Starsze małżeństwo mieszkało na skraju wsi Wola Rokietnicka na Podkarpaciu, pod samym lasem. Problemem były dziki, które wchodziły na posesję i niszczyły uprawy pani Kazimiery. Dlatego kobieta namawiała męża na otoczenie ogródka kablem elektrycznym. Jak mówi w rozmowie z „Faktem” pan Mieczysław, włączany w nocy elektryczny pastuch okazał się początkowo wybawieniem. Zwierzęta omijały ogrodzenie, wszystko pięknie kwitło. Rano małżeństwo wyłączało prąd.
Niestety, kiedy mężczyzna spieszył się do kościoła, zapomniał odłączyć zasilanie. Małżonka o tym nie wiedziała i kiedy poszła zebrać z pola ziemniaki, dotknęła przewodów. Porażenie okazało się śmiertelne. Ciało żony pan Mieczysław znalazł, kiedy wrócił do domu.
Chcesz otrzymywać więcej takich informacji? Śledź Kronikę Kryminalną Radia ZET na Facebooku!
– W pierwszej chwili myślałem, że tylko zasłabła, ale okazało się, że ciało jest już całe sine. Nie było szans na ratunek – mówi „Faktowi” wdowiec.
Zobacz też:
- Ojciec i 15-letni syn pracowali na budowie. Poraził ich prąd z betoniarki. Obaj nie żyją
- 12-latek walczy życie. Drzewo spadło na przyczepę kempingową
RadioZET.pl/Fakt/maal
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET