Za działkę klefedronu mniej niż za piwo. W Polsce kwitnie produkcja narkotyków syntetycznych
- Żeby wyprodukować amfetaminę trzeba było mieć wiedzę chemiczną. W przypadku pochodnych mefedronu nie trzeba mieć żadnej wiedzy. Wystarczy stodoła, beczka i mieszadło - opowiada w rozmowie z RadioZET.pl dr Waldemar Krawczyk, biegły sądowy w zakresie badań narkotyków.
Centralne Biuro Śledcze Policji zabezpieczyło w 2025 roku ponad 29 ton narkotyków i zlikwidowało 58 laboratoriów produkujących środki odurzające oraz 25 plantacji konopi. Polska w latach 90. była liderem w produkcji amfetaminy. Dziś praktycznie nie ma już nielegalnych laboratoriów produkujących tę substancję.
Grupy przestępcze zaczęły zajmować się produkcją innych narkotyków syntetycznych - głównie mefedronu i klefedronu. O tym, jak zmieniła się produkcja narkotyków w Polsce, opowiada jeden z najbardziej uznanych biegłych sądowych w zakresie badań narkotyków.
Mateusz Kapera: Jak to się stało, że Polska w latach 90. stała się liderem w produkcji amfetaminy na skalę światową?
Dr Waldemar Krawczyk: - Jest to związane ze zmianami ustrojowymi w Polsce. Za czasów komunizmu właściwie nie było w Polsce prawdziwych narkotyków. Zdarzało się, że ktoś uprawiał marihuanę, ale o bardzo małej zawartości THC (składnik chemiczny marihuany). Był jeszcze bardzo niebezpieczny polski kompot, który produkowano ze słomy makowej.
Nikt jednak nie słyszał wtedy o narkotykach syntetycznych. Dopiero po otwarciu granic na początku lat 90. było bardzo duże zapotrzebowanie na amfetaminę w krajach skandynawskich, co bardzo szybko zainteresowało polskie grupy przestępcze. Zaczęły one produkować w Polsce amfetaminę głównie dla Skandynawii. W naszym kraju jeszcze nie funkcjonował rynek dla tej substancji. Polskie grupy przestępcze wyróżniały się tym, że sprzedawały amfetaminę bardzo dobrej jakości w porównaniu z tą, która wcześniej produkowana była głównie w Holandii.
Coraz więcej grup przestępczych zaczęło eksportować amfetaminę do Szwecji, ale również do Finlandii czy Norwegii. Potem pojawił się rynek polski, bo w końcu znaleźli się klienci. Pod koniec lat 90., kiedy był największy rozkwit nielegalnej produkcji amfetaminy w Polsce, byliśmy po Holandii na drugim miejscu, jeśli chodzi o produkcję tego narkotyku. Przez pewną specyfikę syntezy polska amfetaminy była dużo bardziej czystsza niż holenderska.
Dlaczego?
- Polskie grupy przestępcze zwykle miały dobrze wykształconych chemików. Tymczasem w Holandii głównie byli to ludzie, którzy nie byli po studiach chemicznych. Produkowali amfetaminę z instrukcji, którą ktoś im przedstawił. W późniejszym okresie w Polsce było coraz mniej chemików pracujących dla grup przestępczych. Ci, którzy dalej współpracowali, byli w ukryciu, nie pracowali bezpośrednio przy produkcji amfetaminy. Chemicy z zasady nie są zawodowymi przestępcami, dlatego najczęściej grupy przestępcze wpadały przez ich błędy: albo się komuś wygadali o tym, co robią, albo swoich zachowaniem zwrócili uwagę policji.
Co było powodem tego, że świetnie wykształceni chemicy decydowali się podjąć przestępczą działalność?
- Głównie chodziło o pieniądze. W latach 90. chemicy zarabiali słabe pieniądze na uczelniach. Tłumaczyli się, że pracując na wydziałach chemii, mieli pod ręką odczynniki, więc zaczynali produkcję na niewielką skalę, chcąc jedynie dorobić sobie do pensji. Niektórzy z nich jednak później rozwinęli swoją działalność na współpracę z grupami przestępczymi.
Trudno produkuje się narkotyki?
- Podstawą nielegalnego laboratorium narkotyków jest wiedza, czyli musi być chemik, który będzie wiedział, co chce syntezować. Następnie potrzebny jest sprzęt i chemikalia do produkcji. Dlatego w latach 90. grupy, które nie współpracowały z chemikami, nie miały szans, żeby zorganizować produkcję amfetaminy. Dziś to już się jednak trochę zmieniło. Często nie potrzeba chemików, żeby wyprodukować np. popularny mefedron czy jego pochodne. Zachodzi tak prosta synteza, że praktycznie każdy może go wytworzyć.
Jak wygląda nielegalne laboratorium narkotykowe?
- W nielegalnych laboratoriach nie dba się o czystość i jakość produkcji. Wszystko sprowadza się do tego, żeby było jak najtaniej, bo wtedy jest największy zysk. Laboratoria mogą powstawać wszędzie. W latach 90. to były nieduże budynki, w których produkowano 2-3 kg amfetaminy w ciągu 3-4 dni. Ważne, żeby był dostęp do prądu i wody, dlatego prawie każde pomieszczenie nadawało się do tego, żeby w nim zorganizować laboratorium: od mieszkań w blokach, po porzucone budynki gospodarcze w odległych miejscach. Szczególnie dobrze zapamiętałem pewne bardzo eleganckie mieszkanie wyłożone boazerią. W środku znajdowała się jednak aparatura do produkcji narkotyków.
Początkowo przy skali produkcji kilku kilogramów narkotyków w laboratoriach znajdował się podstawowy sprzęt, jak kolby czy czasze grzejne. Można było je kupić w hurtowni chemicznej. Kolby były bardzo popularne przez całe lata 90. Największe miały pojemność 20 litrów. Policja często dogadywała się z hurtowniami i monitorując zakupy, docierała do przestępców produkujących narkotyki.
Potem pojawiły się reaktory adaptowane z beczek po piwie. Miały od 30 do 50 litrów pojemności, a w końcu nawet 200. Jak zwiększono skalę produkcji narkotyków, w nielegalnych laboratoriach zaczął pojawiać się sprzęt, w który grupy przestępcze wyposażały się na specjalne zamówienie. W Holandii, gdzie jest największa produkcja narkotyków syntetycznych, reaktory mają nawet 1 tys. litrów pojemności. Nie są już przerabiane z beczek po piwie, tylko produkowane specjalnie dla grup przestępczych pod określoną metodę syntezy narkotyków.
A jak przestępcy zdobywają prekursory, czyli substancje potrzebne do produkcji narkotyku?
- Jak porównamy lata 90. do obecnych czasów, to mamy przepaść, jeśli chodzi stosowanie prekursorów. W przypadku amfetaminy podstawowym prekursorem był zawsze BMK, czyli benzylometyloketon. Na początku lat 90. nie był kontrolowany, więc można było go kupić bez problemu w hurtowni chemicznej wraz z odczynnikami. Miał jednak bardzo mało zastosowań legalnych, więc trudno było później uzasadnić jego wykorzystanie.
Gdy problem amfetaminy w Europie narastał i zaczął być również problemem społecznym, to pojawił się pomysł, aby zacząć kontrolować prekursory. BMK zostało wpisane na listę substancji kontrolowanych. Komisja Europejska decyduje o tym, co jest prekursorem do produkcji narkotyków. Państwa członkowskie same jednak określają, co jest uznawane za narkotyk. Regulacje unijne dotyczące prekursorów utrudniły działanie grup przestępczych.
Utrudniły, ale nie zlikwidowały działalności narkotykowej…
- Przez pewien czas problemem była Rosja, która miała dwie duże fabryki BMK. Przestępcy przemycali więc ze wschodu prekursor służący produkcji amfetaminy. W końcu udało się doprowadzić do zamknięcia tych fabryk. Przez pewien czas spadła znacznie produkcja amfetaminy, bo nigdzie nie było dostępnego prekursora. Nie jest go też łatwo wyprodukować z innych odczynników. Do gry włączyły się jednak Chiny, które zaczęły produkować odczynnik pozwalający stworzyć BMK. Przestępcy zaczęli masowo zamawiać legalne odczynniki z Chin, z których przez proste wymieszanie dwóch składników, uzyskiwało się BMK.
Później część pre-prekursorów, z których produkuje się BMK, zostało wprowadzone na listę substancji kontrolowanych. Chińczycy zareagowali na to stworzeniem jeszcze innych substancji, z których można wyprodukować BMK. To jest zabawa w kotka i myszkę.
Mimo to policjanci nie tracą cierpliwości. W 2025 roku CBŚP zlikwidowało 58 laboratoriów narkotykowych. Dla porównania w roku 2000 wykryto 14 laboratoriów, które produkowały wyłącznie amfetaminę i BMK. Jak przez te lata zmieniła się produkcja narkotyków w Polsce?
- Dramatycznie. Dawniej miejsca nielegalnej produkcji narkotyków faktycznie wyglądały jak laboratoria. Nawet, jak ktoś nie był chemikiem, to od razu mógł je rozpoznać, bo były kolby, czasze grzejne i zestawy do destylacji. Wszystko to co każdemu kojarzy się z laboratorium chemicznym.
Dzisiejsze laboratoria praktycznie nie produkują już amfetaminy, tylko mefedron czy klefedron. W tej chwili te substancje są największym problemem na polskim rynku narkotykowym. Miejsca, w których produkuje się te narkotyki, nie przypominają typowych laboratoriów. Może być to np. stodoła, bo do produkcji wystarczy kilka beczek i mieszadła.
Mefedron czy klefedron są łatwiejsze w produkcji, ale czy bardziej niebezpieczne niż amfetamina?
- Często mówi się, że jest to kokaina dla ubogich. Prymitywna metoda syntezy powoduje, że jest w tych substancjach dużo różnych zanieczyszczeń chemicznych. Na rynku narkotykowym bardzo rzadko znajduje się dobrej jakości mefedron czy klefedron.
A właśnie ten ostatni jest dziś najbardziej popularnym narkotykiem w Polsce…
- Klefedron i klofedron to w tej chwili zdecydowanie najbardziej popularne narkotyki syntetyczne w Polsce. Są one niebezpieczne głównie przez zanieczyszczenia. Żeby wyprodukować amfetaminę, trzeba było mieć wiedzę chemiczną. W przypadku pochodnych mefedronu nie trzeba mieć żadnej wiedzy. Jest ona potrzebna na etapie oczyszczania, ale wyłącznie do tego, że wyprodukować dobrej jakości produkt. Jeżeli chodzi o towar na ulicy, to bardzo często nic się w nim nie oczyszcza, jedynie odparowuje się rozpuszczalniki. Oczyszczanie narkotyków to jest najdroższy element procesu, a przecież grupy przestępcze chcą zarabiać pieniądze, a nie je wydawać.
Dlaczego Polacy rzadziej sięgają po kokainę, popularną w innych krajach, a częściej po substancje syntetyczne?
- Zdecydowanie wpływa na to cena. Gram dobrej jakości kokainy kosztuje nawet 600 zł, w zależności od czystości ceny wahają się między 300 a 600 zł. Natomiast jeden gram mefedoronu czy klefedronu kosztuje 20 zł, widać więc przepaść cenową. Jeden gram to jest od pięciu do dziesięciu działek (jednorazowa porcja). Wychodzi cztery złotych za działkę. Czyli mniej niż za piwo. Przerażające jest to, jak niskie są ceny narkotyków syntetycznych.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET