Próba zamachu na Zbigniewa Ziobro. Prokuratura chce 25 lat więzienia dla „króla dopalaczy”
Nazywany „królem dopalaczy” Jan S. wkrótce usłyszy wyrok. Prokuratura domaga się dla niego kary 25 lat więzienia za m.in. o podżeganie do zabójstwa ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, prokuratora Wojciecha Misiewicza i funkcjonariuszy policji. - Próbowano nadać tej sprawie charakter polityczny, tylko dlatego, że pokrzywdzonym jest były minister sprawiedliwości - podkreślała w mowie końcowej prokurator Ewelina Świętalska.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kiedy zapadnie wyrok przeciwko Janowi S.
- Jakie dowody zebrała prokuratura.
- Komu Jan S. zlecał zabójstwo ministra i prokuratora.
W Sądzie Okręgowym w Warszawie dobiega końca proces w głośnej sprawie przeciwko Janowi S. Sędzia Jolanta Marek-Trocha zamknęła już przewód sądowy. Natomiast podczas piątkowej (2 października) rozprawy mowę końcową wygłosiła prokurator Ewelina Świętalska z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
- Obrońcy sugerowali, że prowadzenie tej sprawy przez śledczych wykraczało poza prawo, a prokurator działał pod presją ministra sprawiedliwości. Nie złożyli jednak zawiadomienia, ani nie przedstawili na to dowodów - podkreślała prokurator.
„Próbowano nadać tej sprawie charakter polityczny”
Oskarżycielka publiczna zapewniała sąd, że postępowanie zostało przeprowadzone zgodnie z przepisami. - Próbowano nadać tej sprawie charakter polityczny, tylko dlatego, że pokrzywdzonym jest były minister sprawiedliwości - przekonywała.
Prokurator Świętalska wygłosiła obszerną mowę końcową, w której przypomniała ustalenia śledztwa. Jan S. miał namawiać swojego współpracownika Bartosza M. do zamachu na Zbigniewa Ziobro - ówczesnego ministra sprawiedliwości. W ten sposób chciał powstrzymać prowadzenie prac legislacyjnych skierowanych przeciwko rynkowi dopalaczy.
Jan S. proponował Bartoszowi M. przeprowadzenie zabójstwa ministra poprzez podłożenie ładunku wybuchowego pod samochód używany przez Ziobro, użycie trucizny lub substancji powodującej zawał krążeniowy, a także wykorzystanie pierwiastka radioaktywnego czy pobicie ze skutkiem śmiertelnym. W zamian za realizację zlecenia M. miał otrzymać od S. od 100 do 200 tysięcy złotych. Oskarżony planował również zdyskredytowanie ministra sprawiedliwości poprzez podrzucenie mu kompromitujących materiałów.
Bartosz M. był współpracownikiem Jana S., zajmującym się m.in. kwestiami chemicznymi przy produkcji dopalaczy. W procesie występuje jako świadek i oskarżyciel prywatny, bo S. groził mu, gdy odmówił wykonania zlecenia. Mężczyzna w końcu poszedł na współpracę z prokuraturą. Dokumentował korespondencję z Janem S. na komunikatorze Telegram i komunikował się bezpośrednio z prokuratorem Wojciechem Misiewiczem.
Jan S. o Ziobro: „To jest ogólnie do odjeb****"
Prokurator Świętalska przypomniała również zeznania Jakuba K., który przebywał wraz z S. w amsterdamski areszcie śledczym. Wynikało z nich, że 26 października 2018 roku S. przekazał K., że byłby w stanie zapłacić osobie, która podjęłaby się pozbawienia życia ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro.
- Świadek zeznał, że w czasie, gdy Jan S. przebywał w więzieniu deportacyjnym, zadzwonił do niego i powiedział w trakcie rozmowy telefonicznej, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, cytuję: „To jest ogólnie do odjeb****". Oskarżony w trakcie rozmowy mówił też o eliminacji prokuratora prowadzącego sprawę - mówiła prokurator .
Chodziło o prokuratora Wojciecha Misiewicza. S. zarzucał mu, że niszczy jego interes dopalaczowy. Obwiniał go również o to, że przez jego działania musiał ukrywać się w Holandii. „Król dopalaczy” nie krył oburzenia, że Misiewicz wezwał na przesłuchania członków jego rodziny.
„Dlatego teraz weźmiesz gnata i odstrzelisz Wojtka" - miał napisać Jan S. do Bartosza M. poprzez komunikator Telegram.
Oskarżony wskazywał również inne sposoby pozbycia się śledczego, m.in. zakażenie go wirusem HIV. Planował także stworzenie fałszywych materiałów wideo i zdjęć przy użyciu technologii deepfake, przedstawiających osoby przypominające prokuratora w wyreżyserowanych sytuacjach z nieletnimi lub prostytutkami.
Ofiar Jana S. miało być więcej
Jan S. podżegał również do zabójstwa policjantów prowadzących śledztwo. Zlecał Bartoszowi M. przeszukiwanie mediów społecznościowych, w celu ustalenia danych członków rodzin i znajomych funkcjonariuszy.
- Jan S. przekazał również M., że ma dostęp do danych osobowych policjantów prowadzących śledztwo i może ustalić adresy ich zamieszkania - podkreślała prokurator.
Ponadto z zeznań Bartosza M. wynika, że oskarżony, posługując się kontem o nazwie Predator, na forach internetowych zamieszczał negatywne posty pod adresem funkcjonariuszy policji prowadzących śledztwo.
Prokurator Ewelina Świętalska skwitowała swoją mowę końcową prosząc sąd o karę 25 lat pozbawienia wolności dla Jana S. oraz utratę praw publicznych na 10 lat. Wniosła również o podanie informacji o wyroku do wiadomości publicznej. Na kolejnej rozprawie mowy końcowe wygłoszą obrońcy oskarżonego. Po nich sąd ogłosi wyrok.
Jan S. był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w jego sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 r.
Jan S. był oskarżony także w innym procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. W 2023 roku został skazany nieprawomocnie na 12 lat więzienia i 225 tys. zł grzywny za kierowanie grupą handlującą dopalaczami oraz narażanie życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób. Pięć z nich zmarło. W czerwcu 2026 roku sąd odwoławczy uchylił zaskarżoną część rozstrzygnięć wyroku I instancji i nakazał powtórzenie procesu.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET