Mowa nienawiści na lekcjach polskiego? Policja sprawdza, co mówiła nauczycielka prestiżowego liceum

4 min. czytania
03.03.2025 12:59
Obserwuj nas na Google

Nauczycielka języka polskiego miała mówić do uczniów, że są analfabetami. Według rodziców pozwalała sobie też na homofobiczne i antysemickie wypowiedzi. Zarzuty były na tyle poważne, że sprawą zajęły się: prokuratura i policja.

Lekcja w liceum
fot. JACEK WASZKIEWICZ/REPORTER
  • Rodzice w sprawie wypowiedzi polonistki Katarzyny Kasprzyckiej napisali skargę do dyrektora IX Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. To jedna z lepszych szkół w mieście.
  • Dyrektor skargę miał zbagatelizować. Podobnie jak poprzednie, które do niego kierowano.
  • Teraz policja pod nadzorem prokuratury prowadzi dochodzenie w sprawie złamania przepisów dotyczących mowy nienawiści.

- Mam nadzieję, że teraz śledczy na poważnie podejdą do tych zarzutów i rzetelnie zbadają to, o czym w szkole mówiło się od lat, czyli o zachowaniu i wypowiedziach pani Kasprzyckiej. Szczególnie jej podejściu do osób LGBT, które potrafiła w jawny i ostry sposób krytykować. A nawet mówić, że czeka je piekło - mówi jedna z byłych uczennic Katarzyny Kasprzyckiej, nauczycielki języka polskiego w IX LO w Lublinie.

O skargach na zachowanie polonistki w połowie stycznia napisała "Gazeta Wyborcza". Zarzuty dotyczą roku szkolnego 2023/2024.

Rodzice licealistów: Homofobia i antysemityzm na lekcjach

RadioZET.pl także zdobyło kopie tych skarg. Czytamy w nich m.in., że nauczycielka potrafiła powiedzieć, że chłopcy z długimi włosami to geje, a podczas omawiania wyników sprawdzianu nazwać uczniów analfabetami. Rodzice skarżyli się też na bardzo niskie oceny z języka polskiego. Większość klasy miała w dzienniku same jedynki i dwóje. W odpowiedzi usłyszeli, że pierwszoklasistów nauczycielka ocenia według kryteriów, jakie są na maturze.

Kolejne zarzuty są poważniejsze. Nauczycielka podczas lekcji miała sugerować, że Żydzi zasłużyli na Holocaust, bo ukrzyżowali Chrystusa, natomiast esesmani podczas II wojny światowej zabijali ludzi, bo byli ateistami. Gdyby wierzyli, to takich czynów by nie popełniali.

W skardze do dyrektora czytamy też: "Niektórzy z nas mają kontakt z uczniami - dzisiaj już studentami i osobami dorosłymi - relacjonującymi traumatyczne doświadczenia szkolnych kontaktów z Panią Kasprzycką, których piętno odczuwają do dzisiaj (...) Należy do nich między innymi uczennica, która z uwagi na jej imię i nazwisko, wskazujące na muzułmańskie pochodzenie, nie była wyczytywana z imienia i nazwiska, ale jako numer z dziennika (sic!)".

Rodzice pisali też o uczennicy, którą polonistka miała doprowadzić do załamania nerwowego i konieczności leczenia: "(...) nie chcemy być biernymi rodzicami. Stoimy na stanowisku, że gorszym od czynienia zła jest bierne przyglądanie się mu." - napisali.

Redakcja poleca

Zarzuty wobec nauczycielki w rozmowach z "Wyborczą" potwierdzały też byłe uczennice. Jedna z nich, Magda (imię zmienione), wspominała tak: "Na jednej z lekcji dyskusja zeszła na tematy związane z osobami LGBT. Pani Kasprzycka mówiła, że takie postawy to zło, że osoby LGBT czeka piekło. Siedziałam wtedy w ławce z dziewczyną, która należy do tej społeczności. Koleżanka podeszła po lekcji do nauczycielki. Powiedziała, że to nie w porządku, że jej słowa mogą kogoś skrzywdzić. Na przykład ją. Kasprzycka odparła, że to bardzo źle, że ona żyje w grzechu. Zaproponowała terapię konwersyjną. Chciała nawet dać numery do miejsc, gdzie można ją przejść."

Terapia konwersyjna jest pseudonaukową metodą, która rzekomo ma doprowadzić do zmiany orientacji z homo- czy biseksualnej na heteroseksualną. Według ekspertów metoda jest niezgodna z wiedzą naukową i szkodliwa. Część specjalistów uznaje ją nawet za torturę.

Komisja dyscyplinarna uniewinniła nauczycielkę

Absolwentka IX LO mówiła, że z koleżankami poszła na skargę do dyrektora szkoły. Ten jednak miał zbagatelizować zarzuty i nie podjąć żadnych działań w sprawie. Podobnie było z oficjalną skargą rodziców. Dyrektor Borzęcki przeprowadził wprawdzie wśród uczniów ankiety, które potwierdziły zarzuty. Rozmawiał też z nauczycielką, która nie zaprzeczyła, że do opisanych zachowań dochodziło. Jednak mimo obowiązku nie powiadomił o sprawie kuratorium. Obserwując opieszałość dyrektora, zrobili to sami rodzice.

Kuratorium oświaty w Lublinie skierowało sprawę do rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli. Ten po przeanalizowaniu sprawy zwrócił się z wnioskiem do komisji dyscyplinarnej o ukaranie nauczycielki naganą z ostrzeżeniem za publicznie komentowanie stroju niektórych uczennic, a także za "kierowanie do uczniów komentarzy dotyczących kwestii religijnych i światopoglądowych oraz burzących ich bezpieczeństwo psychiczne". W listopadzie 2023 roku komisja dyscyplinarna uniewinniła nauczycielkę od tych zarzutów. Zaleciła jednak nauczycielce, by była "ostrożniejsza w kontaktach z młodzieżą".

Redakcja poleca

Rodzice mieli jednak zastrzeżenia dotyczące postępowania dyscyplinarnego. Uczniów przesłuchiwano w obecności pełnomocnika nauczycielki To były lubelski wicekurator oświaty Piotr Szczepanik, który w przeszłości wśród swoich obowiązków miał nadzór nad postępowaniami dyscyplinarnymi wobec pedagogów. Według rodziców wizytatorka zwracała się do niego po imieniu, a pytania zadawano w taki sposób, że niektórzy uczniowie nawet płakali.

Policja sprawdza, co działo się na lekcjach polskiego

Po publikacjach sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe. Pod koniec stycznia wszczęte zostały czynności sprawdzające. Teraz Komenda Miejska Policji w Lublinie pod nadzorem wspomnianej prokuratury wszczęła dochodzenie. Jest prowadzone w kierunku dwóch paragrafów kodeksu karnego dotyczących mowy nienawiści.

Chodzi o art. 256 kodeksu karnego, który mówi: "Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

A także art. 257 KK: "Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

- Prowadzimy takie dochodzenie pod nadzorem prokuratury. Aktualnie przesłuchujemy świadków. Zwróciliśmy się także do kuratorium oświaty o udostępnienie dokumentacji w sprawie - mówi nam podkomisarz Kamil Karbowniczek z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Z nieoficjalnych ustaleń RadioZET.pl wynika, że przesłuchiwany w sprawie był już dyrektor IX LO Radosław Borzęcki. Próbowaliśmy z nim porozmawiać, ale do momentu publikacji nie udało nam się z nim skontaktować.

Dodajmy, że już po wszczęciu dochodzenia przez policję lokalny portal "Kurier Lubelski" zamieścił relacje uczniów, którzy bronią nauczycielki. Głos zabrała też sama zainteresowana, mimo że na początku unikała kontaktu z mediami i nie chciała się odnieść do zarzutów. Tym razem w obszernej rozmowie przekonuje, że opisane zarzuty to "nieprawdziwe informacje i przekłamania", a ona jest po prostu "surowa i wymagająca".

Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza/Kurier Lubelski

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET