`

Ukraińska aktywistka: "Część Polaków uwierzyła botom i trollom. Przestaliśmy w siebie wierzyć"

12 min. czytania
24.02.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

- W ciągu ostatnich dwóch lat przez ogromne wpływy rosyjskiej propagandy część Polaków dała się nabrać i uwierzyła botom i trollom, że nie stać nas na pomoc Ukrainie, że wszyscy się powinniśmy się odwrócić, że to nie jest nasza wojna. To się przekłada na ludzi, którzy się solidaryzują z walczącą Ukrainą - mówi Natalia Panczenko, ukraińsko-polska aktywistka, założycielka i prezeska Fundacji Stand with Ukraine.

Natalia Panczenko, prezeska fundacji Stand with Ukraine
fot. Adam Burakowski/East News

We wtorek, 24 lutego, mija czwarta rocznica agresji Rosji na Ukrainę i rozpoczęcia pełnoskalowej wojny. Na Placu Zamkowym o godz. 18 odbędzie się manifestacja. Jej uczestnicy oddadzą hołd ofiarom, podziękują obrońcom Ukrainy, a także polskiemu społeczeństwu, które od długiego czasu niesie pomoc uchodźcom.

O tym jak ta pomoc dziś wygląda, jak się zmieniała, czy rosyjskim botom udało się skłócić Polaków z Ukraińcami oraz czy nienawistne komentarze w sieci przenoszą się na rzeczywistość, rozmawiamy z Natalią Panczenko, ukraińsko-polską aktywistką, założycielką i prezeską Fundacji Stand with Ukraine, która w ostatnich tygodniach zebrała ponad 10 mln zł na zakup generatorów prądotwórczych dla Kijowa.

Piotr Kozłowski, RadioZET.pl: Mijają cztery lata od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Na samym początku mieliśmy ogromny zryw w Polsce. Ludzie otwierali swoje domy, przyjmowali uchodźców i oferowali im schronienie oraz pomoc. Ostatnie badania nastrojów społecznych pokazują, że ten zapał w polskim społeczeństwie przygasł, pojawia się więcej napięć i sporów.

Natalia Panczenko: Nasza ostatnia zbiórka pokazuje, że ta otwartość wcale się nie wyczerpuje. Prawie 80 tysięcy ludzi wsparło naszą zbiórkę, przekazało własne pieniądze na pomoc ludziom z Ukrainy, którzy siedzą w zimnym Kijowie oraz innych regionach Ukrainy i potrzebują naszego wsparcia.

Polskie społeczeństwo co do zasady jest bardzo otwarte, pomocne i solidarne. Zobaczyliśmy to na początku pełnoskalowej wojny. Ludzie jechali na granicę, żeby odbierać uchodźców, zabierać ich do swoich domów. Nie czekali, aż państwo zareaguje, tylko już od pierwszego dnia wojny działali bardzo aktywnie.

Oczywiście to nie mogło trwać w nieskończoność, ale pomoc polskiego społeczeństwa dla ukraińskich uchodźców trwa nadal. Działa wiele polskich organizacji, które prowadzą biura pomocowe w Ukrainie, jeżdżą na front, dowożą pomoc humanitarną, ratują życie ukraińskim żołnierzom jako medycy pola walki. To się nie zmieniło.

Zmieniły się formy tej pomocy.

Wojna trwa od 12 lat, pełnoskalowa - od czterech, więc na pewno był czas, kiedy wsparcie było trochę mniej widoczne, miało nieco mniejszą skalę. Natomiast zbiórka, którą ogłosiliśmy miesiąc temu, po tym jak Rosja z premedytacją ostrzelała ukraiński system energetyczny i odcięła zwykłych ludzi od ciepła, prądu, możliwości w miarę normalnego przeżycia tej strasznej zimy, pokazała, że polskie społeczeństwo nadal jest otwarte i empatyczne. Jest społeczeństwem, dla którego solidarność nie jest czymś jednorazowym, tylko wartością, którą kieruje się na co dzień.

Mimo tego w internetowych komentarzach można znaleźć mnóstwo hejtu na Ukrainę i Ukraińców.

W ciągu ostatnich dwóch lat przez ogromne wpływy rosyjskiej propagandy część Polaków dała się nabrać i uwierzyła botom i trollom, że nie stać nas na pomoc Ukrainie, że wszyscy się powinniśmy się odwrócić, że to nie jest nasza wojna, nie nasze problemy.

To się poniekąd przekłada na ludzi, którzy się solidaryzują z walczącą Ukrainą. Dla przykładu, gdy zaczęliśmy zbiórkę, pierwsze darowizny były anonimowe. Ludzie chcieli pomagać, ale bali się podpisać z imienia i nazwiska. Mimo że wpłacali większe kwoty, np. 200, 500 czy 1000 zł. To się zmieniło dopiero po pierwszym milionie, kiedy zobaczyli, że to nie jedna czy dwie osoby wspierają zbiórkę, tylko są ich tysiące, z całej Polski. Wtedy zaczęli wpisywać imiona, nazwiska, składać życzenia, pisali: "Ukraino jesteśmy z wami".

Kijów, 18.02.2026. Widok na Majdan i flagi upamiętniające poległych żołnierzy
Fot. Karol Porwich/East News
Kijów, 18.02.2026. Widok na Majdan i flagi upamiętniające poległych żołnierzy

Znów przypomnieli sobie, jak nasze relacje wyglądały na początku wojny?

Ponownie uwierzyli, że możemy być dobrym, empatycznym społeczeństwem, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Po prostu przez jakiś czas przestaliśmy w siebie wierzyć. Akcja Ciepło z Polski dla Kijowa pozwoliła przebudzić polskie społeczeństwo, przypomnieć mu, jakim ono tak naprawdę jest. W akcję zaangażował się też Kościół, władze, mniejsze organizacje pozarządowe, grupy wolontariuszy, szkoły, samorządy. Dostawaliśmy z całej Polski mnóstwo maili i telefonów z pytaniami, jak można wspierać akcję.

W ogóle Kościół pokazał prawdziwą postawę chrześcijańską. Przekazał miliony złotych na generatory dla potrzebujących. Według mnie właśnie na tym polega chrześcijańskie miłosierdzie, żeby pomagać komuś, kto ma trudniej niż my. I tu polski Kościół stanął na wysokości zadania.

To panią zaskoczyło?

Jestem dumna z tego, jak nasze polskie społeczeństwo się zachowało. Znowu w siebie uwierzyliśmy i zobaczyliśmy, że potrafimy robić niesamowite rzeczy.

Badania pokazują, że niechęć do Ukraińców rośnie. Wspomniałem o nienawistnych komentarzach, ale mieliśmy też wiele różnych incydentów. Zresztą nie trzeba daleko szukać. Pod zaproszeniem na manifestację, która odbędzie się 24 lutego, na profilu fundacji pojawiło się mnóstwo wyzwisk. "Banderowcy", "Wracajcie do siebie", "nie stać nas na pomoc". Pani odpowiedziała dosyć przewrotnie. Podziękowała za podnoszenie zasięgów.

Oddzielam te dwie sprawy. Mieszkam w Polsce od 17 lat i w internecie widziałam dużo różnych rzeczy. W pewnym momencie przyjęłam zasadę, że będę brać na poważnie tylko to, co mówią realni ludzie. Zwłaszcza od kiedy wiemy, że w Olgino (chodzi o Agencję Badań Internetowych, rosyjską firmę, zajmującą się wywieraniem wpływu w internecie - przyp red.) siedzą całe farmy ruskich trolli, których praca polega na tym, żeby nas skłócać. Od tej pory zadaję sobie pytanie, kto do mnie pisze, z kim w ogóle rozmawiam.

Redakcja poleca

Przez 17 lat mojego życia w Polsce może trzy razy spotkały mnie nieprzyjemne sytuacje na tle narodowościowym. ffKtoś mnie zwyzywał, powiedział coś niemiłego, co można określić jako zachowanie ksenofobiczne. Natomiast dobrych rzeczy, których doznałam w Polsce od koleżanek czy kolegów ze studiów, ludzi w pracy, środowiska NGO, w którym pracuję, środowiska dziennikarskiego, sąsiadów, rodziców dzieci w przedszkolu, do którego uczęszczają moje córki, były setki tysięcy. To jest właśnie ta różnica.

Analizowaliśmy tę rosyjską dezinformację i ataki. Pod postem o wydarzeniu, o którym pan mówi, w cztery minuty pojawiło się 200 komentarzy. Wiemy, znając nasze zasięgi, że to niemożliwe, żeby nagle 200 osób zainteresowało to jedno, konkretne wydarzenie. Natomiast farmy trolli to śledzą, dostają zlecenie i nagle zaczynają pisać, bo zależy im, żeby to zlecenie jak najszybciej zostało wykonane. Jako Fundacja Stand With Ukraine zajmujemy się też edukacją ludzi, jeżeli chodzi o odporność społeczną, pokazujemy, jak działają techniki propagandowe.

Kiedyś kasowaliśmy te komentarze. Potem doszliśmy do wniosku, że szkoda na to czasu. A niedawno Facebook włączył nam funkcję monetyzacji strony. To oznacza jedno: za zasięgi i aktywność pod postami, również za komentarze, platforma po prostu płaci, ięc przestaliśmy kasować. Skoro ktoś chce produkować się pod naszymi postami, to niech przynajmniej pracuje na generatory dla Kijowa. Bywa tak, że trolle, boty i różni pożyteczni idioci potrafią nam wygenerować nawet 200 euro miesięcznie. Dla NGO takiego jak nasze to konkretne pieniądze. I wszystkie trafiają na pomoc Ukrainie, więc jeśli ktoś bardzo chce pisać, proszę bardzo. Te środki i tak przeznaczymy na generatory, pomoc humanitarną i wsparcie ludzi pod ostrzałem. Ironia losu bywa naprawdę skuteczna.

Nie łączę tego z rzeczywistością, bo to jest świat wirtualny, który z rzeczywistością, przynajmniej w moim odczuciu, nie ma nic wspólnego.

Pani to wie, osoby z organizacji to wiedzą, ale nie wszyscy są tak świadomi. Nawet politycy potrafią podawać informacje, że kupione przez was generatory, które pojechały na Ukrainę, zamiast służyć do ogrzewania domu, zostały wystawione na sprzedaż. Niedawno w Pruszkowie doszło do ataku na Ukraińców. Czy to, co dzieje się w sieci, nie powoduje wzrostu napięć w realnym świecie?

Są niestety osoby, które nie są uodpornione na rosyjską propagandę. Ubolewam nad tym, że często w jej szerzeniu biorą udział polscy politycy. To jest niebezpieczne, bo ludziom z reguły się wydaje, że jeżeli coś mówi, czy pisze poseł, to on te informacje sprawdza, to jest wiarygodne. Widzieliśmy kilka dużych kampanii dezinformacyjnych, w których uczestniczyli politycy skrajnej prawicy. To niebezpieczny trend, przede wszystkim ze względu na nasze bezpieczeństwo społeczne. Wprowadzenie ludzi w błąd wpływa na to, jakie decyzje ludzie w pewnych sytuacjach mogą podejmować. Martwi mnie to, że nic w tej sprawie się nie dzieje. Nie ma regulacji prawnych, które pozwalałyby walczyć z dezinformacją i hejtem w sieci.

Oglądaj

To nie tylko wyzwanie dla polskiego społeczeństwa, polskich polityków. To także wyzwanie, które stoi przed wieloma państwami. Dezinformacja i rosyjska propaganda jest siana nie tylko w Polsce, ale i innych krajach europejskich. Powinniśmy oczekiwać wprowadzenia odpowiednich przepisów, reguł. W polskim prawie nie funkcjonuje na przykład definicja „rosyjska propaganda”, chociaż jesteśmy w trakcie wojny dezinformacyjnej z Rosją. Potrzebujemy więcej narzędzi prawnych do walki z operacjami dezinformacyjnymi prowadzonymi przez obce służby. Uczestniczę w konferencjach w wielu krajach i widzę, że toczą się dyskusje na ten temat. To powinien być jeden z priorytetów.

To zadanie dla rządu, a nie dla społeczeństwa.

Oczywiście, to wyzwanie dla polityków. Dla władz polskich i władz Unii Europejskiej. Świat zmienia się szybko, szybko ewoluują media, a szczególnie media społecznościowe, z których wiedzę czerpie większość osób. Dlatego ten obszar należy ucywilizować.

Czasem w mediach, badaniach czy sondażach pojawia się przekaz, że Polacy są zmęczeni wojną, stąd to mniejsze wsparcie dla Ukraińców czy pojawiająca się niechęć. Bardzo nie lubię tego określenia, bo jak można być zmęczonym wojną, w kraju, który realnych działań wojennych praktycznie nie doświadcza.

Rozumiem, że można być zmęczonym natłokiem informacji, obrazów i wiadomości o wojnie. To naturalne. Ale warto oddzielić zmęczenie przekazem medialnym od zmęczenia samą wojną. Prawdziwe zmęczenie wojną odczuwają ci, którzy żyją pod ostrzałem. Żołnierki i żołnierze na froncie, którzy od lat funkcjonują w okopach. Cywile, którzy noc spędzają w schronach, a dzień bez prądu i ogrzewania. My, mieszkając w kraju, w którym panuje pokój, nie doświadczamy wojny w sposób realny i fizyczny. Możemy być przytłoczeni informacjami, ale nie żyjemy w warunkach, w których każda doba jest walką o przetrwanie. I o tej różnicy warto pamiętać.

Redakcja poleca

Zwłaszcza że po tym zrywie i pomocy tuż po wybuchu wojny większość uchodźców, która uciekła przed wojną do Polski, już ułożyła sobie życie. Oczywiście na tyle na ile jest to możliwe w takich warunkach.

Tak, większość osób sobie oczywiście poradziła. Natomiast są grupy, które mają szczególne potrzeby, które mają z tym duże trudności. To na przykład emeryci, którzy po wojnie nie będą mieli gdzie wrócić, bo ich domy zostały zrównane z ziemią. To osoby niepełnosprawne. To rodziny wielodzietne, gdzie do Polski uciekła tylko mama z dziećmi, a tata walczy na froncie w Ukrainie lub co gorsza - nie żyje. Takim osobom trudno będzie się usamodzielnić 100 procent. Nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że nie ma takiej możliwości.

Problemem jest też sytuacja nowo przybyłych uchodźców. Wojna w Ukrainie trwa, front się przemieszcza, uchodźców wewnętrznych w Ukrainie jest ogrom. I nagle rodzina z Kupiańska czy innej miejscowości, przez którą przechodzi front, ucieka do Polski i w tym momencie nie może liczyć na systemowe wsparcie jak kiedyś. Musi sobie radzić sama. To jest dla takich rodzin trudne, zwłaszcza że one często uciekają z terenu przyfrontowego, bez dokumentów, bez ubrań, bez niczego. Takie rodziny niestety dziś pomocy nie mają.

O takich historiach dziś się prawie nie słyszy.

To nie jest medialny temat jak na początku wojny. Natomiast jestem w kontakcie z organizacjami pozarządowymi, które wymieniają się informacjami o takich osobach, próbują im pomóc, wesprzeć je. A czasem zwracają się z prośbą o przewiezienie tych osób do Niemiec czy innych krajów, gdzie uchodźca na start dostanie jakąś pomoc, nocleg. W Polsce pod tym względem niestety sytuacja obecnie jest ciężka i trudno znaleźć wsparcie dla takich osób.

Pomoc dla uchodźców z Ukrainy stała się tematem politycznym. Pewnie mało kto się spodziewał, że to polityk Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski będzie proponował, żeby 800 plus odebrać uchodźcom, którzy nie pracują.

Wciąganie osób uchodźczych w jakiekolwiek spory polityczne uważam za rzecz skrajnie nieetyczną. To grupa, która z definicji znajduje się w sytuacji słabszej - zależnej od decyzji państwa, często bez pełnego zaplecza prawnego, finansowego i społecznego. Trudno mówić o równych zasadach debaty, gdy jedna ze stron nie ma realnych narzędzi, by się bronić.

Z niepokojem obserwowałam, jak w czasie kampanii wyborczej temat uchodźców stał się elementem walki o poparcie. Propozycje odbierania świadczeń czy ograniczania wsparcia były kierowane wobec osób, które uciekły przed wojną i próbują na nowo ułożyć swoje życie w obcym kraju. W efekcie to właśnie one stały się wygodnym obiektem politycznych haseł.

Debata o polityce społecznej jest potrzebna. Ale nie powinna odbywać się kosztem tych, którzy znaleźli się w najtrudniejszej możliwej sytuacji.

Po kampanii te dyskusje nadal się toczyły. Było nawet zagrożenie, że wszyscy uchodźcy stracą świadczenia. Stracili je ostatecznie ci, którzy nie pracują. Podejrzewam, że dla niepracujących matek, które same wychowują w Polsce dzieci, to duży cios.

Uważam tę zmianę za dyskryminującą. Dziś mamy sytuację, że dziecko rosyjskie, które mieszka na terenie Polski, dostaje 800+, niezależnie od tego, czy jego rodzice pracują czy nie. Tak samo dziecko białoruskie i każdej innej narodowości, o ile rodzic ma kartę pobytu. A dziecko uchodźcze z Ukrainy, czyli to, które najbardziej pomocy potrzebuje, jej nie dostaje, jeśli mama nie pracuje.

Część osób bez 800 plus sobie nie będzie w stanie sobie poradzić?

Rozmawiamy z rodzicami podczas akcji, jakie fundacja robi dla dzieciaków. Organizujemy dzień dobra, przyjeżdżamy, bawimy z nimi, robimy razem pizzę. Mamy najczęściej opowiadają, że nie są w stanie pracować, bo mają chorą córeczkę albo niepełnosprawnego synka i muszą się tym dzieckiem zająć. Nie mogą chodzić do pracy. Jak sobie poradzą? Tego nie wiem. Oni starają się nie narzekać. Są zadowoleni, że mogą w Polsce żyć, że jest tu spokojnie. Ale jak stracą te pieniądze, to staną przed naprawdę poważnymi dylematami.

Wróćmy jeszcze do zbiórki i generatorów. Udało się zebrać ponad 10 mln zł, kupić kilkaset urządzeń. Jeździła pani do Kijowa, zawoziła ten sprzęt. Jak tam wygląda sytuacja?

Byliśmy już dwa razy, szykujemy trzeci wyjazd. Sytuacja jest bardzo trudna i niestety się pogarsza. Po pierwszym ostrzale Kijów zaczął powoli odbudowywać infrastrukturę, podłączać agregaty prądotwórcze pod bloki. Po nieco ponad tygodniu Rosja przygotowała kolejny zmasowany atak na Kijów i zbombardowała ponownie system energetyczny, elektrociepłownie i bloki, które już miały ogrzewanie zapewnione. Kiedy wydawało się, że sytuacja się poprawia, nastąpił kolejny cios.

Za pierwszym razem 1,1 tys. bloków było bez dostępu do prądu i ogrzewania. Jak pojechaliśmy drugi raz, to już było 2,6 tys. bloków, mimo że pomoc płynęła i płynie. W Kijowie potrzebują dużych generatorów, o mocy 50 kilowatów lub większej, żeby zasilić taki duży blok i żeby tam chociaż przez kilka godzin było ogrzewanie i ciepło.

Kijów, 17.02.2026. Namiot niezłomności na jednym z osiedli
Fot. Karol Porwich/East News
Kijów, 17.02.2026. Namiot niezłomności na jednym z osiedli

Nie tylko stolica Ukrainy zmaga się z tym problemem.

Rosja zaczęła ostrzeliwać też infrastrukturę w innych regionach. Rozszerzyliśmy więc naszą pomoc na obwody: sumski, charkowski, dniepropetrowski, czyli obszary przyfrontowe. Prawie wszystkie regiony Ukrainy mają dzisiaj odłączany prąd na przykład na godzinę-dwie na dobę.

A zima jest mroźna.

Mamy dni, kiedy jest minus 20. Jakby było tak jak rok czy dwa lata temu, to może byłoby ludziom łatwiej znieść brak ogrzewania. Jak byliśmy w Kijowie, to już po pierwszych 15 minutach na minus 20 robi się zimno, a później z każdą minutą jest coraz gorzej. Po całym dniu jesteś przemarznięty do kości.

Jak ludzie sobie radzą w takich warunkach?
Z perspektywy zwykłego człowieka wygląda to dużo gorzej, niż nam się wydawało. Ludzie mają zimno w mieszkaniu, nie można się ogrzać, na ścianach zbiera się woda, po kilku dniach zamienia się w pleśń. Wszystkie ubrania, pościel, książki, wszystko, co pochowane w szafach, zaczyna robić się wilgotne. Dlatego ludzie mają wszystko poodsuwane od ścian, żeby to nie wilgotniało.

Prawie każdy ma w mieszkaniu namiot, w którym śpią zazwyczaj dzieci. Ugotować mogą tylko ci, którzy mają kuchenkę gazową, co też nie jest powszechne.

Z perspektywy rodzica to musi być przerażające.

Mam dwójkę dzieci, w tym małą córeczkę, nie ma jeszcze dwóch lat. Dlatego bardzo mnie poruszyła sytuacja młodych mam. Widziałam, jak przychodzą z malutkimi dziećmi do kawiarni, do apteki, do sklepu, gdziekolwiek, gdzie jest agregat i proszą o ciepłą wodę, żeby zrobić dziecku mleko. Dostają ją oczywiście za darmo. I kiedy stoisz w kolejce, to widzisz je z tymi dziećmi na rękach albo w wózkach, jak karmią. To był dla mnie rozdzierający serce widok.

Według pani 2026 rok będzie przełomowy? Czy uda się doprowadzić do rozejmu w walkach, a może do trwałego pokoju w Ukrainie?

Nie widzę, żeby Rosja była zainteresowana zakończeniem wojny. Dopóki Putin nie będzie gotów prowadzić realnych rozmów pokojowych, jedynym scenariuszem jest zwycięstwo Ukrainy. Żeby to zrobić, Ukraina powinna dostać taką ilość sprzętu wojskowego i pomocy, o jaką prosi. Dotychczas takiej nie otrzymała. Jeśli to się nie zmieni, wojna będzie się przeciągać na kolejne lata. To będzie wojna na wyniszczenie, wymęczenie. I wtedy wygra ten, kto będzie w tej wojnie wytrwalszy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET