Super smartwatch, zostanie youtuberem i praca zdalna. O czym dziś marzą dzieci?
Zamiast znanego aktora - youtuber. Do tego spotkanie z internetową gwiazdą i czas na przyjemności. Już nie za wszelką cenę chcą osiągać szczyt. - Obecna młodzież i dzieci będą pierwszym pokoleniem zarabiającym mniej niż ich rodzice, bo nie mają takich ambicji i potrzeb - przewidują eksperci. Częściej pada za to poczucie bezpieczeństwa. Co możemy wyczytać ze współczesnych dziecięcych marzeń?
Na boisku przy jednej z łódzkich szkół w czasie pikniku połączonego z zawodami sportowymi kolejne dzieci z klas 1-3 podchodzą do mikrofonu i mówią, o czym marzą. - Chciałbym zostać youtuberem – stwierdza pierwszy. - Ja influencerem – dodaje drugi ośmielony odpowiedzią pierwszego. Skonsternowany prowadzący - nauczyciel WF - dopytuje, czy nikt nie chce być piłkarzem.
Nagrody związane z imprezą nawiązują bowiem do sportu. To głównie koszulki, piłki, a także vouchery na pierwsze zajęcia do szkółek piłkarskich. W końcu jeden z chłopczyków podchodzi do mikrofonu i stwierdza, że mógłby być drugim Lewandowskim. Kolejne dzieci przenoszą swoje marzenia już w świat gier komputerowych i PlayStation. Do tego pada parę marzeń o smartfonach.
- Większość marzy, żeby mieć swój telefon, tablet, iPhone albo smartwach - to życzenia, które Magda, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia, słyszy na co dzień od jeszcze młodszych dzieci - swoich podopiecznych. Zwłaszcza jeśli widzą takie gadżety u starszego rodzeństwa. 5,6-latki mają fazy na Minecrafta i wszelkie możliwe gry z Psiego Patrolu. - Widać, że mają nieograniczony dostęp do TV i youtube'a. Oglądają wszystko to co dorośli – stwierdza nauczycielka. Co na przykład? - Śpiewają piosenki ze Skibidi Toilet – odpowiada.
Marzenie czy potrzeba chwili?
Nieco starsze do listy marzeń dopisują spotkania z gwiazdami jak Palion (piosenkarz i youtuber) i wyjazd na jego koncert. - Marzą o subskrypcjach i zasięgach. Myślą, że sukces jest w internecie, że szczęście to jest internet, bo taki świat ich bombarduje – zgadza się Dawid Łasiński, nauczyciel chemii, znany jako Pan Belfer.
Już dawno zaobserwował, że młodzi ludzie patrzą na to, ile ktoś ma lajków i dopiero wtedy oceniają, czy to jest wartościowe. A o tym co wartościowe się marzy. - Jak wchodzę na spotkanie z dziećmi, to zaczynam tak: „nie będę wam opowiadał, czym się zajmuję. Powiem wam, ile mam subskrypcji na YouTube”. Dla nich to jest waluta – stwierdza Łasiński.
- Opowiadają, że chcieliby być piłkarzami, muzykami, youtuberami – wylicza Bartek Rosiak, polonista z Łodzi. Z racji prowadzonego przedmiotu do tematu marzeń często wraca, np. przy okazji omawiania „Ani z Zielonego Wzgórza”. - Ale na każdym przedmiocie można rozmawiać o marzeniach. Są one początkiem wszystkich wynalazków. Na fizyce, chemii wspominając o Tesli czy Edisonie, można poruszyć temat marzeń – przekonuje. A dzieci stara się przekonać, że gry, które często wymieniają przy okazji takich rozmów, trudno zaliczyć do marzeń. Trzeba rozgraniczyć, co jest marzeniem, a co potrzebą chwili.
Co z marzeniami z tych bardziej niematerialnych? - Nie padają. Nawet w liceum nie padają – stwierdza Rosiak. Jeśli już to dotyczą znów bardziej tego, co tu i teraz, doczesności. Od jednego ucznia słyszał, że chciałby, by jego rodzice się nie kłócili. Kolejny snuł wizje dalekich podróży.
Piotrek, ósmoklasista spod Lublina, przy okazji tematu marzeń nie ukrywa, że myśli o wyjeździe z Polski po studiach. I koniecznie poza Unię Europejską. Za tym stoją bardziej jego sceptyczne poglądy co do wspólnoty europejskiej niż marzenie o zwiedzaniu świata i poznaniu innych kultur. Najpierw marzy jednak, żeby dostać się do dobrego liceum w Lublinie, a potem na studia informatyczne do Warszawy.
- Większość ma marzenia związane ze szkołą, studiami. Albo z podróżami – mówi o rówieśnikach Natalia, licealistka z Łodzi. Ona akurat należy do tej drugiej grupy, bo głównie marzy o tym, żeby zwiedzić jak najwięcej świata. Przede wszystkim zakątki, w których można podziwiać piękne naturalne widoki. Pierwszym geograficznym marzeniem jest wspinaczka w Dolomitach. - Nie mam wygórowanych marzeń. Nie myślę o tym, co będzie za 50 lat. Marzę w granicach rozsądku – przyznaje. Najpierw więc myśli o studiach medycznych.
Praca zdalna i dużo wolnego
To marzenie większości jej znajomych. Natalia uczy się w klasie o profilu biologiczno-chemicznym, więc naturalnie ich zainteresowania krążą wokół anatomii i człowieka. Gdy Rosiak słyszy takie marzenia, zawsze jednak dopytuje: dlaczego. - Rzadko słyszę od maturzystów, że chcą iść na medycynę, bo marzą o tym, żeby ratować ludzi. Albo wybierają chemię, by wynaleźć lek, odkryć nową technologię. – wspomina. Takie odpowiedzi padały jeszcze sześć, siedem lat temu, gdy zaczynał uczyć. Teraz słyszy raczej: „bo to dobrze płatny, prestiżowy zawód”. Niemal identyczna sytuacja jest wśród humanistów marzących o studiach prawniczych.
- A potem chcą mieć pracę zdalną – dodaje Marcin, nauczyciel historii i geografii z Poznania. Zaznacza od razu, że nie chodzi tu o pracę zdalną, która wiąże się z podróżami. Raczej o poczucie decyzyjności, że można pracować tam, gdzie się akurat chce. - Chcę iść do parku? To idę i stamtąd pracuję. Chcę wyjechać? To kupuję bilet, jadę na dwa dni i pracuję z innego miasta – opowiada, co słyszy od swoich uczniów. - Nie chcą wiązać się z miejscem – dodaje.
Oprócz tego młodzież mówiąc o marzeniach, często zaczyna od tego, że chce mieć czas na przyjemności. - Teraz uczyłem klasę maturalną, przed którą były najdłuższe wakacje życia. Jeśli ci uczniowie planowali pracę, to od razu zaznaczali, że na pewno nie na całe wakacje – wspomina Marcin. Odnosili to też do dalszego życia. Np. dwa dni pracy, a potem wolne – taki system im się marzy. - Już nie za wszelką cenę chcą osiągać szczyt – zauważa nauczyciel.
Wciąż nie padło marzenie o pieniądzach. - Bo tego nie ma, przynajmniej w kontekście marzeń. Im nie chodzi o to, żeby nie wiadomo jak duże pieniądze zarabiać. Chcą mieć tyle, żeby móc się utrzymać i trochę pojeździć po świecie – mówi Marcin.
Marzenia? Nie mam
Jeśli już ktoś posmakuje zwiedzania świata, to marzy o tym, żeby móc dalej to realizować. Żeby życie dało mu możliwość realizowania pasji – to najczęściej w kontekście marzeń od swoich nastoletnich synów słyszy Edyta, polonistka z Częstochowy. - Młodym ludziom wydaje się, że świat należy do nich, że wszystko mogą, a tu nagle przyszedł moment, który im pokazał, że niekoniecznie - dodaje. Zauważyła bowiem, że od momentu wojny w Ukrainie jej synowie mówiąc o marzeniach, coraz częściej wymieniali poczucie bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwo i zdrowie – dodaje do tej listy Karolina, licealistka z Warszawy. Interesuje się Bliskim Wschodem, więc marzy jej się zwiedzanie Iraku i Iranu, ale teraz nie ma na to szans. - Pandemia, potem wojna, zagrożenie, że zostaną odcięci, zamknięci w domach, przekierowała ich marzenia. Boją się, że przyjdzie taka sytuacja, która ich przerasta, na którą nie będą mieli wpływu – wyjaśnia Edyta. Od marzeń do lęku wbrew pozorom jest już niedaleko.
Edyta z niemałym lękiem zauważa jeszcze jeden trend. Coraz więcej jej uczniów na pytanie o marzenia, wzrusza ramionami i nie potrafi powiedzieć, czego pragnie. - Coraz częściej nie mają też pasji. Kiedyś mówili o sporcie, zamiłowaniach plastycznych, muzycznych. Dziś mówią ewentualnie o obejrzeniu serialu, wyjściu na zakupy – opowiada.
Marzenia te same tylko realia inne
Zdaniem dr. hab. Witolda Września, prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownika Zakładu Socjologii Cywilizacji, marzenia dzieci i młodzieży wbrew pozorom aż tak bardzo się nie zmieniły. Koniec końców zawsze skupiają się wokół zamożności, posiadania różnych rzeczy i sławy. - Zmianie uległy jedynie ramy cywilizacyjne, realia – stwierdza i podaje przykład: - Kiedy byłem dzieckiem, marzyło się, żeby mieć samochodziki na resorach, lalki Barbie, potem komputery Atari, w końcu PlayStation i smartfony.
Inaczej też myślano o sławie. Znanego, cenionego sportowca, muzyka - za sprawą przemian cywilizacyjnych – zastąpił influencer. - Inne są możliwości, ścieżki realizowania tych marzeń i w tym kryją się niuanse – wyjaśnia socjolog. Te inne możliwości i narzędzia to przede wszystkim towarzysząca nam wirtualna rzeczywistość i świat cyfrowy, w którym np. można się promować i w ten sposób zyskiwać na popularności. - Na to nakładają się jeszcze działania wielkich korporacji internetowych, które tworzą siatkę wpływów i kreują w ten sposób marzenia – dodaje prof. Wrzesień.
- Na meblościance miałem powieszone plakaty gwiazd z Bravo czy Popcornu. Dziś młodzi ludzie mogą zostawić komentarz swojej gwieździe i liczyć, że ta im odpowie. To skróciło dystans do sław – kontynuuje Łasiński. - Ale po drugiej stronie mamy sytuacje jak Pandora Gate, które pokazują ciemne strony cyfrowych możliwości – dodaje. Zwraca uwagę na to, że nowe perspektywy są różne dla różnych dzieci. Dla tych, które mieszkają na wsi, tak jak jego uczniowie, mogą być powodem frustracji.
- Oglądają świat przez szybkę ekranu w telefonie. Dzięki YouTube’owi są w Tajlandii, za chwilę mogą być w domu Ekipy Friza. Nagle jednak otwierają szerzej oczy i poza ekranem widzą pole i dwa autobusy do większego miasta. Nie mają nawet gdzie wyjść z kolegą. To powoduje, że czują się jak w klatce – stwierdza Łasiński. Dlatego przy każdej okazji zachęca sławy - chociażby i influencerów - by pokazywały proces, w jakim do tego doszły, ile błędów popełniły, a nie tylko efekt końcowy, czyli zazwyczaj świetne auto i ekskluzywne wycieczki. - Taki obrazek powoduje, że moi uczniowie w małej szkole na wsi w Bolechowie pod Poznaniem czują życiową porażkę – mówi.
Marzenia, na co zwraca uwagę dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholożka z Uniwersytetu SWPS, pełnią różne funkcje. Jedną z nich jest doskonalenie się, rozwijanie. Część marzeń jest jednak po to, żeby na chwilę odpłynąć w obszar nierealności, pofantazjować. - Możemy sobie marzyć, że dostaniemy spadek albo wygramy w totolotka – podaje przykład psycholożka. Podkreśla jednak, że ważne są tu proporcje.
Jeśli marzeń, w których nie mamy lub nie chcemy mieć mocy sprawczej, jest zbyt wiele, to rzeczywiście może prowadzić to do frustracji. - Jeśli ktoś marzy np. o dobrej relacji i nic z tym nie robi, to pewnego dnia budzi się z wizją, że los nie postawił mu na drodze wymarzonej osoby. Tylko sam niewiele wkładał w to siły – mówi dr Jarczewska-Gerc. Nie wszystkie marzenia muszą zostać przekłute w cele, ale jeśli proporcje między jednymi a drugim są zachowane, to, zdaniem psycholożki, możemy osiągnąć dobrostan.
Wszystko mam, więc o czym marzyć?
W marzeniach z pewnością możemy dostrzec zmianę pokoleniową. Co do tego eksperci się zgadzają. - I to znaczącą zmianę – podkreśla dr Jarczewska-Gerc. - Dzięki temu, w jaki sposób ludzie podchodzą do kwestii związanych z marzeniami, możemy diagnozować, jak ta zmiana pokoleniowa się kształtuje. Marzenia odzwierciedlają odczuwane wartości – dodaje prof. Wrzesień.
Stąd psycholożka przypuszcza, że obecna młodzież i dzieci będą pierwszym pokoleniem zarabiającym mniej niż rodzice, bo nie mają takich ambicji i potrzeb. Potwierdzają to jej badania dotyczące marzeń i planów, w których brało udział także pokolenia najmłodszych, czyli 18-20-latków. Kredyt, dom, mieszkanie nigdy nie były przez nich wymieniane.
Podobne opowieści słyszał Marcin, nauczyciela historii i geografii. Według niego może to wynikać z tego, że tych materialnych rzeczy nigdy tym młodym ludziom nie brakowało, więc uważają to za oczywistość. - Uczę w szkole prywatnej. Stopa życiowa moich uczniów jest na wysokim poziomie - dodaje historyk. Dr Jarczewska-Gerc nie zapomina o grupie ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa, ale zgadza się z tym, że dziś często wychowuje się młodych ludzi w nadmiernej wygodzie.
- Jeżeli „ja” realne jest na wysokim poziomie, nie ma deficytów, to też nie rodzi się potrzeba do osiągania tego. Źródłem celów, marzeń, pragnień jest brak czegoś. Motywacja bierze się z deficytów – podkreśla. Jeśli wszystko jest podane na tacy, o nic nie trzeba się starać, to nie zostają wzbudzone potrzeby motywacyjne. A jak nie są wzbudzone, to człowiek nie wykształca strategii osiągania tych celów. - Być może młodzi ludzie nawet nie wiedzą, jak mieliby je osiągać – stwierdza psycholożka.
Pokolenie pandemii
To wszystko jej zdaniem bierze się z pokolenia rodziców, którzy do wszystkiego musieli dojść sami. Ciężko na to pracowali i chcą, żeby ich dzieciom było lepiej. - A wychodzi odwrotnie – przyznaje ekspertka. Edyta przypomina tu o podstawowej zasadzie. Żeby stwierdzić, że się coś lubi albo się czegoś nie lubi, to trzeba najpierw tego spróbować. - Rodzice często są nadopiekuńczy. Wyręczają dzieci we wszystkim, żeby dziecko się nie zmęczyło, nie sparzyło. A jak dziecko nie spróbuje czegoś zrobić, to się nie przekona, czy to lubi, czy tego pragnie – tłumaczy.
- Nie ma poprawnego socjalizowania do dorosłości – podsumowuje prof. Wrzesień. Przez dorosłość rozumie tu odpowiedzialność za samego siebie, podejmowanie wyzwań, przestrzeganie pewnych zasad. - Ludzie wymagają ram, a od przełomu lat 80. i 90. rodzice wprowadzają coraz bardziej elastyczne reguły w w wychowaniu dzieci, które potem wychowują tak swoje dzieci – dodaje. Wraca tu do marzeń o studiach medycznych. - Ten kierunek już dawno przestał być kojarzony z powołaniem. Jest jedną z dróg do zamożności, prestiżu. I za tę zmianę odpowiedzialni nie są młodzi, tylko pokolenia dorosłych – tłumaczy.
Do zmian cywilizacyjnych, nowych zasad wychowywania wpływających na kształt marzeń i preferowanych wartości dopisałby jeszcze sytuację pokoleniową. Chodzi o splot wydarzeń, który towarzyszy okresowi dorastania i wczesnej dorosłości. Tak jak np. pandemia, której pokłosiem jest praca zdalna. - Człowiek, z natury leniwy, znalazł kolejną furtkę, jak pracować w bardziej komfortowych warunkach – stwierdza prof. Wrzesień.
Także Rosiak w pandemii upatruje pewną cezurę: ludzie zamknięci w domach musieli myśleć dużo o sobie, dobro ogółu zeszło na dalszy plan. Co ma odzwierciedlenie w marzeniach. Z ważnych wydarzeń, choć o wiele mniejszej skali, dodałby jeszcze jedno. - Gdy kilka lat temu dużo mówiło się o Trybunale Konstytucyjnym w Polsce i niezawisłych sądach, wielu ludzi szło na studia prawnicze mówiąc, że chce bronić idei praworządności – wspomina. Dziś widzi już powrót do stałego stwierdzenia: "bo to prestiżowy kierunek".
Marzenia ukryte
Marzenia, zwraca uwagę socjolog, czasami są jednak celowo ukrywane. Im starsze dzieci, tym mniej chętniej mówią o ścieżce ich realizacji. - Bez trudu odnajdziemy dzisiaj dziewczyny, które chciałyby zostać zaproszone na studniówkę przez najpopularniejszego chłopaka w szkole i mniej atrakcyjnych chłopaków, którzy marzą o randce z tą najpiękniejszą w klasie. Na pewno są też osoby, które marzą o przyjaźni, akceptacji rówieśników. Tylko być może o tym nie powiedziały na głos – przypomina.
Dawid Łasiński mówi za to wprost: - Chciałbym, żeby młodzi ludzie marzyli, żeby jak najwięcej rzeczy umieć – od razu zaznacza, że nie chodzi mu o chemię czy biologię, tylko o kompetencje 4K. Czyli komunikację, kooperację, krytyczne myślenie i kreatywność. - I chciałbym, żeby młodzi ludzie w szkole uczyli się tego od fajnych dorosłych – dodaje. Rosiak w szkole tłumaczy więc dzieciom, że nie każdy, kto założy kanał na youtube, jest youtuberem, a droga do tego zawodu jest trudna. - Nie można dziecka zostawić z hasłem, że marzenia są piękne. I tyle. Trzeba pokazać ścieżkę rozwoju – tłumaczy.
Natalia pierwszy krok do realizacji marzeń o podróżach już zrobiła. Właśnie wyjeżdża zwiedzać Skandynawię. Na razie z rodzicami. Z przyjaciółmi planuje potem wyjechać w Tatry. Karolina przyznaje, że jej marzenia o bezpieczeństwie rzeczywiście wzięły się z bliskości wojny. Marzenia o zdrowiu – z domu. Jej tata chorował na czerniaka. Wyzdrowiał, ale wie, że nie każdy ma takie szczęście.
Źródło: Radio ZET
- Nauczyciele o samotności. „Paradoksalna i przerażająca w naszej branży”
- „Gdyby nie to, w edukacji przeskoczylibyśmy Finlandię.” Co robi nam hałas w szkole?
- Stos błędów, powtórzeń i anglicyzmów. Dzisiejsza młodzież nie potrafi mówić po polsku
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET