Śmierć w Tatrach. Skandaliczne zachowanie turystów. "Przechodzi ludzkie pojęcie"
Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego podsumowali długi listopadowy weekend w górach. Zwrócono uwagę nie tylko na wypadki, ale i skandaliczne zachowanie pewnej grupy turystów, która zmyliła śmigłowiec ratunkowy lecący ratować ludzkie życie.
Skandaliczne zachowanie turystów. Zmylili śmigłowiec ratunkowy
O przykrym i niepokojącym incydencie, do którego doszło podczas długiego weekendu w polskich górach, poinformowali ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. "Chcieliśmy skrytykować zachowanie niektórych osób, które, będąc na Rusinowej Polanie, niepotrzebnie unosiły obydwie ręce w górę, tworząc literę »Y«, myląc załogę śmigłowca, która w tym momencie starała się zlokalizować miejsce, w którym znajdował się turysta z zatrzymaniem krążenia" - czytamy w zamieszczonym wpisie. Ratownicy po zlokalizowaniu miejsca zdarzenia przejęli czynności resuscytacyjne i śmigłowcem przetransportowali turystę do szpitala w Zakopanem. Niestety mimo wysiłku bardzo wielu osób zmarł z szpitalu. Przypomnijmy, że znak "Y" wcale nie jest w tej sytuacji przypadkowy. Gdy nad naszymi głowami krąży śmigłowiec ratunkowy w górach, wyróżnia się dwie podstawowe pozycje:
- Sylwetka ułożona w kształt litery "Y" z obiema rękami uniesionymi do góry - oznacza, że potrzebujemy pomocy,
- Sylwetka w kształcie litery N, czyli jedna ręka opuszczona, druga w górze - oznacza, że pomoc jest niepotrzebna.
Unoszenie rąk lub machanie w kierunku śmigłowca może więc niepotrzebnie zmylić załogę i zabrać im cenny czas w momencie, gdy pomoc potrzebna jest komuś innemu.
Internauci oburzeni: "To przechodzi ludzkie pojęcie"
Incydent opisany przez ratowników TOPR wywołał lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Wielu internautów oburzyło zachowanie turystów, którzy niepotrzebnie zmylili załogę śmigłowca ratunkowego. "To, co się wyprawia, przechodzi ludzkie pojęcie... Ludzie nie znają podstaw, dosłownie sam doświadczyłem tego kilka razy, pytając tak z ciekawości, czy znają numer alarmowy w górach - to zdziwienie... Przykre jest to wszystko niestety" - napisał pan Łukasz. Podobną historią podzieliła się również pani Sandra.
"Kilka lat temu mieliśmy podobną sytuację przy Czarnym Stawie. Znaleźliśmy chłopaka, który pilnie potrzebował pomocy, ponieważ spadł z dużej wysokości. Mąż dzwonił po pomoc, helikopter krążył dobre kilkanaście minut nad nami - 3/4 osoby, które tam były, machały i śmiały się... Ratownicy powiedzieli mężowi, że nie wiedzą, gdzie lądować, że albo zrobimy miejsce, albo odlatują i zostaniemy tak pokierowani, żebyśmy mogli sami go sprowadzić... Tyle, że chłopak już odpływał, miał spore rany otwarte, więc błagaliśmy, żeby wylądowali. W końcu z kilkoma osobami dosłownie biegaliśmy wśród ludzi i krzyczeliśmy, że mają przestać machać" - napisała pani Sandra. Biorąc pod uwagę zamieszczane komentarze, podobnych historii jest znacznie więcej. Pamiętajmy, że w górach należy zachowywać się odpowiedzialnie, a machanie do śmigłowca ratunkowego, gdy nie potrzebujemy pomocy, może zmylić ratowników i odebrać im cenny czas na ratowanie życia potrzebujących osób.
Źródło: Radio ZET/TOPR
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET