnia Przemysław Czarnek, jeden z członków sztabu Karola Nawrockiego.
I dodaje: - Powiem na swoim przykładzie. Za każdym razem kiedy występuję, mówię, że w żywotnym interesie państwa polskiego jest, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny. Ale jeśli prezydent Ukrainy jedzie do Stanów i zachowuje się tam jak komik, a nie prezydent, albo jeśli znów nas oszukano, jeśli chodzi o ekshumacje ofiar Wołynia, to musimy się do tego odnosić i głośno wypowiadać swoje zdanie.
Politolog o Nawrockim: Może ma takie poglądy na szczepienia
Oficjalnie politycy PiS uspokajają. I przekonują, że wszystko jest pod kontrolą, a Karol Nawrocki ma dobrą strategię. "Dla wszystkich rozgrzanych głów. Przeżyjmy to jeszcze raz" - tak na badanie SW Research zareagował poseł Michał Moskal, jeden z zaufanych prezesa Kaczyńskiego. Wpis opatrzył wynikami sondażu CBOS z lutego 2015 roku, czyli trzy miesiące przed wyborami prezydenckimi. Andrzej Duda miał w nim 15-procentowe poparcie. Urzędujący prezydent Bronisław Komorowski aż 63-procentowe. Ostatecznie, w drugiej turze wygrał Duda.
Nieoficjalnie jednak w partii czuć niepokój. Jeden z posłów PiS w rozmowie z RadioZET.pl przyznaje, że według niego znacznie lepiej powinna pójść pierwsza część kampanii, czyli budowanie rozpoznawalności kandydata. - A tu było kilka wpadek. Wyciek raportu, w którym pisano o związkach z półświatkiem, liczne podróże, czy sprawa apartamentu w Muzeum II Wojny Światowej. Uważam, że powinniśmy mocniej odpowiadać na te zarzuty, budować kandydata, żeby szybciej dobił do tych około 30 procent, a później myśleć o tym, jak pozyskiwać wyborców spoza naszego elektoratu. Tego mi zabrakło, stąd dziś takie, a nie inne notowania Nawrockiego - mówi polityk.
Kolejny poseł dodaje: - Na razie mówiąc bokserskim językiem, musimy poboksować się z prawą stroną i tam zebrać elektorat, żeby spokojnie myśleć o drugiej turze. Jak już to się uda, to będziemy myśleli o drugim kierunku, czyli delikatnym zwrocie w lewo.
Mocny skręt kampanii Nawrockiego w prawą stronę zauważają też politolodzy. - Wygląda na to, że Karol Nawrocki tymi wypowiedziami próbuje sięgnąć po elektorat Konfederacji. Ewentualnie możemy założyć, że po prostu sam ma taki pogląd na obowiązkowe szczepienia i doszedł do wniosku, że to moment, kiedy można o tym otwarcie mówić - komentuje dr hab. Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dynamika kampanii wkrótce się zmieni
Ekspert dodaje, że kierownictwo PiS błędnie założyło, że Karol Nawrocki bez większych problemów wejdzie do drugiej tury. - Tak samo założył sztab Rafała Trzaskowskiego i w obu sztabach uznano, że trzeba grać o elektorat Konfederacji, przeciągnąć na swoją stronę wyborców Mentzena. Stąd te antyukraińskie akcenty. Dla któregoś z kandydatów może się to jednak skończyć źle. Przypomina to trochę sytuację z 2007 roku, kiedy Lewica i PiS wymyśliły, że podzielą między siebie elektorat Platformy Obywatelskiej, organizując debatę Kaczyńskiego z Kwaśniewskim z pominięciem Tuska. Gdy jednak dziennikarze dopytywali, okazało się, że zarówno PiS, jak i Lewica będą do koalicji potrzebowali jakiejś części PO. W efekcie skorzystał na tym Tusk i PO - dodaje dr hab. Flis.
W PiS liczą jednak na to, że ich kandydat teraz zacznie zyskiwać. Dlaczego? W kolejnym etapie kampanii w teren mają ruszyć posłowie. Będą przekonywali, że Nawrocki to najlepszy kandydat na prezydenta. Plan zakłada, że odwiedzą każdą z ponad 2,4 tys. gmin w Polsce, bo sam Nawrocki wszędzie nie będzie w stanie się pojawić. Po konwencji kandydata wspieranego przez PiS posłowie tej partii usłyszeli od sztabu, że muszą ruszyć w teren. Niektórzy już mają gotowe rozpiski, kiedy i w których gminach będą się spotykali z wyborami.
- Z pewnością dynamika kampanii zmieni się, gdy politycy ruszą w teren. To może być problem dla Konfederacji, która ma tylko kilkunastu posłów i niewielu radnych. Dla porównania PiS ma 10 razy więcej posłów (190 – przyp. red.). Do tego przecież dojdą radni, których partia w gminach ma mnóstwo. Powstaje pytanie, czy to wystarczy, by przekonać wyborców - zastanawia się dr hab. Jarosław Flis.
Źródło: RadioZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET