`

Nauczycielka zgubiła ucznia na wycieczce. Prokurator umarza sprawę

Redakcja
2 min. czytania
03.01.2018 17:15
Obserwuj nas na Google

Prokuratura kołobrzeska nie postawiła zarzutów nauczycielce ze Słupska, która pojechała z klasą na wycieczkę do Darłowa i wróciła z niej bez jednego z uczniów. Sprawa o narażenie chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu została umorzona.

fot. Kadr z filmu "Home Alone 2". 20th Century Fox

Jak uznała prokuratura, okoliczności zdarzenia nie pozwalają stwierdzić, by "dziecko było choć na chwilę bez opieki kogoś dorosłego".

Rodzice pamiętali

 

Do zdarzenia doszło w czerwcu 2017 r. Uczniowie trzeciej klasy słupskiej społecznej szkoły podstawowej byli na wycieczce w parku rozrywki Leonardia pod Darłowem. W drodze powrotnej nauczycielka zorientowała się, że brakuje jednego z trzynastu uczniów. Pozostawionego w parku chłopca odebrał ojciec. To rodzice zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez nauczycielkę.

Postępowanie w sprawie narażenia małoletniego Miłosza na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu prowadziła Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu. Ta ostatecznie nie postawiła zarzutów nauczycielce i umorzyła śledztwo.

Jak poinformował w środę PAP rzecznik prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski, postanowienie nie jest prawomocne i trzeba się liczyć z tym, że rodzice będą je skarżyć.

Dziecko było pod opieką?

Gąsiorowski powiedział, że okoliczności zdarzenia nie pozwalają stwierdzić, iż "dziecko było choć na chwilę bez opieki kogoś dorosłego”. W efekcie nie można nauczycielce zarzucić popełnienia czynu zabronionego.

Sytuacja z czerwca 2017 r. miała wyglądać tak, że dzieci po skończonej zabawie wyszły z nauczycielką na parking, gdzie czekał na nich autokar. Pedagog policzyła dzieci wchodzące do pojazdu. I wtedy ich liczba się zgadzała. Kobieta nie zauważyła jednak tego, że jeden z uczniów opuścił autokar i pobiegł do toalety. Nauczycielka przed odjazdem nie przeliczyła raz jeszcze dzieci. Wszyscy odjechali, tylko Miłosz został w parku rozrywki. Na parkingu zorientował się, że autokaru już nie ma. Wrócił do parku i o tym, że jego klasa odjechała, powiedział obsłudze obiektu. Ta o pozostawionym chłopcu poinformowała szkołę i rodziców dziecka. Do czasu przyjazdu ojca Miłosza, ten pozostawał pod opieka pracowników parku.

Po tym incydencie słupska społeczna szkoła rozstała się z nauczycielką.

RadioZET.pl/pap/maal

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET