`

"Ładnie wygląda, nie?". Bulwersujące praktyki na zalanych terenach

2 min. czytania
18.09.2024 14:30
Obserwuj nas na Google

W wielu miejscach solidarność i często bezinteresowna pomoc ludzi pomogła uratować miasta przed zalaniem. To jednak nie jest jedyna twarz obecnej sytuacji. Jak relacjonuje przebywający w Kotlinie Kłodzkiej reporter Radia ZET Przemysław Taranek, kwitnie niestety "turystyka powodziowa”. Część ludzi, zamiast pomagać, woli robić zdjęcia na media społecznościowe.

Rośnie tzw. turystyka powodziowa (zdj. ilustracyjne)
fot. PAP

Kwitnie "turystyka powodziowa". Mieszkańcy zbulwersowani

Mimo licznych apeli i ostrzeżeń związanych ze śmiertelnym zagrożeniem powodziowym, a także zapowiedzią kar związanych z zakazem chodzenia po wałach, wiele osób wciąż decyduje się na nieodpowiedzialne zachowania. Chodzi tutaj o tzw. turystykę powodziową. Jak relacjonuje reporter Radia ZET Przemysław Taranek, przebywający w Kotlinie Kłodzkiej, część ludzi, zamiast pomagać, woli robić zdjęcia i nagrywać filmiki na media społecznościowe.

W Kotlinie Kłodzkiej drogi do zalanych miejscowości są od dwóch dni przejezdne. Woda, jedzenie i środki higieniczne są dostarczane ciężarówkami, a w trudniej dostępne miejsca - samochodami terenowymi lub quadami. Dobra, słoneczna pogoda jest sprzymierzeńcem tych, którzy chcą pomagać, ale sprzyja także "turystyce powodziowej".

Lewin Brzeski
13 Zobacz galerię
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

- Turystów jest tutaj bardzo dużo, nie wiadomo, czego oni tutaj szukają. Każdy przechodzi i robi sobie zdjęcia. Ładnie wygląda, nie? Jeżdżą sobie quadami. Mogliby tutaj spokojnie wjeżdżać w ten teren i wywozić sprzęt, bo ludzie na tę wywózkę czekają – irytuje się jeden z mieszkańców Kotliny Kłodzkiej.

Reporter Radia ZET wspomniał nawet, że sam był świadkiem zdarzenia, kiedy pomiędzy blokami ktoś wylądował prywatnym helikopterem. Co prawda zapytał, czy potrzebna jest pomoc, ale kiedy usłyszał, że przydałby się ciężki sprzęt do wywózki odpadów, odleciał. Sporo ludzi jednak przyjeżdża głównie po to, żeby oglądać skutki powodzi.

Ciekawość połączona z niepokojem

O problemie informował już wcześniej Mateusz Szkudlarek, zwracał jednak uwagę, że nie wszyscy to "turyści". - Osoby, z którymi rozmawiałem, mówią wprost: "wiemy o apelach, ale jesteśmy okolicznymi mieszkańcami. Martwimy się o nasze miejscowości i dlatego chcieliśmy sami ocenić skalę wody" – informował reporter Radia ZET.

Problem niestety zaczyna być coraz większy. W mediach społecznościowych przybywa relacji z terenów zagrożonych zalaniem czy też z miejsc, gdzie woda już spłynęła i trwa szacowanie strat oraz sprzątanie po powodzi. I niestety, wiele takich osób przeszkadza tym, którzy ciężko pracują, by zalane miasta wróciły do normalności.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET