Tramwaj potrącił Emilkę, 15-latka nie żyje. Nowe informacje. "Będziemy się domagać"
W lipcu sąd umorzył postępowanie w sprawie śmierci Emilki z Bydgoszczy. 15-latka w kwietniu zginęła pod kołami tramwaju po tym, jak odepchnął ją jeden z rówieśników. Nie jest to jednak koniec sprawy. Pełnomocnik rodziców nastolatki zapowiada odwołanie od decyzji sądu.
15-letnia Emilka zginęła na torach. Sąd umorzył postępowanie
Tą tragedią żyła cała Bydgoszcz. 18 kwietnia na przystanku tramwajowym przy ulicy Fordońskiej 15-letnia Emilka została śmiertelnie potrącona przez przejeżdżający tramwaj. Od początku wiele wskazywało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy już na początku lipca stwierdził, że za nieumyślne spowodowanie śmierci nastolatki odpowiada jeden z jej rówieśników. Bartosz Ł. miał odepchnąć Emilkę po tym, jak ta złapała go za rękę. Miał to być rodzaj wyzwania.
Sąd zdecydował jednocześnie o umorzeniu postępowania. Odstąpił zatem od zastosowania wobec nastolatka jakichkolwiek środków wychowawczych czy poprawczych. Postanowienie jest nieprawomocne. Z tą decyzją nie zgadzają się rodzice 15-letniej Emilki. Ich pełnomocnik zapowiedział odwołanie od decyzji sądu. - Będziemy domagać się, by mimo uznania winy małoletniego i umorzenia postępowania, odstąpić od wymierzenia kary, by sąd odwoławczy, w dalszym ciągu podtrzymując winę małoletniego, wskazał karę zgodnie z ustawą o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich. Chodzi o dozór kuratora lub nawet karę izolacji - powiedział w rozmowie z Expressem Bydgoskim adw. Krzysztof Olkiewicz.
Od decyzji sądu będzie odwołanie. "Mamy poczucie dużej dysproporcji"
- Mamy poczucie dużej dysproporcji, choćby porównując to orzeczenie to innych postanowień sądów w sprawach o czyny popełniane przez młode osoby, których skutki były wręcz błahe, a jednak stosowano w tych przypadkach środki wychowawcze. Tu skutek jest nieodwracalny, młoda dziewczyna straciła życie - dodał pełnomocnik rodziców 15-latki.
Innego zdania jest adwokat Bartosza Ł., który przywołując decyzję sądu, podkreśla, że jego klient nie jest zdemoralizowany, a zatem nie zasługuje np. na umieszczenie w zakładzie poprawczym. - Jednocześnie sąd dokonał bardzo szczegółowych ustaleń okoliczności tego zdarzenia. Wynika z nich, że tak naprawdę do tych tragicznych skutków przyczynili się koledzy Bartosza Ł. - przekazał Expressowi Bydgoskiemu adw. Janusz Mazur. Istotne dla sprawy jest to, że proces toczył się w oparciu o ustawę o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, która nie przewiduje ich karania, a stosowanie środków wychowawczych.
Źródło: Radio ZET / Express Bydgoski
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET