Wieczorek, Klimek i Wróbel. Ekspert od poszukiwań zaginionych osób zdradza kulisy podwodnych akcji

5 min. czytania
02.11.2025 08:32
Obserwuj nas na Google

- Sprawa Iwony Wieczorek jest najtrudniejsza, bo upłynęło bardzo dużo czasu. W przypadku Karoliny Wróbel i Beaty Klimek są dużo większe szanse na znalezienie ich ciał - uważa szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP Maciej Rokus. Ekspert od poszukiwania osób zaginionych pracował przy najgłośniejszych sprawach ostatnich lat. W rozmowie z RadioZET.pl zdradza ich kulisy. 

fot. MAREK LASYK/REPORTER

Maciej Rokus specjalizuje się w podwodnych poszukiwaniach tych, którzy utonęli lub zaginęli. Jest biegłym sądowym i pełnomocnikiem wojewody warmińsko-mazurskiego ds. bezpieczeństwa. 

Redakcja poleca

Prokuratura i policja często zwraca się do niego o pomoc w śledztwie. Z usług Rokusa i jego Grupy Specjalnej Płetwonurków RP korzystają również rodziny zaginionych osób. Jak wyglądają poszukiwania ludzi pod wodą? Jakie są kulisy najgłośniejszych akcji poszukiwawczych? Między innymi o tym opowiada w rozmowie z RadioZET.pl. 

Mateusz Kapera: Na początku roku zaginęła 24-letnia Karolina Wróbel. Podejrzany o zabójstwo dziewczyny jest 29-letni Patryk B. Poszukiwałeś ciała Karoliny w stawie Błaskowiec. Czym charakteryzują się poszukiwania w tego rodzaju akwenie? 

 Maciej Rokus: - Stawy mają niedużą powierzchnię do zbadania, więc poszukiwania realizuje się szybko. Oczywiście są też duże stawy - kilkudziesięciohektarowe - i wtedy prace mogą trwać do dwóch tygodni. W mniejszych, jak staw Reagana, gdzie szukano Iwony Wieczorek, poszukiwania trwają dosłownie kilka godzin, aby wykluczyć obecność ciała na dnie, czy w liniach brzegowych. 

Poszukiwania ciała w rzece są trudniejsze? 

- Poszukiwania w stawach czy jeziorach, kiedy mamy dokładne informacje na temat utonięcia czy zaginięcia, nie są skomplikowane. Ale już nurt rzeki przemieszcza ciało. W dodatku to nie jest linia prosta, która biegnie do morza. Na jej drodze jest są różne przeszkody, jak konary, zatory czy budowle hydrotechniczne. Nie wspominając już o śmieciach, które ludzie wrzucają do rzeki. 

Wróćmy do poszukiwań w stawach, a dokładnie do sprawy Karoliny Wróbel.  

- Ubiegłej zimy zakończyłem poszukiwania w stawie Błaskowiec. Nie znalazłem tam ciała Karoliny Wróbel. Te ustalenia zostały zweryfikowane niedawno, bo spuszczono wodę ze stawu. 

Był sens to robić? 

- Gospodarz stawu przygotowuje ryby na zimę. Zbliża się wigilia, wiadomo, że Polacy lubią karpia. W związku z tym spuszczono wodę, a zespół śledczy przy okazji chciał sprawdzić, czy na pewno nie ma tam ciała Karoliny Wróbel. Nikt nie stwierdził ciała ani żadnych innych elementów związanych z ofiarą w tym miejscu, więc uważam, że temat stawu Błaskowiec jest zamknięty. Poszukiwania były podzielone na kilka etapów, które nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Katowicach.  Wierzę głęboko, że sprawa zaginięcia tej dziewczyny zostanie rozwiązana. Ile to jeszcze potrwa? Trudno mi w tej chwili powiedzieć, ale myślę, że ta sprawa będzie miała swoje zakończenie.  

Poszukiwania w stawie Błaskowiec były trudne? 

- Nie, choć staw jest ogromny i poszukiwania prowadziliśmy zimą. Musieliśmy połamać pokrywę lodową,  żeby wykonać badania z udziałem nurków. Trzeba było wyeliminować obiekty, które budziły nasze wątpliwości. Robiliśmy to organoleptycznie, czyli schodziliśmy pod wodę i sprawdzaliśmy. Pracę dodatkowo utrudniał nam mróz, na bieżąco musieliśmy łamać pokrywę lodową, która już kolejnego dnia o świcie się zespajała z powodu niskiej temperatury. 

Nurkowie są potrzebni? Nie wystarczy wprowadzenie do wody specjalistycznych kamer i urządzeń? 

- Kamery nie dają filmowego obrazu. Wykorzystują jedynie efekt odbicia wiązki dźwięków, która dociera do dna i wraca do urządzenia, dzięki czemu możemy dowiedzieć się, co jest na dnie. Potem musimy ocenić te elementy po kształcie, przeanalizować cienie, bo obiekty, które leżą na dnie, dają cień tak samo jak na powierzchni. Dochodzi do tego analiza obrazów sonarowych. To wszystko umożliwia bardzo dokładną ocenę tego, co jest na dnie, ale i tak trzeba sprawdzić to, schodząc pod wodę.  

Pracowałeś też przy sprawie Beaty Klimek. 47-letnia kobieta zaginęła rok temu. Spekuluje się, że za jej zaginięciem może stać mąż. W jakich miejscach szukaliście jej ciała? 

- Na zlecenie najbliższej rodziny kobiety sprawdziliśmy kilka jezior w okolicy zamieszkania Beaty Klimek. Nie znaleźliśmy ciała, co powinno dać do myślenia.  

To znaczy? 

- Sprawa jest w toku, więc mogę powiedzieć jedynie, jakie mam osobiste przemyślenia. Beata Klimek nie żyje.  Doszło do nieszczęśliwego zdarzenia, ktoś stracił kontrolę nad swoimi emocjami. Ciało Beaty Klimek zostało przetransportowane w rejon poza jej miejscem zamieszkania. W tych jeziorach, które zbadaliśmy, ciała nie ma, co jest zupełnie logiczne. 

Redakcja poleca

Na 100 proc.? 

- Nigdy nie ma 100 proc. pewności, bo jesteśmy tylko ludźmi. Coś mogło ujść naszej uwadze.  

Co na przykład? 

- Jeziora mają bogatą szatę. Chodzi mi głównie o teren trudno dostępny przy samej linii brzegowej. Tam moglibyśmy coś przeoczyć. Małe ryzyko, ale zawsze trzeba je brać pod uwagę. 

Zajmowałeś się też sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek. Wciąż pojawia się wiele teorii dotyczącej jej zniknięcia. Jedna z nich mówi, że jej ciało trafiło do morza, a nawet może w nim pozostać do dziś. Jak się do tego odniesiesz? 

- Mocno podaję to w wątpliwość. Do zaginięcia doszło w lipcu 2010 roku. Gdyby Iwona Wieczorek dostała się do morza, to nie widzę powodu, dla którego morze miałoby nie wyrzucić ciała. Latem tak zawsze się dzieje, ponieważ zmienia się ich pływalność na dodatnią, czyli uzyskują powierzchnię, i fala wyrzuca je na brzeg. Na pewno ciało Iwony Wieczorek nie jest w morzu. Nigdy do niego nie trafiło. Gdyby miało być inaczej, to ciało musiałoby być odpowiednio przygotowane. 

W jaki sposób? 

- Tego nie mogę powiedzieć, bo nie chcę przekazywać wiedzy, jak ukryć ciało w morzu, żeby nigdy nie zostało ujawnione. Byłoby to z perspektywy biegłego nieprofesjonalne. 

Z filmów czy seriali kryminalnych wiemy, że częstą praktyką wśród zabójców było przywiązywanie czegoś ciężkiego do ofiary, którą następnie wrzucano do wody. Może tak było w przypadku Wieczorek? 

- Nawet w miarę duży kamień jak rylinka - czyli kostka ważąca około 25 kg, którą stosuje się do utwardzania dróg - nie pomógłby w ukryciu zwłok pod wodą. Ciało wrzucone do wody z takim obciążeniem i tak osiągnęłoby powierzchnię. Bałtyk jest morzem słonawowodnym. Zasolenie jest mniejsze niż w innych morzach, ale nie pozostaje bez znaczenia dla pływalności dodatniej. Pamiętam sprawę, w której mieliśmy chłopaka precyzyjnie przywiązanego do kamienia, który w końcu wypłynął na powierzchnię.  Zajmowałem się też inną sprawę dziewczyny, która była obwiązana ciężkimi łańcuchami z furmanki. Wypłynęła razem z tymi łańcuchami. 

A może popłynęło gdzieś dalej, np. do Szwecji? 

- Mogłoby, ale w zimie. 

Dlaczego akurat wtedy? 

- Wtedy  mamy dużo niższą temperaturę wody. Procesy związane z rozkładaniem się ciała są spowolnione. W naszej części Bałtyku nie mamy dużych głębokości, ale za to są pływy i prądy. To wszystko tworzy efekt wagonowy, co oznacza, że ciało mogłoby zostać odnalezione np. w Szwecji, ale na pewno nie w okolicach części brzegowej Gdyni czy Sopotu, tylko gdzieś daleko. 

Czy sprawy Wieczorek, Klimek i Wróbel kiedyś się wyjaśnią? 

- Sprawa Wieczorek jest najtrudniejsza z tych trzech, bo upłynęło bardzo dużo czasu, a to działa na korzyść sprawcy lub sprawców. Zawsze może pojawić się nowa okoliczność, np. przypadkiem może odnaleźć się ciało. Zdarzają się takie sytuacje. 

Pozostałe sprawy mają dużo większą szansę na rozwiązanie, szczególnie ta Karoliny Wróbel. Ich wyjaśnianie trwa długo, co może budzić wątpliwości, ale czasami tak jest, że trzeba zaczekać na finał. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET