Tak powódź wpłynęła na Bałtyk. Ekspert wyjaśnia: "Ogromnie silne zjawisko"
Właśnie minął rok od tragicznej w skutkach powodzi, która przeszła przez południowy zachód Polski. Do Bałtyku trafiło wówczas dużo zanieczyszczeń niesionych przez Odrę z zalanych miast. Po upływie 12 miesięcy naukowcy nie mają wątpliwości, co do stanu akwenu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czego obawiali się naukowcy po zeszłorocznej powodzi w kontekście Bałtyku.
- Jaka jest aktualnie jakość wód w akwenie.
- Jaką rolę podczas powodzi odegrał Zalew Szczeciński.
Mija rok od powodzi. Zanieczyszczenia trafiły do Bałtyku
Dokładnie rok temu we wrześniu doszło do największej powodzi XXI wieku w Polsce. Zalane zostały liczne miejscowości w woj. dolnośląskim, śląskim i opolskim. Niestety, wraz z silnym nurtem Odry do Bałtyku dostała się duża ilość słodkiej wody, a także zanieczyszczeń. - Fale powodziowe spływając po dużej powierzchni, zmywają z terenu wszystkie substancje, często powodujące zanieczyszczenie środowiska wodnego. W czasie powodzi woda wdziera się do domów, ale też do zakładów przemysłowych, na składowiska odpadów. Wymywa duże ilości ścieków komunalnych. Poza rozpuszczonymi substancjami chemicznymi niesie też zawiesinę zawierającą mikroplastik, która w formie mułu osadza się na obszarach powodziowych, a w morzu blisko ujścia rzeki - mówił w ubiegłym roku portalowi RadioZET.pl prof. Mariusz Czop, hydrogeolog.
Już wtedy naukowcy prognozowali, że taka liczba bakterii w Bałtyku może skutkować zakwitem sinic. Było to tym bardziej niepokojące, że czas wymiany wód pomiędzy Morzem Bałtyckim a Północnym wynosi ok. 30 lat. - Długotrwałe skutki takich zanieczyszczeń mogą mieć poważne konsekwencje dla rybołówstwa oraz turystyki w regionie - ostrzegała w ubiegłym roku prof. Katarzyna Chojnacka z Wydziału Chemicznego Politechniki Wrocławskiej.
Zalew Szczeciński uratował polskie morze
Rok po powodzi Polska Agencja Prasowa porozmawiała z naukowcami z Instytutu Oceanologii PAN. Jak się okazuje, konsekwencje powodzi okazały się mniejsze, aniżeli zakładano na początku - Choć było to zjawisko ogromnie silne i szczególnie znaczące w skali Odry oraz Zalewu Szczecińskiego, to jednak Bałtyk - mimo że jest morzem stosunkowo małym i płytkim – ma ogromną objętość w porównaniu z masami wody, które wówczas do niego trafiły. Dlatego już po kilku miesiącach nie odnotowywano właściwie żadnych biologicznych śladów tego zdarzenia - wyjaśnił prof. Jan Marcin Węsławski.
Naukowcy tłumaczą, że po kilku miesiącach niższe stężenie tlenu w Bałtyku zanikło, co może sugerować, że morze samo się oczyszcza. - Powódź niosła ze sobą wszystko to, co rzeka transportuje na co dzień, ale w znacznie większej skali. Woda występowała z koryta, zalewała pola, docierała do składowisk odpadów i innych terenów, wypłukując z nich różne substancje, które następnie trafiały do Bałtyku. Zaobserwowaliśmy podwyższone stężenia niektórych zanieczyszczeń, ale nie wykraczały one poza typowy zakres wartości notowanych na co dzień - były jedynie nieco wyższe - dodał prof. Karol Kuliński.
Co ciekawe, kluczową rolę w ratowaniu Bałtyku przed negatywnym wpływem zanieczyszczeń płynących wraz Odrą odegrał Zalew Szczeciński. - Pełni on rolę swoistego biogeochemicznego filtra. To właśnie tam osadzała się znaczna część nadmiarowych substancji - zarówno zanieczyszczeń, jak i związków azotu, fosforu czy materii organicznej. Było to wyraźnie widoczne w osadach zalewu - tłumaczył prof. Kuliński.
Źródło: Radio ZET/ PAP/ Gospodarka Morska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET