Donoszenie, obgadywanie, plotki. "Do pokoju nauczycielskiego wchodzisz jak do paszczy lwa"

15 min. czytania
21.01.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Rafał, nauczyciel matematyki, gdy pojawił się w telewizji, został wrogiem numer jeden pozostałych matematyczek. Ewa, anglistka, stała się obiektem niewybrednych komentarzy, gdy na forum odezwała się na temat praw nauczycieli. Marcin, polonista, był kontrolowany na każdym kroku: od tego jak wypełnił dziennik, do tego jakie auto kupił. - Jak wchodzisz do pokoju nauczycielskiego, to jakbyś wchodził do paszczy lwa - stwierdza. 

Pokój nauczycielski
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego młodsi nauczyciele często rezygnują z pracy w szkole.
  • Czego najczęściej doświadczają nauczyciele ze strony kolegów i koleżanek.
  • Co jest główną przyczyną mobbingu w środowisku nauczycielskim według ekspertów.
  • Które czynniki systemowe wpływają na frustrację wśród nauczycieli.

Marcin, polonista z Łodzi, stworzył niepisany regulamin zachowania w pokoju nauczycielskim. Po pierwsze jeżeli chcesz żyć dobrze w szkole, nie możesz się wychylać w żaden sposób. Także z chęcią do pracy, bo potem już zawsze będziesz dostawał więcej obowiązków, a reszta celowo powie, że nie umie. Po drugie masz olimpijczyków, jesteś narażony. Po trzecie studia podyplomowe z zarządzania oświatą (wymagane przy starcie w konkursie na dyrektora) zawsze się ukrywa, nie wpisuj tego do CV. I nie daj Boże, jeśli byłeś dyrektorem i chcesz zostać nauczycielką. Z powrotem na taką pracę trudno liczyć.

Ewa, anglistka z Lublina, dopisałaby do tego jeszcze dwie zasady: pojawisz się w telewizji, radiu, albo zdobędziesz nagrodę, masz przechlapane. - Najlepiej o takich rzeczach nie mówić – zgadza się Violetta Kalka, polonistka z Torunia, prowadząca facebookowe grupy „Uwaga, mobber w szkole” i „Nauczyciel zmienia zawód” oraz współzałożycielka fundacji "Kiedy cichnie dzwonek". Do listy tematów tabu dodałaby robienie lub posiadanie doktoratu. - Nawet na studiach doktoranckich ostrzegają nauczycieli, żeby się tym za bardzo nie chwalić – mówi. Generalnie wszystko może być użyte przeciwko tobie. - Jak wchodzisz do pokoju nauczycielskiego, to jakbyś wchodził do paszy lwa – porównuje Marcin. - Mobbing w pokoju nauczycielskim jest powszechny - potwierdza Kalka.

Mobbing w białych rękawiczkach

- W pokoju nauczycielskim dużo rozmawiamy o swoich dzieciach. Kadra składa się w większości kobiet i to już głównie babć, więc przynoszą one zdjęcia swoich wnuków, radośnie wszyscy je oglądamy, zachwycamy się. Pozornie wszyscy jesteśmy dla siebie mili i sympatyczni. Rano witamy się, grzecznościowo zamieniamy kilka słów. Bardzo rzadko dochodzi do otwartych konfliktów. Jeżeli ktoś chce komuś zaszkodzić, to w białych rękawiczkach – opowiada Ewa.

Zaczyna się od – wydawałoby się od drobnych zachowań. - Kiedy wchodziłem do pokoju, wszyscy milkli. Albo niektórzy ostentacyjnie wychodzili. Sugestywne spojrzenia, ironiczne komentarze niby puszczone w eter, ale wiadomo kogo dotyczące były na porządku dziennym – wylicza Marcin i podaje przykład: - Jak miałem autorski program, to nagle w pokoju nauczycielskim jedna z nauczycielek rzuciła, że „do autorskiego programu nauczania to by się przydało mieć jeszcze trochę wiedzy”. Jak miałem olimpijczyków, to usłyszałem, żebym nie przypisywał sobie cudzych zasług. Jak mnie uczniowie lubili, to pewnie dlatego, że same piątki stawiam. Jak uczniowie uznali, że jestem wymagający, to zaspokajam w ten sposób swoje ambicje.

I ulubiony docinek, który Marcin słyszał wielokrotnie: „żeby być nauczycielem i móc innych uczyć, to trzeba dorosnąć, studia i teoria nie wystarczą”. Marcin uczył w szkole przez pięć lat, zaliczany był więc do topniejącego grona młodych nauczycieli. Violetcie Kalce od razu przypomina się młoda nauczycielka, która pochwaliła się na forum, że dostała pozytywną informację zwrotną od rodziców. Zamiast pochwał od starszych koleżanek i kolegów usłyszała, żeby nie była taka z siebie zadowolona, bo nie wiadomo, jak takie dobre relacje z uczniami i rodzicami przełożą się na wyniki egzaminów.

Redakcja poleca

- Kolejna nauczycielka opowiadała mi, że przewodnicząca zespołu przedmiotowego niczego z nimi nie konsultowała, tylko narzucała im, co mają robić. Kiedy młodsza nauczycielka próbowała dyskutować, o coś dopytać, usłyszała: „przecież masz wykształcenie, powinnaś to wiedzieć”, albo „widocznie nie umiesz czytać ze zrozumieniem.” I to są uwagi wygłaszane głośno na radach pedagogicznych w obecności całego zespołu – opowiada Violetta Kalka. Nie dziwi się więc, że młodzi często rezygnują po dwóch, trzech latach.

Nauczyciel w TV, ale czy na lekcjach?

Ewa, anglistka z Lublina, podobne komentarze, jakie słyszała pod swoim adresem, nazywa wprost: dyskryminacją. W szkole należała do związku zawodowego, więc często wypowiadała się w mediach. Zdarzało jej się też komentować tęczowe piątki, brać w obronę młodzież LGBT. - A potem jedna osoba przestała mi mówić „dzień dobry”, a to kolejna kłapała mi drzwiami do pokoju przed nosem, inna traktowała jak powietrze – wspomina nauczycielka. Nasłuchała się też komentarzy, jakie to złote góry chce uzyskać dzięki swojej działalności związkowej i występom w mediach.

Rafał, matematyk z Krakowa, gdy został wyróżniony w jednym z prestiżowych konkursów, oprócz gratulacji od jednej z koleżanek dostał informację, że ta współczuje mu powrotu do szkoły. Następnego dnia przekonał się, o co chodziło. Od tego momentu inna matematyczka kontrolowała go na każdym kroku (chociaż nie był to jej obowiązek), czy nie spóźnia się na lekcje, czy jest na dyżurach na przerwach. - Jak najwierniejsza fanka śledziła każdy mój występ w telewizji, a potem chodziła do dyrekcji, uprzejmie donosząc, że przez liczne wyjazdy pewnie nie zdążę zrealizować materiału, a moi uczniowie nie zdadzą egzaminów na koniec szkoły – dziś Rafał wspomina to z ironicznym uśmiechem, ale chodzenie i tłumaczenie się dyrektorowi, jak prowadzi lekcje, do najmilszych wspomnień nie należy.

Tu znów Violetcie przypomina się nauczycielka, która była aktywna nie tylko w szkole, ale i w sieci. To przeszkadzało dyrekcji i kolegom z pracy. - Była za to niszczona. Na radach przy wszystkich zbierała kąśliwe uwagi, że coś źle tam powiedziała, popełniła błąd. Musiała w końcu zmienić szkołę, bo ciągłe podważanie autorytetu było nie do wytrzymania i odbiło się na jej zdrowiu– wspomina Kalka. Podobnie jest z wydawaniem swoich podręczników, książek czy arkuszy egzaminacyjnych. - Jedni pogratulują, powiedzą, że „super, skorzystam”, a inni skupią się na poszukiwaniu błędów - opowiada.

- I to nieustanne podglądanie się nawzajem. Od librusa do samochodu – dodaje Marcin. Doświadczył obu tych sytuacji. Inne nauczycielki potrafiły przeglądać uzupełniony przez niego dziennik i wychwytywać błędy albo braki. - Jak jeszcze ktoś powiedział o tym na forum – chociaż wciąż uważam, że to nie jego sprawa - że czegoś tam nie uzupełniłem, to znaczy, że był odważny. Najgorsi byli ci, co biegli od razu do dyrekcji i donosili, że „u Marcina to nie ma tego i tamtego” – wspomina.

Redakcja poleca

Podobnym przedmiotem dyskusji w pokoju był też jego nowy samochód. Rejestrując auto w wydziale komunikacji minął się ze znajomym nauczycielem. - Musiał pójść za mną, sprawdzić, co kupiłem, bo tydzień później zadzwoniła do mnie koleżanka, że wszyscy gadają o tym, że niby jako młody nauczyciel mało zarabiam, a stać mnie na nowe samochody takiej i takiej marki – wspomina. - Liczy się to, jak przychodzisz ubrana, jakim samochodem jeździsz, gdzie mieszkasz i z kim. To wszystko ich bardzo interesuje – podsumowuje Ewa.

Kto z kim mieszka, jak się ubiera

Katarzyna, polonistka z woj. świętokrzyskie, przekonała się, jak bolesne może być takie wścibstwo, plotki i obgadywanie. - Mieliśmy w szkole super nauczyciela angielskiego. Wymiany międzynarodowe, wycieczki, konkursy – angażował się we wszystko. Skumplowaliśmy się – wspomina. Katarzyna uczy w małej miejscowości, stąd gdy ktoś zauważył wspomnianego anglistę na mieście z partnerem, plotkom i niewybrednym komentarzom w szkole nie było końca. Nauczycielka nie chce cytować, czego się nasłuchała, bo, jak mówi, aż żal, że wykształceni ludzie tak się zachowywali.

Anglista w pewnym momencie przestał w ogóle zaglądać do pokoju nauczycielskiego, tylko przychodził na przerwach do sali Katarzyny. Żarty szybko jednak podłapali uczniowie. - Mówi się, że dzieci potrafią być okrutne. Ale one po prostu doskonale widzą i słyszą, co się dzieje w pokoju nauczycielskim, jak siebie traktują nauczyciele i powielają te zachowania – mówi ze smutkiem nauczycielka. Anglista poszedł na zwolnienie lekarskie i po wakacjach do szkoły już nie wrócił. Z Katarzyną też zerwał kontakt. Polonistka wie jedynie, że wyprowadził się z miasta i zmienił branżę.

Ona sama docinki zbierała, gdy poszła na studia doktoranckie. - Takie typowe, że „robię doktorat, to powinnam to wiedzieć”, a potem, gdy ostatecznie zrezygnowałam, że „i co jednak nie będziesz profesorem?”  – mówi. Gorzej zniosła to, że koleżanka celowo ułożyła jej plan tak, że ledwo co zdążała na zajęcia na uczelni, chociaż prosiła, żeby uwzględnić to w jej planie.

Buntowanie uczniów i rodziców

Dla Marcina niewybaczalne, ale jednocześnie niestety nagminne w szkole, jest donoszenie i obgadywanie kadry do uczniów, rodziców i buntowanie ich przeciwko danemu nauczycielowi. - „Boicie się, czy zdacie dobrze egzamin z tym nauczycielem? To napiszcie list, zgłoście go”. Takie teksty potrafią paść na forum klasy – opowiada Marcin. Dalsze losy takiego nauczyciela zależą zazwyczaj od tego, czy lubi go wychowawca danych uczniów. - Jak lubi, to za tobą stanie i zgasi bunt, jak nie to zbuntuje jeszcze przeciwko tobie rodziców i lądujesz u dyrektora – Marcin mówi to na podstawie własnych doświadczeń. - Lekarze nawet jeżeli widzą, że ich kolega schrzanił robotę, to siedzą cicho przy pacjencie. Tutaj tego nie ma – porównuje.

- W grupie „Uwaga, mobber w szkole” mamy wpisy, że donoszą nawet panie woźne czy personel sprzątający. A to zostawiłaś otwarte okno, a to na podłodze były papierki, a to za późno zeszłaś z przerwy - wylicza Kalka. Dlaczego ktoś dostał dłuższą wskazówkę w librusie niż ja, dlaczego ona dostała zastępstwo, dlaczego ona zaczyna codziennie o dziewiątej, a nie o ósmej – jak opowiada Marcin takie bzdury też potrafią być roztrząsane w pokoju tygodniami. - Jeżeli nauczyciel pracuje gdzieś indziej, poza szkołą, albo wcześniej pracował w innej branży, to jest o wiele bardziej życiowy i nie rozumie, jak to możliwe, że ludzie potrafią się zajmować takimi pierdołami – mówi.

- Niektórym ludziom może brakuje emocji, bo robią problem z rzeczy, które problemem nie są – potwierdza Kalka. Jako przykład podaje historię nauczycielki, której rodzice rzekomo zarzucili, że uczniowie za mało ćwiczą pisanie. I chociaż żaden rodzic się do niej osobiście w tej sprawie nie zgłosił, to dyrekcja zorganizowała hospitację, która nie miała charakteru wspierającego. Małostkowość i brak lojalności wobec siebie to zdaniem Ewy podstawowe wady jej grupy zawodowej, które napędzają szereg negatywnych zjawisk. - W porównaniu z innymi branżami na jeden metr kwadratowy pokoju nauczycielskiego przypada najwięcej tchórzy – dodaje anglistka i przekonuje, że nauczyciele to jedna z grup zawodowych, która ma ogromny wpływ na warunki pracy, bo sama decyduje np. o statucie szkoły.

Redakcja poleca

I właśnie na jednej z rad pedagogicznych zacytowała statut i wyjaśniła, że tworzenia programów wychowawczych klasy czy analizy matur żadne prawo nie narzuca. Od razu odezwały się głosy: ale jak tego nie robić? Wówczas wyjaśniła, że statut w żadnym miejscu też tego nie zabrania. Natomiast są osoby, które świetnie obchodzą się bez tej papierologii. Nie minęło jednak kilka miesięcy i dyrekcja przyszła z pytaniem, dlaczego wybrane osoby nie oddały jeszcze danych dokumentów. - Nikt się nie odezwał. Dyrekcja wyszła i nagle zaczęły się pytania: „przecież mieliśmy już tego nie pisać”? Ale potem i tak napisali, bo „a po co mam się denerwować” – wspomina Ewa.

Prawa nauczycieli

Zna też sytuację z innej szkoły, w której to dyrektorka zażyczyła sobie, żeby kadra na czas rady pedagogicznej zdeponowała telefony w sekretariacie. - I dorośli, wykształceni ludzie to zrobili, chociaż dyrekcja nie miała najmniejszej podstawy prawnej, żeby żądać czegoś takiego – dziwi się Ewa i podsumowuje: - Wśród nauczycieli bohaterstwem jest żądanie przestrzegania prawa. A uczniowie na to patrzą.

Na innej radzie pedagogicznej u niej w szkole w czasie przedstawiania planu zajęć okazało się, że niektórzy nauczyciele mają nawet po 18 okienek (przy 18 godzinach pracy przy tablicy, czyli drugie pensum), a niektórzy w ogóle. - Kiedy to zobaczyłam, wstawiłam się za poszkodowanymi i zaapelowałam do pozostałych, żeby nie patrzyli tylko przez pryzmat swojego planu, bo za chwilę oni mogą dostać się w niełaskę dyrekcji i może spotkać ich to samo - opowiada. Ostatecznie tylko trzy osoby zagłosowały przeciw, te dwie poszkodowane i Ewa.

Violetta Kalka o takim modelu konfliktów - związanych z dyrekcją, która tworzy wokół siebie grupę sprzyjających jej osób – słyszała nie raz. - Ta druga grupa w planie ma więc pełno okienek, nie dostaje płatnych zastępstw, nie może pojechać na zawody, wycieczkę – wylicza Kalka. Zrzeszeni w grupie facebookowej nauczyciele piszą, że takie zachowania występują nie tylko w pokojach nauczycielskich. Są też odczuwalne np. w  szkolnych sekretariatach czy pokojach administracyjnych, gdzie jednych się obsługuje z uśmiechem, bo są bliżej dyrektora, a innych wręcz z pogardą.

- Ale często nienawiść w szkole wśród nauczycieli jest też wprost proporcjonalna do sympatii dyrektora do nauczyciela. Pochwalenie nauczyciela w szkole przez dyrekcję oznacza pocałunek śmierci. Jest wtedy po tobie – zwraca uwagę Marcin, który na początku cieszył się poparciem dyrektorki. Ta już w wieku emerytalnym, niczym nie zagrożona, stawiała na młodych. Gdy odeszła na emeryturę, nowa dyrekcja zmieniła układ sił. - I zrobiła mi piekło: ciągłe wzywania na dywanik, przepytywanie. Na co koleżanka wprost powiedziała mi, że to kara za to, że przez poprzednie lata dyrektorka mnie tak lubiła. Według niej to dosięgnęła mnie sprawiedliwość – wspomina Marcin.

Dlatego popiera pomysł dwukadencyjności dyrektorów. Uważa, że jeśli ktoś kieruje szkołą przez 15,20 lat to zawsze, nawet przy dobrym dyrektorze, wytworzy się podział zespołu i określony układ sił. Mnogość konfliktów w pokoju nauczycielskim jego zdaniem wynika z hermetycznego środowiska - nauczyciele w jednym miejscu pracują często przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat.

Młody i starszy nauczyciel w jednej szkole

Czynnikiem antagonizującym na pewno zdaniem nauczycieli są różnice pokoleniowe. Starsi pedagodzy, jak obserwuje Violetta Kalka, czasami czują się zagrożeni świeżością młodych: ich metodami uczenia, innymi relacjami z uczniami, stąd młodą kadrę dotyka przemoc psychiczna z ich strony. - Oni już też nie chcą powiewów nowości, zmian, chcą po prostu dotrwać do emerytury, a ktoś, kto robi coś innego, zmusza ich, żeby też tak robić – stwierdza polonistka. Niekiedy sama młodość wystarczy, by stać się przedmiotem krytyki.

Szczególnie odczuwalne jest to w mniejszych, wiejskich środowiskach, gdzie ktoś, kto się rozwija, jest zagrożeniem dla dyrektorki, która np. jest żoną, siostrą wójta, więc może się czuć bezkarna w niszczeniu takiej osoby. Jednocześnie pokazuje drugą stronę medalu. Według niej międzypokoleniowy konflikt może też wynikać z tego, że pokolenie Z mocno dba o równowagę między życiem osobistym a zawodowym. Nie chce więc, tak jak starsza kadra, wolontaryjnie pracować po godzinach.

Często konflikty, dogryzanie, czy wręcz mobbing wynika również ze specyfiki przedmiotów, których dany nauczyciel uczy. Katarzyna śmieje się, że osobny kantorek czy pokój wuefistów jest nieprzypadkowy. - Ja akurat trzymałam się z jednym z wuefistów, ale druga polonistka potrafiła, oczywiście za ich plecami, mówić, że ona musi przygotowywać do matury, że jest na forum z tego rozliczana i wszystko za takie same pieniądze, to wuefiści mogliby się chociaż zająć przedstawieniami szkolnymi. Wyobraża sobie pani przedstawienie na dzień poezji robione przez wuefistę? - pyta retorycznie Katarzyna.

Ewa z kolei uważa, że często dało się odczuć niechęć do nauczycieli języków obcych. - Kiedyś to były kierunki mocno oblegane, więc i selekcja osób, które je skończyły, była większa. W dodatku umiejętność posługiwania się językiem obcym wśród tej grupy zawodowej była dawniej stosunkowo niewielka, stąd budziło to niechęć – stwierdza. Kompleksy - to według niej powód wielu negatywnych komentarzy, obgadywania, mobbingu czy dyskryminacji w pokoju nauczycielskim. - Środowisko nauczycielskie jest skupione wokół zależności. W tym hierarchicznym systemie działa swoisty łańcuch pokarmowy. Część nauczycieli to są osoby karne, o feudalnej mentalności, czyli szef może wszystko, niezależnie od tego, czy kieruje się literą prawa czy nie. Kiedy więc niektórzy dostają kawałek iluzorycznej władzy nad uczniem, ostatnim z łańcucha, to próbują sobie coś rekompensować – ocenia anglistka.

Według niej wiąże się to też negatywnym doborem do zawodu. - Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale jestem przekonana, że część nauczycieli pierwotnie miała trafić na inne kierunki studiów, tylko nie dostała się i wylądowała w szkole. Stąd ich zaniżone poczucie własnej wartości i frustracja – stwierdza. - Oni wszyscy mają jakiś żal, poczucie, że są gorsi i może takimi zachowaniami starają sobie z tym radzić – dodaje Marcin.

Skąd frustracja i zazdrość w edukacji?

Dr Agnieszka Czerw z Uniwersytetu SWPS, specjalizująca się w psychologi pracy i organizacji, w opisanych sytuacjach zauważa wiele uwarunkowań systemowych, które to wprowadzają frustrację do szkół. - Kiedy mamy uogólniony poziom frustracji i pojawia się ktoś, komu się wiedzie, to zaczynamy go nie lubić i chcemy go ściągnąć do poziomu, na którym większość z nas jest – tłumaczy ekspertka. Według niej stąd też bierze się zazdrość o różnorakie sukcesy, sympatię uczniów, która dziś nie jest taka oczywista, więc również można ją traktować jako osiągnięcie. - Bycie nauczycielem nie jest dziś nobilitujące. Ludzie mają poczucie bycia niedocenianymi. Stąd jak widzą u kogoś sukcesy, to na zasadzie obronnej, rodzi się w nich chęć pomniejszenia tego sukcesu, deprecjonowanie tej osoby na innych polach ze względu na własną frustrację, poczucie niedocenienia – wyjaśnia.

Psycholożka dr Beata Rajba wraca tu też do ogólnopolskiego badanie dobrostanu nauczycieli z 2023 roku, według którego aż 67,5 proc. nauczycieli dostrzega u siebie elementy wypalenia zawodowego. - Jednym z objawów wypalenia jest cyniczne, negatywne podejście do ludzi. Jeżeli żyjemy w ciągłym stresie, napięciu, poczuciu, że nie jesteśmy doceniani - a nauczyciele nie są doceniani - to nie mamy już serca do innych ludzi. Wtedy nasza empatia się zawęża i stajemy się sobie nawzajem wrogami – wyjaśnia psycholożka.

Nie bez znaczenia według niej jest też fakt, że środowiska nauczycielskie są sfeminizowane. A takie grupy są często bardziej plotkujące. - Z jednej strony mamy kulturę siostrzeństwa, ale z drugiej strony kobiety statystycznie częściej wykazują wyższy poziom neurotyzmu, a co za tym idzie ich relacje mogą, choć nie muszą, być bardziej naznaczone toksycznymi, nieadekwatnymi zachowaniami - tłumaczy ekspertka. Marcin niechętnie, ale musi się z tym zgodzić. - Zawsze się sprzeciwiałem stereotypom, ale jak zacząłem pracę w szkole, wszystkie podłe rzeczy, jakie mnie spotkały, były od kobiet - przyznaje.

Do listy powodów takich zachowań Kalka dodałaby też rywalizację, której nauczono nas zresztą w szkołach. Przenosimy ją potem w dorosłe życie. - W szkole nie jesteśmy też przyzwyczajeni do pracy zespołowej. Pracujemy w systemie 45 minut, ja i klasa. Nasze wyniki nie zależą od pracy całego zespołu. Chcemy być autorytetami dla uczniów, potem to przenosimy na pokój nauczycielski i trudno nam zrozumieć, że ktoś może nie chcieć nas naśladować - tłumaczy.

Zaczyna się od szkoły

Jak zaznacza dr Czerw, mobbing, dyskryminacja to zjawiska patologiczne, ale w dużej mierze za to, że powstają, odpowiedzialna jest dana firma, organizacja, bo pozwala na eskalację negatywnych zachowań. - Mobbing nie pojawia się od razu w tej najgorszej formie – podkreśla ekspertka. Według niej pomóc może upublicznienie takich zachowań i poproszenie dyrekcji, prawnika o pomoc. - Trzeba szukać wsparcia systemowego, ale też w indywidualnych relacjach trzeba otwartym tekstem zwracać uwagę na niewłaściwe zachowania, bo mówienie wprost, nazywanie tego po imieniu może powstrzymać agresora – mówi. Zaznacza, że jeśli dzieje się to na forum, a grupa nie reaguje, to odpowiedzialność spoczywa na wszystkich świadkach tego typu scen i świadczy o tym, że coś jest nie tak z organizacją, w której pracujemy.

Dr Rajba przyznaje jednak, że chociaż mamy dużo narzędzi prawnych, to są one średnio skuteczne, bo mobbing trzeba jeszcze udowodnić, musi być on uporczywy i długotrwały. - A zwykle nie mamy przekonania, czy dobrze go rozpoznajemy. Czujemy, że coś jest nie tak, ale nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić – mówi. Sama pracuje właśnie z pacjentką, która ewidentnie jest ofiarą mobbingu, ale nie ma na to żadnych dowodów. Nikt nie chce zeznawać, część pracowników zasłania się niepamięcią, albo mówi wprost: „mnie w to nie mieszaj”. - W związku z tym taka ofiara mobbingu zostaje zupełnie sama – mówi dr Rajba. W takich wypadkach według niej dla psychiki ratunkiem jest zmienienie pracy na inną, bez gwarancji, że w nowym miejscu będzie lepiej.

- Owszem niektóre poradniki mówią, że otwarta rozmowa może pomóc, ale w praktyce żyjemy w kulturze cechującej się dosyć dużą ugodowością. W związku z tym nie wykluczone, że dalej będą nas spotykać nieprzyjemne sytuacje, ale po prostu nie wprost – mówi dr Rajba. Zwraca też uwagę na niską kulturę pracy w naszym kraju, która została nam jeszcze z czasów komuny. - Mentalnie nie wyszliśmy z lat 70., 80. Jesteśmy kilkadziesiąt lat za niektórymi państwami zachodnimi, gdzie procedury są bardzo jasne, a ludzie są pewni swoich praw – wyjaśnia psycholożka.

Nie pomaga też strach przed sądami i naturalna tendencja do tego, żeby szukać w ofierze winnego. - To jest mechanizm, w którym się chronimy przed poczuciem lęku, bo tak naprawdę boimy się, że nas też to może spotkać. Tłumaczymy więc sobie, że ta ofiara musiała zasłużyć. To jest dodatkowy problem, który sprawia, że tak naprawdę ofiara bardzo często jest na przegranej pozycji – przyznaje ekspertka.

W życiu i w szkole

- Czasami są to naprawdę dramatyczne historie, gdzie się odbiera ludziom zdrowie, pracę i niszczy całe rodziny – dodaje Violetta Kalka. Znów dotyczy to głównie małych miejscowości, gdzie oprócz tego, że nęka się nauczycielkę, to zdarza się, że nieprzyjemności spotykają też np. jej męża, czy brata, który pracuje w państwowej instytucji. - Kasuje się całe rodziny, pokazując, kto tu rządzi i gdzie twoje moje miejsce – mówi polonistka i podsumowuje: - Ta praca jest trudna, bo mamy uczniów, rodziców, którzy nie są dzisiaj łatwi. Do tego często dyrekcja nie staje po naszej stronie. Przykre jest to, że mając tak mało sprzymierzeńców, rzadko się wspieramy.

Ewa zaznacza, że w codziennych relacjach nauczyciele, z którymi pracowała, były naprawdę sympatycznymi osobami potrafiącymi się konsolidować wokół wielu wydarzeń na rzecz uczniów. - To dzięki nim w mojej szkole tyle się działo – konkursy, wyjazdy, projekty. Pewnych rzeczy, swoich lęków po prostu nie przeskoczą  - stwierdza. To właśnie w szkole, jak mówi, zawarła najwspanialsze przyjaźnie swojego życia, które trwają do dziś. - Gdyby takich osób było więcej, szkoła stałaby się cudownym miejscem pracy – tłumaczy. Bo ze szkoły po 20 latach pracy odeszła. Dalej pracuje z młodzieżą i uczy, ale już na swoich zasadach.

Marcin mocno przeżywał wszystkie komentarze, donosy i docinki. Ale nigdy nie miał odwagi, żeby zareagować, skonfrontować się z tym. - Tym bardziej było mi przykro, że naprawdę lubiłem tych ludzi – mówi. Szkołę jednak zmienił. Jak będzie w nowej, przekona się pewnie za jakiś czas. - Na pewno pokój nauczycielski dobrze zahartuje cię na życie, to jest dobry trening przetrwania, survival – stwierdza.

Zmieniłam imiona niektórych rozmówców. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET