„Łomiarz” na wolności. Bransoleta ochroni społeczeństwo? „To jest trochę fikcja”
Nowelizacja kodeksu karnego w 2015 roku umożliwiła zastosowanie m.in. dozoru elektronicznego wobec Henryka R. “Łomiarz” we wtorek (28 kwietnia) opuścił zakład karny, ale mimo odbycia kary nie może liczyć na pełną wolność, co wywołuje dyskusję dotyczącą prawa i ochrony społeczeństwa. - W ten sposób chcemy się jakoś bronić przed niebezpiecznymi ludźmi. To jest trochę fikcja, bo koncentrujemy się na „Łomiarzu”, a zaatakować przecież może nas też ktoś inny - ocenia prawnik dr Piotr Kładoczny.
- Na jakiej podstawie "Łomiarz" jest kontrolowany po wyjściu z więzienia.
- Jakie środki zabezpieczające zostały zastosowane wobec "Łomiarza".
- Jakie kontrowersje budzi kontrola osoby, która odbyła karę więzienia.
- Jak inne kraje rozwiązały problem z osoba zagrażającymi społeczeństwu.
Henryk R. „Łomiarz” jest już na wolności. W zakładzie karnym w Łowiczu odbywał karę 10 lat pozbawienia wolności za usiłowanie rozboju. W listopadzie ubiegłego roku dyrektor więzienia zgodnie z art. 199b Kodeksu karnego wykonawczego zawnioskował do sądu o orzeczenie wobec „Łomiarza” środków zabezpieczających. Taki wniosek musi zostać złożony nie później niż na 6 miesięcy przed zakończeniem kary więzienia.
- Po przeprowadzeniu badań i uzyskaniu opinii biegłych sąd decyduje, czy osoba po odbyciu kary dalej jest niebezpieczna i może popełnić czyn zabroniony. Jeżeli tak to wówczas stosuje się środki zabezpieczające - mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi sędzia Grzegorz Gała.
Biegli zbadali Henryka R. i uznali, że mimo procesu resocjalizacji wciąż istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że mężczyzna ponownie popełni podobne przestępstwo, za jakie został wcześniej skazany.
Dozór elektroniczny i bransoleta. “Łomiarz” pod kontrolą?
Na podstawie opinii psychiatrów sąd postanowił zastosować wobec „Łomiarza” dwa z czterech dopuszczanych przez Kodeks karny środków zabezpieczających: dozór elektroniczny i terapię. Policja będzie mogła namierzać mężczyznę dzięki nadajnikowi, który umieszczony jest w bransolecie założonej mu po wyjściu z zakładu karnego. - Henryk R. będzie musiał także poddać się w ramach terapii pewnego rodzaju oddziaływaniom psychologicznym, a czasami nawet farmakologicznym - mówi sędzia Gała.
W Kodeksie karnym są jeszcze dwa inne środki zabezpieczające: terapia uzależnień oraz pobyt w zakładzie psychiatrycznym. - Jeżeli chodzi o terapie uzależnień, to w przypadku Henryka R. nie wchodziło to w grę, bo nie stwierdzono u niego żadnego uzależnienia. Z kolei najbardziej drastyczny środek w postaci pobytu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym dotyczy tylko osób, które popełniły czyn zabroniony w stanie niepoczytalności z uwagi na chorobę psychiczną. To również nie miało miejsca w przypadku Henryka R. - wyjaśnia sędzia Gała.
Środki zabezpieczające czy kolejna kara?
Stosowanie środków zabezpieczających już po odbyciu kary pozbawienia wolności budzi kontrowersje. W sensie prawnym nie są karą - bo tą skazany już odbył - ale w rzeczywistości wpływają na prawo do wolności czy prywatności. Z drugiej strony społeczeństwo ma prawo obawiać się wyjścia na wolność osób, które w przeszłości popełniły ciężkie przestępstwa i istnieje duże prawdopodobieństwo, że dopuszczą się ich ponownie.
- Powstaje pytanie, jak systemowo radzić sobie z takimi osobami. Norwegowie skazali terrorystę Andersa Breivika (zabił 77 osób) na 21 lat więzienia. Wszyscy dziwili się, że tak mało. Tyle, że norweski system zakłada, że jeżeli skazany się nie zresocjalizuje, to kara więzienia będzie mu wydłużana do skutku. To lepszy czy gorszy model niż w Polsce? - pyta wiceprezes Fundacji Helsińskiej Praw Człowieka dr Piotr Kładoczny.
Anglia postawiła na jeszcze inny system. Skazany może być więziony bez określonej daty zwolnienia, dopóki uznaje się go za niebezpiecznego. - Angielski system mówi skazanym: „Usłyszałeś wyrok dożywocia, ale możesz wyjść wcześniej, jak się postarasz”. Od razu zachęca osadzonych do podjęcia procesu resocjalizacji - wyjaśnia Kładoczny.
Wszystkie systemy starają się działać prewencyjnie i chronić społeczeństwo. Przy każdym pojawiają się jednak wątpliwości natury prawnej. - Nie wiem, który z nich jest najlepszy. Najbardziej boimy się mówić o najprostszym: karzemy za to, co się stało, a skazany odbywa karę i wychodzi na wolność. Jak znowu coś zrobi, to będziemy go rozliczać - mówi Kładoczny.
Problem w tym, że w przypadku „Łomiarza” ten model nie zdał egzaminu. Henryk R. w latach 90. zaatakował 29 kobiet w Warszawie. Sąd skazał go na 25 lat więzienia, ale w apelacji wyrok obniżono do 15 lat. „Łomiarz” wyszedł w 2008 roku i w kolejnych latach atakował ponownie. W 2016 roku za rozbój na kobiecie usłyszał ostatni wyrok więzienia. Jak wynika z opinii biegłych psychiatrów, wciąż stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.
- Sąd skazał go na 10 lat więzienia, bo na tyle oceniał wagę jego czynu. Jednocześnie według psychiatrów mimo odbycia kary więzienia nadal stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, więc musimy jakoś zabezpieczyć społeczeństwo. Nie wiem, który z systemów daje gwarancję ochrony ludzi. Chyba żaden, ale społeczeństwo chce się jakoś, przynajmniej teoretycznie, bronić. To jest trochę fikcja, bo koncentrujemy się np. na „Łomiarzu”, a zaatakować przecież może nas też ktoś inny - mówi Kładoczny.
Bransoleta, którą nosi „Łomiarz”, nie powstrzyma go przed atakiem na innego człowieka. Dozór elektroniczny ułatwi jednak policji namierzenie mężczyzny, jeżeli popełni przestępstwo.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET