`

Szkoły w Lublinie po szkoleniu w razie zagrożenia. Co z resztą kraju? "Nie mamy czasu do stracenia"

5 min. czytania
16.10.2025 06:22
Obserwuj nas na Google

Dyrektorzy szkół w Lublinie dostali mapy miejsc, do których mogą ewakuować uczniów w razie zagrożenia, przećwiczyli alarmy i stałe procedury. Nauczyciele z innych miast apelują o to samo, ale na razie bezskutecznie. - Na swoją rękę szukają specjalistów i pomocy. To wszystko krzyczy o centralne zarządzenie i skoordynowanie wiedzy na ten temat. Jest jeszcze czas, ale nie można go już zmarnować - mówi Marek Pleśniar z OSKKO.

Szkoła
fot. Pawel Wodzynski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kroki podjęły szkoły, by przygotować się na ewentualne zagrożenie.
  • Co Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty proponuje w związku z zagrożeniem kryzysowym.
  • Czego oczekują uczniowie.

- Dostaliśmy mapy, gdzie możemy się schronić w razie niebezpieczeństwa, przypomnieliśmy sobie odpowiednie procedury ewakuacji, alarmów. Dostaliśmy też poświęcony temu niezbędnik z podstawowymi informacjami – wylicza Grzegorz Lech, dyrektor III LO w Lublinie. Mowa o szkoleniu, które przeszli dyrektorzy lubelskich szkół i przedszkoli pod koniec września. Przeprowadziło je miasto, a konkretnie zespół zarządzania kryzysowego.

- Można było dopytać o niejasne kwestie, odświeżyć sobie wiele informacji i przede wszystkim poznać zespół ds. kryzysowych. Zobaczyliśmy, że różne scenariusze są opracowywane, więc naprawdę przydatne szkolenie – podsumowuje dyrektor. Odbyło się ono po naruszeniu przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony w połowie września.

Na lekcjach wychowawczych nauczyciele tłumaczyli też, jak się zachować, kiedy usłyszą alarmy. To z kolei po sytuacji w podlubelskim Świdniku, w którym zawyły syreny ostrzegające przed możliwym atakiem z powietrza. -W Świdniku był akurat mecz, syreny zawyły, a kibice dalej kibicowali. To pokazało potrzebę szkoleń i informacji - mówi Lech.

Szkoły pytają, odpowiada cisza

Z racji położenia miasta i bliskości z granicą z Ukrainą, a także po sytuacjach z dronami i alarmami, takie szkolenia nie powinny dziwić. Dziwi raczej to, że Lublin zdaje się wyjątkiem, jeśli chodzi o przygotowanie szkół na wypadek niebezpieczeństwa. - Pod koniec roku szkolnego przychodziły do nas komisje straży pożarnej, żeby sprawdzić, jakie mamy zaplecze schronowe. Pojedyncze szkoły w Warszawie dysponują takim miejscem, niektóre mają chociaż piwnice. Niestety, nasza podstawówka nie ma nawet podpiwniczenia – mówi Aneta Tołoczko-Hordyj, dyrektorka SP nr 28 w Warszawie.

Na wizycie komisji się skończyło. Dyrektorka wie jedynie, że miejsce zbiórki w razie ewakuacji jest na placu przed budynkiem szkoły. Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 Legionowie, tak jak inni, dostała tylko pismo z MEN z rekomendacjami dotyczącymi tego, jak rozmawiać z uczniami o trudnych sytuacjach kryzysowych. To również rozesłano za pośrednictwem kuratorów oświaty po tym, jak rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną. W piśmie ministerstwo zalecało, żeby uspokoić uczniów, wyjaśnić im sytuację, na spokojnie wysłuchać ich i porozmawiać o tym.

Redakcja poleca

- To porozmawialiśmy, ale poza tym nic więcej się nie dzieje w tym temacie, zupełna cisza. A czasy są, jakie są, powinniśmy znać wszelkie zasady postępowania w sytuacji ewentualnego zagrożenia, żeby umieć je wcielić w życie, realnie wykorzystać, żeby one zadziałały – mówi Kuchta. Przyznaje, że nauczyciele zupełnie nie czują się do tego przygotowani, bo nikt ich do tego nie przygotował ani nie przeszkolił.

W Łodzi sytuacja wygląda podobnie. - Wiem, że szkoły, które mają schrony, były odwiedzane i sprawdzane, czy nadają sę do wykorzystania. Ale u nas akurat takiego miejsca nie ma. Nic więcej do nas nie dociera w tym temacie – mówi Anna Panek, dyrektorka VIII LO w Łodzi.

Nauczyciele domagają się szkoleń

Już pół roku temu w maju Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO) wystosowało stanowisko do ministerstwa edukacji, premiera i ministra obrony narodowej, „w sprawie stanu przygotowań oświaty do sytuacji zagrożenia wojennego i kryzysowego oraz niezbędnych działań naprawczych”. Apelowało w nim m.in. o "przygotowanie aktualnego ogólnokrajowego planu działania dla szkół na czas wojny i kryzysu", "wyposażenie szkół w niezbędne zasoby infrastrukturalne i techniczne", a także o "zabezpieczenie ciągłości działania edukacji uczniów, w tym zapewnienie im możliwości kontynuacji nauki w trybie awaryjnym".

„Aktualny brak przygotowań naraża społeczności lokalne na chaos i bezradność wobec sytuacji zagrożenia, co może zaowocować kryzysem humanitarnym i brakiem dostępu uczniów do edukacji” - napisało OSKKO. Pismo to jest wciąż aktualne, bo OSKKO nie doczekało się na nie odpowiedzi, a oprócz opracowania ogólnego tzw. poradnika bezpieczeństwa dla wszystkich obywateli, jak mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura OSKKO, niewiele się zmieniło.

Redakcja poleca

- Jesteśmy świeżo po Kongresie Zarządzania Oświatą, w którym biorą udział dyrektorzy szkół z całej Polski. Opowiadali nam tam, że wciąż niewiele wiedzą, że na swoją rękę szukają specjalistów i pomocy w opracowaniu procedur, że widzą potrzebę zmian i to nie jest tylko dla nich biurokracja – mówi Pleśniar. W czasie kongresu odbyły się m.in. wykłady z funkcjonariuszami ABW na temat reagowania kryzysowego. Dyrektorzy chodzili na nie po kilka razy, co pokazuje żywe zainteresowanie tematem.

- Jedyne co się zmieniło od naszego pierwszego stanowiska, to stan naszej wiedzy. To znaczy, jest świadomość konieczności nadrobienia opóźnień. Szkoły - bez siania paniki, z ostrożnością - powinny mieć wszystko przećwiczone, przepracowane, powinny być np. wymienione miejsca bezpieczne dla poszczególnych sal lekcyjnych. Nauczyciele nagle sami tego nie wymyślą - mówi Pleśniar i dodaje: - Jeszcze nie stała się katastrofa, jeszcze jest czas, ale nie można go już zmarnować. Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.

Uczniowie nie chcą słów

Dlatego OSKKO zapowiedziało kolejne stanowisko po kongresie, tym razem z propozycjami wytycznych i procedur, jakie powinny być opracowane. Jeśli dalej nie doczeka się odpowiedzi od rządzących, planuje opracować samodzielnie przykład takich procedur i postara się przeszkolić i wspomóc dyrektorów. Chodzi m.in. o zasady alarmowania, czy kontaktowania się ze służbami. Pleśniar ma nadzieję, że włączą się w to gminy.

- Nie przygotujemy jednak np. zasobów dla wszystkich szkół, żeby miały wodę na 72 godziny. Do takiej szkoły musi przyjść specjalista i zrobić przegląd z dyrektorem. Przydałoby się, żeby włączył się w to rząd. To wszystko krzyczy o centralne zarządzenie, skoordynowanie wiedzy na ten temat – mówi Pleśniar i wraca tu do sytuacji z pandemii - kiedy to dyrektorzy szkół potrzebowali odgórnych, jasnych wskazówek, a decyzję zostawiono im. OSKKO wtedy też przygotowało np. wzór procedur odkażania sprzętów szkolnych, rozpowszechniało je i szkoliło nauczycieli np. z obsługi Teamsów i innych platform.

O szkolenia, zasady i procedury zaczynają także dopytywać uczniowie. „Młodzież oczekuje czegoś bardziej konkretnego niż słowa, np. wycieczki do schronu. (…). Przydałoby się oswoić dzieci z takim miejscem. Pokazać, ile czasu zajmie dotarcie do schronu. Gdzie jest wejście i wyjście. Czy wejście to wąskie gardło? Jaka panuje w środku temperatura, czy jest zapewniony dostęp świeżego powietrza? Ile osób się zmieści? Czy jest gdzie usiąść?” - pisze Dariusz Chętkowski, polonista z Łodzi, prowadzący BelferBlog. I kontynuuje: „Nastolatki mają dość teorii. Nie chcą uczyć się definicji „ataku z powietrza” ani słówek związanych z obroną cywilną. (…) Uczniowie potrzebują ćwiczeń praktycznych, symulacji konkretnego postępowania. Od wycieczki do schronu należy zacząć, a pogadanki o tym, że będzie dobrze, zostawmy na później.”

Do Doroty Kuchty na początku roku szkolnego sam zgłosił się samorząd uczniowski z pytaniem, czy można by przeprowadzić próbną ewakuację zbliżoną do realnych warunków. - Tego nie zrobimy, bo nie chcemy straszyć dzieci, zwłaszcza tych małych. Ale rozmawiam z zaprzyjaźnionymi strażakami, żeby przeprowadzili u nas ćwiczenia. Wiem, że mają specjalną salę do szkoleń dla dzieci, namiot z dymem, który pokazuje, jakie może być zadymienie, więc mam nadzieję, że z tego skorzystamy – mówi dyrektorka ZSP nr 2 w Legionowie.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET