Co z pracami domowymi w szkołach podstawowych? MEN ma plan
Obowiązkowe prace domowe od września nie wrócą do podstawówek - dowiaduje się Radio ZET. MEN w sprawie ewentualnych zmian w przepisach konsultuje się jeszcze z Instytutem Badań Edukacyjnych. Decyzja ma zostać podjęta jesienią. Rodzice i nauczyciele uważają, że zadania do domu powinny wrócić natychmiast, ale w innej formie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak brak prac domowych wpłynął na wyniki egzaminów ósmoklasisty.
- Dlaczego nauczyciele i rodzice domagają się powrotu prac domowych.
- Co proponują nauczyciele i rodzice w kwestii reformy prac domowych.
- Wyczekujemy z wytęsknieniem. To nie jest pole do zastanawiania się, to jest konieczność – mówi o powrocie obowiązkowych prac domowych Dorota, matematyczka z jednej z warszawskich podstawówek. - Prace domowe powinny wrócić natychmiast. Nawet dnia na dzień. Inaczej to będzie kolejny stracony rok szkolny – dodaje Anna, mama czwartoklasistki z Lublina.
Niewykluczone, że oczekiwania nauczycieli i rodziców nie pozostaną bez odpowiedzi. - Decyzja w sprawie obowiązkowych prac domowych zapadnie jesienią i zależy od wyników ewaluacji prowadzonej przez Instytut Badań Edukacyjnych oraz od wyników egzaminów ósmoklasisty – informuje nas Wydział Informacyjno-Prasowy MEN. Uczniowie swoje wyniki egzaminów poznali, jak co roku, na początku lipca. Całościowe wyniki, jak tłumaczy MEN, są jednak podawane we wrześniu, stąd dopiero jesienny termin decyzji w sprawie prac domowych. Nic więc nie jest jeszcze przesądzone.
Brak prac domowych, więcej czasu w telefonie
Dorota nie musi czekać na te dane. Od razu może podać wyniki swojej szkoły. - Rok temu średnia z egzaminów ósmoklasisty wyniosła u nas 72 proc. W tym roku wynik był o 5 proc. niższy, a wcale nie mieliśmy klas z dużą liczbą dzieci z trudnościami w nauce czy z orzeczeniami – mówi. Nie ma wątpliwości, że przyczyną słabszych wyników jest brak obowiązkowych prac domowych, które MEN wprowadziło w kwietniu 2024 roku.
- Zadania do domu to narzędzie pracy powtórzeniowej. W szkole jest za mało godzin, żeby wszystko utrwalić. Np. na ułamki mam trzy godziny, powinnam mieć 10 – podaje przykład matematyczka z Warszawy i wyjaśnia. - Większość osób szybko zrobi ćwiczenia na lekcji, sprawdzimy wyniki i tyle. Jak dzieci nie ćwiczą w domu, to szybko zapominają, czego się nauczyły i ich niewiedza się pogłębia. Trzeba więc powtarzać przerobiony już materiał na kolejnej lekcji i brakuje czasu na wprowadzenie nowych tematów.
Poloniści z kolei zauważyli, że uczniowie, niestety, myślą, że skoro nie ma pracy domowej, to też nie trzeba się uczyć i np. czytać lektur. A to nie jest praca domowa, tylko przygotowanie się do lekcji. Podobnego zdania są rodzice. - To co wprowadzili, bardzo mi się nie spodobało. Dzieci mają podejście na zasadzie „nic nie muszę”. Presja w postaci rozliczenia za wykonanie pracy domowej uczy poczucia obowiązku i wpływa na wyższy poziom wiedzy – stwierdza Anna, mama czwartoklasistki z Lublina.
Jak przyznaje, jej samej trudno wymóc na córce, żeby trenowała, ćwiczyła, jeśli ta wie, że nikt potem tego nie sprawdzi, nie oceni. Rodzice nie zawsze mają też czas, żeby siąść z dzieckiem i robić zadania. - Prace domowe to była przede wszystkim możliwość powtórki materiału z lekcji. Córka nie marnowała też tak czasu, tylko siadała w domu od razu do lekcji, żeby szybko je zrobić i mieć wolne – dodaje Ilona, mama siódmoklasistki z Radomia.
Barbara Nowacka, szefowa MEN, wprowadzając nowe przepisy, tłumaczyła, że dzieci dzięki zmianom będą mogły rozwijać swoje pasje i spędzać więcej czasu z rodzicami. - Ale spędzają ten czas w telefonach i komputerach. Są nafaszerowane elektroniką. Widać to po nich – odpowiada Dorota, matematyczka z Warszawy.
Prace domowe niech wrócą, ale w innej formie
- Nie chcę, żeby dzieci były przemęczone, ale jednak obowiązkowe prace domowe to jedyny sposób, żeby nauczyć dziecko systematyczności i poczucia obowiązku – dodaje Anna. Rodzice mają jednak jeden postulat. Chcieliby przede wszystkim, żeby prace domowe nie były zadawane na weekendy i na święta. I by nie było ich tak wiele i ze wszystkich przedmiotów. - Rzeczywiście z korelacją międzyprzedmiotową jest problem – przyznaje Dorota, matematyczka. Nieraz gdy każdy przedmiotowiec, nie patrząc na innych, zadał coś do domu, robiły się z tego godziny spędzane nad książkami po lekcjach.
Dlatego według nauczycielki dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie zakładki w dzienniku elektronicznym, w której wszyscy nauczyciele wpisywaliby, co zadali, tak by pozostali widzieli te wpisy. Gdyby zadań było zbyt dużo, kolejni przedmiotowcy wiedzieliby, że wstrzymać się z pracą domową, by nie przeciążać dzieci. - Ale element utrwalania wiedzy zostałby – uważa Dorota.
- Najważniejsze jest to, żeby prace domowe były celowe. Czyli nie zróbcie ćwiczenia ze strony 68, tylko nauczyciel powinien świadomie podejmować decyzję, czy jego uczniowie potrzebują pracy domowej, czy potrzebują coś wyćwiczyć w domu – dodaje Katarzyna Olejnik, dyrektorka Międzynarodowej Szkoły Podstawowej Paderewski w Lublinie. Nie ukrywa, że cieszy się, że IBE prowadzi ewaluację zapisów obowiązującego obecnie rozporządzenia, choć w jej szkole po zmianach przepisów niewiele się zmieniło. - Od zawsze naszą ideą było to, że dzieci uczą się w szkole. Ten czas musi być przez nas maksymalnie wykorzystany – opowiada.
Powrót prac domowych. Co na to ZNP?
Ale jak zaznacza, są takie aktywności, których nie można przeprowadzić w szkole. Np. nikt w szkole nie przeczyta lektury. Umiejętność czytania w klasach 1-3 może być wyćwiczona tylko przez regularne czytanie w domu. - Ważne jest to, żeby nauczyciele poczuli się w tej sytuacji potraktowani podmiotowo, żeby zrozumieli cel, jaki stawia MEN, likwidując prace domowe i żeby się mogli na ten temat wypowiedzieć – podkreśla dyrektorka.
Na co Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego, dodaje: - Możemy rozmawiać, jak ten przepis miałby wyglądać, czy tak jak przed wprowadzeniem tego, co mamy dzisiaj, czy np. prace domowe byłby ocenianie tylko wtedy, kiedy uczniowie o to zawnioskują. Ale powinniśmy wrócić do możliwości zadawania ocenianej pracy domowej przez nauczycieli.
Jak wspomina, gdy powstał ten pomysł, to ZNP krytycznie się do niego odnosiło i ponad roczne doświadczenie pokazuje, że faktycznie skutki braku zadawania prac domowych są negatywne. - Uważamy, że uczniowie powinni mieć możliwość odrabiania pracy domowej w domu i możliwość dostania z niej oceny. To przywraca nauczycielom autonomię i może poprawić efekty kształcenia – podsumowuje Kaszulanis.
Przypomnijmy, zgodnie z rozporządzeniem MEN od kwietnia 2024 nauczyciele w klasach 1-3 w podstawówkach nie mogą zadawać prac praktyczno-technicznych i pisemnych (poza tymi związanymi z ćwiczeniem tzw. małej motoryki). W klasach 4-8 prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne mogą być, ale nieobowiązkowe i nie na ocenę. Jeśli dziecko odrobi takie ćwiczenia, to nauczyciel ma obowiązek przekazania informacji zwrotnej dziecku, jak sobie z nimi poradziło.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET