Nie potrafią skorzystać z zegarka, nie wiedzą, skąd się bierze mleko. Dzieci bez podstawowej wiedzy
Skorzystanie z tarczowego zegarka, zwykłej szczoteczki do zębów czy z mapy staje się unikalną umiejętnością wśród uczniów. Coraz częściej nauczyciele zamiast uczyć swojego przedmiotu, pokazują dzieciom, jak wykonywać proste życiowe czynności, które kiedyś należały do codzienności.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakich podstawowych umiejętności życiowych brakuje młodemu pokoleniu.
- Dlaczego dzieci mają problem z rozumieniem i używaniem języka i frazeologii.
- Co robią szkoły, aby nauczyć dzieci podstawowych umiejętności życiowych.
- Zegarek – rzuca od razu Adam Ejnik, nauczyciel polskiego w SP nr 1 w Żurominie. - Wielu uczniów nie potrafi odczytać godziny z zegarka analogowego – wyjaśnia. Dotyczy to przede wszystkim dzieci z klas 1-3, ale też starszych uczniów. Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie kiwa głową ze zrozumieniem.
Cztery lata temu zlikwidowała w szkole ogólne dzwonki. Powiesiła na korytarzach i w klasach zegary z normalną tarczą. - Przez pierwsze dwa lata nie było problemów, ale w zeszłym roku szkolnym przyszło takie pokolenie do klas pierwszych, które nie potrafiło już sobie z tym poradzić. Nie rozumie takiej formy zegarka. Zresztą trzy czwarte dzieci nie posiada zegarków, a pozostałe mają smartwatche - zauważa Kuchta. Obok tarczowych zegarów na ścianach powieszono więc elektroniczne. - Dzieci muszą wiedzieć, kiedy iść do klasy, żeby nie spóźnić się na lekcję. Ale nie zdejmujemy tych zwykłych, bo znajomość tarczy zegarowej jest chociażby jednym z wymogów egzaminacyjnych – przypomina dyrektorka.
Książka, a nie tablet
Ale nie o egzaminy i klasówki tu chodzi, a o zwyczajne, codziennie umiejętności, które powoli zatracają młodsze pokolenia. Odczytywanie godziny nie jest tą jedyną. Katarzyna, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej z woj. świętokrzyskiego, zawsze zabiera dzieci z pierwszej klasy po przerwie obiadowej na mycie zębów, by nauczyć ich tego nawyku. - Poprosiłam, żeby rodzice dali im zwykłe, jednorazowe szczoteczki. Ale okazało się, że niektórzy uczniowie nie wiedzieli, jak z nich skorzystać. Szukali przycisku, żeby włączyć je jak elektryczną – opowiada.
Jeśli mowa o powszechnej elektronice, to widziała też sceny – akurat nie w klasie, ale w rodzinie – jak dziecko próbowało odwrócić strony książki jak w tablecie, przesuwając palcem po stronach. - Albo gdy oglądało bajkę w telewizji, krzyczało: „zablokuj”. Nie rozumiało, że to nie bajka z youtube’a, gdzie można w każdej chwili cofnąć, zatrzymać czy przewinąć wideo - wspomina nauczycielka.
Grzegorz, nauczyciel angielskiego z Łodzi, „przyłapał” kiedyś uczniów szóstej klasy na tym, że nie rozróżniają papierowych pieniędzy. Nie wiedzieli, jakie są nominały, więc nie potrafili obliczyć reszty i liczby banknotów czy monet, jakie mogliby dostać przy wydawaniu. - Teraz płacimy komórką, kartą, zegarkiem, ostatnio obrączką. Dzieci nie mają więc styczności z papierowymi pieniędzmi - tłumaczy ich nauczyciel. Podobnie jest w wypadku map i atlasów samochodowych. Bez nawigacji ani rusz. Ale, jak opowiada Anna, nauczycielka geografii i przyrody z woj. świętokrzyskiego, wielu uczniów nie trzymało nigdy papierowej mapy w rękach, więc skąd ma umieć się nią posługiwać.
- Dopiero w szkole mają z nią styczność, ale jest to bardziej na zasadzie nauki, gdzie co leży, jak wygląda podział administracyjny Polski– to też zresztą kolejny element, którego muszą się uczyć od podstaw. - Nie brakuje mi dzieci w klasie, które były w Tajlandii, w Egipcie, zjeździły pół Europy, ale nie były w Tatrach, nie widziały Bałtyku - opowiada. W starszych klasach nie jest lepiej. Kolega Grzegorza przyjmował na praktyki młodzież z technikum z klas technik elektryk. - Był przerażony tym, że nie wiedzieli, jak płynie prąd. Dla nich to powinna być podstawa – wspomina anglista.
Dzieci bez obowiązków
Dorota Kuchta wraca tu jeszcze do podstawowych umiejętności życiowych, jak przyszycie guzika, zacerowanie dziury, czy użycie maszyny do szycia. O kłopotach przy korzystaniu z narzędzi jak łopata, młotek czy nawet proste nożyczki pisaliśmy już zresztą rok temu. - Uczennica kiedyś opowiadała mi, że gdy miała ugotować jajko na miękko, szukała w internecie, jak to zrobić i ile czasu na to potrzeba – przypomina sobie Anna.
Katarzynę jednak najbardziej zadziwiło, gdy uczniowie z jednej jej klasy nie mieli pojęcia, jak rośnie marchewka, nie rozróżniali niektórych warzyw – nie potrafiły nazwać pora, selera, pietruszki. - Nie wymagałam wiedzy, jak rośnie ananas, czy jak wygląda batat, ale według niektórych warzywa mamy z Lidla czy Biedronki – temu najbardziej dziwi się nauczycielka, bo jak podkreśla, uczy w małej szkole, gdzie większość dzieci jest z terenów wiejskich. - To skoro one takich rzeczy nie wiedzą, a mają to pod nosem, to jaki jest stan wiedzy uczniów z aglomeracji? - zastanawia się.
Dorocie Kuchcie od razu przypomina się film z TikToka ze zdjęciem krowy, do której przypięta jest jednorazowa rękawiczka. Do niej nalane jest mleko, a dzieci doją tę rękawiczkę. - Wysłałam to nawet dziewczynom z przedszkola, gdyby rozmawiały o tym z dziećmi, może im się przyda – mówi dyrektorka i przekonuje, że stwierdzenia, że „mleko jest z Biedronki, a nie od krowy” nie są tylko internetowym memem. Jej zdaniem problemem dzisiejszych rodzin jest to, że dzieci nie mają obowiązków. Jedynym ich obowiązkiem jest chodzenie do szkoły.
- Brakuje tego, by dziecko było częścią rodzinnej wspólnoty, że ma zanieść talerze do zlewu, potrafi je umyć ręcznie, posprzątać swój pokój. Dziś dzieci są w większości wypadków z tego zwalniane – zauważa Kuchta. Przez to, jak tłumaczy, nie mają praktycznych umiejętności, ale też wiedzy, bo codzienne czynności powodują, że tę wiedzę zdobywamy. - Jeśli dziecku pozwolimy wstawić zmywarkę, to będzie wiedziało, że do niej trzeba najpierw włożyć tabletkę, a do pralki wsypać proszek do prania. To nie są oczywistości dla dzieci. Zresztą odpowiednie wstawienie talerza do zmywarki to też jest umiejętność – tłumaczy Kuchta.
Język zbyt trudny dla uczniów
Język i podstawowa komunikacja to kolejne wyzwanie i pole pokazujące ogromną przepaść pokoleniową. - Niedawno powiedziałem, że ktoś wyskoczył jak filip z konopi. Nikt nie wiedział, o co mi chodzi i co to za filip. A kiedyś na zająca mówiono filip i od tego pochodzi ten związek frazeologiczny – wyjaśnia Adam Ejnik. Już od kilku lat zauważa, że związki frazeologiczne biblijne (zwłaszcza gdy coraz mniej dzieci chodzi na religię) i mitologiczne są dla uczniów jak definicje, których trzeba się wyuczyć na pamięć. - Język się zmienia, wiele jest słów, które odeszły do lamusa – stwierdza polonista.
Według Kuchty tak naprawdę wszystkie lektury z dawnych czasów, nawet z XX wieku, są dla dzieci enigmatyczne. Wiadomo, że Kochanowski nie wchodzi, a Mickiewicza tłumaczy się z polskiego na nasze. - Jak omawiam „Świteziankę”, muszę wyjaśniać wszystko: dlaczego jakiś strzelec chodził dookoła jeziora, co to jest bór, mimo że pojęcie to pojawia się na przyrodzie – mówi Kuchta. Gdy omawia np. przypowieść o siewcy, musi z kolei dzieciom przybliżyć całą historię kultury. Kilkanaście lat temu dla czwartoklasistów takie kody kulturowe były jeszcze oczywiste.
- Kiedyś pewne symbole, znaczenia były wokół nas, więc to przychodziło naturalnie. Teraz trzeba pokazywać od nowa symbolikę, bo dzieci żyją w popkulturze – mówi dyrektorka. Tymczasem obecna podstawa programowa oparta jest głównie na tekstach historycznych. - I dobrze, gdzieś te teksty muszą się pojawić, bo to nasze dziedzictwo kulturowe, ale musimy kombinować, jak to przekazać – dodaje Kuchta. Dlatego 20 lat temu, jak tłumaczy, pracowało się ze słowem, a dziś głównie z obrazem, który wydaje się niezbędny dla obecnego pokolenia. Chociaż przez to kuleje myślenie metaforyczne. Dzieci znają coraz mniej baśni, gdzie świat był inaczej obrazowany, a nawet jeśli znają, to dostają gotowe obrazy. Nie ma więc rozwoju wyobraźni.
Szansa dla szkoły?
Z drugiej strony nauczyciele zgadzają się z tym, że młodsze pokolenia funkcjonują w świecie i warunkach, jakie stworzyli im starsi. To dorośli zabierają im młotki i miotły z rąk, a dają telefony - dziecko samo sobie ich nie kupiło. To rodzice wolą posprzątać za dziecko zabawki, zająć się ogródkiem, bo tak będzie szybciej, lepiej. W końcu to dorośli jadąc pociągiem czy tramwajem, włączają dzieciom bajki, zamiast opowiadać, co jest za oknem. To nie kosztuje tak wiele wysiłku. - Nasze dzieci żyją w cyfrowym świecie, trzeba być więc przewodnikiem po dawnym świecie – mówi Kuchta.
To dziś wyzwanie, ale i szansa dla szkoły. Kiedy wracają pytania o zasadność lekcji i nauki, w czasach gdy wszystko można znaleźć w internecie, szkoła właśnie tu - w nauce podstawowych umiejętności życiowych - może znaleźć swoją nisze. Dlatego w ZSP w Legionowie nauczyciele prowadzą koło rękodzieła, na których uczą np. szycia i posługiwania się podstawowymi narzędziami. Chętnych chłopców i dziewczynek na takie zajęcia nie brakuje. Na parapetach nauczyciele z klasami hodują rośliny. - Biolożka nawet czasem na lekcję kupuje wątróbkę i dzieci oglądają to pod mikroskopami. Dzięki temu dzieci uczą się, jak wygląda tkanka itd. - mówi. W przedszkolu robią zielniki, a do szkoły prowadzi ścieżka edukacyjna, w trakcie której opisane są poszczególne drzewa i krzewy.
- Swój świat staram się im pokazać, wychodząc w teren, na zewnątrz – mówi Adam Ejnik. I tak omawiając Hobbita, organizuje klasom surwiwal. Przy „Chłopcach z Placu Broni” przenosi się z dziećmi w świat zabaw i gier miejskich. - Kiedyś najlepszą zabawą było znalezienie sterty desek, żeby po nich skakać. Dziś coraz mniej mamy zabaw na świeżym powietrzu. To jest coś, czego dzisiejsze pokolenia nie doświadczyły. W związku z tym przy „Chłopcach” odświeżamy takie zabawy jak gra w klasy, kapsle, rzucanie kulkami. Dzieci znajdują w tym niesamowitą frajdę, a też zupełnie ich nie znają – opowiada polonista.
Ejnik nie tylko dzieci stara się wprowadzić w swój świat, ale też sam stara się przenieść do ich świata. - Na bieżąco oglądam np. Książula i filmy, które oni oglądają. Robię lekcję dotyczącą młodzieżowego słowa roku, nawet nie ma pani pojęcia, jak one się wtedy cieszą. Lubią, jak się zbliżam do ich świata – wyjaśnia polonista.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET