Nauczycielka Jutr@: Czasami wymyślam coś nie z tej ziemi, ale rodzice ufają mi
- Kiedyś w czasie zebrania zrobiłam rodzicom test i poprosiłam, żeby narysowali samochód. Potem każdy z tych rysunków oceniałam na jedynkę, dwójkę, trójkę. Pokazałam im w ten sposób, że nikt z nas nie lubi być oceniany, zwłaszcza kiedy nie wie dokładnie, jakie są kryteria tej oceny, że potrzebujemy szkoły, która wspiera, a nie ocenia - opowiada w rozmowie z RadioZET.pl Anna Bakker, laureatka konkursu Nauczyciel Jutr@.
Anna Bakker, laureatka piątej edycji konkursu Nauczyciel Jutr@, jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej w Leśniewie. Skończyła szkołę terapii krótkoterminowej oraz kursy mediatora rodzinnego. Jako jedna z pierwszych w Polsce ukończyła studia podyplomowe z higieny cyfrowej. Nauczycielka tworzy przestrzenie wyciszenia w klasie, uczy dzieci, jak funkcjonuje ich mózg, a także prowadzi szkołę dla rodziców.
W konkursie "Nauczyciel Jutr@" organizowanym przez "Głos Nauczycielski" wspólnie z Fundacją Orange nagradzani są nauczyciele, którzy starają się podążać za potrzebami uczniów i jednocześnie rozwijają swoje kompetencje cyfrowe, by lepiej rozumieć świat młodych ludzi.
Aleksandra Pucułek: Stara się pani, żeby „każde dziecko mogło się rozwijać na miarę swoich możliwości, żeby doświadczało szkoły jako miejsca szczęścia”. Tak m.in. uzasadniano przyznanie pani nagrody Nauczyciel Jutr@. Jak zrealizować takie założenia w praktyce?
Anna Bakker, Nauczycielka Jutr@: - Rozumiem szkołę jako miejsce, w którym każde dziecko może być sobą, uczyć się w swoim tempie i czuć, że jest ważne. Wierzę, że w pracy nauczyciela, poza realizacją podstawy programowej, ważna jest troska o emocje i potrzeby dziecka. Dziecko, które czuje się ważne i zauważone, potrafi współpracować i uczyć się najlepiej, jak to dla niego możliwe w danym momencie jego rozwoju.
Dlatego tak istotne jest, byśmy umieli „schylić się” do dziecka, spojrzeć z jego perspektywy i zrozumieć, co stoi za jego zachowaniem. Staram się słuchać z empatią, nazywać emocje, nie oceniać i budować kontakt oparty na wzajemnym szacunku. To nie są jednorazowe działania, ale codzienne drobne gesty, które tworzą atmosferę bezpieczeństwa i zaufania. To codzienna praca, codzienne dbanie o relacje. Także z rodzicami uczniów.
Którzy dzisiaj są wyjątkowo trudni.
- W ogóle komunikacja dzisiaj jest trudna.
Pomaga w tym kurs mediatora rodzinnego, który też pani skończyła?
- Kursu mediatora rodzinnego czy szkolenia z komunikacji nie robiłam po to, by „naprawiać innych”, ale po to, by lepiej rozumieć siebie. Wierzę, że zmiana świata wokół nas zaczyna się od zmiany naszego wewnętrznego świata. Dopiero wtedy możemy naprawdę wpływać na relacje wokół nas.
Kiedy rodzic mówi coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się trudne do przyjęcia, nie traktuję tego osobiście. Zastanawiam się, co stoi za jego reakcją, co jest dla niego ważne. Taka postawa buduje zaufanie i otwartość po obu stronach. Najpiękniejszym potwierdzeniem tego były listy od rodziców dołączone do zgłoszenia w konkursie Nauczyciel Jutr@. Słowa wdzięczności od ludzi, których dzieci uczyłam nawet 15 lat temu, były dla mnie najlepszą nagrodą.
Mam to szczęście, że rodzice, nawet jeżeli robię coś w ich odczuciu dziwnego, to zgadzają się ze mną, ufają mi. A czasami naprawdę wyskakuję z czymś nie z tej ziemi.
Na przykład?
- Uczę teraz klasę pierwszą i umówiłam się z rodzicami na początku roku szkolnego, że nasze dzieci, przynajmniej do końca trzeciej klasy, nie dostaną telefonu.
I rodzice się zgodzili?
- Bałam się, że będzie trudno, ale zaufali mi. Wielu z rodziców doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak duży wpływ na rozwój dziecka ma elektronika, ale jednocześnie często słyszą od swoich pociech: „bo wszyscy w klasie mają telefon”. Dzięki naszej wspólnej umowie ten argument odpada. Nie jestem przeciwniczką nowych technologii. Dzieci dorastają w świecie cyfrowym i nie możemy ich od niego odcinać - to część ich rzeczywistości. Chodzi jednak o mądre wprowadzanie w ten świat, o naukę odpowiedzialnego korzystania z technologii.
A na czym polega szkoła dla rodziców, którą pani prowadzi?
- Oparta jest na pozytywnej dyscyplinie. Uczę rodziców umiejętności rodzicielskich, czytania tego, co się dzieje z dzieckiem.
Błędnie zakładamy, że ktoś kto ma dziecko, od razu wie, jak być rodzicem?
- Powiedziałabym, że w ogóle nie wiemy, jak być rodzicem. Nikt nam nie mówi tego, jak sobie poradzić z tym, że dziecko płacze, że dostaje na środku ulicy histerii. Rola rodzica, zwłaszcza dzisiaj, kiedy młodzi rodzice obserwują w social mediach idealne pary z idealnymi dziećmi, jest bardzo trudna, bo taka przeciętna mama, która pracuje, wychowuje dzieci, zaczyna myśleć o sobie źle. I takie zajęcia pomagają poczuć się pewniej, zrozumieć pewne sytuacje. Nie każdy musi być pasjonatem psychologii i wiedzieć wszystko.
Jak to wygląda w praktyce?
- Na początku organizuję spotkanie z chętnymi rodzicami w danej szkole i przez godzinę opowiadam im, czym jest pozytywna dyscyplina i jak może im pomóc w byciu dobrym i skutecznym rodzicem. Proponuję spotkania raz w tygodniu na dwie, trzy godziny przez kilka miesięcy. Zawsze się zbiera grupa 15-20 osób, które przychodzą na takie warsztaty.
Skoro poruszyłyśmy wątek świata cyfrowego, to według pani szkoła jutra to bardziej szkoła zwykłej białej kartki, czy jednak szkoła tableta?
- To szkoła świadoma tego, w jaki sposób ekrany wpływają na rozwój mózgu dziecka. To szkoła, która kształci dzieci i rodziców. Nasze dzieci będą się wychowywały w cyfrowym świecie i tego nie zatrzymamy. Natomiast możemy im pokazać, jak z tego świata korzystać, żeby nam służył, a nie szkodził. Szkoła jutra to szkoła, która używa jednego i drugiego, ale dba o higienę cyfrową i dzieci, i rodziców, bo jeżeli dziecko widzi, że nauczyciele używają na przerwach telefonów, że rodzice w domu cały czas siedzą ze smartfonami, to trudno jest dziecku wytłumaczyć, że ono nie może.
Anna Bakker, Nauczycielka Jutr@
Temat higieny cyfrowej, relacji - trochę brzmi jak podstawa programowa edukacji zdrowotnej.
- Niestety, zamiast rozmawiać o tych tematach, prowadzi się dyskusje polityczne.
To pani zdaniem przedmiot potrzebny?
- Gdybym miała decydować, to oczywiście tak, edukacja zdrowotna byłaby w szkole. Jest potrzebna, na pewno temat higieny cyfrowej jest mega ważny.
A co panią drażni w szkole, co pani nie odpowiada, co by pani zmieniła?
- System edukacji jest dziś bardzo wymagający i obciążający dla nauczycieli. Mamy ogromne serca do pracy, ale często brakuje nam czasu i sił, bo większość z nas pracuje na dwa etaty. Ja sama wychodzę z domu o siódmej rano, a kończę dzień późnym wieczorem. Po lekcjach prowadzę szkolenia dla rad pedagogicznych, a potem przygotowuję się do zajęć z moją klasą tak, by lekcja nie była tylko „przerabianiem podręcznika”.
Chcę, by moi uczniowie doświadczali nauki w sposób, który ich angażuje i inspiruje. Chciałabym, żeby system dawał nauczycielom więcej przestrzeni na twórcze działanie - mniej biurokracji, więcej elastyczności. To pozwoliłoby nam skupić się na tym, co naprawdę ważne: na dzieciach i relacjach z nimi.
Co się dzieje z dziećmi, że na początku szkoły lubią ją, a potem im starsze, tym bardziej jej nie znoszą.
- W dużej mierze wynika to z presji, której doświadczają. Dzieci są dziś mniej odporne psychicznie, ale to my, dorośli, stworzyliśmy system, który często stawia na wyniki zamiast na rozwój. Czwarta klasa to moment szczególnie trudny. Dziecko wchodzi w nowy świat z wieloma nauczycielami, różnymi wymaganiami, większą odpowiedzialnością. I ta zmiana może budzić u dziecka lęk. Dlatego to my, nauczyciele, musimy zobaczyć, czego się boi, czego potrzebuje i pomóc mu się w tym odnaleźć, a nie straszyć od początku sprawdzianami.
Sama idea egzaminów w trzeciej klasie jest dla mnie absurdalnym absurdem. Zamiast sprawdzać ich testami, powinniśmy wspierać ich ciekawość, uczyć logicznego myślenia i kreatywności. Im starsze klasy, tym presja dotycząca wyników w nauce, zdawalności egzaminów jest większa. Wiem to też jako mama. Kiedy moja córka chodziła jeszcze do liceum bywały dni, kiedy sprawdzian gonił sprawdzian. A przecież zestresowany uczeń nie pokaże swojego prawdziwego potencjału, bo mózg pod wpływem stresu nie działa tak, jak powinien.
Ocena najczęściej tego nie oddaje.
- Dlatego potrzebujemy szkoły, która wspiera, a nie ocenia.
Jak słyszę od dyrektorów czy nauczycieli, którzy chcieli zrezygnować z typowych ocen, to hamulcowym najczęściej są rodzice.
- Dlatego kiedyś w czasie zebrania zrobiłam rodzicom test i poprosiłam, żeby narysowali samochód. Potem każdy z tych rysunków oceniałam na jedynkę, dwójkę, trójkę. Pokazałam im w ten sposób, że nikt z nas nie lubi być oceniany, zwłaszcza kiedy nie wie dokładnie, jakie są kryteria tej oceny.
Jest naprawdę dużo do przearanżowania. Nie ma jednej rzeczy, która zmieni nam wszystko. Zmiana musi płynąć trochę z góry, a trochę oddolnie, bo każdy nas może sobie zaaranżować inaczej przestrzeń zebrania z rodzicami, czy salę lekcyjną.
Odbierając nagrodę, powiedziała pani, że marzy o tym, żeby istniała szkoła, w której liczy się nie tylko postawa programowa, programy, książki, ale przede wszystkim dziecko i to, czego to dziecko potrzebuje. Mamy takie szkoły?
- Tak, mamy takie szkoły. Szkołę, w której obecnie pracuję, znam jeszcze krótko, ale widzę, że dyrekcja stara się tworzyć przestrzeń, w której dziecko czuje się ważne i zauważone. Mam poczucie, że szkół dbających o to, by być taką wyspa dobra edukacyjnego jest coraz więcej, chociaż jednak wciąż za mało.
A mamy szansę żeby, te wyspy stały się większością?
- Tak, ale to jest proces, który długo potrwa, bo zmiana jest bardzo trudna. Dotyka głęboko zakorzenionych przyzwyczajeń. Jeśli ktoś przez 20 czy 30 lat funkcjonował w określony sposób, trudno jest mu nagle wyjść poza strefę komfortu. Ale widzę, że coraz więcej nauczycieli ma w sobie gotowość do refleksji i poszukiwania nowych dróg. Sama pracuję już ponad 20 lat i wiem, że doświadczenie potrafi być ogromnym atutem, jeśli towarzyszy mu ciekawość i chęć uczenia się.
Natomiast technologia sprawiła, że kolejne pokolenia różnią się od siebie coraz bardziej, choćby językiem, którym się komunikują. Dlatego nauczyciel musi być nie tylko przewodnikiem, ale też partnerem w rozmowie. Podstawą jest szacunek. Nie tylko ten, którego oczekujemy od uczniów, ale też ten, który im okazujemy. Bo szkoła zaczyna się od relacji.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET