Nowe informacje ws. śmierci Natalii z Andrychowa. "Przerażające". Władze podjęły decyzję

3 min. czytania
30.11.2023 18:50
Obserwuj nas na Google

Po śmierci 14-latki w Andrychowie szkoły odwołały zabawy andrzejkowe. - Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci – powiedział w czwartek burmistrz miasta Tomasz Żak. We wtorek przez kilka godzin Natalia siedziała w centrum Andrychowa na zimnie. Trafiła do szpitala. W środę zmarła. Dziewczynkę pożegnało II LO im. Marii Dąbrowskiej w Kętach, do którego uczęszczała.

karetka
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER (zdj. ilustr.)

Tragedia wstrząsnęła całą Polską. Natalia przez wiele godzin siedziała na mrozie przed sklepem w Andrychowie (woj. małopolskie). Zmarła z powodu hipotermii. Temperatura ciała 14-latki wynosiła zaledwie 22 stopnie.

Natalia z Andrychowa zmarła z powodu hipotermii. Odwołano imprezy

- W szkołach odwołano wszystkie imprezy andrzejkowe. Młodzież wspólnie to bardzo przeżywa. Wszyscy to bardzo przeżywamy – powiedział burmistrz Andrychowa Tomasz Żak. Sprawą zajęła się wadowicka prokuratura. Wpłynęły już do niej materiały dotyczące 14-latki. Zlecona została sekcja zwłok zmarłej dziewczynki.

Magistrat, poprzez ośrodek pomocy społecznej, zaoferował bliskim zmarłej wsparcie psychologiczne. - Ojciec dziewczynki podziękował i powiedział, że już ma takie wsparcie. Jeżeli tylko będzie jakakolwiek potrzeba wsparcia, to w każdej chwili jesteśmy do dyspozycji – zapewnił samorządowiec w rozmowie z PAP.

Dziewczynkę pożegnało II LO im. Marii Dąbrowskiej w Kętach, do którego uczęszczała. "Z ogromnym żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszej uczennicy i koleżanki Natalii. Nie jesteśmy w stanie wyrazić naszego smutku, z powodu tego, że młode życie zostało przerwane i to w tak dramatycznych okolicznościach" - napisała w oświadczeniu dyrektorka II LO im. Marii Dąbrowskiej Anna Kapcia. "Natalko, zapamiętamy cię jako pełną życia, radosną, kochającą zwierzęta, dobrą i życzliwą dziewczynę. Jesteśmy myślami i modlitwą z twoim tatą i rodzeństwem" - dodała. 

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że dziewczynka mieszkająca w podandrychowskich Sułkowicach we wtorek rano wyszła na lekcje. Uczyła się w pobliskich Kętach. Nie dotarła tam. Około godziny 8 zatelefonowała do ojca, że źle się czuje. Nie była w stanie wskazać, gdzie się znajduje. Później już nie odbierała telefonu.

Nastolatka była wówczas na obrzeżach ścisłego centrum Andrychowa. Usiadła przy niewielkiej przyczepie z reklamą, ustawionej przy parkingu obok sieciowego supermarketu i ciągu prywatnych sklepików. Tuż obok przebiega główna ulica Krajowa 52, a za nią duża część ruchu lokalnego i tranzytowego z Krakowa do Bielska-Białej. Przez kilka godzin nikt się nią nie interesował. Burmistrz Tomasz Żak powiedział, że miejsce, w którym znalazła się dziewczynka, nie jest objęte monitoringiem miejskim. - Jest tylko monitoring supermarketu i prywatnych sklepów – dodał.

Bliscy dziecka zaczęli poszukiwania na własną rękę. Dziewczynkę znaleziono około godziny 13. Najpierw zabrano ją do sklepu. Stamtąd trafiła karetką do szpitala w Wadowicach, a następnie do lecznicy w Krakowie. W środę wieczorem podkom. Barbara Szczerba z zespołu prasowego małopolskiej policji poinformowała PAP, że 14-latka zmarła.

Śmierć 14-latki na mrozie. "Nikt nie zauważył, nie zareagował"

Już w środę wieczorem w miejscu, w którym dziewczyna została znaleziona, stanęły pierwsze znicze. W czwartek wciąż się paliły. Co jakiś czas ktoś przychodzi i zapala kolejny znicz. Mieszkańcy Andrychowa nie kryją smutku i wręcz niedowierzania, że do takiej sytuacji w ogóle mogło dojść. - Przecież to jest widoczne miejsce. Tu jest tyle lokali handlowych. Tyle samochodów. Nikt nie zauważył, nie zareagował? Może to dlatego, że wciąż widzimy młodych, którzy tak siedzą? Często widzę, jak młodzi siedzą "po turecku, wprost na betonie" – powiedziała starsza mieszkanka Andrychowa.

Podobnego zdania był mężczyzna, który robił zakupy w supermarkecie. - Myślałem, że może usiadła w miejscu, gdzie nie było jej widać, ale teraz patrzę: skąd! Tyle osób tędy się przemieszcza z zakupami. Niektóre auta mogły parkować z 10 metrów od niej. Przerażające, że nikt nie zwrócił uwagi. Przecież ona siedziała kilka godzin na tym zimnie – relacjonował.

Komendant andrychowskiej Straży Miejskiej Krzysztof Tokarz oświadczył, że jego podwładni starają się zwracać uwagę na podobne sytuacje. - Bardzo pomagają nam mieszkańcy. Oni nie są bierni. Pięć dni temu na przystanku zasłabła osoba. Mieliśmy pięć wezwań od przechodniów. A tu… Może gdyby ta przyczepa z reklamą była bliżej chodnika? – zastanawiał się.

Źródło: Radio ZET/PAP - Marek Szafrański

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET