Szkoła w żałobie po zabójstwie dziewczynek w Kobylej Górze. "Jesteśmy w wielkim szoku"
Mieszkańcy Kobylej Góry nie mogą się otrząsnąć po śmierci dziewczynek, których zwłoki ojciec znalazł po powrocie z pracy do domu. Prokuratura poinformowała w piątek, że prowadzi śledztwo w kierunku zabójstwa. Rodzina, rówieśnicy i pracownicy szkoły podstawowej, w której uczyły się dzieci, zostali objęci pomocą psychologiczną. - Dla naszej społeczności to dramat i ogromne zaskoczenie – mówiła dyrektor placówki oświatowej Joanna Ciachera-Raduła.
Nie żyje 7-latka i 13-latka z Kobylej Góry. W dniu śmierci dziewczynek, w szkole w tej miejscowości, do której uczęszcza 288 uczniów, zwołano nadzwyczajne posiedzenie rady pedagogicznej. Opracowano plan działania w związku z sytuacją kryzysową.
- Sześciu psychologów objęło opieką uczniów i pracowników szkoły podstawowej, w której się uczyły – przekazała w piątek Polskiej Agencji Prasowej dyrektor placówki oświatowej Joanna Ciachera-Raduła. Pomoc zaoferowały okoliczne szkoły i poradnia psychologiczno-pedagogiczna w Ostrzeszowie.
Zabójstwo dzieci w Kobylej Górze. "Prosiliśmy o niewydawanie osądów"
- Placówki udostępniły nam do pomocy swoich psychologów, więc równocześnie możemy udzielać pomocy kilku osobom. Pomocą psychologiczną objęto wszystkich potrzebujących członków rodziny zmarłych dziewczynek, a także uczniów i nauczycieli – powiedziała dyrektorka. - Wszyscy jesteśmy w wielkim szoku, dla naszej społeczności to dramat i ogromne zaskoczenie – dodała.
Poinformowała, że specjalne zebranie zorganizowano także dla uczniów starszych klas. - Poprosiliśmy ich, żeby do sprawy podeszli z rozwagą, żeby nie wydawali osądów i nie zamieszczali krzywdzących komentarzy na stronach społecznościowych – powiedziała. Dodała, że szkoła nie miała sygnałów, z których można byłoby wywnioskować, że w rodzinie dzieje się coś niedobrego.
Dziewczynki były spokojne, miłe, grzeczne, bardzo dobrze wychowane. Ich opieką zajmowała się mama, która codziennie przychodziła po młodszą córkę do szkoły i uczestniczyła w wywiadówkach. Ojciec zajmował się utrzymaniem rodziny, bardzo ciężko pracował.
W domu pozostali ojciec i niepełnosprawna 19-letnia córka, która jest wychowanką placówki w Miliczu.
Do tragedii doszło w czwartek w domu jednorodzinnym w Kobylej Górze. W południe pod numer alarmowy zadzwonił mężczyzna. Z jego zgłoszenia wynikało, że po powrocie do domu znalazł ciało jednej z córek i żony. Przybyłe na miejsce służby ratownicze znalazły ciało drugiej z córek. Po zakończeniu akcji ratowniczej zgon stwierdzono u dwóch dziewczynek w wieku 7 i 13 lat. Ich 47-letniej matce udało się przywrócić czynności życiowe.
Zobacz także: Wstrząsająca relacja sąsiadów po śmierci dzieci. "Trzecie się uratowało, bo było w szkole"
Kobieta w stanie ciężkim przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej w kaliskim szpitalu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że najmłodsza dziewczynka została uduszona, starsza i jej matka miały rany cięte. Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku zabójstwa. Śledczy przeprowadzili oględziny miejsc zdarzenia z udziałem specjalistów i biegłych. W najbliższym czasie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET