Tą katastrofą na Bałtyku żyła cała Polska. "Błagania o ratunek słyszę do dziś"

3 min. czytania
14.01.2025 16:00
Obserwuj nas na Google

14 stycznia 1993 roku doszło do największej katastrofy w historii polskiej żeglugi. Prom MF Jan Heweliusz zatonął w czasie rejsu ze Świnoujścia do Ystad podczas trwania potężnego sztormu. W wyniku obrócenia się statku do góry dnem zginęło 55 osób.

fot. Balcer/ Wiki Commons
  • 14 stycznia 2025 roku mijają 32 lata od katastrofy promu MF Jan Heweliusz
  • W katastrofie zginęło 55 osób, w tym 20 osób oraz 35 marynarzy
  • To największy wypadek statku w historii polskiej żeglugi

Co wydarzyło się na statku MF Jan Heweliusz?

14 stycznia 2025 roku mijają 32 lata od czasu największej katastrofy morskiej w historii polskiej żeglugi. Prom MF Jan Heweliusz wypłynął z portu w Świnoujściu 13 stycznia około godziny 23:35. Opóźniony o 2 godziny statek z pełną prędkością płynął do Ystad w Szwecji. W noc katastrofy na morzu rozpętał się ogromny sztorm. Szacuje się, że miał on siłę 12 stopni w skali Beauforta, gdzie zwykły sztorm rozpoczyna się od 8 stopni. Siła wiatru była tak mocna, że na bliźniaczym obiekcie Kopernik, który w tym samym czasie znajdował się na morzu, skończyła się skala.

Niestety podczas sztormu załoga Heweliusza popełniła kilka błędów, które okazały się w ostatecznym rozrachunku tragiczne. Wbrew zaleceniom uruchomiono system kompensacji przechyłu przeznaczony do wyrównania obciążenia ładunkiem, który nie był w stanie reagować na nagłe zmiany przechyłu statku. Na złą kondyncję statku wpływały również awaria furty rufowej, przez którą przelewała się woda oraz remont górnego pokładu, który podniósł środek ciężkości promu. "Główną przyczyną katastrofy była decyzja o zmniejszeniu prędkości statku podczas sztormu, co spowodowało utratę sterowności. Sterowność jednostki próbowano doraźnie poprawiać działaniem dziobowego steru strumieniowego, który, napędzany silnikiem elektrycznym, wyłączał się wiele razy na skutek przegrzania" - wyjaśnia lokalny "Głos Szczeciński".

 

Redakcja poleca

Katastrofę przeżyło 9 osób

W pewnym momencie statek zaczął się przechylać. Załoga wezwała pomoc, ale nie potrafiła podać swojego dokładnego położenia, przez co akcja ratunkowa uległa opóźnieniu. W wyniku katastrofy zginęło 55 osób, w tym 20 marynarzy oraz 35 pasażerów. Uratowano 9 marynarzy. Co ciekawe, większość pasażerów przeżyła katastrofę, zginęła dopiero w wyniku zimna potęgowanego przez mocny wiatr i fale.

Wśród uratowanych marynarzy znajdował się m.in. Edward Kurpiel. Marynarz w 2008 roku udzielił wywiadu lokalnemu "Głosowi Szczecińskiemu". W archiwalnym tekście mężczyzna wyjaśniał, że ofiar mogło być mniej, gdyby lepiej przeprowadzona akcja ratunkowa. - Kilka godzin siedzieliśmy w tratwie wypełnionej wodą, zanim pojawił się pierwszy śmigłowiec. To był niemiecki śmigłowiec. W tratwie ludzie tracili z zimna siły, polski kierowca TIR-a umarł na naszych rękach. Życie uchodziło z marynarza Leszka Kochanowskiego, dlatego jego pierwszego razem z motorzystą Jurkiem Petrukiem zapięliśmy w pas spuszczony z liną ze śmigłowca - relacjonuje Edward Kurpiel.

Marynarz wspomina, że ratownicy, zamiast zejść do poszkodowanych, rzucali im linę z pasem. -To było okropnie trudne, bo zgrabiałe z zimna ręce były jak drewniane kłody. Po chwili stało się coś strasznego. Kolejny raz spuszczona lina z pasem, miotana wiatrem zahaczyła o drugą tratwę i przewróciła ją. Ludzie znaleźli się pod tratwą. Byli w kombinezonach ratowniczych i nie mogli się spod niej wydostać. Ich rozpaczliwe krzyki, błagania o ratunek słyszę do dziś. A my byliśmy bezsilni, nie mogliśmy nic zrobić. (...) To było piekło. Promu już nie było, na tratwach modliliśmy się o ocalenie - opowiada "Głosowi Szczecińskiemu" Edward Kurpiel.

Upamiętniono ofiary katastrofy Heweliusza

We wtorek po godz. 9 na placu Rybaka w Świnoujściu, przy portowym nabrzeżu, złożono kwiaty pod pomnikiem "Tym, którzy nie powrócili z morza" oraz znajdującej się obok tablicy upamiętniającej tragedię promu Jan Heweliusz. Na okrętach Marynarki Wojennej, statkach i promach zacumowanych w świnoujskim porcie włączono syreny i tyfony. We wtorek rano wiązanki kwiatów i znicze złożono również przy Pomniku Ofiar Katastrofy Promu Jan Heweliusz na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Źródło: Radio ZET/ Głos Szczeciński/ PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET