Tydzień bez obowiązkowych prac domowych. "Córka nic a nic nie siada do lekcji. Chociaż powinna"
Jedni wyraźnie odetchnęli, drudzy wciąż nie wyobrażają sobie takiej nauki. Dla większości niewiele jednak się zmieniło. Od tygodnia w szkołach podstawowych dzieci uczą się bez obowiązkowych prac domowych. Sprawdzamy, jak praktyce działają nowe przepisy MEN.
Bartek Rosiak, polonista w SP nr 182 w Łodzi, po świętach wielkanocnych lekcje z każdą klasą zaczął od wyświetlenia i omówienia punkt po punkcie rozporządzenia MEN o pracach domowych. - Irytowała mnie dezinformacja i powtarzanie, że nie wolno nic zadawać, a to nie prawda – podkreśla.
Rozporządzenie obowiązuje od początku kwietnia, ale w praktyce działa dokładnie od tygodnia. Czyli od środy 3 kwietnia. Wtedy to uczniowie wrócili do szkół po przerwie świątecznej. Nowe przepisy zakładają brak prac praktyczno-technicznych i pisemnych (poza tymi związanymi z ćwiczeniem tzw. małej motoryki) w klasach 1-3 w podstawówkach. W klasach 4-8 prace domowe pisemne i praktyczno-techniczne mogą być, ale nieobowiązkowe i nie na ocenę. Jeśli dziecko odrobi takie ćwiczenia, to nauczyciel ma obowiązek przekazania informacji zwrotnej dziecku, jak sobie z nimi poradziło.
Nowe zasady podzieliły nauczycieli i rodziców, a dyskusja na temat ich słuszności nie ustaje. Jak w praktyce wygląda nauka z ograniczonymi zadaniami domowymi i co zmieniło się w szkołach przez ostatni tydzień?
Praca domowa? Nic a nic
- Nigdy nie zadawałem wypracowań do domu, bo wiadomo, że dzieci nie piszą ich wtedy samodzielnie. Dawałem ćwiczenia, które pozwalają rozwinąć konkretne umiejętności, coś co trzeba wyćwiczyć, np. odmianę przez przypadki, przez osoby – opowiada Rosiak. Dla niego niewiele się więc zmieniło. Wciąż zadaje takie ćwiczenia. Z tym, że dodaje, że są one dla chętnych.
- Zawsze też tłumaczyłem, dlaczego prace domowe są ważne i teraz też to robię. 90 proc. je odrabia. Czyli tak jak było wcześniej. Bo umówmy się: ci co nie odrabiali lekcji w domu, nie odrabiają ich. Ci co odrabiali, dalej odrabiają – mówi. Nie przekonuje go więc argument o tym, że nauczycieli pozbawiono sposobu egzekwowania wiedzy. - Zgodnie z prawem za brak pracy domowej nigdy nie można było postawić jedynki – przypomina Rosiak.
Mieszane uczucia co do zmian ma Monika z Warszawy, mama Ani, szóstoklasistki. Właśnie przy odrabianiu zadań domowych z matematyki zauważyła jakiś czas temu, że córka szybko się dekoncentruje i zaczęła z nią nad tym pracować. - Prace domowe dawały rodzicowi wgląd, co się dzieje z dzieckiem – mówi. A teraz? - Nic a nic nie siada do lekcji. Chociaż powinna – mówi Monika o córce. Chociaż przyznaje, że Ania odrabiania lekcji nigdy nie traktowała priorytetowo i niespecjalnie się przejmowała tym, co ma zadane. Zgadza się więc z tezą polonisty.
Z drugiej strony gdy przypomni sobie wielogodzinne wydzieranki i wyklejanki z plastyki, nad którymi spędzała z córką po kilka godzin w domu, aż się wzdryga. - Katorga, masakra – mówi. Nie kryje ulgi, że takich zadań teraz praktycznie nie ma. - Znajomi opowiadali nieraz o zadanych kilkustronicowych kserówkach, kilkunastu zadaniach z różnych przedmiotów. Dzieci były tym bardzo obciążone, więc dla nich to duża zmiana na plus - przypomina Monika. Anię będzie się starała mobilizować, żeby chociaż parę ćwiczeń odrobiła.
Kilka zadań i skarga do dyrekcji
O tę mobilizację Katarzyna, mama drugoklasistki i czwartoklasisty ze Starachowic, obawia się najbardziej. - Mając 10 czy 12 lat dziecko ma zupełnie inne rzeczy do robienia po szkole. Trudno jest je przekonać, żeby siadło do nauki. Staramy się pokazywać, że systematyczność procentuje, bo jak przychodzi sprawdzian z większego materiału to nie trzeba tyle siedzieć nad książkami. Na razie to działa, jak długo? Nie wiem – mówi.
W podstawówce, do której chodzą dzieci Kasi, nigdy nie zadawano dużo prac domowych, dlatego rodzice dali zielone światło nauczycielom, by wciąż ćwiczenia do domu były. - Nauczyciele też się boją, że nie będzie efektów nauki, więc zadają. Nawet wczoraj na grupie na messengerze jedna mama pytała, co było zadane i nauczycielka wypisała zadania, ale podkreśliła, że są dla chętnych – opowiada Kasia.
O tym, że trzeba to podkreślać, przekonała się Dorota, nauczycielka matematyki w jednej z podstawówek we Wrocławiu. Gdy po świętach zadała ćwiczenia swoim klasom do domu, dwoje rodziców zaraz napisało do dyrektorki, że jest to bezprawne. - Chociaż na lekcji mówiłam uczniom, że zadania są nieobowiązkowe – tłumaczy matematyczka. Swojego przedmiotu wciąż jednak nie wyobraża sobie bez prac domowych.
- Z matematyki trzeba wszystko utrwalić. Jeden rodzic siądzie z dzieckiem i zadba o to. Drugi jak usłyszy, że nie ma obowiązku pracy domowej, to stwierdzi, że wszystko jest zrobione – mówi. Nie ukrywa, że obawy o efekty nauczania mieszają się u niej z obawami przed kolejnymi skargami rodziców.
Praca dla rodziców
Dlatego Aneta Stankiewicz, dyrektorka SP nr 152 w Łodzi, zaczęła od rozmowy i informacji. Najpierw wysłała rodzicom rozporządzenie MEN, a potem wychowawcy zachęcali rodziców, żeby dzieci ćwiczyły jednak w domu. Jej podstawówka przeszła gładko do nowych zasad. - Niektórzy rodzice obawiali się, że spadnie poziom nauczania, ale nie ma co wszystkiego zrzucać na szkołę. Nauczyciel wciąż może zadać pracę domową, a rodzice mogą odpytać dziecko, sprawdzić, czy odrobiło zadania – mówi. - Nie da się wszystkim dogodzić, zawsze ktoś będzie niezadowolony – stwierdza.
- Nawet w klasach 1-3 mimo ograniczeń ćwiczenia do domu są możliwe, bo wszystko tak naprawdę można podciągnąć pod motoryką małą – dodaje Bartek Rosiak. Zauważa, że zmiana może być jedynie krzywdząca dla dzieci, które przykładały się do pracy domowej, bo nie dostaną z niej oceny. Ale i na to znalazł sposób. Gdy widzi, że dziecko świetnie poradziło sobie z ćwiczeniami w domu, prosi je do odpowiedzi i wystawia stopień za odpowiedź ustną.
Źródło: Radio ZET
- Nauczyciele uciekają na roczne urlopy. Prawie dwa razy więcej chętnych w ostatnich latach
- Matura 2024 już za miesiąc. Szef CKE: "Wyniki w tym roku mogą być słabsze"
- Dobry nauczyciel zainteresuje ucznia lekcją i przekona, by zmienił zachowanie? Nie zawsze
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET