Dług, którego nie było? Izabela walczy z bankiem o mieszkanie. “Nie znam drugiej takiej sprawy”
Prawie 20 lat temu Izabela Kurzawa zaciągnęła w Getin Banku kredyt we frankach szwajcarskich, który stał się dla niej przekleństwem - podobnie jak dla tysięcy Polaków. Dziś większość frankowiczów wygrywa swoje sprawy z bankami. W tym gronie nie ma jednak Izabeli. Jej grozi bezdomność.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak kredyt frankowy wpłynął na życie Izabeli Kurzawy i jej męża?
- Dlaczego bank przejął mieszkanie Kurzawów?
- Jakie sądowe decyzje wpłynęły na kwestię własności mieszkania?
- Dlaczego sąd po latach uznał, że kredyt zawierał nieprawidłowe zapisy?
- Co robi Izabela Kurzawa, aby odzyskać mieszkanie?
W 2007 roku Izabela i Jarosław Kurzawowie zaciągnęli w Getin Banku tzw. kredyt frankowy. Choć Izabela była stroną umowy, to inicjatorem zaciągnięcia zobowiązania był jej mąż. Praktycznie wszystkie pieniądze poszły na spłatę długów jego matki. Jednak bez podpisu Izabeli nie mogło dojść do zawarcia umowy ze względu na łączących ich związek małżeński.
W przeszłości kobieta pracowała w banku, dlatego szybko nabrała wątpliwości. Dziwiło ją, że bank nie widzi problemu w tym, że nie ma żadnych dochodów i nie stać ją na kredyt. - Na to usłyszałam: “pani tylko podpisuje, przecież wiadomo, że to nie pani będzie spłacać. Bierzemy pod uwagę tylko dochody pani męża” - wspomina Izabela.
Bank zapewniał Izabelę, że kredyt jest bardzo bezpieczny i opłacalny. Kobieta ugięła się pod presją męża i zapewnień pracownicy banku. - Jako wieloletni pracownik banku, w życiu nie wprowadziłabym nikogo w taki kanał - mówi z perspektywy wielu lat Izabela.
Z Getinu do piekła
Getin Bank pożyczył Kurzawom niespełna 250 tys. zł, ale w umowie wskazano równowartość kredytu w kwocie ponad 106 tys. franków szwajcarskich (CHF). To ważne, bo kredytobiorcy raty spłacali w złotówkach, ale ich wysokość była zależna od kursu CHF. Kredyt był zabezpieczony 51-metrowym mieszkaniem małżeństwa w Otwocku. Bank w przypadku braku spłaty zobowiązania mógł domagać się zwrotu maksymalnie 398 278,02 zł z wartości nieruchomości wystawionej na licytację. W momencie podpisywania umowy mieszkanie było jednak warte przynajmniej dwukrotnie mniej.
W latach 2004-2008 banki oferowały Polakom kredyty hipoteczne w CHF na szeroką skalę. Kredytobiorcy często je wybierali ze względu na ich opłacalność. Banki oferowały niską prowizję i oprocentowanie kredytów, niechętnie wspominając o ryzyku walutowym oraz często pomijając niską zdolność kredytową klientów.
Mechanizm indeksowania kwoty kredytu w złotówkach do franka szwajcarskiego oznaczał, że w dniu podpisania umowy kredytobiorcy nie wiedzieli, jaka będzie faktycznie kwota ich zadłużenia w CHF. - W pierwszych latach spłacaliśmy nawet po dwie, trzy raty za jednym razem. Było to korzystniejsze - mówi Izabela.
16 lipca 2008 roku odnotowano rekordowo niski kurs franka szwajcarskiego. Kosztował poniżej 2 zł. Ten złoty czas dla kredytobiorców trwał jednak zaledwie miesiąc. Kilka tygodni później na świecie wybuchł wielki kryzys finansowy. Na początku 2009 roku frank kosztował już powyżej 3 zł.
- W tzw. międzyczasie mój mąż podupadł na zdrowiu, bo prowadziliśmy potężną działalność. Stwierdziliśmy, że sytuacja na rynkach musi w końcu się ustabilizować, ale jak dziś wiemy, tak się nie stało - opowiada Izabela.
W 2011 roku, gdy kolejne kraje strefy euro wpadały w sidła kryzysu finansowego, frank piął się w notowaniach - osiągnął pułap 4 zł. Dopiero interwencja szwajcarskiego banku centralnego zamroziła notowania waluty. Przez kilka kolejnych lat na polskim rynku frank kosztował między 3,30 a 3,60 zł. W 2013 roku pojawiły się problemy małżeństwa ze spłatą rat kredytu. - Doszliśmy do wniosku, że spłacanie nie ma sensu, bo nigdy nie uda się nam tego zrobić. Byliśmy zapętleni - wspomina kobieta.
W związku z zaległościami w wysokości prawie 9,5 tys. zł bank wypowiedział klientom umowę kredytu. W efekcie małżeństwo musiało zwrócić bankowi niespełna 373 tys. zł. Kwota znacznie przewyższała koszt kredytu. - Wzięliśmy 250 tys. zł kredytu, spłaciliśmy ponad 100 tys. zł, a bank domagał się zwrotu prawie 400 tys. zł. Kuriozalne - mówi Izabela.
Ślepy zaułek
Wierzyciel wystawił Kurzawom bankowy tytuł egzekucyjny (BTE). Ten dokument ułatwiał bankom odzyskiwanie długów (po latach został zniesiony). Egzekucja komornicza mogła zostać rozpoczęta bez uprzedniego procesu sądowego. Wystarczyło, żeby bank otrzymał od sądu klauzulę wykonalności BTE. Tak też się stało w sprawie Kurzawów - niespełna miesiąc po wystawieniu przez bank BTE. - Mój mąż miał już zaawansowaną chorobę dwubiegunową. Mnie chcieli wyrzucić z mieszkania. Otarłam się o stratę dzieci, bo to wyglądało tak, jakby nie miały gdzie mieszkać - mówi Izabela.
Zgodnie z postanowieniem sądu bank mógł wyegzekwować od dłużników nawet 486 tys. zł. Prawo do lokalu, który stanowił zabezpieczenie kredytu, zostało wystawione przez komornika na licytację. Cena wywoławcza została ustalona na kwotę 170 325 zł. W pierwszym terminie nie było chętnych do zakupu, dlatego komornik ogłosił drugi termin. Cena wywoławcza spadła do 151 400 zł, ale i tym razem nie było zainteresowanych zakupem prawa do lokalu. W związku z tym bank wniósł o przejęcie nieruchomości. Wierzyciel może w takiej sytuacji domagać się przejęcia nieruchomości za cenę dwóch trzecich szacowanej wartości mieszkania. Prawo do mieszkania Kurzawów zostało wycenione na 227 100 zł, czyli bank mógł je przejąć za kwotę 151 400 zł.
4 kwietnia 2016 roku Sąd Rejonowy w Otwocku zatwierdził przejęcie nieruchomości przez bank. Kilka miesięcy później sąd zdecydował o przysądzeniu bankowi własności spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu zajmowanego przez Kurzawów. To ostatecznie pozbawiło małżeństwa prawa do lokalu. Bank wezwał Kurzawów do opuszczenia zajmowanego mieszkania. Gdy ci odmówili, bank wniósł o ich eksmisję.
Po tym jak szwajcarski bank centralny zaprzestał interwencji walutowych, kurs franka wystrzelił w okolice 5 zł. Do dziś był to największy cios dla frankowiczów. Był to też jednak moment, gdy kredytobiorcy postanowili walczyć z bankami. Uważali, że zostali oszukani podczas podpisywania umów kredytowych.
W 2018 roku frankowicze mogli świętować, bo wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie państwa Dziubaków otworzył drogę innym kredytobiorcom do unieważnia umów kredytowych, w których znajdowały się niedozwolone klauzule walutowe. Małżeństwo Dziubaków w 2008 roku wzięło kredyt we frankach. Kilka lat później wniosło do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew o unieważnienie umowy kredytowej. Spór z bankiem przeniósł się do Unii Europejskiej i zakończył się korzystnym wyrokiem TSUE - zarówno dla nich jak i wielu frankowiczów.
Podobną drogą poszła Izabela Kurzawa. W 2018 roku pełnomocniczka kobiety złożyła w sądzie pozew przeciwko Getin Noble Banku, domagając się unieważnienia bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE). Dokument dotyczył umowy kredytowej, w której - zdaniem Kurzawy - występowały niedozwolone zapisy. - Wystosowaliśmy pozew o pozbawienie wykonalności bankowego tytułu egzekucyjnego, żeby ratować panią Izabelę przed wyrzuceniem z mieszkania – mówi nam mecenas Joanna Wędrychowska, pełnomocniczka Izabeli.
W grudniu 2022 roku sąd pozbawił Getin Noble Bank wykonalności bankowego tytułu wykonawczego. BTE jest kluczowy w tej sprawie, bo był podstawą do uruchomienia przez bank postępowania egzekucyjnego, które zakończyło się przejęciem prawa do lokalu przez bank.
Choć sąd uzasadniając wyrok, ocenił, że umowa kredytu frankowego zawierała klauzule niedozwolone, to jednak nie jest to równoznaczne z jej unieważnieniem.
“Kredytobiorcy w dniu zawierania Umowy nie wiedzieli, że sposób spłacania kredytu oznacza, że ich zadłużenie wobec Banku już w dniu wypłacenia kredytu będzie zdecydowanie większe niż kwota nominalna kapitału w PLN, jaką otrzymali. Kredytobiorcy otrzymali bowiem od Banku kwotę w PLN po kursie kupna CHF. Natomiast gdyby zdecydowali się zwrócić otrzymaną tego samego dnia po jej otrzymaniu, musieliby zwrócić kwotę w CHF po kursie sprzedaży, co z kolei oznaczałoby konieczność zwrócenia kwoty znacznie wyższej od tej, którą otrzymali” - uzasadniał sąd.
Co więcej, Izabela Kurzawa w dniu podpisania umowy nie wiedziała, ile tak naprawdę będzie musiała zwrócić pieniędzy bankowi. W umowie pojawił się zapis o koszcie kredytu w wysokości ok. 205 tys. zł., ale ta kwota okazał się iluzoryczna.
“Przyjęty przez Bank mechanizm waloryzacji kredytu do waluty CHF w momencie jego wypłacenia w sposób rażący naruszał interesy konsumenta, w sposób rażący stawiał w pozycji uprzywilejowanej Bank. Mechanizm ten stanowił ukryty przed Kredytobiorcami sposób na wygenerowanie dodatkowego zysku dla Banku, czyli dodatkowego kosztu kredytu, o którego istnieniu nie wiedzieli. Nie mieli bowiem pojęcia, że tylko na skutek zastosowanego przez Bank sposobu indeksacji ich zadłużenie już w dacie wypłaty kredytu znacznie wzrosło” - czytamy w uzasadnieniu wyroku.
Korzystny dla Izabeli wyrok nie cofnął jednak wcześniejszego postanowienia Sądu Rejonowego w Otwocku, zgodnie z którym mieszkanie przejął bank. Prawnie to ślepy zaułek.
Chaos zamiast porządku prawnego
Prawo do mieszkania ma bank, ale uzyskanie go było możliwe jedynie dzięki zakwestionowanemu później BTE. Dokument, który był podstawą wszczęcia postępowanie egzekucyjnego, został po latach unieważniony przez sąd. Co więcej, ten sam sąd ocenił, że umowa kredytowa (której dotyczył BTE) zawierał klauzule abuzywne. To niedozwolone zapisy, które rażąco naruszają dobro kredytobiorcy. Według TSUE są podstawą do unieważnienia umowy kredytowej. Gdy do tego dojdzie, uznaje się, że podpisanie umowy nie miało miejsca. A to z kolei oznacza, że nie ma mowy o jakichkolwiek konsekwencjach z niej wynikających - w przypadku Izabeli mówimy o utracie mieszkania.
Problem w tym, że Izabela nie złożyła w sądzie pozwu o ustalenie nieważności umowy kredytowej z Getin Bankiem. - Nie było wówczas możliwości, żeby bez drugiego kredytobiorcy pozwać bank o ustalenie, że umowa jest nieważna. Sądy zwracały pozwy od tylko jednego z kredytobiorców. To zmieniło się dopiero trzy lata temu - tłumaczy pełnomocniczka Izabeli mecenas Joanna Wędrychowska.
W 2017 roku Izabela rozwiodła się z mężem. Ten niedługo później zmarł. Ze względu na długi Izabela i dzieci nie przyjęły spadku po mężczyźnie. Nie wiadomo, czy majątek przeszedł na kogoś z dalszej rodziny. - Nie znamy spadkobierców pana Jarosława. Osoby najbliższe zadłużony spadek odrzuciły - wyjaśnia Jędrychowska.
Choć dziś sądy już przyjmują pozwy od jednego kredytobiorcy, to według prawniczki Izabeli, składanie go nie ma sensu. - Bank wywodzi swoje roszczenia dotyczące mieszkania nie dlatego, że umowa kredytowa jest ważna czy nie, tylko dlatego, że dysponuje dwoma postanowieniami sądu o przejęciu mieszkania - wyjaśnia mecenas Jędrychowska.
Bankiem, który domaga się od Izabeli opuszczenia mieszkania, nie jest już Getin Bank. W lipcu 2023 roku doszło do upadku firmy. 22 września 2022 roku Bankowy Fundusz Gwarancyjny podjął decyzję o przymusowej restrukturyzacji banku. Powodem miała być próba ratowania Getin Banku przed niekontrolowaną upadłością, na której ucierpieliby klienci. W ramach restrukturyzacji część działalności Getin Banku przeniesiono do banku pomostowego, czyli VeloBanku.
- To jest oszustwo, ale w majestacie prawa. Polegało na tym, żeby zostawić w Getinie frankowiczów, którzy mają milionowe roszczenia, aby nie byli w stanie ich wyegzekwować. Natomiast wszystkie zdrowe aktywa wyprowadzono poza bank. Wszystkie niewadliwe aktywa i majątek Getinu, w tym mieszkanie pani Izabeli, zostały przeniesione właśnie do VeloBanku. To był bardzo dobry biznes - twierdzi mecenas Jędrychowska, specjalizująca się w pomocy frankowiczom.
VeloBank
Sytuacja prawna mieszkania Izabeli stała się jeszcze bardziej skomplikowana. W 2018 po prawomocnych postanowieniach sądu lokal przejął Getin Bank. Eksmisję Izabeli powstrzymał jednak pozew o pozbawienie wykonalności BTE. W 2022 roku, gdy kobieta wygrała tę sprawę, lokal zmienił właściciela na VeloBank, który również zaczął domagać się usunięcia Izabeli z mieszkania.
W tej sytuacji mecenas Jędrychowska postanowiła iść utarty szlakiem i tym razem postanowiła podważyć postanowienia sądu o przeniesieniu prawa do mieszkania na bank. - Kwestionujemy postanowienia, które bezpośrednio przeniosły własność prawa do lokalu na bank. W tym postępowaniu sąd dał nam zabezpieczenie w postaci zawieszenia postępowania egzekucyjnego, co wskazuje na to, że nasze roszczenie ma sens - tłumaczy Jędrychowska.
VeloBank odwołał się od decyzji o zawieszeniu eksmisji Izabeli na czas trwania procesu. Sprawa trafiła przed oblicze sądu apelacyjnego. Izabela ma chwilę wytchnienia, choć z niecierpliwością musi czekać na wynik apelacji. Niepewny jest też los samego pozwu. - Nie wiadomo, jak oceni to sąd. Sprawa jest bardzo skomplikowana, bo to tak jakby bank przejął nieruchomość na podstawie długu, którego nie było. Mimo to bank dalej ma mieszkanie, znowu jest na superpozycji, a konsument ma problem - mówi Jędrychowska.
Jest jednak druga strona medalu. Gdyby sąd unieważnił umowę kredytową, to zniknąłby dług Izabeli w kwocie prawie 400 tys. zł, a mieszkanie z powrotem wróciłoby do niej. Tyle że w takiej sytuacji bank, a właściwie syndyk masy upadłościowej Getinu, zapewne domagałby się zwrotu 250 tys. zł, które pożyczył w 2007 roku małżeństwu. Jak Izabela zwróciłaby te pieniądze? Mogłaby sprzedać mieszkanie. W 2016 roku jego szacunkowa wartość, ustalona w sprawie egzekucyjnej, wynosiła 227 100 zł. Dziś, według portalu SonarHome, mieszkanie może być warte nawet pół miliona złotych. Getin Bank w 2016 roku przejął lokal w postępowaniu egzekucyjnym za jedyne 151 400 zł. Izabela mogłaby również domagać się od syndyka zwrotu wpłaconych środków, np. rat czy opłat bankowych, co zmniejszyłoby jej zadłużenie.
W sprawie unieważnienia postanowień o przejęciu własności mieszkania nie odbyła się jeszcze żadna rozprawa. Sąd udzielił jedynie zabezpieczenia. Izabela cały czas zajmuje mieszkanie, o który toczy ponad 12-letni spór z bankami - najpierw Getin Bankiem, a teraz jego następcą prawnym VeloBankiem.
- Nie znam drugiej tak zagmatwanej sprawy. Banki przejęły od frankowiczów wiele nieruchomości, ale mało kto z nich walczył o nie. Dlatego nie ma schematu postępowania, co zrobić w takiej sprawie jak ta - wyjaśnia Jędrychowska.
Dla VeloBanku sprawa jest prosta: bank przejął mieszkanie zgodnie z prawem.
„Status prawny nieruchomości pozostaje jednoznaczny i niezmienny. VeloBank jest jej pełnoprawnym właścicielem od października 2022 r., co wynika z wpisu w księdze wieczystej WA1O/……../.. (anonimizacja wykonana przez redakcję). Wcześniej, prawo własności zostało skutecznie przeniesione na poprzednika prawnego banku, czyli Getin Noble Bank, na podstawie prawomocnego w 2018 r. postanowienia sądu (tzw. przysądzenie własności). Od tego momentu pani Izabela Kurzawa nie posiada tytułu prawnego do lokalu. Mimo to nadal z niego korzysta, nie ponosząc kosztów jego utrzymania. Jednocześnie VeloBank jako właściciel pokrywa opłaty związane z nieruchomością, w tym czynsz i media, które są faktycznie zużywane przez osoby zajmujące lokal” - przekazała nam rzeczniczka prasowa banku Monika Banyś-Bator.
Bank ma rację w sprawie statusu prawnego mieszkania. Podobnie wypowiedział się sąd w uzasadnieniu wyroku w jednej ze spraw między Izabelą Kurzawą a VeloBankiem.
“Prawomocne postanowienie wiąże z mocy art. 365 kpc zarówno strony i sąd, który je wydał, jak i inne sądy oraz organy państwowe oraz organy administracji publicznej, a więc dopóki nie zostanie wyeliminowane z obrotu prawnego, dopóty nie może być skutecznie kwestionowane nabycie prawa stwierdzone tym postanowieniem” - ocenił sąd.
Zapytaliśmy VeloBank również o komentarz dotyczący wyroku z 2022 roku. Sąd pozbawiając wykonalności BTE (który wcześniej umożliwił bankowi przejęcie mieszkania), stwierdził, że umowa kredytowa zawarta między Izabelą a Getin Bankiem zawierała klauzule abuzywne, które stanowią podstawę do unieważnienia umowy.
„Zobowiązania z tytułu kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych, w tym CHF, zostały w 2022 r. wyłączone z przeniesienia do VeloBanku na podstawie decyzji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego nr DPR.720.6.2021.256 z 29.09.2022 r. (Decyzja). Oznacza to, że sprawy dotyczące tego rodzaju umów kredytowych oraz ewentualnych rozstrzygnięć sądowych w tym zakresie nie pozostają w kompetencji VeloBanku i nie mają wpływu na prawo własności nieruchomości, które zostało skutecznie nabyte w 2018 r. przez Getin Noble Bank a następnie przez VeloBank na podstawie Decyzji” - przekazała Banyś-Bator.
- Getin Bank, jak i jego następca prawny VeloBank, wiedzieli, jak skomplikowana jest sytuacja prawna mieszkania. Pozbawienie wykonalności bankowego tytułu egzekucyjnego, który był podstawą do przejęcia mieszkania, miało miejsce kilka lat przed restrukturyzacją - odpowiada mecenas Jędrychowska.
Sam fakt świadomości sytuacji nie wystarczy jednak do podważenia statusu prawnego mieszkania. “Nabycie prawa własności nieruchomości w trybie postępowania egzekucyjnego jest nabyciem pierwotnym. Nie można go podważyć z powołaniem się na istniejące wcześniej okoliczności dotyczące wszczęcia i prowadzenia postępowania egzekucyjnego” - wypowiedział się otwocki sąd rozstrzygając spór między Izabelą a VeloBankiem o bezumowne korzystanie z mieszkania.
VeloBank domaga się nie tylko opuszczenia lokalu przez Izabelę, ale również zwrotu pieniędzy. Pozwał kobietę o zapłatę ponad 25 tys. zł za bezumowne korzystanie z mieszkania.
- Dosyć, że bank próbuje mnie wyrzucić z mieszkania, to jeszcze domaga się ode mnie po 3 tys. zł miesięcznie za to, że według niego bezprawnie przebywam w lokalu. Co więcej, bank domagał się pieniędzy również od mojej córki, mimo że ona nie przebywała w tym mieszkaniu. Dla niej to był szok. Nagle pewnego ranka obudziła się z olbrzymim długiem - wspomina Izabela.
Izabela wygrała proces, bo bank nie udowodnił, jaka powinna być wysokość wynagrodzenia za korzystanie z lokalu. VeloBank podtrzymuje, że działa zgodnie z prawem. „Podjęte przez VeloBank działania, w tym dochodzenie należności za bezumowne korzystanie z nieruchomości, są standardową i w pełni zgodną z prawem formą ochrony prawa własności. Co istotne, żadna z dotychczasowych prawomocnych decyzji sądowych nie podważyła ani prawa własności VeloBanku do nieruchomości, ani zasadności dochodzenia opłat za jej bezumowne użytkowanie” - czytamy w przesłanym stanowisku.
Izabela do dziś odczuwa konsekwencje kredytu frankowego zawartego prawie 20 lat temu. Spór o mieszkanie może potrwać jeszcze kilka lat.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET