Pierwsze szkoły pytają rodziców, czy zapiszą dzieci na edukację zdrowotną. "Pisowcy mnie przekonali"
Pierwsze szkoły pytają rodziców, czy od września ich dzieci będą chodziły na edukację zdrowotną. Za tym pytaniem posypało się szereg kolejnych: czy klasy będzie można łączyć, czy zajęcia będą w środku dnia i kto będzie uczył nowego przedmiotu? Na większość tych pytań nauczyciele sami jeszcze nie potrafią odpowiedzieć.
- Pierwsze szkoły proszą rodziców o wypełnienie deklaracji w sprawie uczęszczania ich dzieci na edukację zdrowotną w przyszłym roku szkolnym.
- - Pomysł edukacji zdrowotnej jest dobry. Córka wcześniej chodziła na WDŻ. Podobało jej się, więc chodzenia na edukację zdrowotną uznaliśmy za naturalne przedłużenie poprzedniego przedmiotu - stwierdza Patryk, tata piątoklasistki.
- Rodzice przy wypełnianiu deklaracji mieli jednak sporo pytań, na które szkoły wciąż nie znają odpowiedzi.
„Informuję, że moje dziecko w przyszłym roku szkolnym 2025/2026 będzie/nie będzie uczęszczało na nieobowiązkowe zajęcia pn. edukacja zdrowotna”. O wypełnienie takiej deklaracji na ostatniej wywiadówce został poproszony m.in. Patryk, tata piątoklasistki w jednej z lubelskich podstawówek. - Wychowawczyni poprosiła, by napisać, co planujemy, bo dyrektor musi zobaczyć, ilu będzie chętnych, ilu nauczycieli będzie potrzebował, jak ułożyć organizację na nowy rok – takie wyjaśnienie usłyszał Patryk od wychowawczyni.
Córkę zapisał. Wcześniej chodziła już ona na wychowanie do życia w rodzinie (WDŻ). Nigdy nie narzekała, zadowolona była też z nauczycielki, która czasem dzieliła klasę na chłopaków i dziewczyny, więc lekcje były tematycznie dostosowane do grupy. O chęć chodzenia na edukację zdrowotną rodzice więc nawet nie pytali córki, bo uznali to za naturalne przedłużenie WDŻ. - Uważam, że pomysł edukacji zdrowotnej jest dobry. Z tego co słyszałem, to tematy mają dotyczyć profilaktyki, zdrowego stylu życia, dojrzewania, ma by coś o seksie i antykoncepcji, więc niech się uczy - stwierdza Patryk.
Edukacja zdrowotna na "nie" w liceach
Ale jednomyślności w klasie nie było. Siedzący obok rodzic zrobił wielkie oczy, widząc deklarację Patryka. Swojego syna nie zapisał na nowy przedmiot. - Wolałem nie dopytywać dlaczego. Jak PiS-owcy straszyli tym przedmiotem, to tym bardziej mnie przekonali do tego, że warto zapisać na niego córkę. Ale z drugiej strony zamieszanie wokół nowego przedmiotu nie pomogło tym niezdecydowanym. Ludzie tylko kojarzą kontrowersje, gdy pada hasło edukacja zdrowotna, wiele więcej nie potrafią powiedzieć na ten temat – zauważa Patryk.
Przypomnijmy, że szefowa MEN Barbara Nowacka długo utrzymywała, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w podstawówkach i szkołach ponadpodstawowych. Ostatecznie jednak, w połowie stycznia, po protestach niektórych środowisk ultrakatolickich ogłosiła, że (przynajmniej) w 2025 roku edukacja zdrowotna będzie dla chętnych. - Szkoła potrzebuje spokoju i moim zadaniem jest zadbanie o to, a także to, by nauczyciele prowadzili zajęcia w warunkach komfortowych i spokojnych, żeby nowy przedmiot był dobrze rozumiany przez całe społeczeństwo - argumentowała zmianę decyzji Nowacka. Nauczyciele nie mieli wątpliwości, że nagłą zmianę frontu spowodowały tegoroczne wybory prezydenckie i chęć nie konfliktowania się z częścią elektoratu.
- Za dużo mówiło się o seksualności w kontekście edukacji zdrowotnej, a zdrowie seksualne to tylko jeden z działów przedmiotu – stwierdza Małgorzata Pucułek, dyrektorka LXV LO im. Bema w Warszawie. Ubolewa, że część deklaracji u niej w szkole będzie na "nie", chociaż nie rozmawiała jeszcze z rodzicami o nowym przedmiocie i nie zajmowała się tym tematem.
Za przykład podaje jednak WDŻ, którego w jej liceum nie było, bo nikt nie był chętny, by chodzić na przedmiot fakultatywny. - Boję się, że edukacja zdrowotna podzieli los WDŻ – mówi i dodaje: - W wypadku szkół średnich w dodatku w dużym mieście uczniowie wybierają wcześniejszy powrót do domu niż dodatkową lekcję. Ta sama zasada działa w wypadku lekcji religii – porównuje. W podstawówkach jeśli rodzice mają zapewnioną opiekę nad dzieckiem choćby przez godzinę dłużej to z tego korzystają.
Edukacja zdrowotna. Co wiadomo?
Większość szkół planuje zająć się tematem edukacji zdrowotnej w kwietniu. Wtedy tworzone są pierwsze wersje tzw. arkuszy organizacji pracy na nowy rok szkolny, w których zaznacza się np. ilu będzie nauczycieli, czego będą uczyli i ile będą mieli godzin w nowym roku szkolnym. Małgorzata Pucułek nie ukrywa, że w wypadku edukacji zdrowotnej w szkołach ponadpodstawowych będą to plany pisane palcem po wodzie, bo chociażby nikt nie wie, jak zdecydują klasy pierwsze. - Dopiero po naborze w lipcu będę wiedziała więcej – mówi dyrektorka.
- Na razie zapowiedziałam nauczycielce biologii, żeby zapoznała się z programem, bo będzie mogła mieć godziny z edukacji zdrowotnej, ale ile to będziemy wiedzieć pewnie dopiero we wrześniu – nie ukrywa Sylwia Jasińska, dyrektorka SP nr 38 w Łodzi. - Jeden z nauczycieli poszedł na studia podyplomowe z edukacji zdrowotnej, więc na pewno będzie mógł uczyć nowego przedmiotu, ale uprawnienia będzie miało sporo nauczycieli – dodaje Michał Różański, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi.
Wiadomo już, że edukacji zdrowotnej będą mogli uczyć nauczyciele biologii, wychowania fizycznego, wychowania do życia w rodzinie, psycholodzy oraz nauczyciele, którzy ukończyli studia lub studia podyplomowe w zakresie edukacji zdrowotnej i posiadają przygotowanie pedagogiczne. Z tym, że i to nie jest do końca jasna, bo niektóre szkoły wyższe otwierały podyplomówki nie wiedząc jeszcze, co znajdzie się w programie nowego przedmiotu.- Kiedyś mówiono też o dofinansowaniu takich studiów, ale nie wiem, czym to się skończyło - dodaje Różański.
Pytań jest jeszcze więcej i to drugi powód, dla którego część szkół nie spieszy się ze zbieraniem deklaracji od rodziców. - Pytaliśmy, czy klasy będzie można łączyć, czy WDŻ zniknie, czy będą dwa przedmioty, ale nauczycielka niewiele wiedziała. Miała tylko zebrać kartki – przyznaje Patryk. Dyrektorzy szkół z kolei zastanawiają się, czy będą mogli umieścić edukację zdrowotną w środku planu lekcji, co pewnie wzmocniłoby frekwencję. Niektórzy nie ukrywają, że już pogubili się w zmianach dotyczących nowego przedmiotu i przyznają, że już nie są pewni, czy będzie on nieobowiązkowy i czy wejdzie w życie od września 2025 roku.
Edukacja zdrowotna. Na razie projekt rozporządzenia
Zwłaszcza, że MEN na początku lutego przedstawiło dopiero projekt rozporządzenia „w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, życia w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji zawartych w podstawie programowej kształcenia ogólnego, czyli o tzw. edukacji zdrowotnej.”
Według tego zajęcia z przedmiotu „edukacja zdrowotna” będą prowadzone w:
- klasach IV–VIII szkoły podstawowej w wymiarze 1 godziny tygodniowo w każdej klasie, przy czym zajęcia te będą realizowane w klasie VIII nie dłużej niż do końca stycznia danego roku szkolnego (tj. nie przez cały rok szkolny), z uwagi na egzamin ósmoklasisty,
- branżowej szkole I stopnia, w klasach I–III liceum, klasach I–III technikum, w wymiarze 1 godziny tygodniowo w klasach I i II albo klasach II i III albo klasach I i III.
Zajęcia te będą nieobowiązkowe, więc uczniowie nie będą oceniani z tego przedmiotu, stopnie nie będą miały wpływu na promocję ucznia do następnej klasy, ani na ukończenie przez niego szkoły. Lekcje z edukacji zdrowotnej będą organizowane w oddziałach albo grupach międzyoddziałowych liczących nie więcej niż 24 uczniów, a te poświęcone zdrowiu psychicznemu, seksualnemu lub dojrzewaniu będą możliwe w grupie po 12 uczniów.
„W celu przekazania pełnej informacji o celach i treściach realizowanego programu nauczania, podręcznikach, materiałach edukacyjnych, materiałach ćwiczeniowych oraz środkach dydaktycznych nauczyciel prowadzący zajęcia wraz z wychowawcą w każdym roku szkolnym przed przystąpieniem do realizacji tych zajęć, ma przeprowadzić co najmniej jedno spotkanie informacyjne z rodzicami uczniów” – czytamy w projekcie.
Rodzice niepełnoletnich uczniów ewentualną rezygnację dziecka z udziału w zajęciach mają zgłaszać dyrektorowi szkoły w formie pisemnej rezygnacji. Podobna zasada ma dotyczyć uczniów pełnoletnich. Nowy przedmiot zastąpi od września wychowanie do życia w rodzinie. Po roku obowiązywania nowego przedmiotu - zgodnie z zapowiedziami Nowackiej – ma nastąpić ewaluacja tego, jak przedmiot został przyjęty przez uczniów i rodziców. Wtedy być może stanie się on obowiązkowy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET