`

Burza po rankingu "Perspektyw". Nauczyciel Roku: „Bywają do dupy szkoły rankingowe, bywają świetne"

6 min. czytania
17.01.2023 08:49
Obserwuj nas na Google

Szkolne rankingi "Perspektyw" oprócz wyników matur i olimpiad pokazały ogromny poziom frustracji i przywiązanie do oceniania, którego zresztą uczą nas szkoły. Z takimi zestawieniami jest trochę jak z muzyką disco polo: większość krytykuje, mniejszość broni, niemal wszyscy – znają.

Uczniowie przed szkołą
fot. Lukasz Gdak/East News

W połowie stycznia portal edukacyjny „Perspektywy” już po raz 25. ogłosił ranking najlepszych liceów i techników. Najlepszych w zakresie dwóch kryteriów: wyników matur, egzaminów zawodowych (w wypadku techników) i sukcesów uczniów w olimpiadach. W sumie uwzględniono 1 tys. liceów i 500 techników. Pierwsze miejsca należą do szkół ze stolicy. Wśród liceów prym wiedzie XIV LO im. Staszica. Za najlepsze technikum uznano Technikum Mechatroniczne nr 1 w Warszawie.

Dyrektorzy odebrali symboliczne dyplomy, nauczyciele umieścili informacje w mediach społecznościowych, uczniowie sprawdzili, na którym miejscu uplasowała się ich szkoła (obecna lub przyszła). Wszyscy sobie pogratulowali. Na tym całe zamieszanie powinno się skończyć. Od kilku lat publikacja rankingów „Perspektyw” wywołuje jednak falę skrajnych komentarzy. W tym roku – czy to za sprawą ogólnie podzielonych nastrojów, czy powszechnej możliwości komentowania w sieci, czy po prostu w myśl zasady „każdy zna się na szkole najlepiej” - fale przemieniły się już w prawdziwą burzę.

Ranking "Perspektyw", a w szkole wyścig szczurów

Ci przeciwni sugerują lub wręcz są przekonani o tym, że czołowe miejsca szkół są okupione wizytami młodzieży u psychiatrów, psychologów i korepetytorów. W szkołach panuje wyścig szczurów, w którym dyskwalifikuje się na wstępie tych, którzy mogą mieć gorsze wyniki. Czyli nakłania się ich do zmiany szkoły albo nie dopuszcza do matury.

To przykłady: „Prywatne gabinety psychologów są zapchane na maksa, na NFZ kolejka do psychologa na dwa lata do przodu. Pacjenci - młodzież ze szkół średnich. Czy ktoś wyżej postawiony bierze to pod uwagę? Najwyraźniej nie. Cyferki, oceny, procenty, słupki, rankingi. Tylko to się liczy.” - komentuje jedna z mam na szkolnej grupie. Kolejna: „Szkoły zadają zadania i rozliczają z nich. A uczeń ma się uczyć w domu, jak nie radzi sobie to na korepetycjach a w szkole pisać sprawdziany. Ale jak wygra olimpiadę - to szkoła chętnie pochwali się osiągnięciami. I plusik sobie dopiszę do rankingu.” I dalej: „Jest to bez sensu, bo przecież do lepszych liceów idą zdolniejsze dzieci.”

Ci nieco chłodniej patrzący na ranking „Perspektyw” konfrontują go z zestawieniem EWD (mierzącym wiedzę i umiejętności uczniów na początku i na końcu szkoły), które według nich jest bardziej wiarygodne. Zwolennicy corocznej pracy „Perspektyw” w komentowaniu i ocenianiu raczej tak aktywni nie są. Satysfakcja z czołowych miejsc i informacja o nich, jaka poszła w świat, broni się sama. Czasem jedynie przypominają, że przecież w tych szkołach nauczyciele pracują za taką samą pensję jak w innych, też są wakaty, zmęczenie i to jeszcze nawet większe, bo trzeba mierzyć się nie tylko z wymaganiami uczniów, ale i bardzo aktywnych rodziców.

Redakcja poleca

Wie coś o tym Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021, który porażony faktem, jak „modne i cool stało się wyśmiewanie rankingów”, postanowił zabrać głos w dyskusji. Sam doświadczył obu sytuacji. To znaczy uczył w szkole z czołówki rankingu (w V LO im. Witkowskiego w Krakowie, które zajęło drugie miejsce w ogólnym zestawieniu) i w „odległej rankingowo” placówce. I w tej drugiej było mu łatwiej uczyć.

"Zrobiłem cokolwiek ciekawego, byłem już doceniany. Odchodziłem od schematów lekcyjnych, uczniom się to podobało, brali mnie jak w dym. Rodzice - pokorni, wspierający, dziękujący. Uczniowie i rodzice naprawdę świetni. To właśnie pracując w "elitarnej szkole" musiałem dużo bardziej się wysilić, bo nie wystarczyło zrobić cokolwiek. (...) Rodzice - dużo bardziej wymagający, trudniejsi, często niesprawiedliwi" – opisuje na swoim Facebooku.

Jego zdaniem dzieci "olimpijskie" nie są wcale najlepsze, bo sam w klasie miał uczniów po olimpiadzie biblijnej, które z polskiego miały bardzo słabe wyniki. Status olimpijczyka jednak był, więc z rekrutacją nie miały problemu. Poza tym w V LO zazwyczaj miał klasy prawie 40-osobowe, więc nie było mowy o indywidualizowaniu zajęć. Mimo to liceum ma jeden z najwyższych wskaźników EWD w całym kraju.

"V LO w Krakowie to naprawdę fajna szkoła. Mógłbym zapełnić pół strony, pisząc o tym, ile w niej się dzieje: wykłady otwarte, koncerty charytatywne, kółka programistyczne, klimat tolerancji, normalności choćby dotyczący różnorodnych mniejszości, wielu nauczycieli-pasjonatów. W dużej mierze klimat edukacyjnego luzu" – wyjaśnia. Skąd więc cała ta burza? Efekt uproszczeń, braku spojrzenia na całość i frustracji.

Co znaczy dobra szkoła?

Często dostaję pytania, która szkoła jest dobra. Tylko co dla kogo oznacza dobra szkoła? Dla jednych 100 proc. zdawalność matur, bo tego chce, bo marzy o konkretnych studiach. I tej grupie służą te rankingi. Wielu po prostu lubi wszelkie zestawienia (nie tylko w edukacji). To im zapewnia systematyzację, uporządkowanie wiedzy – taki mają charakter, naturę.

Są tacy, którzy chcą iść do szkoły „średniej” pod względem nauki, ale z dobrą atmosferą i luźniejszym podejściem do ocen. Wtedy też przyda im się zerknięcie na ranking, by sprawdzić listę szkół ze środka (jeśli nie mają znajomego, którego można by o to zapytać). Ci, którzy nie chcą chodzić do szkoły nastawionej na olimpiady, też muszą się skądś o tym dowiedzieć. Krytycy wyśmiewający rankingi niech po prostu na nie nie patrzą i pozwolą mieć dostęp do takich zestawień pozostałym grupom.

Redakcja poleca

Po drugie zestawienie EWD nie musi być i nie jest (o czym pisze Martynowicz) przeciwstawne do rankingu "Perspektyw". Po za tym czy w szkole spoza rankingu każdy uczeń jest naprawdę szczęśliwy, nie chodzi na korepetycje i nie ma przepełnionej podstawy programowej? Nie znam takiej placówki. Wszystko zależy od ludzi – dyrektora, nauczycieli, kolegów, koleżanek z klasy – i od sytuacji. Jeśli w domu ucznia źle się dzieje, to nie uszczęśliwi go ani szkoła rankingowa, ani taka spoza zestawienia.

Najlepiej, żeby liceum czy technikum odkrywało ukryte zdolności dziecka, dawało wolność, pomagało w kryzysie. Do tego żeby pozwalało na uczniowskie inicjatywy, miało dobrą komunikację z rodzicami i między nauczycielami. Jak to zmierzyć? Nie da się. Zresztą ranking „Perspektyw” tego nie ocenia. Bierze pod uwagę jedynie wycinek szkolnej rzeczywistości (jedyny obiektywny i mierzalny), ale zaznacza to na każdym kroku.

Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO w Warszawie, na swojej stronie „Wokół szkoły” odnosząc się do krytyki rankingu "Perspektyw", wspomina, że miał pomysł, by o jakości szkoły wypowiadali się rodzice absolwentów. Przez kilka lat z niemałym trudem nakłaniał ich do tego, ale „pomysł, teoretycznie dobry, okazał się niewypałem”.

Prof. Bogusław Śliwerski, były przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, przyrównuje szkolny ranking do drabiny, po której wspinają się konkurenci. „Może więc warto byłoby opracować wizję bardziej optymistyczną – przestrzeni z wieloma drabinami, spośród których można sobie wybrać jedną i na nią się wspinać? W takiej sytuacji nawet spadnięcie z jednej nie musi powodować katastrofy życiowej, bo można znaleźć następną drabinę” - proponuje na swoim blogu i podsuwa rozwiązanie niemieckie: czyli dobrowolny konkurs przeprowadzany przez ekspertów od pedagogiki, którzy co trzy lata w siedmiu kategoriach oceniają realizowanie innowacji pedagogicznych.

Pomysł świetny, tylko już słyszę te głosy: a jak zdążyć z podstawą, co z maturą, a przede wszystkim - nie za te pieniądze. I w ten sposób przechodzimy do problemów, które powinny zajmować rodziców, nauczycieli i uczniów. Z tym, a nie z rankingami, trzeba walczyć.

Wyniki matur, olimpiad i poziom frustracji

„Niestety, opinie wynikać mogą i często wynikają - z olbrzymich kompleksów” - stwierdza Martynowicz i trudno się z nim nie zgodzić. W edukacji mało kiedy mamy okazję, by z czegoś się cieszyć, bo właśnie „brak podwyżek”, „brak czasu”. Szkoda, że gdy już znajduje się powód do zadowolenia, zamiast się cieszyć, pogratulować, szuka się dziury w całym. Coroczny ranking "Perspektyw" oprócz zestawienia wyników matur i olimpiad pokazuje ogromny poziom frustracji i niedocenienia, jakie panują w całym środowisku szkolnym.

Krótką radę dla uczniów - bo przecież o nich tu chodzi - ma Amelia, tegoroczna maturzystka: - Pomyślcie, co chcecie robić w przyszłości i wybierzcie klasę, która może wam to ułatwić. Nie bójcie się, jeśli stwierdzicie, że nie nadajecie się jednak do niej. Nie katujcie się cztery lata. Kierujcie się tym, gdzie idą wasi znajomi, co mówią o danym miejscu. Sprawdźcie, czy szkoła nie jest za daleko domu, bo pomyślcie, ile rano będziecie dojeżdżać – opowiadała w podcaście "Szkoła marzeń". Amelia uczy się w jednym z warszawskich liceów tych spoza czołówki. Uważa, że dobrze wybrała, chociaż jest po terapii i w trakcie korepetycji z trzech przedmiotów.

Jak to więc jest? „Bywają do dupy szkoły rankingowe, ale bywają też szkoły rankingowe naprawdę świetne. To samo ze szkołami, które w rankingach się nie mieszczą.” - stwierdza Martynowicz.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET