`

Nauczyciel jak showman, a każda lekcja wow. Coraz trudniej skoncentrować i zainteresować uczniów

9 min. czytania
14.02.2025 10:41
Obserwuj nas na Google

Film z Youtuba już nie wystarcza. Konieczne są też gadżety, obrazki i zagadki - po prostu show. Nauczyciele dwoją się i troją, by skupić i utrzymać uwagę uczniów na lekcjach. Przychodzi im to coraz trudniej. - Młodzież jest przyzwyczajona teraz do kilkusekundowych treści z TikToka. Żeby utrzymać ich zaciekawienie, trzeba by lekcję przeprowadzić maksymalnie w 10 minut - przyznaje Marcin, nauczyciel historii.

Szkoła
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER
  • Uczniowie coraz częściej są rozkojarzeni, nieskupieni, szybciej się nudzą i trudno utrzymać ich uwagę.
  • By chociaż na chwilę zainteresować ich lekcją, nauczyciele próbują wyświetlać krótkie filmy, obrazki i zmieniać temat dyskusji.  - Specjalnie poszłam na sketchnoting, szkolenie z myślenia wizualnego - mówi polonistka.
  • Głównym problemem jest jednak to, że spora grupa dzieci nie jest w ogóle zainteresowana edukacją. - Nieraz gdy powiedziałem o czymś ponad program, usłyszałem: "ale tego nie ma w podstawie, więc po co nam pan to mówi?" - opowiada nauczyciel historii.

- Zaczynam lekcję, przedstawiam temat i po 10 minutach mówię do siebie – opowiada Marcin, nauczyciel historii w jednym z poznańskich liceów. Część klasy próbuje po cichu wyjąć telefony, część odrabia inne przedmioty. Karty pracy czy nawet film na youtubie już nie działają, wideo musiałoby trwać po kilka sekund. - Na chwilę odchodzę więc od głównego tematu, wtedy się znowu włączają i tak w kółko – mówi.

Małgorzata, nauczycielka matematyki z Łodzi, od czasu do czasu korzysta z prezentacji, filmików, sama dokształca się też z innych dziedzin, żeby matematyką zainteresować uczniów. - Jak omawiamy bryły, to otwieram stronę internetową, pokazuję im piramidy i opowiadam o nich. Ostatnio przy wyrażeniach algebraicznym opowiadałam o kwadracie magicznym – mówi. Za spory sukces uważa już to, że udaje jej się utrzymać ciszę na zajęciach.

- Zagadki, obrazki, ikonki, wszystko to jest dziś niezbędne na lekcji – wylicza Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Na zajęcia zawsze idzie wyposażona w gadżety. Ostatnio by zmobilizować uczniów do ćwiczeń z mówienia przyniosła kości – uczeń rzucał kością, losował obrazek i o nim opowiadał. - Wchodzę do sali trochę jak showmanka – nie ukrywa. Marcin nazywa to nieco gorzej: klaun, cyrkowiec, błazen i mało zainteresowana występem publiczność.

Klasówka w 15 minut

Uczniowie coraz częściej są rozkojarzeni, nieskupieni, szybko się nudzą, trudno utrzymać ich uwagę. Jednym słowem koncentracja, jak obserwują nauczyciele, siada. Najlepsze porównanie ma Dorota Kuchta. Kieruje ogromną szkołą, więc przez ostatni czas nie prowadziła zajęć. W trakcie roku szkolnego z obsady wypadła jej polonistka, dyrektorka nie mogła znaleźć nikogo na jej miejsce, więc po 12 latach stwierdziła, że wraca do uczenia. - Żałuję, że tego tak długo nie robiłam, bo dzieci są wspaniałe, jest świetnie, ale przeżywam to, jak bardzo się zmieniły przez ostatnie lata – przyznaje.

Gdy klasa wchodzi na lekcję z przerwy, przez 5 do 7 minut musi się wyciszyć, skupić. I zdaniem Kuchty osiągnięcie tego skupienia jest teraz znacznie trudniejsze niż kilkanaście lat temu. Przez to też inaczej się pracuje z dziećmi. - Potrzeba metod aktywnych, które angażują, zachęcają do rozwiązywania zadań, do poszukiwań – mów dyrektorka szkoły w Legionowie. Oprócz tego zauważyła duży problem z czytaniem dłuższych tekstów, ze zrozumieniem całości tekstu, streszczenie przychodzi im z trudem.

Redakcja poleca

- Trudno im usiedzieć w ławce przez 45 minut, szybko zarażają się rozprężeniem, ktoś próbuje wyjmować telefon – opowiada Małgorzata, matematyczka. Zmianę u uczniów nauczycielka widzi zwłaszcza na sprawdzianach. - Rozwiązują zadania w 15,20 minut, oczywiście z kiepskim rezultatem, i już chcą je oddać. Zachęcam więc, by ponownie je sprawdzili, czasem pokazuję palcem, żeby dane zadanie jeszcze raz przejrzeli, bo mają błąd – opowiada matematyczka.

Niedawno nawet czytała o tym artykuł, według którego dzisiejsze dzieci są w stanie skupić uwagę przez 30 minut. Winna jest technologia. - Telefony, smartfony, tablety – zgadza się Dorota, matematyczka z Warszawy. W jej podstawówce wprowadzono zakaz korzystania z telefonów komórkowych na terenie szkoły, ale z upilnowaniem tego jest trudno. - Pokolenie TikToka – stwierdza krótko Marcin, historyk. - Młodzież jest przyzwyczajona do kilkusekundowych treści, wychowała się na takich. Żeby utrzymać ich zaciekawienie, trzeba by lekcję przeprowadzić maksymalnie w 10 minut - mówi.

Telefon, telewizor, tablet

A zaczyna się to już w przedszkolu. - Cywilizacja, przebodźcowanie dzieci, zbyt duża ilości elektroniki – potwierdza Magdalena, nauczycielka wychowania przedszkolnego, pedagożka z woj. świętokrzyskiego. Nieraz podopieczni opowiadali jej, jak funkcjonują w domu: od małego dostają świecące, grające zabawki, do tego w tle gra telewizor, a obok mama i tata siedzą z telefonami. Jeśli rodzice są przekonani, że muszą dziecku co chwila dostarczać nowych atrakcji, to tak kształtują też jego układ nerwowy.

- Przez wiele lat popularne były przedszkola, które oferowały dużą liczbę aktywności, np. języki obce, tańce, programowanie. A jak popatrzymy na psychologię rozwoju człowieka, to w okresie przedszkolnym najważniejsze jest, by dzieci nauczyły się panować nad ciałem i funkcjonować w grupie, czyli najlepiej, żeby było dużo swobodnej zabawy, jak wdrapywanie, zabawa w chowanego - zwraca uwagę dr Magdalena Śniegulska, psycholożka rozwojowa i edukacyjna z Uniwersytetu SWPS.

Przez wszelkie komunikatory, typu messenger, whatsap, TikTok, ale też smsy, gdzie pisze się krótko i prosto, dzieci i młodzież nie tylko mają problem z koncentracją na 45 minutowych lekcjach, ale potrzebują też na nich krótszych komunikatów. - To znak naszych czasów. Mówi się, że dzieci nie czytają. Czytają, tylko pojedyncze zdania, albo hasła lub emotikony – mówi dyrektorka szkoły w Legionowie. Do tego Dorota, matematyczka z Warszawy, dołożyłaby coraz większą liczbę uczniów z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego, co też nie pozostaje bez znaczenia przy utrzymaniu w skupieniu klasy. - Gdy takie dzieci mają nauczyciela wspomagającego i ten coś im tłumaczy, zagłuszają mnie. Robi się chaos, w którym trudno skupić uwagę - opowiada.

Redakcja poleca

- Zależy na której lekcji i na której godzinie – dodaje Maria Włodarska, dyrektorka III LO w Łodzi. Od godz. 15 do 16 nie ma co oczekiwać koncentracji uczniów, lepiej im przychodzi słuchanie, jak zauważyli nauczyciele, o godz. 7.30, kiedy w LO startują lekcje. - Konieczność robienia show spowodowane jest też tematem lekcji. Na tych trudniejszych trzeba wprowadzać modyfikacje i szukać sposobów, by dotrzeć do klasy – mówi Włodarska.

Szkolenia, gadżety, obrazki

Tym sposobem są multimedia. Nauczyciele nieraz proszą o znalezienie, zweryfikowanie jakiejś informacji w telefonach. - Uczniowie akurat to zawsze chętnie robią. Nie ma co walczyć z wiatrakami – stwierdza Włodarska. Ale ostatnio np. nauczyciel historii z jej LO zaprosił specjalnego gościa na lekcję, albo co jakiś czas pokazuje swoim grupom filmy dokumentalne. Żeby i nimi się nie znudzili, co jakiś przerywa i omawia fragmenty. - Chętnie dyskutują. Jak zobaczą obrazek, to jest zainteresowanie – mówi Włodarska.

Żeby łatwiej dotrzeć do uczniów, Dorota Kuchta specjalnie poszła na sketchnoting, szkolenie z myślenia wizualnego. - Uczę dzieci notowania wizualnego, dzięki czemu łatwiej jest im robić notatki, poukładać myśli. Notuje się w ramkach, rysuje się specjalne symbole, żeby łatwiej coś zapamiętać. Z małymi dziećmi działa to świetnie. Jeśli normalny tekst wzmocnimy obrazem, przekaz jest mocniejszy – mówi. A propos tekstu zauważyła, że podręczniki też coraz częściej przedstawiają o wiele krótsze fragmenty tekstu.

- Nie jestem tego zdania, że powinnam tańczyć, recytować i stawać na głowie przed dziećmi. Po prostu tłumaczę, tłumaczę i jeszcze raz tłumaczę. Mam dość donośmy głos, więc jestem w stanie zapanować nad klasą – mówi Małgorzata. Gdy to nie pomaga, stara się pokazać, jak dane zadanie można wykorzystać w praktyce. - Nie chcę, żeby totalnie się oderwali, bo dygresja powoduje mocne rozprężenie i potem trudno wrócić do głównego tematu – mówi. Choć akurat u Marcina to działa. - Uczniowie bardziej chcą rozmawiać o sobie, o swoich problemach niż o historii. Niektórzy interesują się tym, co dzieje się teraz na świecie, więc przedstawiam analogię i tworzę wokół nich dygresję. Na każdy temat muszę mieć jakąś historię. Cały czas kombinuję – mówi. 

Bo apetyt u dzieci i rodziców rośnie w miarę jedzenia. Ewa, polonistka w jednej z łódzkich podstawówek, do dziś pamięta, jak powiedziała o klasie, że mocno boli ją głowa, więc prosi o ciszę. - Wieczorem dostałam maila od jednego z rodziców, że jak się źle czuję, to po co przychodzę do prcy. Nauczyciel według rodziców nie ma prawa mieć gorszego dnia i każda lekcja ma być wow – mówi polonistka.

Redakcja poleca

Też niedawno była na szkoleniu z metodyki. Według prowadzącego wystarczyłoby np. wziąć zwykłą skrzynkę, wsadzić tam mech, liście i pokazać uczniom. - Super, tylko kiedy i jak to przewieźć? Do szkoły jeżdżę z dwoma przesiadkami, 40 minut. Zawsze mam dwie torby z książkami. Miałabym jeszcze wziąć do tramwaju skrzynkę z mchem? – pyta z ironią. - Zacznijmy od tego, że jak nieraz chciałam wyświetlić prezentację, to nie mogłam, bo w niektórych salach brakuje sprzętu – dodaje.

Jak przyznaje Marcin, ze szkoleń, na które też chodzi, niewiele zyskuje, bo tam spotyka się raczej z myśleniem, że jak nauczyciel coś powie, to uczeń ma to zrobić. - Teraz to tak nie działa, uczniowie chcą rozmawiać, ale to musi ich zainteresować – mówi.

Uczniowie mają zainteresowania, ale nie szkolne

I tu dochodzimy do drugiego dnia tej sytuacji, bo nie chodzi tu tylko o skupienie uwagi. - Wykorzystuję tablice multimedialne, robimy siatki figur przestrzennych, ale to nie jest atrakcyjne. Musiałabym prowadzić lekcje w formie zabawowej, ale po pierwsze nie zawsze naukę czy pracę obecne pokolenie będzie mogło traktować jak zabawę, a poza tym nie wszystko co piękne i fajne przynosi efekt. Spora grupa dzieci nie jest w ogóle zainteresowana edukacją – stwierdza Dorota i wyjaśnia: - Pragnę przekazywać wiedzę, to jest mój cel, lubię uczyć tego przedmiotu. Produkuję się, tłumaczę, podaję przykłady, ale nie ma zainteresowania.

Marcin nieraz usłyszał od uczniów, gdy poruszył zagadnienia ponad materiał, że tego nie ma w podstawie, więc po co to mówi. - Wiedzę szkolną traktują jak konieczne zło. Oni mają swoje zainteresowania, ale wiedza z danego przedmiotu i to jeszcze poza podstawą interesuje zazwyczaj maksymalnie dwie, trzy osoby z klasy – mówi historyk.

- Uczniowie na szkolnych aktywnościach skupiają się gorzej niż kiedyś, ale nie jest to równoznaczne z tym, że mają gorszą uwagę. Dzieci nadal potrafią być skoncentrowane, ale na czymś innym - zgadza się dr Magdalena Śniegulska. Potwierdza, że, zmiana ta wynika z innego doświadczenia środowiskowego. - Dzieci wzrastają w środowisku, które dostarcza im innych bodźców. Potrzebują więc innych kompetencji do tego, żeby sobie z takim przekazem radzić – mówi ekspertka.

Przypomina, że uwaga człowieka kształtuje się do 9.,10. roku życia, więc początek nauki w szkole może właśnie temu służyć. - Na początku dobrze byłoby zaobserwować, jaką uwagę mają dzieci, jak długo są w stanie się skupić i stopniowo ten czas wydłużać – mówi psycholożka. Zaznacza przy tym, że uwaga jest złożonym procesem, na który składa się szereg innych elementów, jak zdolność wyłapywania określonych informacji, czy zdolność hamowania tych, które są nieistotne.

- Nie zmienimy świata, świat cyfrowy będzie nam towarzyszył, ale szkoła wydaje się świetnym miejscem do tego, by pokazywać alternatywę. Nowe technologie mogą być dobre na początek, do zachęcenia dzieci do nauki, ale trzeba im też pokazać, że nauka to pewien trud, wysiłek, że nie zawsze będzie miło i przyjemnie – mówi i dodaje: - Szkoła powinna też nauczyć dzieci krytycznego podejścia do nowych technologii. Jak wejdzie w kooperacje z nowymi technologiami to może odnieść sukces.

Chociaż, jak zaznaczała w rozmowie z RadioZET.pl Małopolska Kurator Oświaty nie wszystko musi się przenieść do komórki. Wręcz przeciwnie. - Potrzebujemy włączać metody, które stopują nadmiarowy kontakt z tymi urządzeniami. To tzw. zacofanie szkoły sprowadzane do czytania karty tekstu z książki, z podręcznika i pracy na zwykłej papierowej karcie pracy staje się szansą na przywracanie naturalnych zasad uczenia się, tych do których nasze mózgi przyzwyczajały się setki lat – mówiła Gabriela Olszowska. Zgadza się z tym Dorota Kuchta, której gadżetem na lekcję nieraz była zwykła kartka, wykorzystana z pomysłem potrafiła zaciekawić.

Dłuższe lekcje czy krótsze?

Nauczyciele wręcz wydłużyliby lekcję, a raczej zupełnie inaczej ją zbudowali. - Gdybym z klasą miała blok zajęć, to mogłabym robić więcej doświadczeń – mówi Małgorzata. Podobnie widzi to Dorota Kuchta.  - System klasowo-lekcyjny nie sprawdza się już, powinno być nauczanie blokowe, projektowe – mówi. Według Marcina lekcja 45 minutowa dla dzisiejszej młodzieży jest za długa, ale skrócenie jej, a co za tym idzie obcięcie materiału, też nie prowadziłoby do niczego dobrego.

- Gdy porównuję sobie tych uczniów, których teraz uczę i tych, których uczyłem, jak zaczynałem pracę 10 lat temu, to widzę przepaść w ich wiedzy. Jeśli dalej będziemy obcinać materiał, młodzież będzie miała nikłą wiedzę o świecie – mówi i od razu zaznacza: nie wszystko można znaleźć w internecie. Do myślenia krytycznego, kreatywności, mądrego korzystania z sieci potrzebna jest głęboka wiedza dziedzinowa, kontekstowa, czego ewidentnie dziś brakuje.

- Dzieci są zagubione kulturowo. Jak rozmawiałam kilkanaście lat temu z 11-latkiem na lekcji, to pewne kody kulturowe były dla niego oczywiste. Symbole, znaczenia były wokół nas, więc to przychodziło naturalnie. Teraz gdy omawiam np. przypowieść o siewcy, trzeba dzieciom przybliżyć całą historię kultury, bo one nie są w niej zanurzone. Trzeba pokazywać od nowa symbolikę, bo żyją w popkulturze – mówi. - Muszą mieć cały czas zadania, nie mogą się nudzić, bo wtedy zaczynają szukać rozrywki, ale jak mają robotę, to solidnie potrafią pracować – dodaje jednak. - Jak już ich coś zainteresuje, to często słyszę pytanie: o dzwonek? Już? - mówi podobnie Małgorzata.

Dr Śniegulska zwraca uwagę też na zmieniającą się uwagę dorosłych, którzy też coraz częściej sięgają po krótsze teksty, filmy. - Cała popularność ruchów maindfullnesowych, jogi bierze się stąd, że tęsknimy jednak do zatrzymania, ograniczenia bodźców, które do nas docierają, że czujemy się szybciej zmęczeni różnymi aktywnościami – stwierdza dr Śniegulska.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET