`

Prokurator Kosmaty: W sprawie Jarosławy Ziętary udział służb był niewątpliwy. Pytanie, jak duży

4 min. czytania
22.01.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

- Jarosław Ziętara był bardzo młodym dziennikarzem ze świetnymi kontaktami. Mógł być wykorzystywany przez służby do różnych rozgrywek. Mam nadzieję, że dowiemy się tego z akt służb specjalnych, które czytają teraz prokuratorzy - mówi w rozmowie z  RadioZET.pl prokurator Piotr Kosmaty.  

fot. Lukasz Gdak/East News

1 września 1992 r. w Poznaniu zaginął 24-letni dziennikarz Jarosław Ziętara. Policja i prokuratura przez lata nie potrafiła wyjaśnić, co się stało. Dopiero w 2011 roku, po przeniesieniu śledztwa do Krakowa, ustalono, że reporter “Gazety Poznańskiej” został porwany i zamordowany.  

W 2015 roku prokurator Piotr Kosmaty skierował do sądu pierwszy akt oskarżenia w sprawie śmierci Jarosława Ziętary. Krakowski śledczy oskarżył Aleksandra Gawronika o podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Były senator miał namawiać ochroniarzy firmy Elektromis do pozbycia się Ziętary. Dziennikarz miał śledzić nielegalne interesy przedsiębiorstwa. 

Redakcja poleca

Proces zakończył się jednak prawomocnym uniewinnieniem byłego senatora. Do sądu trafił również akt oskarżenia przeciwko ochroniarzom Elektromisu Mirosławowi R. i Dariuszowi L., którzy mieli porwać Ziętarę. W pierwszej instancji prokuratura poniosła kolejną porażkę, bo sąd uniewinnił oskarżonych. W ubiegłym tygodniu Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał przełomową decyzję o uchyleniu wyroku uniewinniającego. Przewodniczący sędzia Maciej Świergosz stwierdził nawet, że dowody w tej sprawie “są wystarczające do skazania oskarżonych”. Proces musi jednak odbyć się ponownie.  

Kilka dni później “Gazeta Wyborcza” ujawniła, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego udostępniła prokuraturze dokumenty dotyczące sprawy Jarosława Ziętary. O to, czy informacje z archiwum służb specjalnych mogą pomóc w wyjaśnieniu zagadki śmierci dziennikarza, pytamy prokuratora dra Piotra Kosmatego z Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Krakowski śledczy jako pierwszy ustalił rolę służb w sprawie Ziętary i sformułował pierwszy akt oskarżenia w sprawie zabójstwa dziennikarza.  

Mateusz Kapera: Ostatnie wydarzenia przybliżają nas do wyjaśnienia sprawy śmierci dziennikarza Jarosława Ziętary? 

Prokurator Piotr Kosmaty: - W  kilkudziesięcioletniej już batalii o prawdę w tej sprawie na pewno jest to światło w tunelu. Szczególnie mam na myśli wyrok z początku grudnia, który nakazał przeprowadzenie ponownego procesu dotyczącego porwania i pomocnictwa w zabójstwie Ziętary.  Po tylu różnych moich przejściach z poznańskim wymiarem sprawiedliwości poczułem satysfakcję, choć bardzo gorzką.  

Dlaczego? 

- Bo to co mówił sędzia w ustnym uzasadnieniu, było już w moim akcie oskarżenia z 2015 roku przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi. Niestety, nie spotkało się to wówczas z przychylnością sądów. Tymczasem kilka dni temu Sąd Apelacyjny w Poznaniu ocenił dowody, które wcześniej już były przedstawione, jako wystarczające do skazania oskarżonych Mirosława R. i Dariusza L. (ochroniarzy Elektromisu, którzy mieli porwać Ziętarę - przyp. red.). Przez wiele lat odmawiano wiarygodności świadkom, których przedstawiłem pomimo mojej argumentacji. Teraz sąd stwierdził, że zeznania jednego z głównych świadków, Macieja B. ps. Baryła, są wiarygodne.  To był człowiek, który w czerwcu 1992 roku był świadkiem tego, jak Aleksander Gawronik podżegał do zabójstwa dziennikarza. 

Sprawa byłego senatora Aleksandra Gawronika jest już zamknięta, bo zakończyła się prawomocnym uniewinnieniem. Natomiast do skazania porywaczy Ziętary droga jest otwarta. Wkrótce ruszy ponowny proces przeciwko Mirosławowi R. i Dariuszowi L. Jak dowiedzieliśmy się kilka dni temu, prokuratura zapoznaje się z archiwalnymi dokumentami Urzędu Ochrony Państwa. Po co? 

- Cofnijmy się do początków tej historii.  Poznańska prokuratura w latach 90. otrzymała od ówczesnego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (dziś Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji) Andrzeja Milczanowskiego zapewnienie, że w archiwach służb specjalnych nie ma śladu po kontaktach służb specjalnych z Jarosławem Ziętarą. 

 Natomiast od początku materiał dowodowy wskazywał na to, że był udział służb w sprawie  Ziętary. W 2012 roku udało mi się uzyskać dokumenty, mimo że zapewniano o ich braku, z Agencji Wywiadu, z których wynika, że w 1992 roku Jarosław Ziętara był w głębokim zainteresowaniu ówczesnego zarządu Urzędu Ochrony Państwa, czyli odpowiednika obecnej Agencji Wywiadu. Agent, który był odpowiedzialny za zwerbowanie  dziennikarza, spotykał się z nim, rozmawiał i nakłaniał go do służby.  Jeszcze przed porwaniem Jarosław Ziętara zrezygnował z tej propozycji, bo czuł się dziennikarzem. Nie potrafiłby dostosować się do rygorów zhierarchizowanej instytucji. 

Na tym zakończył się wątek służb w życiu Ziętary? 

- W śledztwie ustaliliśmy, że Jarosław Ziętara odwiedzał budynek UOP w Poznaniu. Dotarłem do ksiąg wejść i wyjść z tamtego okresu. Widzieli go też świadkowie. Ziętara był młodym dziennikarzem, ale miał informacje i kontakty, które zwykle posiadają  doświadczeni reporterzy. Mógł więc być wykorzystywany przez służby do różnych rozgrywek. Udział służb w sprawie Ziętary był niewątpliwy. Jak duży? Mam nadzieję, że dowiemy się tego z akt służb specjalnych, które czytają teraz prokuratorzy.  

Redakcja poleca

Jak wynika z ustaleń śledztwa, Ziętara zginął, bo naraził się ludziom związanym z Elektromisem. Firmą, która wówczas działała w szarej strefie gospodarczej. Możemy założyć, że służby podrzuciły Ziętarze informacje na jej temat, co sprowadziło na niego niebezpieczeństwo? 

- Z bardzo dużym prawdopodobieństwem można przyjąć taką hipotezę. Świadczą o tym przeprowadzone dowody w śledztwie. Rzeczywiście w pewnym momencie mogło dojść do tego, że służbom sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ziętara dostał pewien materiał i wpadł w bardzo niebezpieczną sytuację, w której nikt już nie mógł mu pomóc. Być może dlatego przez wiele lat służby twierdziły, że nie miały z tym nic wspólnego. 

Czyli kłamały. 

- Stosując zasadę zero-jedynkową można jednoznacznie stwierdzić, że kłamały. Przesłuchałem jako świadka byłego szefa UOP Gromosława Czempińskiego, który powiedział, że wraz z generałem Sławomirem Petelickim pojechali do Poznania, aby wyjaśnić sprawę Ziętary z funkcjonariuszami poznańskiego UOP. To zeznanie było dowodem na zainteresowanie ze strony służb sprawą dziennikarza. Co więcej, minister Andrzej Milczanowski dał ochronę Biura Ochrony Rządu (dziś Służba Ochrony Państwa) ówczesnemu redaktorowi naczelnemu WPROST, gdy ten miał spotkać się z szefem Elektromisu. Milczanowski miał powiedzieć wtedy szefowi tygodnika: “Mamy już dość kłopotów z jednym dziennikarzem”. 

Możemy wykluczyć, że to służby stoją za porwaniem i śmiercią dziennikarza? 

 - Nie było najmniejszych dowodów na to, że służby stały za śmiercią, czy porwaniem Jarosława Ziętary. O to zostały oskarżone inne osoby. Sytuacja jest czysta, choć być może kiedyś poznamy nowe informacje. 

Dzięki pana pracy wiemy, że Jarosław Ziętara nie zaginął, a został zamordowany. Poznaliśmy również wpływ służb na tę sprawę. Czy jest szansa, że dowiemy się, gdzie jest ciało Ziętary? 

 - Wykonałem szereg czynności w poszukiwaniu ciała. Każda informacja, która pojawiła się w śledztwie, była sprawdzona. Chociaż miałem sporo tzw. wrzutek, czyli mylących tropów, które wydłużały postępowanie.  

Natomiast z zeznań świadków, którzy mieli wiedzę w tej sprawie, ewidentnie wynika, że prawdopodobnie zwłoki ani szczątki nie zostaną odnalezione. Według nich zostały po zabójstwie skutecznie zlikwidowane. Pojawiły się informacje o użyciu kwasu i mieleniu kości. Prochy miały zostać rozsypanie nad jakimś zbiornikiem wodnym.  Jeżeli do takiej sytuacji doszło, to możliwość ich znalezienia jest znikoma.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET