`

10 minut absolutnej ciszy i łzy. "Myślałam, co się działo w jego głowie, gdy umierał"

5 min. czytania
18.03.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Na nagraniu z monitoringu widać, jak policjant wyprowadza cios, a później powala Tomasza na ziemię. Po skuciu kajdankami mogło wydawać się, że wszystko jest pod kontrolą. Chwilę później Tomasz nie żył. Sąd kolejny raz analizuje, czy funkcjonariusze odpowiadają za jego śmierć. A świadkowie już niewiele pamiętają.

Rozmprawa w sprawie śmierci Tomasza Kramka
fot. Piotr Kozłowski

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wyglądała tragicznie zakończona interwencja policji w Lublinie
  • Jakie błędy mogli popełnić policjanci podczas interwencji.
  • Co widać na nagraniu z monitoringu i co zeznali świadkowie.
  • Co minister Kierwiński mówi o wprowadzeniu kamer nasobnych dla policjantów.

Sędzia Andrzej Skubis ustalił z obrońcami i prokuratorem, że wystarczy obejrzeć kluczową minutę, może półtorej, nagrania monitoringu, który zarejestrował policyjną interwencję. Gdy włączono film, wszyscy na sali zamarli. W kompletnej ciszy oglądali go przez 10 minut. Anna Kramek-Khadka co chwilę wycierała łzy.

- Minęło tyle lat, a to jest dla mnie nadal straszne. Człowiek patrzy, ogląda swojego brata i wyobraża sobie, co mu się działo w głowie, gdy umierał. Do końca tego wszystkiego nie widać, zastanawiam się, jak to było. Płakałam z bezradności, że nie mogę mu już pomóc - mówiła RadioZET.pl tuż po wyjściu z sali rozpraw Anna Kramek-Khadka, siostra zmarłego.

Policyjna interwencja zakończyła się śmiercią

W Sądzie Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku ponownie ruszył proces dwóch policjantów oskarżonych o przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci Tomasza Kramka. To już czwarte podejście do wydarzeń, które rozegrały się 25 sierpnia 2020 roku w Lublinie. Za pierwszym razem trzeba było rozpoczynać proces na nowo z powodu zmiany sędzi. Za drugim policjanci zostali uniewinnieni. Sąd apelacyjny nakazał jednak ponowne zbadanie sprawy. Uzasadnienie sądu wyrok z pierwszej instancji dosłownie zmiażdżył. Po blisko sześciu latach nadal nie doczekaliśmy się finału sprawy.

Aspirant sztabowy Arkadiusz K. i sierżant sztabowy Wojciech K. odpowiadają za interwencję, która zakończyła się śmiercią 36-letniego Tomasza Kramka. Mężczyzna, który od 2006 roku leczył się na schizofrenię paranoidalną, po wyjściu z mieszkania wujka, którego odwiedził, zaczął zaczepiać przypadkowych ludzi na ul. Droga Męczenników Majdanka w Lublinie. Krzyczał, był pobudzony i agresywny. Miał popchnąć jedną kobietę, a inną kopnąć. Jeden ze świadków zadzwonił po policję.

Zatrzymanie pobudzonego Tomasza nie było łatwą sprawą. Mężczyzna uciekał, krzyczał, ale miał też powiedzieć, żeby go zostawić, bo jest chory. Policjantom nie pomogło rozpylenie gazu. 36-latka udało się zatrzymać w bramie Agencji Mienia Wojskowego przy ul. Łęczyńskiej. Nagranie z jednego z budynków, ukazujące część interwencji odtwarzano we wtorek w sądzie w Świdniku. Widać na nim, jak Wojciech K. z wyskoku zadaje Kramkowi cios łokciem w okolice twarzy. Później łapie go za szyję, unosi i rzuca na asfalt. Natomiast Arkadiusz K. zakłada zatrzymywanemu kajdanki.

Później cała interwencja przenosi się przed bramę. Widać tylko jej fragmenty. Przytrzymywany przez policjantów Tomasz przestaje się ruszać, a policjanci starają się mu pomóc. Ze względu na założone kajdanki jest to jednak utrudnione. Wszystko obserwują przechodnie i ludzie wyjeżdżający samochodami z parkingu, przy którym odbywa się interwencja. Jest tuż po 15.30, wiele osób właśnie skończyło pracę.

Byli policjanci Arkadiusz K. (z lewej) i Wojciech K. (z prawej) na ławie oskarżonych
Fot. Piotr Kozłowski/RadioZET.pl
Byli policjanci Arkadiusz K. (z lewej) i Wojciech K. (z prawej) na ławie oskarżonych

Dramatyczne nagranie z monitoringu i niepamięć policjantów

Dramatyczne 10-minutowe nagranie z interwencji, które odtworzono w sądzie, to kluczowy materiał. We wcześniejszym procesie biegły z zakresu techniki i taktyki interwencji służb mundurowych w swojej opinii pisał o błędach policjantów. Według niego użyli nieadekwatnej do potrzeb siły fizycznej, chociażby przez wyprowadzenie ciosu oraz podniesienie mężczyzny za szyję. Z kolei biegli z zakresu medycyny sądowej uznali, że reanimacja nie mogła być skuteczna, bo po kilkunastu sekundach została przerwana na dwie minuty, żeby rozkuć Tomasza. Jego śmierć nastąpiła w mechanizmie tzw. asfiksji restrykcyjnej, czyli niewydolności krążeniowo-oddechowej. To stan, który może wystąpić nagle u osób w stanie pobudzenia przy jednoczesnym utrudnieniu oddychania.

O tym, że oddychanie mogło być utrudnione, świadczyły pierwsze relacje osób, które widziały interwencję. Podczas przesłuchań, a później przed sądem, mówiły, że policjanci dociskali kolanami Tomasza Kramka, a mężczyzna krzyczał, że nie może oddychać i błagał o pomoc.

We wtorek (17 marca) sąd ponownie przesłuchiwał świadków tych zdarzeń. Większość z dziewięciorga osób zasłaniała się jednak niepamięcią, część mówiła co innego niż podczas pierwszych zeznań. Dwóch policjantów, którzy przyjechali wesprzeć Arkadiusza K. i Wojciecha K., przyznało, że ich koledzy przytrzymywali Kramka. Wojciech K. miał go trzymać za nogi, żeby nie wstał. Z kolei Arkadiusz K., według relacji kolegów, miał "przytrzymywać" mężczyznę za ręce, ewentualnie ramiona. Policjanci mówili o "kucaniu", "przyklęku" czy "klęczeniu", ale nie o dociskaniu kolanami. To, czy doszło do dociskania, może być kluczowe dla sądu. Asfiksja następuje bowiem przy znaczącym utrudnieniu oddychania.

Redakcja poleca

Na szczegółowe pytania sądu policjanci nie byli w stanie odpowiedzieć. Zasłaniali się niepamięcią. Od zdarzenia minęło już blisko sześć lat. Obaj pamiętali jednak, że trzeba było długo czekać na karetkę. Arkadiusz K. miał ponaglać zespoły ratownictwa medycznego

Świadkowie też niewiele pamiętają

Świadkowie, którzy wezwali policję, mówili, że Tomasz Kramek był bardzo agresywny, pobudzony, zaczepiał ludzi. Twierdzą, że wyglądał jak osoba po zażyciu środków psychotropowych. Tego jednak nie potwierdziły badania toksykologiczne. W organizmie Kramka wykryto tylko terapeutyczne stężenie hydroksyzyny, silnego leku uspokajającego.

Także osoby, które wyjeżdżały z parkingu i widziały interwencję z bliska, już niewiele pamiętają. Tuż po zdarzeniach zeznawały, że policjanci klęczeli na mężczyźnie, dociskali go kolanami, a zatrzymany tuż przed śmiercią krzyczał, żeby go zostawić i wzywał pomocy. Teraz w większości nie pamiętali żadnych słów, mówili, że wszystko widzieli bardzo krótko bądź niezbyt dobrze, "kątem oka".

Sędzia Skubis przypominał więc wcześniejsze zeznania: "Dwaj pozostali na nim klęczeli i dociskali kolanami do ziemi. Słyszałam charczący głos: "proszę, zostawcie mnie". Słyszałam dokładnie, co ten mężczyzna mówił, to było charczenie" - mówiła jedna z kobiet.

Inna dodawała: "Jeden z mężczyzn leżał na ziemi, dwaj inni na nim klęczeli. To była chwila. Słyszałam, jak mówi: "puśćcie mnie, to boli", pojawiła się wydzielina w ustach tego leżącego na plecach".

Redakcja poleca

Gdy sędzia te zeznania przypomniał, świadkowie zgodnie je potwierdzali. Nikt nie wycofał się ze swoich wcześniejszych słów.

Kierwiński: Policjanci na ulicy będą mieli kamery

Oskarżonym Arkadiuszowi K. i Wojciechowi K. grozi do pięciu lat więzienia. Obaj już nie pracują w policji. Arkadiusz K. przeszedł na emeryturę po 22 latach służby. Wojciech K., który miał ośmioletni staż, został zwolniony przez komendanta. Anna Kramek-Khadka, siostra Tomasza w procesie jest oskarżycielką posiłkową. Finału sprawy nie doczekali ich rodzice. Matka zmarła we wrześniu 2023 roku, ojciec - w grudniu ubiegłego roku: - Mam nadzieję i wierzę w to, że sąd wyda sprawiedliwy wyrok, biorąc pod uwagę zalecenia sądu apelacyjnego - mówi Anna.

Śmierć Tomasza Kramka jest jedną ze 111 tragicznie zakończonych policyjnych interwencji z lat 2018-2023. Sprawa z Lublina jest jedną z nielicznych, które znalazły finał w sądzie. W sytuacji, gdy nie udało się zarejestrować całej interwencji, a świadkowie zasłaniają się niepamięcią, mogłaby pomóc technika.

Kilka dni temu Marcin Kierwiński, szef MSWiA, w G ościu Radia Zet zapowiedział, że policjanci, którzy pełnią służbę na ulicy, będą wyposażeni kamery. - Co do zasady popieram to, żeby policjanci mieli kamery nasobne. Systematycznie wzrasta ich liczba funkcjonariuszy w nie wyposażonych. Policjanci, którzy pełnią służbę na ulicy, w znakomitej większości będą mieli kamery - mówił w GRZ Marcin Kierwiński.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET