`

Dermatolog wypisuje zwolnienie z WF. „94 proc. dzieci nie umie prawidłowo kopnąć piłki”

13 min. czytania
31.10.2024 09:46
Obserwuj nas na Google

- Mamo nie chcę iść na WF. Mamo mogę nie iść na WF? - takie pytania Monika słyszy co chwila od córki. Kłamie więc w żywe oczy nauczycielowi, że siódmoklasistka ma skręconą kostkę i nie może ćwiczyć. Inni od razu idą do lekarzy, a ci wypisują zwolnienie z WF z powodu złego samopoczucia czy trądziku. Od razu na rok. - W Polsce 80 proc. dzieci i młodzieży nie spełniało norm aktywności fizycznej rekomendowanych przez WHO - podają eksperci i zaznaczają: to były dane jeszcze optymistyczne.

Wychowanie fizyczne
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

- Problemy z kręgosłupem, stawami, kośćcem, sercem – wylicza Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie. Zofia Wrześniewska, dyrektorka Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi, kontynuuje wyliczankę już specjalistami: okulista, kardiolog, psychiatra. Maciej Rusiecki, dyrektor V LO w Warszawie, do tego dorzuciłby dermatologa i choroby skóry.

Dla jasności nauczyciele nie mówią o przypadłościach osób 70 plus, tylko o dzieciach, które przynoszą zwolnienia z wychowania fizycznego. Niektóre od razu na cały rok co roku, i tak przez cztery lata liceum nie ćwiczą na żadnym WF. - Np. z powodu trądziku – takie zwolnienie też wpłynęło jakiś czas temu do Kamińskiej. - Jestem w szoku, jak widzę takie rzeczy – przyznaje dyrektorka. Rusieckiego wcale to już nie dziwi, bo dostaje zwolnienia od depresji po choroby skóry.

- Czytamy z ciekawości, co tam lekarze wpisują. Robimy wielkie oczy, gdy widzimy podstawę do zwolnienia – mówi i jak szacuje, 90 proc. zwolnień z WF, które wydają lekarze, jest naciągane. - W zdecydowanej większości nie jestem w stanie zaobserwować deficytów, które stwierdza lekarz – dodaje Kamińska. Na co Wiktoria, trzecioklasistka z jednego z kieleckich liceów, odpowiada: - WF? To żart, więc jak tu ćwiczyć?

Zwolnienia z WF znów częstsze

Znamy to od lat. Po pladze niećwiczenia na wychowaniu fizycznym, która przechodziła przez szkoły ok. 10 lat temu, po wielu akcjach zachęcających do ruchu, a przede wszystkim po zmianie przepisów, według których wprowadzono możliwość zwalniania tylko z wybranych ćwiczeń, a nie z całej lekcji, wydawało się, że kryzys minął. Wygląda jednak na to, że uśpiliśmy czujność. - Plagi nie ma, ale znów obserwujemy wzrost liczby zwolnień z WF w porównaniu do poprzednich lat – stwierdza Rusiecki. U niego w LO średnio trzy, cztery osoby z każdej klasy mają długotrwałe zwolnienie z WF. Statystycznie przeważają zwolnienia dziewczyn - 80 proc. do 20. Również w VI LO w Lublinie dwie, trzy osoby z takimi zwolnieniami w każdej klasie to norma. W podstawówce jest nieco lepiej, bo np. w SP nr 340 w Warszawie kilkanaścioro dzieci z całej szkoły przedstawiło takie stałe zwolnienia.

Prof. Bartosz Molik, rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, wskazuje jednak na tendencję, a ta ewidentnie pokazuje, że sprawność fizyczna oraz kondycja uczniów pogarsza się dramatycznie. - W Polsce do 2019 roku 80 proc. dzieci i młodzieży nie spełniało norm aktywności fizycznej rekomendowanych przez WHO. I to były jeszcze dane optymistyczne – zaznacza od razu. Teraz, jak pokazały badania przeprowadzane w ramach programu WF z AWF z ostatnich dwóch lat, 94 proc. uczniów w wieku 6-12 lat nie spełnia kompetencji ruchowych. Czyli nie posiada sześciu fundamentalnych umiejętności, tj. bieg przez przeszkody, skok przez skakankę, chwyt piłki, kopnięcie piłki, kozłowanie i przewrót w przód.

Co ważne, specjaliści nie analizowali, czy dziecko szybko biega, czy wysoko skacze, tylko czy w ogóle jest w stanie tę czynność wykonać poprawnie. - 94 proc. dzieci nie umie wykonać tych ćwiczeń w sposób prawidłowy. To jest wartość przerażająca – podkreśla prof. Molik. I takie alarmujące dane może wyliczać dalej. Np. 60 proc. dzieci nie potrafi skakać przez skakankę. W szkołach sportowych tylko 18 proc. dzieci ma pełne kompetencje ruchowe.

Redakcja poleca

Niestety, szkołom sportowym trudno zaprzeczyć. - Czasem przychodzą osoby, które nie potrafią zrobić przewrotu w tył, w przód. Jest ogólne zaniedbanie. Największy problem jest z gibkością, dynamiką – mówił w rozmowie z RadioZET.pl Roman Stępień, dyrektor Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi. - Nawet połowa dzieci poniżej normy, jeśli chodzi o ogólną sprawność - oceniał uczniów już ze standardowej, niesportowej podstawówki wuefista Marcin Siudak.

Jeśli mowa o liczbach, to dietetycy podają też swoje. Szacują, że nadwagę i otyłość można stwierdzić już u ponad 20 proc. dzieci w Polsce. W gabinetach przyjmują ośmiolatków ważących 80 kilogramów, czy czterolatków ważących 40 kilogramów. Pytanie teraz, co było pierwsze: schorzenia, problemy, które powodują, że dziecko nie ćwiczy, czy przez to, że dziecko nie ćwiczy cierpi na różne schorzenia i ma problemy ze sprawnością?

Pandemia, pieniądze i co jeszcze?

Na pewno wpływ na to miała pandemia. - Pot się leje, policzki czerwone, z trudem łapią oddech. Kiedyś biegali po boisku przez 45 minut, teraz robią przerwy po kilku minutach. Zatrzymują się z rękami na udach, jakby przebiegli maraton – to obrazki z wychowania fizycznego, które zaobserwowała Ewa Wachowicz, wicedyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Łodzi, po lekcjach zdalnych. - Wróciły mało wysportowane. Dużo pracy trzeba było włożyć, żeby je uaktywnić – zgadza się Małgorzata Antonowicz, dyrektorka SP nr 340 w Warszawie, a Rusiecki zauważa, że przed pandemią rzeczywiście zwolnienia długotrwałe były sporadyczne.

Jednak lekcje zdalne pokazały jedynie, jak bardzo mamy niewyrobiony nawyk aktywności fizycznej, z którym przecież już wcześniej mieliśmy problem. Gdy był odgórnie narzucony w postaci WF, to dzieci jeszcze ćwiczyły, gdy tego zabrakło, wielu uczniów w ogóle się nie ruszało. Stąd dyrekcja VI LO w Lublinie zaczęła zgłębiać temat i zastanawiać się, o co chodzi, czy to jest tylko unikanie, niechęć ćwiczenia, czy inny problem.

Oczywiście, można by tu od razu wymienić pieniądze. - Infrastruktura sportowa jest naszą piętą achillesową. Od wielu lat walczymy o rozbudowę sali gimnastycznej, boisk, ale niestety bezskutecznie – przyznaje Paweł Kucharczyk, dyrektor Zespołu Szkół Łączności w Krakowie. Odsetek niećwiczących uczniów u niego nie jest ogromny, ale w każdej klasie są średnio dwie takie osoby i – jak opowiada - mocno trzeba zachęcać młodzież do ćwiczenia. - Niektórzy mówią, że trzeba budować nowe orliki, boiska. Mamy ich sporo. Chodzi o to, żeby te obiekty pracowały, żeby w tych obiektach były dzieciaki – kontrargumentuje prof. Molik. Warszawskie LO jest tego najlepszym przykładem: uczniowie mają tu do dyspozycji trzysektorową halę gimnastyczną z prawdziwego zdarzenia, do tego za chwilę zyskają nową bazę do street workautu, a zwolnień przybywa.

- Mamy problem z podziałem na grupy – stwierdza Marzena Kamińska, nawiązując jeszcze do finansów. Właśnie ze względu na nie szkoła musi tworzyć grupy koedukacyjne. - Dziewczynki wstydzą się ćwiczyć przy chłopcach – zauważa dyrektorka. Nauczyciele w ten sposób doszli jednak do drugiego dna problemu, tzn. relacji rówieśniczych, które są coraz słabsze, a dzieci coraz bardziej wycofane. - Do pewnej sfery nie mamy dostępu. Są to grupy społecznościowe. Dopiero jak zaczyna się bardzo źle dziać, to uczniowie przychodzą i opowiadają, co tam się dzieje – mówi Kamińska.

Redakcja poleca

Np. koleżanka powie coś przykrego koleżance, ta od razu wylewa żal i złe emocje na grupie, która komentuje sytuację, najczęściej potęgując złe emocje. - Gdy chodziłam do szkoły, zanim zareagowałam na jakąś kłótnie, to te złe emocje już mi opadły. Teraz jest zupełnie inaczej – tłumaczy Kamińska. Trudno potem iść razem do szkoły czy ćwiczyć na WF, zwłaszcza, gdy w tym wieku wielu osobom trudno zaakceptować siebie i swoje ciało. - Dojrzewają, więc ciało jest nieproporcjonalne, w dodatku ktoś wolniej biega, skacze. Dzieci oceniają się nawzajem – mówi Antonowicz.

Rodzic prosi, lekarz wystawia

Prof. Bartosz Molik wraca tu jednak jeszcze do wcześniejszego etapu edukacji. WF w większości szkół w Polsce w klasach 1-3 realizowany jest przez nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, nie przez wuefistów. - To powoduje, że dzieci, nawet jeśli są na zajęciach WF-u, to tak naprawdę nie realizują podstawy programowej – wyjaśnia. Świadczą o tym chociażby statystki opanowania przez dzieci kompetencji ruchowych, które są w podstawie programowej. Jak zauważa prof. Molik, zajęcia WF w klasach 1-3 często są prowadzone spontanicznie - dzieci po prostu bawią się, czy grają w piłkę, a to błąd.

- Gdy uczeń idzie do czwartej klasy i zaczyna realizować zajęcia pod okiem nauczyciela WF, który wymaga podstawowych umiejętności ruchowych i rozpoczyna nieco trudniejszą edukację, to uczeń jest już zniechęcony, bo WF nagle staje się czymś trudnym, wymagającym, więc rodzice idą po zwolnienie. Mamy efekt kuli śniegowej – stwierdza rektor AWF.

Jeśli jeden lekarz odmówi, to drugi takie zwolnienie wystawi i to od razu na całość zajęć, bo nie oszukujmy się, tak jest zdecydowanie łatwiej niż wypisywać, co uczeń może, a czego nie. Chociaż możliwość zwolnienia tylko z wybranych ćwiczeń lekarze dostali w 2015 roku. - Bardzo rzadko to stosują. Szkoda, bo dziecko wtedy mogłoby wykonywać inne zadania i zawsze miałoby trochę ruchu – przyznaje Antonowicz. Zwolnienia np. od dermatologów Kamińska zgłaszała już nawet kuratorium. - Bo to jest karygodne, co tam jest napisane – mówi. Niestety, więcej możliwości działania szkoła nie ma, bo rozporządzenie nakazuje zwolnić dziecko z WF, jeśli tylko przyniesie zaświadczenie od lekarza. Dodatkowych wyjaśnień od dziecka czy rodzica żądać nie można. - Możemy tylko uświadamiać – co jak zauważyła spotyka się z różnym odbiorem.

Jak wynika z obserwacji prof. Molika, rodzice deklarują zazwyczaj, że ich dziecko jest na dobrym poziomie, jeśli chodzi o aktywność sportową. Co też rodzi pewne konsekwencje. Dzieci, nawet jeśli wykazują się dużym poziomem motywacji do działania, utrzymywane są więc w przekonaniu, że są świetnie wysportowane. Weryfikacja przychodzi na WF. Ale nie chodzi tu tylko o lekcje. Prof. Molik przede wszystkim ma tu na myśli poziom całożyciowej aktywności.

Redakcja poleca

- Zapaść pojawiła się w latach 90. Pokolenie, które doświadczyło negatywnego skutku rozwoju cywilizacji i które zapomniało o kulturze fizycznej, jest teraz rodzicami – zwraca uwagę rektor AWF i właśnie w braku wzorca ze strony rodziców upatruje kolejnego źródła problemu. Dodaje, że nie zawsze chodzi o to, by posłać dziecko na trening sportowy. Wystarczy, że w weekend pójdzie się z synem czy córką na spacer nad jezioro, pograć w piłkę do parku, czy popływać na pływalni.

Mamo mogę nie iść na WF?

Co na to zainteresowani, czyli rodzice? - Mamo nie chcę iść na WF. Mamo mogę nie iść na WF? - takie pytania słyszy niemal co tydzień Monika, mama siódmoklasistki. Kłamie więc w żywe oczy nauczycielowi, że córka ma np. skręconą kostkę i nie może ćwiczyć. Od razu jednak zaznacza, córka trzy razy w tygodniu po dwie godziny trenuje akrobatykę. Uwielbia ruch, sport. - A jednak dzieciak, który jest wysportowany jak żyleta, kombinuje jak koń pod górę, żeby omijać WF. Nie cierpi go – Monika szybko wyjaśnia dlaczego. Klasa nie ma podziału na grupy. Chłopcy ćwiczą z dziewczynami, czyli tak naprawdę nikt nic nie robi. Wuefista również i w tym jest główny problem.

Niemal identycznie sytuacja wygląda u Przemka, czwartoklasisty z łódzkiego liceum, który przez lata trenował piłkę ręczną i siatkową. Teraz na WF ze względu na sfeminizowaną klasę ćwiczy z dziewczynami. - Nie robi się nic. Popularne zajęcia na macie, czyli macie i grajcie, królują – ironizuje. Dwa razy w tygodniu, żeby nie stracić formy, chodzi więc na siłownię. - Mamy sporo osób, które uprawiają sport zawodowo i przynoszą zaświadczenia, że poświęcają poza szkołą sporo czasu na treningi, więc proszą o zwolnienia z WF – przyznaje Kucharczyk. Zwolnienia dostają.

Dla Piotrka, trzecioklasisty z kieleckiego liceum, również ważniejsza jest poranna siłownia, na którą chodzi dwa razy w tygodniu, niż WF, na którym zazwyczaj grają w piłkę nożną. - Po siłowni widzę efekty, po WF-ie nie – stwierdza. Przyznaje, że olał też obowiązkowe testy sprawnościowe, które wprowadzono rok temu w szkołach. Nie starał się wyjątkowo, skoro nie ma z nich ocen. - Przy ocenianiu z WF powinien być mierzony progres. Jeśli oceniamy, czy ktoś na wstępie jest mniej lub bardziej rozciągnięty, silniejszy lub mniej, to jest kiepskie – dodaje Przemek.

To właśnie oceny zniechęcają Wiktorię, koleżankę z klasy Piotrka (u nich jest podział na płeć), do WF. Ale nie tylko. Jak sama przyznaje, nie jest „sportowa”. - Część dziewczyn od nas z klasy trenuje siatkówkę. Nauczycielka ćwiczyła właściwie tylko z nimi. Naszej niesportowej grupie nic w zasadzie nie tłumaczyła. Jak nie potrafiłyśmy poprawnie przebić piłki, to nawet nie zwracała na to uwagi. Tamtej grupie potrafiła im pokazywać, grać z nimi – mówi. Czuła się tak, jakby ją już spisano na straty. Opowiada o tym w czasie przeszłym, bo po pierwszym roku takiej „męczarni”, poszła z mamą po zwolnienie z WF. Dostała od ortopedy na kolana. - Skoro i tak tam tylko stałam, to chociaż w tym czasie mogłam się pouczyć – mówi. Jej zdaniem wszystko sprowadza się do nauczyciela. Z czym zgadzają się sami nauczyciele.

Nauczyciel podstawą

- Nieraz przychodzą do mnie uczniowie i mówią, że trochę boli ich gardło i mama im nie pozwoliła ćwiczyć, ale oni jednak by chcieli. Ostatnio jak były próby na przedstawienie na Dzień Nauczyciela, to byli obrażeni, że nie było WF-u. Pytali, kiedy będziemy go odrabiać – takie pozytywne przykłady Joanna Labuda, nauczycielka WF w Szkole Podstawowej w Chmielnie (woj. pomorskie), może mnożyć. Z WF wystawia standardowe stopnie, grupy wcale nie są małe. Przez 13 lat pracy obserwuje jednak spadek liczby zwolnień z WF. - Parę lat temu utworzyliśmy nawet klasy sportowe, do których jest bardzo dużo chętnych. Miejsca są wypełnione po brzegi – opowiada. Dlatego dziwi się, gdy czyta artykuły o pladze zwolnień.

Rodziców nie dziwi z kolei chęć uczniów do WF, gdy widzą zapał wuefistki. - Mój syn uwielbia WF. To są dla niego najważniejsze lekcje i nie tylko dlatego, że jego największą radością jest moment, w którym może grać w piłkę. Przeciwnie, poznaje wiele różnych form aktywności i jeszcze nigdy nie powiedział, że WF był nudny – opowiada Paweł, którego syn, drugoklasista, chodzi do klasy sportowej w podstawówce w Chmielnie. Wuefistka z dziećmi oprócz grania w piłkę tańczy, prowadzi zumbę, robi zajęcia dodatkowe, jeździ z klasami na zawody. - Zaangażowanie nauczyciela wychowania fizycznego jest absolutnie kluczowe do tego, by dzieci chciały uczęszczać na lekcje i ćwiczyły z pasją – nie ma wątpliwości Paweł. 

Do sposobu pracy nauczycieli - a w I LO w Krakowie są to trenerzy drużyn sportowych i pracownicy uczelni - Jacek Kaczor, dyrektor szkoły, dopisałby jeszcze jeden element: odpowiedź na potrzeby i zainteresowania uczniów. W I LO do wyboru jest 10 aktywności: od nordic walking do zumby. Oprócz tego ci szczególnie zainteresowani sportowo mogą zapisać się na cztery sekcje, m.in. cheerleading, do którego wręcz trudno się dostać. - Jednego pozytywu z takiej formy WF nie przewidzieliśmy – zaznacza dyrektor. Okazało się, że wyciągnięcie do sekcji uczniów najbardziej uzdolnionych sportowo miało świetny wpływ na pozostałych, którzy stresowali się umiejętnościami lepszych kolegów. Ci pierwsi byli z kolei niezadowoleni z niższego – według nich - poziomu zajęć.

- Nie mamy świetnej hali sportowej, bo nasza sala gimnastyczna jest niemal zabytkiem. Czasami ze względu na liczebność grup mamy zajęcia koedukacyjne. A w ubiegłym roku byliśmy na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe krakowskich szkół, nie tylko ogólnokształcących. Sportowych też – podkreśla Kaczor. 10 lat temu zwolnienia miało tu prawie 100 uczniów, czyli tak jakby trzy klasy w ogóle nie uczestniczyły w WF. Teraz nie ćwiczy około 30 osób na 850. - Zawsze i wszędzie można wprowadzić elementy, które są interesujące i zajmujące - przekonuje dyrektor I LO. Np. jeśli czasem wszyscy są zmęczeni, to wychodzą na spacer i uczą się, jak prawidłowo chodzić, jak obserwować szybkość oddechu, tętno. Klasy czwarte przed studniówką uczą się tańców klasycznych i grupowych. Świetnie wypadają potem na nagraniach.

W klasach 1-3 asystenci WF

- Dzieciaki mają naturalną potrzebę ruchu, tylko trzeba to z nich wydobyć, więc naprawdę dużo zależy od nas – dodaje Joanna Labuda. Zaznacza przy tym, że ma też uczniów z nadwagą, czy takich, którym trzeba dłużej tłumaczyć dane ćwiczenie, ale mimo to podejmują wyzwanie i dla niej to już jest sukces. Ułatwia jej to, że uczy dzieci od pierwszej klasy do końca podstawówki. - Gdy przed reformą pracowałam w gimnazjum i dostałam trzecią klasę, to oni już mieli inne podejście. Trudno się było do nich przebić, na wszystko się krzywili, nie chcieli nawet spróbować - wspomina.

Dlatego według prof. Molika optymalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do zajęć WF w klasach 1-3 asystentów, czyli nauczycieli wychowania fizycznego wspomagających nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej. - Wtedy grupa zostaje ze swoim nauczycielem, do którego jest przyzwyczajona, czuje się komfortowo, ale jednocześnie dostaje fachowca, który w umiejętny i ukierunkowany sposób prowadzi zajęcia – wyjaśnia rektor AWF. Bo oprócz nauczenia podstawowych umiejętności ruchowych - które dzieci łatwo mogą nadrobić - by odwrócić obecną tendencję, trzeba położyć nacisk na motywację ucznia i w sposób umiejętny wdrożyć edukację i profilaktykę zdrowotną. Konieczne jest w młodym wieku wykształcić u dziecka nawyk regularnej aktywności fizycznej.

Do tego potrzeba jednak dobrych przykładów. - Sama siedzę, wymyślam coś, szukam po internecie. Brakuje szkoleń, ale takich, które byłby dostępne dla mnie, nauczycielki z małej miejscowości, a nie z Warszawy – przyznaje Joanna Labuda. Specjaliści z AWF-u widzą jeszcze jedną lukę. - W Polsce mamy mnóstwo aktywizujących programów dla uczniów, ale uczestniczy w nich ta sama grupa 20-30 proc. dzieci. W dalszym ciągu 70 proc., niezależnie od oferty, nie chce ćwiczyć dodatkowo – mówi prof. Molik i zaznacza, że to jest grupa, nad którą przede wszystkim pochylają się specjaliści z AWF-u.

Cel WF? Nawyk aktywności, nie sport

- Nam nie chodzi w pierwszej kolejności o to, by mieć dużo medali olimpijskich, to jest efekt końcowy. Przede wszystkim zależy nam na tym, by nasze dzieci były zdrowe – mówi prof. Molik i dodaje: - Nabranie nawyku aktywności fizycznej - to jest główny cel wychowania fizycznego, nie sam sport. Jeśli społeczeństwo będzie zdrowe, choroby cywilizacyjne nie będą nas tak mocno obciążały, to wówczas efektem tego będą również sukcesy sportowe i medale olimpijskie.

Dlatego Joanna Labuda organizuje właśnie po raz kolejny turniej badmintona. Frekwencja jest z roku na rok wyższa, uczniowie przychodzą na niego po lekcjach, chociaż jest to tylko szkolny turniej. - Chcą się po prostu nauczyć i sprawdzić z innymi – mówi zadowolona. W VI LO postawiono na zajęcia integrujące, np. pikniki i turnieje o czekoladowy puchar dyrektora, by młodzież przestała się siebie wstydzić. W łódzkim „gastronomiku” WF ustalono raczej w środku zajęć, więc młodzież nawet zwalniając się z WF, nie zyskuje wolnej godziny. Nawet jeśli WF wypada rano. Plaga zwolnień zmalała ze 100 do 30 (na 700 uczniów).

W SP 340 oprócz tego postawiono na różnorodność zajęć: zimą dzieci chodzą na lodowisko, latem na siłownię zewnętrzną. V LO wpadło na jeszcze inny pomysł. Przy wyjazdach międzynarodowych np. w góry w karcie obiegowej uczniowie przy braku przeciwwskazań muszą zdobyć także podpis wuefisty. - Wycieczka w góry wymaga aktywności fizycznej, jeśli ktoś ma zwolnienie z WF, czyli przeciwwskazania do wysiłku fizycznego, to z automatu nie może jechać na taki wyjazd – tłumaczy Maciej Rusiecki. Wiktoria na WF-ie w tym roku już ćwiczy. Od września ich grupę przejął nowy wuefista.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET