Imprezy, alkohol, bójki. Ujawniamy, co działo się w oddziale prewencji w Piasecznie
- Zdarzało się, że koledzy balowali do pierwszej w nocy, a o siódmej jechali zabezpieczać ważne wydarzenie. Na pewno mieli jeszcze promile w organizmie - przyznaje jeden z funkcjonariuszy. RadioZET.pl dotarło do policjantów, którzy twierdzą, że spożywanie alkoholu i imprezy w oddziale prewencji w podwarszawskim Piasecznie, gdzie miało dojść do gwałtu na młodej funkcjonariuszce, są codziennością. A przełożeni przymykają na to oko.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie tajemnice skrywa oddział prezencji w Piasecznie.
- Co wiedzą policjanci o imprezach i piciu w oddziale prewencji.
- Jakie kroki podjęto po doniesieniach o gwałcie i piciu w koszarach.
O Oddziale Prewencji Policji w Piasecznie głośno zrobiło się kilka dni temu. To za sprawą informacji, że w nocy z 2 na 3 stycznia miało tam dojść do gwałtu, którego dowódca kompanii dokonał na młodej funkcjonariuszce. Miało to nastąpić po imprezie, podczas której policjanci spożywali alkohol. Obecnie trwa prokuratorskie śledztwo oraz wewnętrzne kontrole. Domniemany sprawca gwałtu jest w areszcie, a ofiara otoczona specjalistyczną opieką.
Policjanci, z którymi rozmawialiśmy w ostatnich dniach, są zszokowani tym, co wydarzyło się w policyjnych koszarach. Zwracają jednak uwagę na to, co mogło być jej podłożem. Wszyscy wskazują jasno: chodzi o alkohol. - On leje się tam strumieniami. Tak jest od lat. W prewencji pije się na potęgę, bez żadnej kontroli. Gdyby nie gwałt, to pewnie o tej imprezie nikt by się nie dowiedział. Przecież kompletnie pijany dowódca pojechał spokojnie do domu - mówi jeden z mundurowych, który kilkukrotnie stacjonował w koszarach w Piasecznie.
Policjant o piciu w Piasecznie: "To co widziałem można nazwać patologią"
To właśnie w podwarszawskiej gminie, przy ul. Puławskiej, znajduje się siedziba Oddziału Prewencji Policji w Warszawie. Mundurowi spoza stolicy mówią o nim "koszary". To wielka jednostka, w której oprócz części biurowo-szkoleniowej są też pokoje noclegowe. Część policjantów pracuje w oddziale na stałe. Jednak każdego roku przyjeżdżają tu absolwenci siedmiomiesięcznego kursu podstawowego w szkole policyjnej. Po nim muszą odbyć trzymiesięczny staż, tzw. adaptację. Właśnie w prewencji. Tu uczą się zabezpieczać imprezy masowe: mecze, koncerty, wizyty zagranicznych polityków, a także strajki, protesty czy manifestacje.
Dlaczego są kierowani najczęściej do Piaseczna? Bo w stolicy od lat brakuje mundurowych. Każdy policjant jest na wagę złota. W Warszawie każdego tygodnia odbywają się różnego rodzaju wydarzenia, które musi zabezpieczać spora grupa policjantów z prewencji. Świeżo upieczeni policjanci wspomagają więc Komendę Stołeczną Policji. Po służbie wracają do "koszar". Tym, dla których brakuje miejsca, wynajmowane są pokoje w okolicznych hotelach.
- Miałem okazję kilka razy nocować w tych koszarach. To, co tam widziałem na miejscu, można nazwać patologią. Picie było na porządku dziennym. Czasem w małych trzy-, czteroosobowych grupach. Czasem zdarzały się znacznie większe. Teoretycznie w każdym momencie mogliśmy być przebadani alkomatem. W praktyce nigdy się z tym nie spotkałem - wspomina jeden z mundurowych.
Dodaje: - Zdarzało się, że koledzy balowali do pierwszej w nocy, a o siódmej jechali zabezpieczać ważne wydarzenie. Na pewno mieli jeszcze promile w organizmie. Oczywiście nie wszyscy mieli takie podejście, ale mogę śmiało powiedzieć, że większość lubiła wypić. I robiła to w koszarach.
Alkohol i bójki. "Nikt nikogo nie sprawdza"
Kolejny z naszych rozmówców zauważa, że przed laty w Piasecznie, podobnie zresztą jak w innych komendach, funkcjonowały policyjne kantyny. I tam można było bez problemu kupić alkohol. Gdy kantyny zlikwidowano, po alkohol trzeba było chodzić do sklepów.
- W Piasecznie kilka minut spacerem od koszar jest hipermarket. W pobliżu jest też kilka mniejszych sklepów, gdzie też można się zaopatrzyć. Poza godzinami służby nie ma żadnego nakazu siedzenia na miejscu, można swobodnie się poruszać. Zakupy do oddziału można wnieść bez najmniejszego problemu. Nikt nikogo nie sprawdza. Taka sytuacja trwa od lat. Niezależnie od tego, czy rządzi PiS czy Platforma - tłumaczy funkcjonariusz z zachodniej Polski, który w Piasecznie także gościł kilkukrotnie.
Jak mówi, sam był świadkiem alkoholowych imprez. Jedna z nich miała się nawet zakończyć bójką funkcjonariuszy, którzy pokłócili się podczas zakrapianego spotkania. - Byli nieźle wstawieni, ale wszystko odbyło się w wąskim gronie, niewiele osób o tym wiedziało. Następnego dnia rano przybili sobie "piątki" i ruszyli do pracy - wspomina.
Zarówno stażyści podczas adaptacji, jak i doświadczeni policjanci, którzy przyjeżdżają wspomagać tych z Warszawy, są w koszarach podzieleni według płci. Kobiety nocują na innych piętrach, mężczyźni na innych. Ale nie wszyscy są traktowani w taki sam sposób. Zdarza się, że stażyści są sprawdzani alkomatem. Jednak, według naszych rozmówców, doświadczonych mundurowych, dowódców nikt szczegółowo nie kontroluje.
Oddział Prewencji Policji w Piasecznie
- Przynajmniej ja się z tym nie spotkałem. Nie słyszałem też, żeby sprawdzano kogoś z kolegów. Według mnie dowódcy udają, że niektórych rzeczy po prostu nie widzą. Oczywiście nikt nie biega z flaszką po całym oddziale, ale też nie ma mocnego chowania się po kątach. Moim zdaniem jest takie ciche przyzwolenie ze strony kierownictwa. Nie wszyscy jednak potrafią pić z umiarem. Choć prawdę mówiąc, tego alkoholu w komendzie nie powinno być wcale - zauważa pierwszy z policjantów.
"Ile promili musiał mieć pijany dowódca? Nikt tego nie widział?"
Przekonuje też, że w mieście, w którym służył w prewencji, z takim liberalnym podejściem do alkoholu się nie spotkał. Nie wyobraża sobie, żeby ktoś z policjantów pił w pokoju po służbie. - Taką sytuację widziałem tylko w filmach Smarzowskiego. No i w Piasecznie. Uważam, że tę patologię należy ukrócić. Ale to wymagałby w pierwszej kolejności zdecydowanych działań ze strony kierownictwa. Do tej pory wydawało się to nierealne, ale po tym co się wydarzyło, ktoś w końcu powinien podjąć radykalne kroki. Skoro kilka godzin po imprezie dowódca miał 1,5 promila, to ile musiał mieć w komendzie? Może trzy? Przecież to oznacza, że musiał być kompletnie pijany. I nikt tego nie widział? - zastanawia się funkcjonariusz.
Nasi informatorzy w rozmowach nie zdradzają konkretnych dat ani wydarzeń, które zabezpieczali. Nie podajemy też, skąd pochodzą. Jak tłumaczą, to co powiedzieli, może ich narazić na odpowiedzialność. Twierdzą jednak, że nie mogą dłużej milczeć. I chcą zwrócić uwagę na problem, jakim nadal jest picie alkoholu w policji.
Potwierdzają to doniesienia z końca ubiegłego roku. W piątek, 12 grudnia, policjanci z Koła w Wielkopolsce zatrzymali pijanego prokuratora Prokuratury Rejonowej Dariusza K., który spowodował kolizję. Jak ujawnił Polsat News, trzy godziny przed nią K. był w Komendzie Powiatowej Policji w Kole, gdzie ze swoim kolegą asp. sztab. Zbigniewem B., który jest naczelnikiem wydziału dochodzeniowo-śledczego, pili alkohol w gabinecie naczelnika. Później obaj odjechali swoimi samochodami. W efekcie tych wydarzeń z funkcji komendanta powiatowego policji w Kole odwołano insp. Jacka Brzęckiego.
Natomiast już w 2017 roku Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrując sprawę policjantów drogówki, którzy zostali przyłapani na piciu alkoholu w jednej z komend na Pomorzu, uznał, że nawet po służbie mundurowi, którzy są w komisariacie, powinni się poddać badaniu na obecność alkoholu na wezwanie. Mężczyźni odmówili wykonania polecenia, które wydał im zastępca komendanta, a następnie już pisemnie - komendant. Butelki po wódce i stan policjantów nie pozostawiały jednak wątpliwości. Obaj zostali wydaleni ze służby. A później odwołali do sądu administracyjnego. NSA uznał, że policjant, który jest na komisariacie nawet po służbie, musi poddać się badaniu na wezwanie. Należy je traktować jako polecenie służbowe.
Służby prasowe policji: Nie było libacji, było ciche picie w pokoju
Po doniesieniach o gwałcie minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński przekonywał, że każda patologia w podległych mu służbach będzie "wypalana gorącym żelazem". W poniedziałek 5 stycznia zlecił przeprowadzenie czynności wyjaśniających Inspektorowi Nadzoru Wewnętrznego. Kontrolę prowadzą też: Komenda Główna Policji oraz Komenda Stołeczna Policji.
Chcieliśmy się dowiedzieć, czy kontrole dotyczą gwałtu, czy też ich zakres jest szerszy i obejmuje także inne aspekty. Przede wszystkim spożywanie alkoholu na terenie oddziału prewencji. Relacje naszych rozmówców przekazaliśmy zespołom prasowym KSP i KGP. W poniedziałek, 12 stycznia zapytaliśmy, czy w przeszłości do władz KSP i KGP docierały sygnały o tym, że alkohol jest pożywany w "koszarach". I czy ktoś poniósł konsekwencje dyscyplinarne z tego powodu. Chcieliśmy się też dowiedzieć, czy podczas kontroli dotyczącej domniemanego gwałtu wątek spożywania alkoholu w koszarach będzie badany przez Biuro Spraw Wewnętrznych.
Podkom. Lucyna Rekowska z Biura Komunikacji Społecznej KGP odpisała, że na pytania odpowie Komenda Stołeczna Policji. We wtorek przed południem otrzymaliśmy zapewnienie, że zespół prasowy KSP przygotowuje odpowiedzi. Jednak do czasu publikacji ich nie otrzymaliśmy.
Co zastanawiające służby prasowe policji starały się w pewien sposób tłumaczyć policjantów pijących alkohol. W oświadczeniach publikowanych w portalach społecznościowych można było przeczytać m.in. "Podkreślamy, że z ustaleń Biura Kontroli KGP wynika, że alkohol spożywany był przez funkcjonariuszy w części mieszkalnej oddziału, w pomieszczeniu zamkniętym, spotkanie nie miało charakteru libacji, nie było hałasu, nie towarzyszyły temu krzyki, wobec czego osoby postronne nie wiedziały o sytuacji." - czytamy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET