`

Śmierć na egzaminie. 18-latki nie udało się uratować. "Był czas na reakcję"

3 min. czytania
14.06.2023 14:53
Obserwuj nas na Google

Nowe fakty ws. tragicznej śmierci w Szaflarach. Na przejeździe kolejowym podczas egzaminu na prawo jazdy zginęła 18-letnia kursantka. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu w procesie odwoławczym utrzymał w mocy wyrok dla egzaminatora prawa jazdy. Sąd pierwszej instancji skazał mężczyznę na 1,5 roku więzienia.

karetka
fot. Damian Klamka/East News (zdj. ilustracyjne)

Do tragedii podczas egzaminu na prawo jazdy doszło pod koniec sierpnia 2018 roku. Wypadek wydarzył się na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Szaflarach koło Nowego Targu. Samochód prowadzony przez zdającą egzamin na prawo jazdy 18-latkę zatrzymał się na przejeździe kolejowym. Po chwili w pojazd wjechał pociąg prowadzony przez kandydata na maszynistę. Egzaminator zdążył przed zderzeniem uciec z samochodu, zostawiając w nim kursantkę. Kobieta mimo prowadzonej akcji ratunkowej zmarła.

18-latka zginęła na przejeździe kolejowym. Jest wyrok dla egzaminatora

We wrześniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy w Nowym Targu skazał 66-latka na 1,5 roku więzienia i zapłatę 150 tys. zł nawiązki na rzecz rodziny zmarłej. Sąd uznał Edwarda R. za winnego niezatrzymania samochodu przed niestrzeżonym przejazdem kolejowym i nieudzielenia pomocy zmarłej 18-latce. Sąd pierwszej instancji uznał, że oskarżony nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa ruchu drogowego w trakcie państwowego egzaminu praktycznego na prawo jazdy.

W zakończonym w środę procesie odwoławczym Sąd Okręgowy w Nowym Sączu zaskarżony wyrok pierwszej instancji utrzymał w mocy. Zwolnił też oskarżonego i oskarżyciela posiłkowego od ponoszenia kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze, a w odniesieniu do apelacji prokuratora kosztami tymi obciążył Skarb Państwa. Wyrok jest prawomocny. Może być do niego wniesiona kasacja. Sędzia sprawozdawca Bogdan Kijak, uzasadniając orzeczenie, zaznaczył, że ani apelacja obrony, która domagała się uniewinnienia oskarżonego, ani prokuratury - żądającej zwiększenia kary dla niego do trzech lat więzienia – nie zasługują na uwzględnienie. Zdaniem sądu kara wymierzona w pierwszej instancji jest „adekwatna i należycie uwzględnia wszystkie okoliczności łagodzące”.

Redakcja poleca

Jak mówił sędzia, obrońcy w apelacji podnieśli kilka zarzutów, ale żadne z nich nie zasługuje na uwzględnienie. Jednym z nich było to, że oskarżony powinien zostać uniewinniony, ponieważ nie był kierującym i to nie on spowodował wypadek. - Z tym argumentem Sąd Okręgowy się nie zgodził, bo nie jest tak, że tylko kierujący odpowiada za wypadek, oskarżony był uczestnikiem ruchu drogowego, w samochodzie był dodatkowy hamulec, który jest zainstalowany po to właśnie, aby reagować na zagrożenia w ruchu drogowym, tak też było w tej sprawie - tłumaczył sędzia.

Sąd: Egzaminator miał czas na prawidłową reakcję

Zdaniem sądu egzaminator miał wystarczająco dużo czasu na prawidłową reakcję na stan zagrożenia, ponieważ powstał on już wtedy, kiedy pokrzywdzona nie zatrzymała się przed znakiem „stop” przed przejazdem kolejowym. - Wtedy już powstała sytuacja zagrożenia i najeżałoby oczekiwać reakcji oskarżonego, aby nie doszło do wypadku […]. Oskarżony nie powinien pozwalać na kontynuowanie jazdy. W sobie tylko wiadomy sposób założył, że pokrzywdzona zdąży przejechać przez przejazd - mówił sędzia. Podkreślił równocześnie, że warunki terenowe i atmosferyczne dawały pełny widok na zbliżający się pociąg. - Oskarżony miał pełny widok. Zauważyłby, że pociąg nadjeżdża i miałby możliwość naciśnięcia pedału hamulca, zatrzymania samochodu i uniknięcia tego tragicznego skutku - wskazywał w uzasadnieniu sędzia Kijak.

Sąd Okręgowy – zaznaczył sędzia – podzielił także stanowisko Sądu Rejonowego w kwestii nieudzielenia pomocy pokrzywdzonej kursantce. Dodał, że osoby jadące samochodem miały wystarczająco dużo czasu na bezpieczne opuszczenie pojazdu, o czym świadczy m.in. to, że instruktorowi to się udało. Według sędziego badany przez biegłych był także argument obrony dotyczący braku reakcji załogi pociągu – stwierdzili oni, że użycie dodatkowego hamulca awaryjnego nic by nie zmieniło w tej sytuacji, bo do zderzenia doszłoby pół sekundy później przy niewiele mniejszej prędkości. Badany był także zarzut dotyczący złego oznakowania przejazdu. Według sądu tu były uchybienia, ale odpowiednie znaki znajdowały się na miejscu, a egzaminator znał ten przejazd.

Oskarżony miał pełne przesłanki na to, żeby skutecznie zareagować - miał czas, miał widoczność, został nagrany sygnał "baczność" pociągu. Miał pełne okoliczności, żeby tego wypadku uniknąć. Z tego powodu sąd apelacji nie uwzględnił.  - Przewodniczący składu sędziowskiego

Według niego nie ma podstaw, by karę wymierzoną przez Sąd Rejonowy łagodzić, bo to oskarżony był osobą, która miała większe doświadczenie od pokrzywdzonej, nie był też w takim stresie jak ona. Sędzia zaznaczył, że apelacja, oceniając karę, uwzględniła to, że stan zagrożenia spowodowała pokrzywdzona, bo to ona wjechała na tory i zignorowała znak „stop”. Zdaniem sądu apelacja oskarżenia, domagająca się podwyższenia kary, nie może zostać uwzględniona, ponieważ w zachowaniu oskarżonego nie można doszukać się żadnej umyślności. - Takie zachowanie oskarżonego możemy rozpatrywać tylko w kategorii nieumyślności. Nie może uzasadniać podwyższenia kary umyślne spowodowanie, bo takiej cechy nie możemy przypisać - wskazał sąd.

Redakcja poleca

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET