Odrzucił rolę w „Ojcu Mateuszu”. Miał zagrać Araba, który podkłada bombę na placu zabaw
W jednym z odcinków emitowanego w TVP serialu „Ojciec Mateusz” muzułmanin podkłada ładunek wybuchowy na placu zabaw dla dzieci. Jego rolę miał zagrać wrocławski aktor, który jednak odmówił. Producent filmu się broni, a aktor oraz działacze antyrasistowscy zwracają uwagę, że to powielanie szkodliwych stereotypów na temat przybyszów z Bliskiego Wschodu.
O sprawie pisze wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Chodzi 240. odcinek popularnego serialu TVP z Arturem Żmijewskim w roli tytułowego duchownego.
Muzułmanin-bomber
Scenariusz „Bezpiecznej odległości” (bo taki tytuł nosi ten odcinek) zawierał scenę, w której na jednym z placów zabaw dla dzieci w Sandomierzu eksploduje ładunek wybuchowy domowej roboty. Bomba rani jedną osobę, a głównym podejrzanym w oczach lokalnej społeczności staje się arabski chrześcijanin, mieszkający w świętokrzyskim od lat, żonaty z Polką.
Okazuje się jednak, że społeczna nienawiść skierowana jest w niewłaściwym kierunku. Odpowiedzialnym za podłożenie i zdetonowanie ładunku jest bowiem Szihab — muzułmański uchodźca. I właśnie ten wątek wywołał największe kontrowersje.
„To jest gra na strachu wobec uchodźców”
Rolę Szihaba zaproponowano Mikołajowi Woubishetowi, na co dzień aktorowi wrocławskiego Teatru Capitol, znanego również z Polsatowskiego serialu „Pierwsza Miłość”. Woubishet ma ciemniejszy kolor skóry po ojcu Etiopczyku. Bez wahania jednak odrzucił propozycję.
Rośnie liczba przęstępstw na tle rasistowskim. Potrzebne słowa potępienia!— To historia, która gra na strachu wobec uchodźców. I uprawomocnia nieprawdziwą tezę: że uchodźcy mogą być, byle chrześcijańscy, bo muzułmanie podkładają ładunki na placach, gdzie bawią się polskie dzieci — wyjaśnia aktor w rozmowie z „GW”.
— Mogę zagrać mordercę, gwałciciela, jestem aktorem. Ale dziś, w szczególnie gorącym momencie, nie mogę przykładać ręki do podsycania obaw wobec ofiar kryzysu uchodźczego. Szczególnie kiedy w tym samym czasie angażuję się w działania przeciwko dyskryminacji. Nie chcę brać udziału w krzewieniu ideologii, z którą się nie zgadzam — dodaje. Sam jest zresztą zaangażowany w działalność społeczną mającą na celu walkę z dyskryminację.
Producent się tłumaczy
Dziennikarze gazety poprosili również o komentarz Krzysztofa Grabowskiego z ATM, który jest producentem nadzorującym serialu. Ten broni się, że fabuła odcinka dotyczy czegoś zupełnie innego (miłość dwóch sióstr i konflikt o dziecko — przyp. GW), że ładunek eksplodujący na ekranie nikogo nie rani (postać odwieziona do szpitala odniosła obrażenia w wyniku potknięcia) i że końcowe kazanie Ojca Mateusza mówi o tym, aby nie bać się obcych.
Rasistowski atak na 14-latkę. Doradczyni prezesa Kurskiego mówi o "ofiarach ataku na PiS"— Ten konkretny odcinek jest kopią włoskiego, gdzie temat uchodźców jest zdecydowanie mocniej obecny niż u nas, dlatego wiele odcinków jest poświęconych zderzeniu kultur — tłumaczy Grabowski, precyzując, że polscy scenarzyści jedynie w niewielkim stopniu modyfikują fabułę, adaptując ją do polskich realiów.
— Nie wiem też, co moglibyśmy zrobić teraz. Nie jesteśmy właścicielami serii, jest nim TVP. Scenariusz został przez nią zaakceptowany, w ciągu najbliższych dwóch tygodni powinna się odbyć kolaudacja. Jeśli miałyby się pojawić jakieś zmiany w gotowym już odcinku, to tylko w jej wyniku — powiedział „Wyborczej”, dodając, że dziwi się Woubishetowi, że — pomimo specyfiki swojego zawodu — nie przyjął tej roli.
„Emisja tego odcinka to nieodpowiedzialność”
Sytuację skomentował też Maciej Kałuża ze stowarzyszenia „Nigdy Więcej”. Jego organizacja zajmuje się przeciwdziałaniem dyskryminacji i walce z rasizmem. On sam uważa, że taki obraz muzułmanów w popularnym serialu telewizyjnym może tylko pogorszyć ich wizerunek wśród Polaków — a ten i tak sukcesywnie pogarsza się od trzech lat.
— Popularny serial ma ogromną siłę rażenia. Jeżeli jedyny muzułmanin w mieście podkłada ładunek wybuchowy, jest ogromne ryzyko wzmocnienia stereotypu i przeniesienia postawy jednostki na całą grupę. Nie wiemy, jakie wnioski wyciągnie z tej opowieści widz, ale dziś mamy tyle przypadków zarządzania strachem wobec uchodźców, że emisja tego odcinka wydaje się nieodpowiedzialnością — mówi w rozmowie z „GW”.
— Można tłumaczyć, że to włoska licencja, że ładunek był domowej roboty i że poszło o rodzinne porachunki, jednak od producentów oczekiwałbym większej wrażliwości. Nie dziwię się aktorowi, który odmówił zagrania tej roli — kwituje.
RadioZET.pl/wroclaw.wyborcza.pl/MP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET