Śmiertelny karambol na S7. Przerażająca relacja świadka
W wyniku karambolu na trasie S7 zginęły cztery osoby, a kilkanaście zostało rannych. Wśród poszkodowanych są dzieci. Jak mówi Radiu ZET jeden ze świadków tragedii, długo nie zapomni tego, co zobaczył na miejscu katastrofy. – Auta totalnie zmiażdżone. Ludzie biegali z apteczkami, próbowali pomagać wszystkim dookoła – wspomina.
Karambol na S7. Relacja świadka: straszny widok. Auta totalnie zmiażdżone
Sprawą karambolu na drodze S7 w Borkowie pod Gdańskiem zajmuje się prokuratura w Pruszczu Gdańskim. W wyniku zderzenia się ponad 20 pojazdów zginęły cztery osoby, a kilkanaście zostało rannych. Wśród poszkodowanych są dzieci.
Jak mówi Radiu ZET jeden ze świadków karambolu, przed przyjazdem służb na pomoc poszkodowanym natychmiast ruszyli inni kierowcy. – Ludzie tam biegali z apteczkami i gaśnicami. Wziąłem paczkę rękawiczek jednorazowych i pobiegałem tam, żeby zobaczyć, co tam się dzieje, żeby pomóc – opowiada. – Tam był wielki chaos, ludzie biegali, próbowali pomagać wszystkim dookoła. Straszny widok. Auta totalnie zmiażdżone, ludzie zakleszczeni w samochodach – wspomina.
Odcinek trasy S7, na którym doszło do tragedii, jest obecnie remontowany. Obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 30 km na godzinę. – Tam nie ma oświetlenia, żadnych lamp – mówi nasz rozmówca. I dodaje, że warunki pogodowe tego wieczoru nie były niepokojące. – Było sucho, bez deszczu. Jak na noc to nawet dość jasno. Księżyc ładnie świecił – zaznacza. Według śledczych miejscowo mogły się jednak pojawiać mgły ograniczające widoczność.
Karambol pod Gdańskiem. 37-letni kierowca ciężarówki zostanie przesłuchany
Policja zatrzymała 37-letniego kierowcę jednej z ciężarówek, która najechała na inne samochody. W momencie wypadku był trzeźwy. Służby sprawdzają, czy nie był pod wpływem środków odurzających. W niedzielę mężczyzna zostanie przesłuchany. Ponadto biegli zbadają tachograf i telefon 37-latka. Śledztwo będzie prawdopodobnie dotyczyć spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Przestępstwo to jest zagrożenie karą do 10 lat wiezienia.
W czynności na miejscu wypadku zaangażowanych było kilkudziesięciu policjantów, którzy pod nadzorem prokuratora wykonywali m.in. oględziny miejsca wypadku, zabezpieczano ślady, rozmawiano ze świadkami i ustalano osoby pokrzywdzone, do których funkcjonariusze docierali w szpitalach. Do oględzin policjanci wykorzystali również skaner 3D.
Źródło: Radio ZET