Dom był ubezpieczony na milion zł. Właścicielka dostała pismo. "Szok i niedowierzanie"
"Szkoda, że ten milion z polisy nie wystarczy, żeby to wszystko tutaj pokryć" - takie słowa miały paść z ust rzeczoznawcy PZU, gdy przyjechał ocenić szkody w domu po powodzi. Opowiedziała o tym właścicielka domu pod Lądkiem-Zdrojem w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Ostatecznie kobieta dostała e-mail od ubezpieczyciela - wynikało z niego, że kwota przyznanego odszkodowania to niespełna 85 tys. Całą sprawę skomentował również sam ubezpieczyciel.
Powódź zrujnowała jej dom. Dostała 85 tys. zł
Dom rodziny pani Marii jest w Stójkowie. To niewielka wieś położona w pobliżu Lądka-Zdroju - znajduje się tuż przy rzece Biała Lądecka. Po tegorocznej powodzi został zdewastowany; woda sięgnęła piętra, przesiąkły nią ściany i strop pomiędzy parterem a piętrem. Fala oderwała również od podłoża szopę. Została całkowicie zniszczona. W tym domu niebawem miała zamieszkać mama pani Marii. Rodzina na co dzień prowadzi pensjonat "Willa Marianna". - Przed zakupem domu mieliśmy świadomość, że jest blisko rzeki. Natomiast budynek był zbudowany legalnie, nikt przecież go sobie nie postawił spontanicznie. Obok stały dwa domy starsze, jeden przedwojenny. To, że ludzie się tu osiedlają, dawało poczucie, że to miejsce jest pewne - mówiła kobieta w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Odbudowa zrujnowanego budynku może kosztować nawet 1,5 mln - tak wynika z szacunkowych wyliczeń rodziny. Dom był ubezpieczony polisą opiewającą na milion złotych. - Ubezpieczyciel wysłał najpierw informację o kwocie 40 tys. Później przyjechał rzeczoznawca, powiedział: "Szkoda, że ten milion z polisy nie wystarczy, żeby to wszystko tutaj pokryć" - powiedziała kobieta. Później przyszedł e-mail z decyzją PZU. Wynikało z niego, że kwota przyznanego odszkodowania to niespełna 85 tys. zł. Pani Maria nie mogła w to uwierzyć. - To był szok i niedowierzanie, próba doczytania, czy gdzieś drobnym druczkiem nie jest dopisane, że to tylko jakaś druga transza - oceniła.
Ubezpieczyciel zabrał głos w sprawie
Rodzina od kilku dni próbuje uzyskać od PZU dokumenty będące podstawą do wyceny. Sprawą zajmuje się również pełnomocnik z kancelarii prawnej z Poznania - prowadzi tę sprawę pro bono. Pani Maria zapowiedziała, że będzie walczyć z ubezpieczycielem o pieniądze. - Ja pójdę na tę wojnę. Ale dla mnie przerażające jest to, ilu ludzi, przez których przepłynęła powódź, powaliła ich na ziemię, dostaje z drugiego "liścia" od ubezpieczyciela. To jest oszałamiające. Proszę sobie wyobrazić, ile osób to dobije - stwierdziła.
Swoje stanowisko w tej sprawie przesłał również "Gazecie Wyborczej" ubezpieczyciel. "[...] Do 29 września uruchomiliśmy już 150 mln zł odszkodowań i wydaliśmy decyzje odnośnie aż 70 proc. zgłoszonych przez klientów szkód powodziowych. Utworzyliśmy specjalny fundusz pomocowy na rzecz walki z powodzią w wysokości 26 mln zł. W sytuacjach, kiedy doszło do całkowitego zniszczenia budynków lub naruszenia ich konstrukcji, wypłacana jest całkowita suma odszkodowania. W innych okolicznościach, kiedy budynek został podtopiony czy zalany - wysokość strat poniesionych przez daną osobę określa wykwalifikowany rzeczoznawca (wycena np. kosztów osuszania, malowania naprawy czy odszkodowania za ubezpieczony sprzęt domowy)" - przekazał ubezpieczyciel. Podkreślono również, że kwoty, które są wymienione w artykule, to zaliczki i wstępne kwoty odszkodowania. Zapowiedziano również kolejną wizytę rzeczoznawcy, aby ostatecznie ocenić wartość odszkodowania.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET