Atak na ojca po akcji TOPR. "Rozwiodłabym się". Ratownicy odpowiadają
We wtorek już przed 13.00 dzwonił po pomoc, bo utknął, wraz z dziećmi, tuż pod Szpiglasową Przełęczą (2100 m.). Ratownicy TOPR interweniowali pieszo, bo warunki uniemożliwiały użycie helikoptera. Temperatura sporu wokół akcji TOPR nabrała nieoczekiwanych wartości. Ratownicy odpowiadają.
"Rozwiodłabym się", "on jest niebezpieczny", "debil", "tatuś roku" - to tylko część komentarzy, które pojawiły się pod wpisem TOPR, relacjonującym wtorkową akcję pod Szpiglasową Przełęczą w Tatrach Wysokich. Internauci przeżyli gremialne oburzenie faktem, że ojciec zabrał ze sobą 7- i 9-letnie dzieci.
Fala hejtu po akcji TOPR. "Rozwiodłabym się"
Chwilę przed 13.00 ratownicy otrzymali zgłoszenie z prośbą o pomoc od ojca, który wraz z dwojgiem dzieci utknął w Tatrach Wysokich. Warunki były trudne - gęsta mgła i śnieg uniemożliwiały skorzystanie z helikoptera, wobec czego z odsieczą ruszyły piechotą trzy grupy.
" [...] ze schroniska nad Morskim Okiem wyruszył ratownik dyżurny, oraz kolejnych dwóch ze schroniska w Pięciu Stawach. Celem wsparcia z Zakopanego wyjechała grupa 9 ratowników" - czytamy.
Internauci zwrócili uwagę na skrajną nieodpowiedzialność ojca dzieci, a skala krytycyzmu przybrała ogromny rozmiar. "Dobre warunki na rodzinną przechadzkę, nie wiem, o co te pretensje. Piękne zdjęcia, masa atrakcji, niewiele brakowało, a byłby lot widokowy śmigłowcem nad Tatrami. Taki Ojciec to prawdziwy skarb" - skomentował jeden z uczestników dyskusji. "TOPR, prokurator to małe miki ! On musi stanąć oko w oko z ŻONĄ... I matką tych dzieci" - wtóruje inny. "Rozwiodłabym się" - to tylko część z liczącej już blisko 200 komentarzy dyskusji. W końcu głos zabrał naczelnik TOPR.
TOPR odpowiada. I przestrzega
"Nie jestem użytkownikiem FB i nie śledzę w związku z tym komentarzy dotyczących wielu zdarzeń opisywanych przez nas na profilu TOPR. Tym razem jednak otrzymałem informację o bardzo krytycznych, często wulgarnych komentarzach dotyczących ojca z dziećmi. Bardzo proszę o zachowanie umiaru w ocenach i zastanowieniu się nad konsekwencjami swoich opinii, często nieadekwatnych i nieuzasadnionych" - czytamy.
Dalej naczelnik TOPR Jan Krzysztof przyznaje, że warunki nie były dobre, zdecydowanie nie na wyprawę z dziećmi w taki region, ale punktuje, że w chwili, kiedy ojciec zdał sobie sprawę ze skali zagrożenia - natychmiast powiadomił ratowników i poprosił o pomoc. I zrobił dobrze.
"Wg mojej opinii wybór trasy przez ojca dziewczynek nie był właściwy w tych warunkach. Z pewnością lepszym wariantem było zejście ze schroniska w dół do Wodogrzmotów Mickiewicza. Z chwilą kiedy ojciec uznał, że warunki są coraz trudniejsze, wezwał jednak pomoc i było to działanie jak najbardziej właściwe. Po dotarciu ratowników dzieci były w dobrej formie i raczej traktowały tę sytuacje jak kolejną przygodę. Zostały bezpiecznie sprowadzone do Morskiego Oka. Zadaniem Policji w takich przypadkach jest podjęcie działań wyjaśniających, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa. I takie działania zostały podjęte" -- czytamy.
Dodaje, że realnym zagrożeniem w sytuacji tak rozgrzanej debaty nad zasadnością zachowania ojca, jest obawa, że następnym razem ktoś o tę pomoc będzie się bał poprosić.
"Z mojej perspektywy sprawami najważniejszymi wynikającymi z tego zdarzenia jest oczekiwanie, że opiekunowie dzieci planujący wyjścia w góry będą lepiej te wyjścia planować, biorąc pod uwagę warunki terenowe, meteorologiczne i np. oceniając możliwość szybkiego udzielenia pomocy w razie potrzeby przez TOPR. Sprawą jednak najistotniejszą, na którą może mieć wpływ rozkręcony hejt w mediach społecznościowych, jest moja obawa, by w przyszłości ktoś będący z dziećmi w górach, w trudnej sytuacji nie zrezygnował z wezwania pomocy, obawiając się podobnych konsekwencji" - czytamy. Naczelnik puentuje wypowiedź prosząc o refleksje i odnoszenie się do "własnych zachowań". Pod tym wpisem możliwość publikowania komentarzy została już wyłączona.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET