`

Senator Lenz tłumaczy się z afery. „Drugie dno i prywatne motywy dyrektora"

3 min. czytania
07.05.2026 12:10
Obserwuj nas na Google

Koalicja Obywatelska oczekuje wyjaśnień od senatora Tomasza Lenza w związku z kontrowersyjnym zabiegiem jego syna w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim. NFZ nałożył na placówkę 134 tys. zł kary, a rzeczniczka klubu KO zapowiada wyciągnięcie konsekwencji. Tymczasem senator przerywa milczenie, twierdząc, że cała afera ma podłoże prywatne i jest wynikiem niechęci dyrektora szpitala.

Senator Lenz
fot. Pawel Wodzynski

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są wyniki kontroli NFZ w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim.
  • Dlaczego senator Lenz zarzuca dyrektorowi szpitala działanie na szkodę.
  • Co wyjaśnia senator Lenz o przebiegu zabiegu syna.
  • Które aspekty sprawy będzie rozpatrywać prokuratura.

Sprawa senatora Lenza. Rzeczniczka KO: Oczekujemy wyjaśnień

Wciąż nie milkną echa sprawy Senatora Lenza, którego syn miał mieć zabieg w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim z pominięciem procedur. W środę poznaliśmy wyniki kontroli NFZ w placówce - jej efektem jest kara 134 tys. zł nałożona na szpital, który ma teraz 14 dni na odwołanie się. 

Głos w sprawie zabrała Dorota Łoboda, rzeczniczka klubu Koalicji Obywatelskiej. - Nikt nie stoi ponad prawem i nikt nie może nadużywać swojej władzy w żaden sposób. Oczekujemy od senatora Lenza szczegółowych wyjaśnień, bo każde takie postępowanie powinno skutkować konsekwencjami - powiedziała.

Dodała, że w przyszłym tygodniu zbierze się kolegium klubu, na którym sprawa będzie omawiana i podjęte zostaną ewentualne decyzje. - Wygląda na to, że kontrola potwierdziła doniesienia medialne, więc pan senator powinien przeprosić - stwierdziła. Oceniła też, że „szpital również ponosi odpowiedzialność za to, że działa wbrew procedurom".

- Nie może być tak, że przychodzi poseł, senator, czy ktokolwiek, kto jest gdzieś u władzy i zarządza ręcznie placówką. Prawo jest prawem i zapewne szpital będzie musiał ponieść koszty tego zdarzenia - powiedziała rzeczniczka klubu Koalicji Obywatelskiej. 

Lenz zabrał głos: Sprawa ma drugie dno

Sam senator Lenz przez długi czas nie zabierał głosu w sprawie. Po pierwszych doniesieniach medialnych wydał jedynie oświadczenie, w którym zapewniał, że posiada pełną dokumentację medyczną i skieruje zawiadomienie do prokuratury wobec dyrektora Szpitala w Aleksandrowie Kujawskim. W czwartek polityk zdecydował się jednak porozmawiać z mediami o swojej perspektywie w tej sprawie. 

Redakcja poleca

- Cieszę się bardzo, że zakończyła się kontrola NFZ. Okazało się nagle, że dyrektor szpitala twierdzi, że dokumentacja z zabiegu jest i podobno znajduje się w szpitalu. Od samego początku mówiliśmy, że zabieg odbył się zgodnie z zasadami sztuki - powiedział. 

- Dlatego teraz mam nadzieję, że pan dyrektor ujawni teraz swoje motywy i wyjaśni, dlaczego tej dokumentacji nie wpisał do systemu w szpitalu. To jest sprawa do prokuratury, którą zawiadomiliśmy - dodał. Twierdzi przy tym, że gdyby dyrektor wprowadził dokumentację do systemu, to szpital nie otrzymałby kary. 

Zdaniem senatora Lenza sprawa ma „drugie dno". - Dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim jest osobą, która wobec mnie prowadzi działania negatywne, szkalujące moją osobę, i ma ku temu powody prywatne. To już rozstrzygnie sprawa w prokuraturze - wyjaśnił. 

Co dokładnie wydarzyło się w szpitalu?

Senator rzucił też nieco więcej światła na sprawę samej procedury medycznej. - W niedzielę udałem się z moim małoletnim synem do przychodni lekarskiej. Tam lekarz stwierdził, że bez pomocy anestezjologa nie jest w stanie wykonać zabiegu ze względu na zły stan zdrowia dziecka: ropiejącą stopę oraz wysoką gorączkę - powiedział. 

- Ta przychodnia ma umowę ze szpitalem w Aleksandrowie o pomocy weekendowej. W związku z tym lekarz skierował nas do szpitala i poinformował ordynatora telefonicznie o tym, że ma pacjenta, z którym nie jest w stanie przeprowadzić zabiegu w przychodni i zgodnie z kodeksem etyki lekarskiej zwraca się o pomoc w dokonaniu zabiegu na dziecku, które ma prawie 40 stopni gorączki - wyjaśnił. 

Dodał, że ordynator szpitala przyjął pacjenta, dokonał oględzin, po czym wykonano zabieg. - Ja odebrałem dziecko ze szpitala wieczorem. Lekarz wystawił dokumentację tego zabiegu, której dyrektor nie wprowadził do systemu, za co szpital dostał karę. Dlaczego tego nie zrobił? Tym zajmie się prokuratura - powiedział.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET