Oliver Frljić vs. prawica. Twórca "Klątwy" znów na cenzurowanym
Już tysiąc podpisów zebrali autorzy petycji o odwołanie z funkcji kuratora festiwalu teatralnego "Malta" Olivera Frljicia. Nie podoba im się uprawiany przez chorwackiego reżysera prowokacyjny i obrazoburczy styl. Domagają się także obcięcia dotacji na jedną z najbardziej prestiżowych imprez kulturalnych w tej części kontynentu. To nie pierwszy przypadek, gdy zarówno twórczość bałkańskiego artysty, jak i poznańskie wydarzenie budzą tak silne i skrajne emocje.
Idiom to przewodnie hasło towarzyszące każdej (od 2010 roku) edycji poznańskiej Malty. Wskazuje ono obszar zainteresowań twórców prezentowanych w jej ramach dzieł. Idiomy (i wpisane w nie konkretne realizacje) dobierane są wedle klucza geograficznego (Azja, Ameryka Łacińska) bądź tematycznego ("Człowiek-Maszyna" z 2013 czy zeszłoroczny "Paradoks Widza").
Malcie 2017 patronuje idiom "Platforma Bałkany", a kuratorami ogłoszono artystów pochodzących oczywiście z tego regionu - chorwackiego reżysera Olivera Frljicia i serbskiego dramaturga Gorana Injaca.
Obsceniczność i szkalowanie symboli
Decyzja organizatorów spotkała się jednak z oburzeniem środowisk prawicowych i katolickich. Frljić - pracujący i wystawiający w Polsce od kilku lat - to dla nich symbol upadku współczesnej sztuki. Zarzucają mu obsceniczność, hołdowanie taniej prowokacji oraz profanację ważnych dla Polaków ikon narodowych i religijnych.
Radna z klubu byłego prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego Joanna Frankiewicz (wdowa po byłym wiceprezydencie miasta Macieju Frankiewiczu), były prezes Telewizji Republika Piotr Barełkowski oraz stowarzyszenie Wolni i Solidarni wystosowali więc petycję do organizatorów i władz miasta.
Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET
Inicjatorzy akcji - którzy przeprowadzili już jedną, niezbyt liczną, demonstrację na poznańskim placu Wolności - domagają się usunięcia artysty i jego wieloletniego współpracownika z funkcji kuratorów. Zapowiedzieli również, że będą lobbować w Urzędzie Miejskim, aby ten zredukował dotację finansową dla festiwalu.
Czym Frljić podpadł polskiej prawicy?
Chorwacki twórca po raz kolejny znalazł się pod ostrzałem polskich konserwatystów. W 2013 roku głośno było o przygotowywanej przez niego w krakowskim Teatrze Starym inscenizacji na podstawie "Nie-Boskiej Komedii" Zygmunta Krasińskiego. Do premiery ostatecznie nie doszło, z uwagi na protesty i groźby ze strony skrajnej prawicy. Dyrektor placówki Jan Klata zasłaniał się kwestią bezpieczeństwa, ale w jednym z wywiadów przyznał, że sam nie był zachwycony koncepcją artystyczną Frljicia.
We wrześniu ubiegłego roku reżyser zaprezentował w Teatrze Polskim w Bydgoszczy spektakl "Nasza przemoc, wasza przemoc", który tak rozwścieczył lokalnych polityków prawicy, że złożyli oni do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Mimo, iż go nie widzieli, twierdzili, że obraża on ich uczucia religijne. Sprawa jest w toku, a marszałek województwa kujawsko-pomorskiego zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji.
Najświeższa porcja kontrowersji związanych z działalnością Frljicia to oczywiście "Klątwa" według Stanisława Wyspiańskiego, do której wystawienia w stołecznym Teatrze Powszechnym próbowali nie dopuścić politycy oraz aktywiści katoliccy, zarzucając Chorwatowi zamach na wartości chrześcijańskie oraz znieważenie symboli religijnych. Tak negatywną reakcję spowodowały doniesienia o seksie oralnym z figurą Jana Pawła II oraz scenie - ostatecznie wycofanej ze skryptu w obawie przed sankcjami karnymi - zbiórki na zabójstwo prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Stowarzyszenia katolickie oraz narodowe manifestowały pod budynkiem na Alei Zielenieckiej, otwarte słowa krytyki pod adresem twórców skierował też m.in. minister kultury Piotr Gliński, a duchowni ostrzegali z ambon przed "znamionami bluźnierstwa". Premiery jednak nie odwołano. Co więcej, otoczka skandalu tylko pomogła w wypromowaniu "Klątwy", na którą praktycznie nie sposób już dostać biletów.
Nie widzieli, ale protestują
Przeciwników Frljicia, oprócz samej niechęci do jego dokonań, łączy też jedna istotna cecha - w przytłaczającej większości nie widzieli oni spektaklu na żywo. Ich opinie oparte są jedynie na zapisach wideo, opisach recenzenckich i informacjach z drugiej ręki. Nie przeszkadza im to jednak protestować i uderzać w naprawdę poważne tony.
- Nie chcemy płacić za to obelżywe, paskudne wydarzenie, które się kroi. Uzurpatorzy wielkiej sztuki muszą tolerować ludzi o innych poglądach - grzmi cytowany przez "Wyborczą" Barełkowski. Jego zdaniem, twórcy "Klątwy" "obrażają papieża w sposób niespotykany".
Pytana przez gazetę o to, czy była na spektaklu, radna Frankiewicz odpowiada: – Nie byłam, ale widziałam obszerne fragmenty, są przecież dostępne w internecie. Uważam, że to wystarczy, by wyrobić sobie zdanie. Festiwal powinien zrezygnować z takiego kuratora. Tu nie ma mowy o sztuce – mówi.
- Od lat ja i mąż wspieraliśmy festiwal Malta, który zyskał uznanie w Polsce i na świecie. Dla niego taki kurator byłby wstydem. Zarzuca mi się chęć cenzurowania kultury. A ja pytam: czy gdyby w ten sposób potraktowano czyjąś matkę lub przyjaciela, to czy ten ktoś by protestował? Dla mnie Jan Paweł II był taką bliską osobą - dodaje. Zarówno ona, jak i Barełkowski podkreślają jednak, że pomimo swojego protestu, zależy im, aby Poznań był miastem otwartym i tolerancyjnym, a Frljicia i jego ekipę określają mianem "uzurpatorów sztuki".
Co na to druga strona?
Przedstawiciele fundacji Malta - organizującej festiwal - bronią swojego wyboru. „Teatr jest miejscem tworzenia nowych rzeczywistości, pluralistycznego dialogu i szczerej konfrontacji ze światem” - czytamy w specjalnie wydanym na tę okoliczność komunikacie.
– Frljić jest najlepszym twórcą, który może pokazać, jak wygląda bałkanizacja i jakie są problemy współczesnej Europy - twierdzi dyrektor festiwalu Michał Merczyński. Odmówił jednak komentarza, dotyczącego petycji i protestów.
Zamieszanie w bardzo dosadny sposób komentuje za to jeden z zainteresowanych, dramaturg Goran Injac:
– Cała ta sytuacja mówi wiele o tym, jak wygląda polskie społeczeństwo i w jakim politycznym kierunku Polska zmierza. Wkrótce nic nie będzie można zrobić bez oficjalnej zgody polityków prawicy albo arcybiskupa, którzy przemocowymi działaniami – metodami średniowiecznej inkwizycji, jawnym linczem i mową nienawiści – próbują bezpośrednio ingerować w kulturę. Nie pozwala się artystom na żaden inny głos, co poważnie zagraża wolności słowa i sztuki – mówi w rozmowie "GW".
Kontrowersje nie po raz pierwszy
Organizowany od 1991 roku w Poznaniu Malta Festival to jeden z najważniejszych festiwali w Europie. Choć jego fundamentem jest teatr, to z roku na rok zyskiwał on coraz bardziej interdyscyplinarny charakter, włączając w program wydarzenia muzyczne, filmowe, taneczne czy z zakresu sztuki współczesnej.
Z poprzednimi edycjami niejednokrotnie wiązały się kontrowersje, wkraczające nawet w obręb polskiego życia publicznego. Wystarczy wspomnieć 2014 rok, gdy kuratorem MF był argentyński reżyser Rodrigo Garcia. W ramach festiwalu miał zaprezentować spektakl "Golgota Picnic", podejmujący tematykę życia Jezusa Chrystusa, dekonstruujący jego postać i przedstawiający go jako społecznego outsidera. Na scenie miały go otaczać m.in. nagie ciała i stos hamburgerów.
"Golgota Picnic" wywołała oburzenie wśród konserwatywnych polityków (kilkudziesięciu radnych miejskich podpisało apel przeciw wystawieniu sztuki), duchownych, a nawet środowisk kibicowskich, które zapowiedziały wówczas uliczne protesty. Garcię oraz organizatorów Malty oskarżano o bluźnierstwo i demoralizację. W obawie przed eskalacją konfliktu i ewentualnymi zamieszkami, Michał Merczyński zdecydował się odwołać spektakl.
RadioZET.pl/poznan.wyborcza.pl/MP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET