Uczniowie uciekają od szkoły. Coraz więcej dzieci na nauczaniu indywidualnym
Ponad 11 tys. uczniów w roku szkolnym 2025/2026 korzysta z nauczania indywidualnego - dowiedziało się RadioZET.pl. Z roku na rok liczby te rosną i, jak słyszymy od dyrektorów szkół, powodem takiego trybu nauki jest dziś najczęściej kondycja psychiczna dzieci. Niestety, zdarza się też nadużywanie systemu i traktowanie takich lekcji jak darmowych korepetycji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega nauczanie indywidualne.
- Dlaczego liczba uczniów na nauczaniu indywidualnym wzrasta.
- Jakie wyzwania napotykają szkoły przy organizacji nauczania indywidualnego.
- Remontuję aż pokój nauczycielski – mówi Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Oprócz lodówki czy mikrofalówki w pomieszczeniu znajdą się parawany tworzące bardziej kameralne przestrzenie dla nauczycieli. To tak naprawdę główny powód remontu. - Brakuje miejsca, żeby prowadzić nauczanie indywidualne. Jest tak dużo takich lekcji, że po prostu się nie mieścimy. Nie ma zapleczy, sal, w których nauczyciel mógłby spokojnie usiąść i połączyć się z uczniem, stąd remont - wyjaśnia dyrektorka.
Z nauczania indywidualnego korzysta tu na razie dziewięć osób, kolejne trzy ubiegają się o taką formę nauki. W ubiegłym roku szkolnym na nauczaniu indywidualnym było 13 tamtejszych licealistów. To i tak mniej niż w XXIII LO w Łodzi, gdzie rok temu aż 20 osób miało nauczanie indywidualne. W tym roku szkolnym zgodę na to uzyskało siedmioro uczniów, kolejnych pięciu ma już umówione wizyty w poradni, a, jak zaznacza dyrektorka szkoły Katarzyna Mielech, jest dopiero listopad. - Trend, jeśli chodzi o statystyki, jest coraz gorszy. Od trzech, czterech lat tak jest – mówi.
Ponad 11 tys. uczniów na nauczaniu indywidualnym
Jak wynika z danych, które otrzymaliśmy z Ministerstwa Edukacji Narodowej, w roku szkolnym 2025/2026 (według stanu na 30.09.2025 r.) z nauczania indywidualnego korzysta w sumie 11176 uczniów - 4872 z podstawówek i 6304 ze szkół ponadpodstawowych. To o blisko 700 osób więcej niż rok wcześniej, bo w ubiegłym roku szkolnym (według stanu na 30.09.2024 r.) nauczanie indywidualne miało 10499 uczniów - 4569 z podstawówek i 5930 uczniów liceów, techników i branżówek. Skok jest ewidentny, bo jeszcze cztery lata temu w roku szkolnym 2021/2022 z takiej formy nauki korzystało w sumie 8,1 tys. uczniów.
Nauczanie indywidualne według przepisów przeznaczone jest dla uczniów, którym stan zdrowia uniemożliwia lub znacząco utrudnia chodzenie do szkoły. W takim wypadku na podstawie zaświadczeń lekarskich i dokumentów ze szkoły poradnia pedagogiczno-psychologiczna wydaje zgodę na taką formę nauki. Dziecko wciąż przypisane jest do klasy, jego nazwisko widnieje w e-dzienniku, ale lekcje ma sam na sam z nauczycielami na terenie szkoły, zdalnie lub w domu.
Orzeczenie o potrzebie nauczania indywidualnego wydawane jest na kilka miesięcy, na semestr lub na cały rok szkolny - w zależności od problemu zdrowotnego. I to jedna z głównych zmian, jaką zauważają dyrektorzy szkół. Jeszcze kilka lat temu z nauczania indywidualnego korzystali głównie uczniowie po wypadkach, operacjach, czy ze złamaniami. Dziś to ewenement. Jak słyszymy, 90 proc. orzeczeń dotyczy kondycji psychicznej dzieci.
Minimum rok poza szkołą
- Problem z kontaktami społecznymi, dużo fobii szkolnej. Dzieci zamykają się w telefonach, komputerach i potem okazuje się, że na żywo źle się czują z rówieśnikami, nie radzą sobie z konfliktami, nie chcą wychodzić z domów – wylicza Natalia Pacocha, dyrektorka SP nr 7 w Łodzi. W jej szkole w tym roku akurat dwie nowe osoby korzystają z takiej formy nauki, ale dyrektorka zna przypadek, gdzie uczeń od pierwszej do ostatniej klasy był na nauczaniu indywidualnym. Klasa go nigdy nie widziała na oczy.
- Dwa lata to jest zazwyczaj minimum – mówi Danuta Kozakiewicz, dyrektorka SP nr 103 w Warszawie. Tu również dwie osoby na razie uczą się w taki sposób. Im dłużej jednak uczeń jest na nauczaniu indywidualnym, jak tłumaczy Joanna Poprawska, psycholożka dziecięca, tym trudniej jest mu wrócić do normalnego trybu. - Jeśli ktoś kończy klasę ósmą, ucząc się indywidualnie, to jest mało prawdopodobne, że zacznie naukę bez problemu w liceum czy technikum, bo nie ma treningu - wyjaśnia Poprawska.
W szkołach ponadpodstawowych takiej formy nauki jest więc jeszcze więcej i nieraz trwa ona dłużej niż rok. W I LO w Zgierzu, jak wylicza dyrektorka Beata Pośpiech, obecnie trzy osoby uczą się indywidualnie, z czego dwie od pierwszej klasy, a liceum już kończą. - Po pandemii okazało się, że przebywanie w dużych grupach jest trudne dla młodzieży, a po podwójnym roczniku sporo liceów jest przepełnionych. Poza tym system wymaga i to bardzo, więc uczeń w ten sposób szuka pomocy. Wiele osób nie potrafi sobie z tym inaczej poradzić – komentuje Anita Omelańczuk, dyrektorka XXXIV LO im. Cervantesa. W liceum z nauczania indywidualnego korzystają na razie cztery osoby. W zeszłym roku szkolnym dotyczyło to kilkunastu uczniów.
Co na to rodzice?
Joanna Poprawska, psycholożka, ma podobne spostrzeżenia. - W nauczanie indywidualne wchodzą często uczniowie, którzy są przeładowni materiałem, ale niestety w takim wypadku jest to błędne koło – ekspertka zna ten schemat od dawna. Zaczyna się od unikania wybranych przedmiotów, przez co frekwencja spada. Gdy taki uczeń musi już przyjść na lekcje, wpadają mu słabsze oceny, bo ma zaległości, więc rodzice zaczynają szukać innych ścieżek, byle dziecko zdało. - Tylko w takich wypadkach nauczanie indywidualne żadnego problemu nie rozwiąże. Owszem takie dzieci dostaną promocję do następnej klasy, ale w nauce i tak będą miały zaległości – mówi.
Według psycholożki najpierw trzeba zacząć od uświadomienia zainteresowanych, że problem tkwi w zaniedbywaniu obowiązków. Konieczna jest też psychoedukacja rodziców, którzy zamiast szukania pobocznych rozwiązań powinni motywować syna czy córkę, jednocześnie przy tym nie stwarzać nadmiernej presji. - Miałam kiedyś pacjentkę, której mama wydawała się rozumiejąca, ale potem dziewczynka opowiadała, że w domu zachowuje się zupełnie inaczej. Z drugiej strony widzę tendencję, że dziecko mówi, że chce nauczanie indywidualne, a rodzic w panice zaczyna szukać takich możliwości, zamiast poszukać źródła problemu – opowiada Poprawska.
W wypadku niektórych oczywiście nauczanie indywidualne jest jedyną możliwością i ratunkiem. - Mieliśmy kilka lat temu uczennicę, która bała się wyjść za próg domu. Miała nauczanie indywidualne, skończyła z piątkami, poszła na studia i świetnie sobie radzi. Ale wtedy bez takiej formy nauki nie dałaby rady skończyć liceum – wspomina Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Dlatego Poprawska przypomina, że nauczanie indywidualne powinno być wykorzystane na podreperowanie stanu psychicznego i pracę nad deficytami, terapię. - Inaczej to nie ma sensu, bo wiadomo, że to rozleniwia – mówi psycholożka.
Nauczanie indywidualne czy korepetycje?
Niestety, zdarzają się też przypadki wykorzystywania nauczania indywidualnego i traktowania go jako np. darmowe korepetycje. - To jest świetne przygotowanie do matury. Nauczyciel pracuje jeden do jednego, może wyjaśnić zagadnienia, których dziecko nie rozumie, ustalić plan pod jednego ucznia – opowiada polonistka z Warszawy. Sama miała takiego ucznia. - Gdy zaczynałam z nim pracę, mama spytała mnie, jakie mam sukcesy maturalne i przyznała wprost, że chodzi jej o dobre przygotowanie do matury – wspomina nauczycielka.
W klasie maturalnej na wagę złota jest też mniejsza liczba zajęć, a w ramach nauczania indywidualnego uczniowie mają tylko 12 godzin tygodniowo, w szkole mieliby ok. 30 - Tylko w młodszych klasach zdecydowanie to nie wystarcza. Np. w miesiącu są tylko dwie lekcje drugiego język obcego. Gros pracy jest więc po stronie ucznia, ale często jej nie wykonuje – stwierdza anglistka z Łodzi.
Niektórzy pełnoletni uczniowie wprost przyznają, że pracują zawodowo, więc nie mają czasu chodzić do szkoły, stąd nauczanie indywidualne. - Jeden z moich uczniów na indywidualnym był np. telemarketerem – opowiada anglistka. Dyrektorzy, niestety, niewiele z takimi nadużyciami mogą zrobić, poradnie podobnie, bo uczniowie doskonale wiedzą, co powiedzieć i jak się zachowywać, żeby dostać zgodę na taką formę nauki.
Brak nauczycieli
A dla szkół kolejni uczniowie na nauczaniu indywidualnym oznaczają spore zmiany w organizacji pracy. Przede wszystkim ze względu na braki kadrowe. - Jak mamy jednego fizyka, który już ma 1,5 etatu, to nawet pół godziny nauczania indywidualnego robi się problemem. Jest to dopychane kolanem – nie ukrywa Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu. - Nauczyciele już są wykorzystani do granic możliwości. Matematyk ma 1,5 etatu, polonista tak samo. Do tego większość moich nauczycieli pracuje w co najmniej dwóch szkołach – dodaje Danuta Kozakiewicz, dyrektorka SP nr 103 w Warszawie.
W tej podstawówce „tylko” dwóch uczniów obecnie uczy się indywidualnie. Nauczyciele mają z nimi lekcje w ramach godzin ponadwymiarowych, ale jeśli pojawi się jeszcze jeden wniosek, to dyrektorka będzie musiała zatrudnić kogoś z zewnątrz. Tak już jest np. w XXXIV LO im. Cervantesa. - Musiałam poszukać matematyka spoza szkoły, bo z naszej kadry nie miałam już komu dać tych lekcji – przyznaje Anita Omelańczuk, dyrektorka warszawskiego LO. Już zapowiada, że jeśli dojdzie jeszcze jeden taki uczeń, będzie musiała szukać nauczycieli od innych przedmiotów do takich lekcji. W szkołach ponadpodstawowych ze względu na podwójne roczniki po reformie edukacji kadra jest wyjątkowo obciążona nadgodzinami.
- Są już specjaliści od indywidualnych lekcjach, którzy zajmują się tylko takimi zajęciami, bo wtedy nie bierze się udziału w radach pedagogicznych, nie sprawdza się klasówek, bo odpytuje się uczniów na lekcji – zauważa też Omelańczuk. Katarzyna Mielech, dyrektorka XXIII LO w Łodzi, rok temu np. do nauczania indywidualnego znalazła nauczyciela z woj. podlaskiego, który uczył ośmiu przedmiotów. Takie lekcje muszą więc odbywać się zdalnie. Inaczej zresztą, jak mówią dyrektorzy, nie miałby kto ich prowadzić. - Kiedyś jedna osoba prosiła, żeby nauczyciel przyjeżdżał do niej, ale nikt nie chciał, albo nie miał jak – wspomina Mielech.
Kolejki w poradniach
Nadmierne wykorzystywanie takiej ścieżki, oprócz ogromnych wydatków, potęguje też kolejki w poradniach. Dzieci np. po złamaniach czy wypadkach, które potrzebują szybko zgody od poradni, bo będą unieruchomione np. przez trzy miesiące, na wizyty muszą czekać nawet kilka tygodni. - Miałam sytuację, że dziecko doznało poważnego urazu kręgosłupa 1 kwietnia, a poradnia zaproponowała termin na połowę maja. Udało się go przyspieszyć, ale jak teraz jedna z uczennic zapowiadała, że będzie miała operację za dwa miesiące, to prosiłam, żeby już zaczęła procedurę starania się o nauczanie indywidualne – opowiada Mielech.
Jej zdaniem rozwiązaniem mogłaby być zwiększona liczba miejsc w szkołach przy ośrodkach psychiatrycznych. Tam uczniowie mający problemy ze zdrowiem psychicznym mogliby mieć dostęp do edukacji i jednocześnie się leczyć. Przy nauczaniu indywidualnym z powodów psychicznych obowiązkowa powinna być też terapia czy inne leczenie.
Nauczyciele i rodzice widząc, jak na dłuższą metę taka forma nauki się nie sprawdza, że izolacja dzieciom nie służy, że tempo nauki mają zdecydowanie wolniejsze, zachęcają uczniów, by mimo wszystko wrócili do szkoły. - Są próby powrotu. Czy udane? Z tym jest różnie – przyznaje Anita Omelańczuk.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET