`

Praca dla nauczycieli już nie taka pewna. "Będę musiał rozstać się z częścią kadry"

7 min. czytania
20.06.2025 06:33
Obserwuj nas na Google

Według ogólnych statystyk w szkołach wciąż brakuje kadry, zwłaszcza tej od przedmiotów ścisłych. Jeśli spojrzymy na poszczególne miejscowości i konkretne podstawówki, licea, czy technika, to znalezienie etatu nauczycielskiego nie jest już takie proste. Według dyrektorów już za rok czy dwa lata z częścią kadry trzeba będzie się wręcz pożegnać.

Szkoła
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ilu brakuje nauczycieli.
  • Gdzie ofert pracy dla nauczycieli jest najmniej, a gdzie najwięcej.
  • Z czego wynikają te różnice.

Katarzyna, nauczycielka jęz. polskiego z woj. świętokrzyskiego, od trzech lat szuka pracy w innej szkole ponadpodstawowej. Chce się przeprowadzić z mężem bliżej swoich rodziców. Nie dogaduje się też z obecną dyrekcją. Tylko w jednym technikum szukali polonisty, ale ostatecznie oferta okazała się nieaktualna. W tym roku i w jej liceum o godziny trudno. Będzie musiała zejść z całego etatu na trzy czwarte. - A i tak uratowała nas jedna koleżanka, która wybiera się na roczny urlop dla poratowania zdrowia i w ten sposób zwolni nam godziny – opowiada polonistka.

Joanna, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia, rok temu zmieniała pracę. W poprzednim przedszkolu pracowała praktycznie na dwa etaty, bo wciąż brakowało kadry. Chciała zmienić przedszkole na mniejsze, z mniejszą liczbą grup. Ofert nie brakowało. Wybrała takie najbliżej domu. Jak to więc jest z tymi etatami w szkołach? Rzeczywiście brakuje nauczycieli, czy o pracę w szkole już coraz trudniej?

Brakuje nauczycieli czy nie?

W czerwcu tzw. ruch kadrowy w szkołach rozkręca się na dobre. Dyrektorzy mając już ustaloną siatkę godzin na kolejny rok szkolny i wiedząc, kto odchodzi (zgodnie z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia), a kto zostaje, szukają nowych pracowników, by ewentualnie uzupełnić braki. A tych od dobrych kilku lat, po reformie likwidującej gimnazja, było mnóstwo. W podstawówkach wydłużyła się nauka z sześciu do ośmiu lat, w liceum z trzech do czterech, w technikum – z czterech do pięciu. Dodatkowo przez szkoły ponadpodstawowe przeszedł tzw. podwójny rocznik, efekt reformy edukacji. Potrzeba było więc więcej nauczycieli. Banki ofert pracy utworzone na kuratoryjnych stronach pękały w szwach.

Według grupy Dealerzy Wiedzy, profilu poświęconego edukacji, na koniec maja było 15211 wakatów, z czego najwięcej ofert pracy wystawiono w woj. mazowieckim (ponad 4 tys.), małopolskim (1950) i śląskim (ponad 1,4 tys.). „Równo rok temu, w ostatni piątek maja 2024, tych ofert było ledwie 6 proc. więcej (16160). A więc minął kolejny rok BEZ znaczącej poprawy sytuacji kadrowej w oświacie” – stwierdza Robert Górniak, nauczyciel, autor profilu. 

- Jeśli chodzi o pracę w szkołach, to panuje dualizm - odpowiada Maciej Rusiecki, dyrektor V LO w Warszawie. Zwraca tu uwagę na swoje miasto i inne największe miejscowości w poszczególnych województwach, które mają swoją specyfikę i to one powiększają ogólne statystyki dotyczące wakatów. - Mamy ewidentny niż, widać go nawet w rekrutacji. Wpływa mniej wniosków, bo jest mniej kandydatów. Ale np. w Warszawie ewentualne zmniejszenie liczby klas nie powoduje dramatycznego ruchu kadrowego, bo było dużo braków. Po prostu zmniejsza się ta dziura. Deficyt będzie dalej występował, ale będzie mniejszy – wyjaśnia.

Redakcja poleca

Przypomina, że nawet mimo niżu Warszawa ma naturalny dopływ uczniów z gmin ościennych, a czasem i z całej Polski. - Kiedyś mieliśmy uczennicę, która mieszkała ponad 100 km od Warszawy – wspomina. Małe miejscowości i inne województwa na to nie mogą liczyć. Tam jeśli uczniów było mało, a teraz będzie jeszcze mniej, co nieubłaganie pokazuje demografia, to oznacza cięcia.

Matematycy poszukiwani

Katarzyna pamięta, gdy w jej liceum klasy były do H, nawet przy podwójnych rocznikach nie udało się tego odbudować. Teraz mają się otworzyć zaledwie trzy pierwsze klasy. - Warszawa to nie cała Polska. Stolica w ogóle nie jest reprezentatywna. W małych miejscowościach jak moja i tych biedniejszych województwach każdy kurczowo trzyma się swojego miejsca, bo to budżetówka, w miarę bezpieczna posada, stała pensja, która patrząc na tutejsze średnie zarobki, wcale nie jest taka mała – denerwuje się. Szkoła dużej konkurencji w postaci innych firm czy korporacji też nie ma.

Ma rację. Według wyliczeń profilu Dealerzy Wiedzy w całej Polsce procentowo brakuje 2,14 proc. nauczycieli. Na Mazowszu ten wskaźnik sięga ponad 3,5 proc. W woj. świętokrzyskim brakuje już tylko 0,9 proc. nauczycieli, na Lubelszczyźnie 0,65 proc., a na Podkarpaciu 0,6 proc.

Dualizm zdaniem Rusieckiego widać też w specyfice nauczanych przedmiotów. Tzn. według kuratoryjnych ofert pracy potrzeba przede wszystkim matematyków, psychologów, pedagogów wspomagających i nauczycieli przedszkolnych. Potwierdza to sytuacja Wiesława Włodarskiego, Nauczyciela Roku 2007, który, jak opowiadał, chciał już odejść na emeryturę. - Niestety, ubiegła mnie koleżanka, też w wieku emerytalnym. Zdecydowała, że definitywnie odchodzi, a miała sporo godzin matematyki. Wobec tego dyrektor liceum poprosił mnie, żebym został jeszcze i pomógł. Wiedziałem, że nie znajdzie nowego matematyka – mówił w rozmowie z RadioZET.pl. Złamał się więc i zgodził dalej uczyć.

Redakcja poleca

- Matematycy o pracę nie muszą martwić, bo matematyki nie będzie nigdy mniej. Po pierwsze jest z niej obowiązkowa matura, po drugie wciąż sporo osób wybiera ten przedmiot na rozszerzeniu – dodaje Jagoda Banaszczyk, nauczycielka matematyki i informatyki z Łodzi. Z tym drugim przedmiotem jest już gorzej. - Dwa większe roczniki spowodowały, że potrzeba było więcej informatyków. Teraz widać już spadek zapotrzebowania – mówi. Dlatego w jednym LO uczy matematyki, a w drugim znalazła godzin z informatyki. Zresztą w tej drugiej szkole właśnie poszukują też matematyków - dwóch odchodzi na emeryturę. 

Nauczyciele wielu przedmiotów

Do listy najbardziej poszukiwanych przedmiotowców Rusiecki dołożyłby pozostałe przedmioty ścisłe, czyli biologię, fizykę, chemię. - Trzy lata temu szukaliśmy polonisty i nie było problemu. Wuefistów, nauczycieli języków obcych, edukacji dla bezpieczeństwa też nie brakuje. Rynek jest wysycony także osobami, które mają uprawnienia do nauczania przedmiotów humanistycznych jak wos, historia – zauważa. Na to wpływają także profile klas. Od trzech, czterech lat boom przeżywają klasy biologiczno-chemiczne. Wiele liceów nie oferuje już ani jednego profilu z rozszerzonym polskim czy historią, stąd i godzin dla nauczycieli tych przedmiotów jest mniej.

To że rynek ewidentnie się zmienia zauważa też Joanna Poselt, dyrektora przedszkoli Galileo i Familijna łódka w Łodzi. Kadrę ma skompletowaną, ale po latach braków z przyzwyczajenia przegląda ogłoszenia i na wszelki rozgląda się za nauczycielami wychowania przedszkolnego. - Po raz pierwszy od trzech, czterech lat widzę większą reaktywność na ogłoszenia. Czasem przez dwa miesiące wpływało jedno CV i to od osoby bez kwalifikacji. Teraz bez usilnych poszukiwań mamy już trzy zgłoszenia – opowiada. Kandydaci w ostatnich latach nie pracowali co prawda w zawodzie pedagogicznym, ale mają kwalifikacje i wykształcenie. - Ewidentnie wchodzimy w rynek pracodawcy – stwierdza Poselt.

Potwierdzają to kolejni dyrektorzy. Nawet techników i szkół branżowych, w których o kadrę zawsze było najtrudniej, bo potrzeba było specjalistów od przedmiotów zawodowych. Ci w prywatnych firmach dostawali o wiele lepsze warunki pracy. - Szukam dwóch nauczycieli przedmiotów zawodowych do klasy ogrodniczej i koniarskiej i jednego od przedmiotów ogólnych. Ale myślę, że dam radę. Bywało gorzej – przyznaje Milena Cybulska-Rakoczy, dyrektorka Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi.

Sporo nauczycieli przez ostatnie lata zyskało też uprawnienia do nauczania kolejnych przedmiotów. Stąd też trudniej osobom z zewnątrz o etat i mniej ogłoszeń od szkół. - Matematykę mamy obstawioną, ale dwóch nauczycieli przedmiotów ścisłych może też uczyć tego przedmiotu. Biologiczka zyskała uprawnienia do uczenia chemii, matematyczka poszła na fizykę. Z tych najtrudniejszych przedmiotów jesteśmy więc samowystarczalni – mówi Małgorzata Katarzyńska, wicedyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi.

O pracę coraz trudniej

Kolejna ważna kwestia, o której pisze też autor Dealerów Wiedzy, to godziny ponadwymiarowe. Przypomnijmy, że nauczycielskie pensum wynosi 18 godzin (liczba godzin przy tablicy). Część nauczycieli dostaje po dwadzieścia kilka godzin. „Widać to w statystykach mówiących, że średnio na nauczyciela przypadają ponad 4 godziny ponadwymiarowe albo w ogóle robi on po etacie w dwóch różnych szkołach (i tego nie widać w żadnych statystykach). Gdyby chcieć im zabrać te nadwyżkowe godziny i etaty, to brakujących nauczycieli liczylibyśmy w dziesiątkach tysięcy” – czytamy na stronie. Autor jednocześnie zaznacza, że większość nauczycieli wcale nie chce oddać tych nadgodzin lub dodatkowych etatów, bo „gołe pensum to mizerne wynagrodzenie.”

Przy okazji tego wątku nauczyciele zwracają uwagę na inną kwestię. - W LO, w którym uczę matematyki, gdy były podwójne roczniki, pani dyrektor poprosiła nas, żebyśmy wytrzymali i wzięli te prawie podwójne etaty, bo zaraz nam się to zluzuje. Inaczej musiałaby kogoś zatrudnić i potem zwolnić, a nie chciała tego robić – wspomina Jagoda Banaszczyk. W pewnym momencie miała 35 godzin, rekordzista dostał 40. - Było nam bardzo ciężko, ale rzeczywiście teraz, jak przeszły te podwójne roczniki, zostały nam już zwykłe etaty. Zluzowało się i będzie się jeszcze bardziej rozluźniać. Obsada będzie się kurczyć – mówi. Podejrzewa, że u niej w szkole za rok pełnych etatów nie będzie już dla dwóch informatyków i trzech historyków.

Podobną taktykę przyjął Maciej Rusiecki. Matematycy w V LO mają po 23 godziny. Gdyby mieli mieć standardowe pensum, musiałby szukać kogoś nowego. - I raczej bym nie znalazł - mówi. Cieszy się więc, że każdy przystał na jego propozycję, zwłaszcza, że teraz w V LO otworzą się tylko trzy klasy pierwsze. Rok temu było sześć, a odeszło pięć klas maturzystów (spadek ten nie wynika jednak z niżu, a z ograniczeń lokalowych szkoły i wymogów sanepidu). - Jeżeli nauczyciele mieli średnio po 20 godzin, to było z czego zabierać i obyło się bez drastycznych cięć – mówi.

Musiał pożegnać się jedynie z germanistą, katechetą i rusycystą, ten ostatni i tak mógł już odejść na emeryturę. Rusiecki jest przekonany, że za parę lat dojdzie jednak do takiej sytuacji i będzie musiał podziękować większej liczbie osób. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET