Fala upałów, a później fala burz. Miasta się „odbetonowują”, ale to za mało, by zatrzymać zmiany

7 min. czytania
01.07.2026 15:14
Obserwuj nas na Google

Rozgrzane ulice, betonowe place, brak cienia i terenów zielonych – o tym najczęściej mówi się, gdy fale upałów nadciągają do Polski. Krytyce poddawane są władze, które wycinają drzewa i ograniczają zieleń w miastach. Choć tzw. betonoza ma wiele negatywnych skutków, to jednak nie ma kluczowego wpływu na upały w miastach. - Posadzenie drzew na relatywnie małym terenie  nie spowoduje, że temperatura powietrza w całym mieście spadnie  - twierdzi prof. Anita Bokwa, klimatolożka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Upał w mieście
fot. Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak miejska wyspa ciepła wpływa na różnice temperatury między miastem a terenami podmiejskimi.
  • Dlaczego betonowa infrastruktura nasila odczuwanie upałów w miastach.
  • Co można zrobić, aby poprawić mikroklimat w miejskich przestrzeniach publicznych.
  • Które czynniki najbardziej przyczyniają się do globalnego ocieplenia i fal upałów.

Rynek Staromiejski w Toruniu to jedno z ostatnich miejsc, które mieszkańcy i turyści chcieliby odwiedzić w upalny dzień. Nic dziwnego, bo w centrum miasta dominuje beton, który momentalnie nagrzewa się od słońca. Podobny problem widać w wielu innych polskich miastach. W ostatnich dniach przez cały kraj przetacza się fala upałów, odnotowywane są rekordowo wysokie temperatury. 

W teorii w Toruniu średnie roczne różnice temperatury są stosunkowo niewielkie - wynoszą od 0,5 do 1,5 stopnia Celsjusza. Ale problem leży gdzie indziej. Jest nim miejsca wyspa ciepła, zyli różnice temperatury powietrza między obszarem pozamiejskim i różnymi rodzajami użytkowania terenu w mieście.  

Redakcja poleca

-  Atmosferyczna miejska wyspa ciepła to zjawisko nocne. Jego przyczyną jest to, że miasto wolniej się wychładza nocą niż tereny pozamiejskie, bo w mieście gęsta zabudowa utrudnia wypromieniowanie ciepła i spowalnia nocny spadek temperatury  - mówi prof. Anita Bokwa, z Zakładu Klimatologii UJ. 

Choć różnice w temperaturze są niewielkie, to upał intensywniej odczuwa się na betonowej płycie w centrum miasta niż w zacienionym miejscu, np. w parku. 

 - To  tak, jakbyśmy w upalny dzień stanęli na plaży bosymi nogami. Piasek jest tak gorący, że przestępujemy z nogi na nogę. Natomiast na na wysokości głowy czujemy już chłód, bryzę, wiatr. Temperatura, choć nie zmieniła się znacząco, jest już dla nas akceptowalna - tłumaczy dr hab. Tomasz Jurczak z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego. 

Między centrum miasta a terenami podmiejskimi w Toruniu różnice temperatury mogą dochodzić nawet do siedmiu stopni, przy szczególnie sprzyjających warunkach (okres letni, pogoda bezchmurna i bezwietrzna). To wynika z różnego tempa wychładzania. Poza miastem ten proces jest szybszy. Miejska wyspa ciepła największą intensywność osiąga nad ranem, przed wschodem Słońca. 

- Teraz, w trakcie fali upałów mamy tzw. noce tropikalne, czyli temperatura minimalna w nocy nie spada poniżej 20 stopni. Dla mieszkańców miast jest to szczególny problemem, bo tak wysoka temperatura znacznie utrudnia nocną regenerację, a ponadto elementy miejskiej infrastruktury (budynki, ulice itp.) nie zdążą się wychłodzić przed wschodem Słońca do temperatury z poprzedniej doby. Nowy dzień to kolejna dawka energii słonecznej i dalszy wzrost temperatury powietrza i zabudowy- wyjaśnia klimatolożka z UJ. 

W mieście gorąco tak samo, jak poza nim 

Choć Toruń, obok Słubic (40,5 stopnia), stał się w ostatnich dniach jednym z najgorętszych miejsc w Polsce, to  i tak jest w lepszej sytuacji niż wiele innych miast w Polsce. Stolicę województwa kujawsko-pomorskiego przecina Wisła, która daje wytchnienie mieszkańcom w upalne dni. Podobnie dość spory park położony w pobliżu centrum. Te miejsca przynoszą pewną ulgę, ale nie rozwiążą problemu gwałtownych wzrostów temperatury. A te mają wkrótce powrócić. Z najnowszych wyliczeń amerykańskiego modelu GFS wynika, że do Polski zbliża się kolejna fala upałów. Ma dotrzeć 8 lipca. 

- Zjawisko miejskiej wyspy ciepła ma niewielką intensywność w dzień, czyli różnica temperatury między miastem i obszarem pozamiejskim albo nie występuje, albo jest bardzo mała - mówi prof. Bokwa. 

Jak to możliwe? I dlaczego większość osób stara się uciec poza miasto przed wysokimi temperaturami? 

 - Odczucia cieplne człowieka, to co innego niż temperatura powietrza. Na wybetonowanym rynku, w pełnym słońcu  każdemu będzie gorąco, bo promieniowanie słoneczne pada nie tylko na podłoże, ale również na nasze ciało. Ponadto na nasze odczucia cieplne duży wpływ ma wilgotność powietrza i wiatr lub jego brak. W zacienionej ulicy będzie nam chłodniej, choć sama temperatura powietrza będzie taka sama lub bardzo zbliżona – tłumaczy klimatolożka z UJ.  

W trakcie fali upałów miejska wyspa ciepła nie jest problemem w dzień tylko w nocy. Mimo tego i tak ma duży wpływ na komfort ludzi czy zwierząt. - To, że temperatura powietrza w nocy w mieście będzie wyższa niż poza miastem powoduje, że trudniej jest wypocząć. Lepiej zregenerujemy się poza miastem, gdzie proces wychładzania jest szybszy, ale i poza miastem czasem występują noce tropikalne – zauważa prof. Bokwa. 

W ostatnich latach prawdziwą burzę w kontekście globalnego ocieplenia wywołały dwa hasła: „rewitalizacja” i „betonoza”. Pierwsze oznacza odbudowę zdegradowanych miejsc, aby przywrócić w nich „życie”. Drugie, nadmierne i nieprzemyślane wykorzystywanie betonu w przestrzeni publicznej połączone często z wycinaniem drzew i likwidacją terenów zielonych. Słowo zostało rozpowszechnione przez publicystę i aktywistę Jana Mencwela, autora książki “Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. 

Miliony na rewitalizację. Zamiast drzew beton 

Według autora betonozę symbolizują takie miasta jaki Kielce, Kraków czy Skierniewice. Przeprowadzono tam rewitalizację, która skończyła się m.in. wycinką drzew, likwidacją terenów zielonych. Mencwel podkreśla, że problem dotyczy wielu innych – również mniejszych miast – w których włodarze realizują ideę: plac ma być „ładny” i łatwy do utrzymania, ale często kosztem cienia, wody i mikroklimatu.  

Książka „Betonoza” pojawiła się w księgarniach w 2020 roku. Autor przedstawił przykłady rewitalizacji, które masowo i bez większego namysłu ruszyły po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Samorządy wykorzystały do tego strumień pieniędzy, który napłynął z Brukseli. Choć od publikacji – która odbiła się szerokim echem — minęło już sześć lat, to wciąż dochodzi do wycinania drzew i betonownia miejsc publicznych.  

Redakcja poleca

W 2019 roku pojawiły się pierwsze pomysły przebudowy rynku w Leżajsku. Wówczas w miejscu było sporo zieleni —- co innego na wizualizacjach projektu rewitalizacji. Mieszkańcy podnieśli alarm, bo nie chcieli pustego betonowego placu, jak w innych „zabetonowanych” miastach. Nic to nie dało. Drzewa zostały wycięte, a plac pokryły granitowe płyty. Pojawiły się nowe zasadzenia, ale na cień nie ma co liczyć. Rewitalizacja kosztowała 14 milionów złotych, z czego dziewięć stanowiło dofinansowanie.  

Jan Mencwel zdecydował się przyznać burmistrzowi Leżajska symboliczny tytuł „Beton roku”. Ireneusz Stefański poniósł polityczne konsekwencje, przegrywając wybory samorządowe. Zastąpił go Krzysztof Trębacz, który w czasie kampanii mocno krytykował efekt rewitalizacji. Po zmianie władzy ogłoszono plan przywrócenia zieleni na leżajskim rynku.  

Problemem nie jest beton, a globalne ocieplenie 

Coraz więcej miast próbuje odwrócić negatywny trend i „zazieleniać” betonowe place. W 2013 roku przeprowadzono rewitalizację placu Nowy Targ we Wrocławiu, którego efektem była „betonowa pustynia”. W 2022 roku aktywiści z Akcji Miasto zmierzyli temperaturę podłoża, jego fragmenty osiągały nawet 66,6 stopni Celsjusza. Dwa lata później miasto zdecydowało się kolejny raz przebudować plac. Efekt? Zielona rewolucja. Zasadzono 60 tysięcy roślin i prawie 200 drzew.  

- Drzewa są bardzo cenne ponieważ  redukują odczuwalność upałów na danym obszarze. Niestety nowe nasadzenia rzędu trzech czy czterech metrów wysokości nie zastąpią wysokiego dwudziestoletniego drzewa, które daje ogromne zacienienie - mówi prof.Tomasz Jurczak z UŁ. 

Posadzenie drzew na relatywnie małym terenie w mieście nie spowoduje, że temperatura powietrza w całym mieście spadnie.  

- Drzewa oddziałują na mieszkańców na wiele pozytywnych sposobów, ale znacząco modyfikują mikroklimat oraz klimat lokalny tylko jako kompleksy leśne. Gdy niewielkie tereny zielone są otoczone gęstą zabudową to oddziaływanie tej zabudowy na samą temperaturę powietrza w dzień jest dużo większe niż zieleni, ale przebywanie na terenach zielonych może polepszyć odczucia termiczne mieszkańców  - twierdzi prof. Anita Bokwa. 

Drzewa na dużym placu dadzą więc cień, i  niewątpliwie pozytywnie wpłyną samopoczucie mieszkańców. Po centrum spacerują osoby starsze czy dzieci, które szukają schronienia przed promieniami słonecznymi. 

- Cień jest potrzebny, ale wtedy, kiedy jest fala upałów lub silne nasłonecznienie, a nie cały rok. Poza tym, nie tylko drzewa dają schronienie przed promieniami słonecznymi. Jest wiele sposobów technicznych na tymczasowe zacienienie wybranych obszarów.Natomiast zieleń w mieście pełni różne ważne funkcje, ale zarazem wymaga przestrzeni, gleby, wody i pielęgnacji.  Miasto to duże skupisko ludzi, usług i różnego rodzaju transportu.  Zieleń jest  tylko jedym z wielu elementów przestrzeni, która powinna być jak najbardziej przyjazna dla mieszkańców i ułatwiać sprawne funkcjonowanie, np. dojazd do pracy czy robienie zakupów - zauważa klimatolożka z UJ.   

Według ekspertki  zazielenianie miast nie rozwiąże problemu rosnących temperatur. Powód jest prosty: na terenach zielonych podczas upałów też jest gorąco. 

- Gdy mamy  falę upałów to wszędzie jest gorąco: w mieście, na wsi czy w lesie. Różnice w temperaturze powietrza w ciągu dnia między terenami o różnym użytkowaniu są niewielkie - mówi prof. Bokwa. 

Z kolei  prof. Tomasz Jurczak zauważa  szereg innych usług ekosystemowych, które dostarczają drzewa i tereny zielone. 

- Bardzo cierpimy na kwestie związane z suszą i brakiem wody w warstwie powierzchniowej. Drzewa tworzą system retencyjny. Odparowują wodę i poprawiają mikroklimat - wyjaśnia ekspert. 

Problemem w kontekście występowania w mieście ekstremalnie wysokiej temperatury nie jest betonoza a postępujące globalne ocieplenie.  Nad Polskę coraz częściej docierają zwrotnikowe tropikalne masy powietrza. Coś co kiedyś pojawiało się rzadko i na krótko, dziś jest coraz częstsze. Co jest tego przyczyną? 

- W atmosferze jest coraz więcej gazów cieplarnianych, które pochłaniają promieniowanie długofalowe. Następnie gazy te wypromieniowują je we wszystkich kierunkach, także w kierunku ziemi, co nazywamy promieniowaniem zwrotnym atmosfery. Ten proces to naturalny efekt cieplarniany bez którego nie byłoby życia na Ziemi, ale ludzkość poprzez spalanie paliw kopalnych znacząco zwiększyła ilość gazów cieplarnianych w atmosferze co doprowadziło do intensyfikacji tego naturalnego zjawiska, a także do globalnego ocieplenia oraz kolejnych procesów, skutkujących globalnymi zmianami środowiskowymi. Zmianom ulega także globalna cyrkulacja powietrza, która decyduje m.in. o tym jakie masy powietrza docierają do naszego kraju, a zatem decyduje także np. o tym czy wystąpi fala upałów - wyjaśnia prof. Bokwa. 

Działalność człowieka powoduje ciągły wzrost gazów cieplarnianych w atmosferze. Dlatego kluczowe jest zredukowanie szkodliwych działań dla środowiska lub nawet ich powstrzymanie, co często spotyka się z oporem. Równie ważne jest ograniczanie szkodliwych skutków zmiany klimatu i dobre przygotowanie się na potencjalne groźne zjawiska pogodowe. 

- Zasada: "W przyrodzie nic nie ginie" oznacza w przypadku globalnego ocieplenia, że jeżeli mamy więcej dostępnej energii w systemie, to musi się z nią coś stać, np. może przełożyć się na takie zjawiska jak trąby powietrzne czy ulewne deszcze  - tłumaczy proferorka. 

Po fali upałów nad Polskę właśnie nadciągają burze. W środę 1 lipca alerty Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej pokryły blisko dwie trzecie kraju. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET