`

Edukacja zdrowotna czy religia? Uczniów zniechęcają głównie trzy kwestie

8 min. czytania
17.11.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

Sprawdziliśmy, jak wygląda frekwencja na edukacji zdrowotnej i religii w różnych miastach w Polsce. Przedmioty te często są sobie przeciwstawiane, ale jak wynika z opowieści uczniów, rodziców i nauczycieli frekwencja na obu tych przedmiotach wbrew pozorom zależy od podobnych czynników. I wcale nie są to kwestie światopoglądowe.

Lekcja w szkole
fot. Karol Porwich/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka jest frekwencja na religii i edukacji zdrowotnej m.in. w Katowicach, Wrocławiu, Warszawie czy Poznaniu.
  • Dlaczego więcej dzieci chodzi na religię i edukację zdrowotną w podstawówkach niż w szkołach średnich.
  • Co mówią uczniowie o organizacji tych zajęć.

Zarówno edukacja zdrowotna, jak i religia są przedmiotami nieobowiązkowymi. To znaczy o tym, czy dziecko będzie na nie chodziło, decydują rodzice lub sami uczniowie, jeśli są już pełnoletni. Uczestnictwo w obu tych przedmiotach nie ma wpływu na promocję do kolejnej klasy i na ukończenie szkoły.

Z edukacji zdrowotnej nie ma ocen, na religii stopnie są, ale od roku szkolnego 2024/2025 nie wliczają się do średniej na koniec semestru czy na koniec roku. Przedmioty te, zwłaszcza przez środowisko kościelne, są sobie przeciwstawiane, ale jak wynika z opowieści uczniów, rodziców i nauczycieli frekwencja na obu tych przedmiotach wbrew pozorom zależy od podobnych czynników. Jakich?

Edukacja zdrowotna a religia. Jaka frekwencja?

Sprawdźmy najpierw, jak wygląda zainteresowanie tymi zajęciami. Z danych, które zebraliśmy od samorządów, od razu rzucają się w oczy dwie tendencje. Większą frekwencję na obu przedmiotach odnotowują podstawówki. W liceach czy technikach na zajęcia nieobowiązkowe chodzi garstka młodzieży. Po drugie we frekwencji zarówno na religii, jak i na edukacji zdrowotnej widać podział geograficzny kraju. Im dalej na zachód i północ tym zazwyczaj większe liczby dotyczące edukacji zdrowotnej, im dalej na wschód i południe tym więcej uczniów na religii.

I tak np. w Kielcach 89 proc. uczniów podstawówek w roku szkolnym 2025/2026 chodzi na religię. Z zajęć edukacji zdrowotnej korzysta 36,2 proc. uprawnionych. Co ważne edukacja zdrowotna obowiązuje tylko w klasach 4-8, więc uczniów z tych klas bierzemy pod uwagę, wyliczając procent frekwencji. Religia jest od pierwszej do ostatniej klasy podstawówki. Jeśli chodzi o szkoły ponadpodstawowe, to w Kielcach w katechezie uczestniczy 47,4 proc. młodzieży (religia także jest od pierwszej do ostatniej klasy), a w edukacji zdrowotnej 10,4 proc. tych, którzy powinni mieć ją programowo (w liceach czy technikach edukacja zdrowotna jest przez trzy lata).

Redakcja poleca

W Katowicach w bieżącym roku szkolnym na religię zapisanych jest 73 proc. uczniów z podstawówek. Z edukacji zdrowotnej korzysta 40,6 proc. uprawnionych dzieci. W szkołach ponadpodstawowych procent zainteresowanych jest zdecydowanie mniejszy w wypadku obu przedmiotów – frekwencja na religii sięga 21,2 proc., a na edukacji zdrowotnej 17,2 proc. Wielkość miasta przy tych liczbach też wydaje się mieć znaczenie, bo np. w 45-tys. Wodzisławiu Śląskim na religię chodzi 92,4 proc. uczniów z podstawówek, a na edukację zdrowotną 46 proc. (miasto jest organem prowadzącym jedynie dla podstawówek).

Ilu uczniów na religii a ilu na edukacji zdrowotnej w Warszawie?

Przenieśmy się teraz do Olsztyna, gdzie w lekcjach religii uczestniczy 78 proc. dzieci  podstawówek i tylko 9 proc. uczniów szkół ponadpodstawowych. Na edukacji zdrowotnej frekwencja jest jeszcze niższa, bo wynosi 43 proc. dla podstawówek i 5,4 proc. dla liceów i techników. Ale już we Wrocławiu liczby te są bardziej zbliżone. Na religię i edukację zdrowotną zapisanych jest tu odpowiednio 52 proc. i 44 proc. dzieci ze szkół podstawowych oraz 10 i 8 proc. młodzieży z liceów i techników.

W Poznaniu więcej chętnych, jeśli chodzi o starszych uczniów, jest na edukacji zdrowotnej. Chodzi na nią 29 proc. uprawnionych nastolatków ze szkół średnich, a na religię - 20 proc. W podstawówkach popularniejsza wciąż jest religia – uczestniczy w niej 63 proc. dzieci przy 53,4 proc. frekwencji na edukacji zdrowotnej w klasach 4-8. Podobnie jest w Łodzi, tzn. w podstawówkach frekwencja na religii i edukacji zdrowotnej sięga odpowiednio: 56 i 49,5 proc., a w szkołach ponadpodstawowych 12 i 20 proc.

Jak te statystyki wyglądają w Warszawie? Na religię chodzi tu 59 proc. uczniów podstawówek i 15 proc. młodzieży w szkołach średnich. Z zajęć edukacji zdrowotnej korzysta 43 proc. dzieci i 14 proc. starszych uczniów. W Szczecinie frekwencja na religii i edukacji zdrowotnej łącznie we wszystkich szkołach wynosi 52 i 29 proc. W Krakowie zainteresowanie edukację zdrowotną sięga 33 proc. (to również zbiorcze dane). Jeśli chodzi o religię to Małgorzata Tabaszewska z krakowskiego urzędu miasta tłumaczy, że tamtejszy wydział edukacji nie gromadzi statystyk, bo nie ma podstawy prawnej, która „zobowiązywałaby szkoły do przekazywania takich danych organowi prowadzącemu.” W związku z interpelacją radnej miasta w ubiegłym roku szkolnym obliczono jednak, że na religię uczęszczało wówczas 55 proc. uczniów.

W ósmych klasach garstka uczniów

W wypadku frekwencji na religii mocną cezurą jest komunia. - W klasach 1-3 frekwencja jest niemal 100 proc. Po komunii z każdym rokiem uczniów na katechezie ubywa, od siódmej klasy jest najwięcej rezygnacji – mówi Natalia Pacocha, dyrektorka SP nr 7 w Łodzi. Dla przykładu wylicza: każda czwarta i piąta klasa ma u niej religię osobno, ale już w szóstych, siódmych i ósmych klasach grupy są łączone. Czyli np. z trzech klas szóstych trzeba było utworzyć dwie grupy. - W klasach ósmych liczba uczniów na katechezie jest w ogóle symboliczna – dodaje Danuta Kozakiewicz, dyrektorka SP nr 103 w Warszawie.

Redakcja poleca

W przypadku obu przedmiotów, jak mówi, sprawdza się zasada, że im mniejsze dzieci, tym więcej uczniów. - Najwięcej rezygnacji mamy w klasach siódmych i ósmych – potwierdza Monika Dubec z wrocławskiego urzędu miasta. W młodszych klasach na korzyść działa aspekt opiekuńczy – młodsze dzieci kończą lekcje jeszcze stosunkowo wcześnie. Rodzice więc częściej wolą zostawić je na edukacji zdrowotnej czy religii i w ten sposób mieć zapewnioną opiekę nad synem czy córką, dopóki nie skończą pracy.

Patryk, tata siódmoklasistki z Lublina, wypisał córkę wcześniej, bo w piątej klasie. - Na lekcjach pojawiały się wątpliwe, nieciekawe treści, np. siostra puszczała im film o tym, że w wypadku zginęły dwie osoby. Jedna wierzyła, więc poszła do nieba, druga nie i poszła do piekła. Stwierdziliśmy, że to bez sensu, żeby córka w tym uczestniczyła. Zwłaszcza że nie chodzimy do Kościoła – opowiada. Do treści, programu i światopoglądu odwoływali się też rodzice przy okazji wypisów z edukacji zdrowotnej. - Na początku roku z nauczycielami przedstawialiśmy program i pomysł na te zajęcia. Większość pytań dotyczyła rozdziału o zdrowiu seksualnym. Byli rodzice, którzy nie chcieli, żeby dzieci były uświadamiane – wspomina Pacocha.

Z powodu tego jednego rozdziału (program składa się z 10 modułów) do edukacji zdrowotnej głośno zniechęcał episkopat oraz prawicowi politycy. - Miałam przypadki, że ktoś przyniósł dwa druki rezygnacji, bo jeden chciał dostarczyć do parafii, żeby mieć potwierdzenie, że jego dziecko w tych zajęciach nie uczestniczy – wspomina dyrektorka łódzkiej podstawówki. - Zastrzegliśmy więc, że będziemy informować rodziców, jakie tematy kiedy będą prowadzone i z lekcji o zdrowiu seksualnym będą mogli wtedy dziecko zwolnić. Zależało nam na tym, żeby dzieci skorzystały chociaż z tematów o zdrowiu psychicznym i fizycznym – dodaje Pacocha.

Plan lekcji mało korzystny

Dyrektorzy zaznaczają jednak, że były to sporadyczne przypadki. O wiele częściej przy rezygnacjach działały inne argumenty. Po pierwsze siódme, ósme klasy w szkole mają nieraz ponad 30 godzin tygodniowo. Każda godzina mniej w szkolnej ławce jest więc dla nich na wagę złota. Zwłaszcza, że na koniec podstawówki czeka na nich egzamin ósmoklasisty, a na uczniów liceów czy techników – matura. Wypisując się z nieobowiązkowych zajęć, chcą więc zyskać więcej czasu.

- Choć nie wykorzystują tego czasu na rozwój. Spędzają go potem, jak się okazuje, siedząc w mediach społecznościowych – precyzuje Beata Pośpiech, dyrektorka I LO w Zgierzu. W szkole utworzyły się np. trzy grupy z edukacji zdrowotnej liczące łącznie 51 osób i dwie grupy na religii dla 44 osób. - W liceum jeśli coś jest nieobowiązkowe, to tego nie ma. Tak jest z religią i edukacją zdrowotną – podsumowuje Pośpiech. - Z góry było wiadomo, że trzeba ułożyć tak plan, żeby lekcje z edukacji zdrowotnej były albo rano albo wieczorem, żeby móc łączyć klasy – zgadza się Katarzyna Mielech, dyrektorka XXIII LO w Łodzi. W XXIII LO w Łodzi zarówno na jeden, jak i na drugi przedmiot chodzi po kilkanaście osób z całej szkoły.

Redakcja poleca

Z drugiej strony, jak sami uczniowie opowiadają, jeśli mają np. czekać na religię czy edukację zdrowotną godzinę, bo lekcje są łączone, więc trzeba do wszystkich klas dostosować termin, to nie chce im się czekać i wolą iść do domu. I koło się zamyka. - Czekałabyś godzinę, żeby iść na religię? Bo u nas rok temu tak było, że ludzie mieli okienko i dopiero potem religię - pyta retorycznie Piotrek, uczeń trzeciej klasy liceum z Kielc. W podstawówce na religię jeszcze chodził, „bo mama kazała”. - Jakby to ode mnie zależało, to bym się już wcześniej wypisał i mógłbym dłużej pospać – stwierdza.

Z religii zrezygnował od początku liceum. Z jego klasy na katechezę zostaje pięć osób. - Już nawet nie chodzi o sam termin i plan lekcji, tylko o to, że tam się nic nie robi. Raz poszedłem, bo czekałem akurat na poprawę jakiegoś sprawdzianu, i ludzie odrabiali tam lekcje albo grali w karty. Ksiądz jest nawet spoko, tylko to nie jest żadna nauka religii. To już lepiej pójść w niedzielę do Kościoła – mówi. Na pytanie o edukację zdrowotną odpowiada: - Na biologię praktycznie nie chodzę, bo mam rano, nic się tam nie robi i nie planuję jej zdawać na maturze. Wyliczam sobie frekwencję, byle zdać. To na edukację zdrowotną mam chodzić?

Kto i jak uczy?

Kto prowadzi i jak prowadzi przedmiot - to wydaje się kluczowe. - Teraz klasę córki uczy ksiądz. Dzieci skarżą się na niego, że jest niemiły, że krzyczy na nich, więc słyszę, że kolejni rodzice wypisują dzieci z katechezy – potwierdza Patryk. Dyrektorka jednej z warszawskich podstawówek zgadza się z opinią Patryka i Piotrka. - Gdyby to była regularna lekcja w planie zajęć i żeby prowadzili to mądrzy ludzie, to byłoby cudownie. Ale często tak nie jest. Trzeba mieć taką iskierkę, ogień, za którym dzieciaki pójdą. Wiem, że moja nauczycielka od edukacji zdrowotnej tego nie ma, ale ci, którzy są najbardziej lubiani w szkole, mają już tyle godzin, że nie mogłam im dać jeszcze kolejnego przedmiotu – przyznaje, prosząc o anonimowość.

I tu znów wpadamy w zaklęty krąg, bo dyrektorzy wiedząc, że będzie mało chętnych, nieraz dawali do prowadzenia ten przedmiot komuś, kto nie do końca sprawdzał się w tej dziedzinie. A uczniowie znając tego nauczyciela, rzeczywiście wypisywali się i frekwencja spadała. Ale działa to też w drugą stronę. - Nauczyciele poprosili mnie, żeby kupić na lekcje sokowirówki, tostery, air fryery. Na lekcjach pokazują uczniom, jak przygotować zdrowe posiłki. W ramach zajęć wychodzą też do sklepu z klasami i uczą młodzież, które produkty wybierać, na co zwracać uwagę. Kupiliśmy też gumy do gimnastyki, więc dzieci uczą się, jak można tanio zadbać o sylwetkę – wylicza Natalia Pacocha.

Efekt? Na edukację zdrowotną chodzi tu blisko 70 proc. uczniów podstawówki. - Nauczyciele, akurat u nas wuefiści, prowadzą zajęcia bardzo praktycznie i ten aspekt wygrywa – stwierdza dyrektorka. To samo dotyczy religii. - Katechetka prowadzi koło wolontariatu, organizuje różne akcje pomocowe poza terenem szkoły. Potrafi zaciekawić, zaangażować uczniów i dzieci do niej lgną – wyjaśnia dyrektorka SP nr 7 w Łodzi. Frekwencja na religii w szkole sięga ok. 65 proc. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET