Te przedmioty zmienią się najbardziej po reformie edukacji. Co czeka uczniów i nauczycieli?
Najpierw przyroda, a dopiero w starszych klasach podział na biologię, geografię, fizykę i chemię. Tak ma wyglądać nauka przedmiotów przyrodniczych po reformie edukacji. Nauczyciele przy okazji analizowania nowych podstaw programowych mają jeden podobny postulat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie treści będą poznawać dzieci na przyrodzie.
- Jak wygląda projekt podstawy programowej z biologii, geografii i fizyki.
- Co będzie usunięte z programu chemii po reformie edukacji.
- Interdyscyplinarność, dużo obserwacji i doświadczeń. Ma być empirycznie – mówi o pierwszych swoich spostrzeżeniach Justyna Dończyk, nauczycielka biologii i przyrody, którą poprosiliśmy o analizę projektu podstaw programowych. Brzmi więc nieźle, jednak nauczycielka ma pewne ale. - Przyroda powinna budzić zachwyt światem, zaciekawić dzieci. A tu uczeń ma być badaczem, terenowcem, który umie obsługiwać wagi, sprzęt badawczy. Ma być naukowcem, który będzie prowadził dzienniczki badawcze, będzie rozumiał model cząsteczkowy budowy materii, a dzieci jeszcze takich kompetencji nie mają. Brakuje mi tutaj radości z odkrywania nowych rzeczy – mówi.
Po reformie edukacji jeden przedmiot
Zatrzymał ją np. początkowy dział „pierwsze spotkania z przyrodą”. Nie jest to nowość, ale tu przybrał poważną formę raportowania. - Na świecie jest przedmiot science, więc starano się do tego nawiązać, jest na to pomysł, ale jest on bardzo ambitny – ocenia Justyna Dończyk. Jak się domyśla, autorzy nowej podstawy chcieli, by uczeń był blisko przyrody. - Tylko jak się w nią zanurzyć w 45 minut? Bo tyle trwa lekcja – pyta retorycznie. Dlatego za konieczne uważa zblokowanie zajęć. To zresztą postulat nauczycieli pozostałych przedmiotów przyrodniczych.
Z racji zmiany siatki godzin treści na przyrodzie są mieszanką biologii, fizyki, geografii i chemii. - Jest nastawienie na ślad węglowy, zrównoważony rozwój. Te tematy omawiało się przy okazji ekologii, ale tutaj je rozbudowano – zauważa nauczycielka. Autorzy podstawy programowej z biologii postawili z kolei na antropocentryzm. - Przechodzimy z przyrody na człowieka, zupełnie zapominamy o bioróżnorodności – ocenia Justyna Dończyk. Obawia się, że potem ci, którzy wybiorą w szkole ponadpodstawowej klasę o profilu biologiczno-chemicznym, będą mieli trudno, omawiając np. dział o fizjologii roślin, bo będą uczyli się tego od początku.
W projekcie nowej podstawy z biologii wciąż jest np. genetyka, ale, jak zauważa nauczycielka, pominięto w nim podstawowe informacje, skąd co się wzięło. - Albo uczniowie będą dyskutować o zmianach klimatu, nie znając procesu fotosyntezy, a to jest podstawa. Tego brakuje – stwierdza.
Co zmieni się na geografii i fizyce?
Podobne spostrzeżenia ma Karolina Wajer, nauczycielka geografii w SP nr 103 w Warszawie. - Została tylko geografia społeczno-gospodarcza, geografii fizycznej, a więc podstaw geografii, nie będzie teraz, a to dzieci zazwyczaj najbardziej interesowało - mówi. Te tematy zostały przeniesione do przyrody. - Martwi mnie jedno. Mamy postawić na badania, eksperymenty, wyjścia, a szkoły nie mają zaplecza. Mam tylko kompasy i mapy – mówi.
Anecie Kołtoń-Janidze, nauczycielce fizyki z Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 5 w Sosnowcu, właśnie taka forma pracy – czyli doświadczenia, badania, analizy – bardzo się podoba. - Zresztą taką staram się już stosować, co nie jest łatwe przy obecnej podstawie, bo trzeba gonić z materiałem – nie ukrywa. Nowością na fizyce ma być dział człowiek we wszechświecie, na co pewnie wpłynęły dokonania Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. - Jestem ambasadorką edukacji kosmicznej, współpracuję z Centrum Nauki Kopernik, więc dla mnie to super pomysł, żeby takie tematy wprowadzić – mówi Kołtoń-Janiga.
Poza tą nowością, jak zauważa, podstawa programowa została mocna ograniczona. Na fizyce nie będzie np. elektrostatyki i magnetyzmu (zagadnienia te mają pojawić się na przyrodzie). - Magnetyzm to wstęp do działu o falach, ale te z kolei są tematem fakultatywnym, a to ważny temat pod względem rozwoju techniki – dziwi się nauczycielka. Większość treści, które dotychczas omawiała z młodzieżą na fizyce, w projekcie nowej podstawy są fakultatywne. - Z jednej strony nauczyciel zyskuje wolność, swobodę, z drugiej strony mocno to obciąża nauczyciela – mówi i szacuje, że mniej więcej pół roku szkolnego w programie zajmą właśnie tematy fakultatywne.
Fizyczkę martwi jedynie czas trwania zajęć. - Badania, projekty wymagają czasu. Jak robimy jakieś eksperymenty, to zaraz jest dzwonek, dlatego takiego przedmiotu powinny trwać 90 minut, żeby udało się ten proces przejść – mówi. Wraca tu jeszcze do kwestii prac domowych. Teraz nauczyciele mogą je zadawać, ale nie mogą wystawiać za nie oceny. Zadania w domu odrabiają więc tylko ci ambitni, albo uczniowie z ambitnymi rodzicami. - Jeśli mamy pracować projektem, to nie będzie się dało skończyć tego w domu, a na lekcji nie zdążymy. Powinno więc to się zmienić, musimy w jakiś sposób dać przymus zrobienia wykonania tej pracy – stwierdza.
Zmiany w szkole czy bez zmian?
- Żeby pozyskać pieniądze na proste rzeczy na eksperymenty, jak ocet i jajka, to musiałbym brać fakturę z odroczonym terminem płatności, iść do księgowej, rozliczać wszystko. Często kupowało się to z własnej kieszeni, bo ta procedura była nieludzka i skomplikowana. To mnie zawsze irytowało jako chemika – dodaje Dawid Łasiński, nauczyciel chemii, znany w sieci jako Pan Belfer. Jego zdaniem jeśli nowa podstawa skupia się więc na eksperymentowaniu i robieniu projektów – bo w wypadku chemii też tak jest - powinno się do tego dostosować, a konkretnie uprościć biurokrację.
Jeśli chodzi konkretnie o samą podstawę programową, to zdecydowanie, jak zauważa nauczyciel, zmieniła się jej struktura. Została chemia teoretyczna i bazowe treści, czyli symbole pierwiastków, równania reakcji chemicznych, stężenia procentowe, ale ze względu na zmniejszenie liczby godzin chemii, wycięto pewne bloki. - Np. chemia organiczna była osobnym blokiem, teraz będzie ukryta w innych tematach. To jest podejście, którego wcześniej nie było – mówi Łasiński. Spodziewa się, że wielu chemików zareaguje pytaniem: ale jak to nie będzie osobno kwasów?
- Tutaj jednak postawiono na interdyscyplinarność. Do tej pory przedmioty często nie łączyły się, teraz jeśli dany temat będzie omawiany na biologii, to na chemii tylko się do niego odniesiemy po to, żeby uczeń dwa razy tego samego nie musiał przerabiać. Na matematyce dziecko uczy się pewnych działań, a potem na chemii potrafi obliczyć stężenie procentowe. Ta interdyscyplinarność jest jasno postawioną zasadą, której wcześniej nie było. Poszukano pomostów, żeby uczeń uczył się według pewnego kontekstu, tego nawiązania brakowało – mówi.
I dodaje: - Jeśli chcemy zmienić coś w polskiej szkole, to nie możemy bać się zmian, chociaż czasem ich do końca nie rozumiemy. Jako chemik z wieloletnim stażem mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie, żeby mój uczeń nie znał podstaw tworzenia wiązań chemicznych, bo byłem wychowywany w szkole, w której dało się tego nauczyć. Z drugiej strony, jako osoba, która chce, żeby szkoła się zmieniła, muszę zaakceptować, że te lekcje będą wyglądały inaczej.
Wsparcie dla nauczycieli
Najbardziej chemik boi się okresu przejściowego. Według niego najważniejszą rzeczą będzie czas dla nauczycieli na wdrożenie się w zmiany i to, żeby nie oczekiwano od nich, żeby od razu od września 2026 wiedzieli, jak pracować z nową podstawą. Nauczyciele muszą nauczyć się nowej narracji. - Trzeba realnie wesprzeć nauczycieli, żeby rzeczywiście pracowali z tym, co zarządziło grono ekspertów, bo tego mi brakuje – mówi.
Przyroda po reformie edukacji ma być nauczana w klasach 4-6 w wymiarze trzech godzin tygodniowo. W klasach siódmych i ósmych ma pozostać obecny podział na biologię, geografię, chemię i fizykę. Siódmoklasiści tygodniowo będą mieli po dwie godziny biologii i geografii oraz po jednej chemii i fizyki. W klasie ósmej z kolei w planach jest umieszczenie dwóch godzin chemii i dwóch fizyki oraz po jednej godzinie biologii i geografii.
W sumie więc godzin na przedmioty przyrodnicze po reformie będzie więcej. Dotychczas czwartoklasiści mieli dwie godziny przyrody, a piąto- i szóstoklasiści uczyli się już rozdzielonych: biologii i geografii po jednej godzinie tygodniowo. W klasie siódmej była chemia i fizyka (po jednej godzinie).
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET