Odwiózł córeczkę do przedszkola i zaginął. Policja znalazła nadpalony samochód, a w nim gotówkę

4 min. czytania
11.03.2023 13:58
Obserwuj nas na Google

23 stycznia 2020 roku w tajemniczych okolicznościach zaginął 31-letni mieszkaniec Sochaczewa Piotr Pietrzak. Po kilku dniach poszukiwań policja odnalazła nadpalony samochód mężczyzny z gotówką w środku. Po zaginionym nie było jednak śladu. Czy Piotr został zamordowany? Popełnił samobójstwo? A może po prostu samowolnie opuścił rodzinę? 

Zaginiony Piotr Pietrzak
fot. Archiwum rodzinne

Zaginiony Piotr Pietrzak pochodzi z Sochaczewa. To tutaj spędził dzieciństwo i wszedł w dorosłe życie. Matka Piotra, Agnieszka, wspomina go jako spokojne dziecko, które nie sprawiało większych problemów wychowawczych.

- Zawsze się śmiałam, że w domu to był spokojny, a w szkole troszeczkę rozrabiał. Mówiłam: Boże, to mój Piotrek coś tam zrobił? - wspomina ze śmiechem Agnieszka Pietrzak i dodaje: - Szczerze to nigdy nie było z nim problemów wychowawczych. Nie brał udziału w bójkach, był spokojnym chłopakiem.

Mama Piotra wspomina, że syn bardzo mocno odczuł stratę ojca, ale starał się tego nie okazywać. Próbował raczej wspierać matkę, mimo że miał zaledwie 14 lat. - Nam runął cały świat w przeciągu jednego dnia. Bardzo przeżyliśmy właśnie śmierć mojego męża. Piotrek próbował wchodzić w rolę dorosłego, żebym to ja w nim miała oparcie, a nie odwrotnie - mówi.

Piotr odziedziczył po ojcu pasję do sadownictwa. Chodził nawet do Technikum Ogrodniczego, ale szkoła go trochę rozczarowała. Wolał być praktykiem niż teoretykiem. Wkrótce technikum zamienił na liceum. Po maturze bardzo szybko zdał egzamin na prawo jazdy. Wiedział, że uprawa wiśni może być jedynie dodatkowym zarobkiem. Postanowił zostać kierowcą zawodowym. - Bardzo chciał jeździć, jako kierowca zawodowy. Tak samo, jak jego ojciec. Zrobił prawo jazdy i zaczął jeździć do momentu, kiedy pojawiła się rodzina - opowiada Agnieszka.

Zniknął bez słowa

Piotr swoją przyszłą żonę Olgę poznał w liceum. W 2014 roku młodzi pobrali się, a rok później na świat przyszła ich córka Julia. - Siedziałam z koleżanką w ostatniej ławce, kiedy Piotrek wszedł do klasy. Zaczęłam się śmiać do koleżanki mówiąc: Zobacz, on będzie moim mężem i ojcem moich dzieci - wspomina Olga.

Rodzina Pietrzaków była szczęśliwa, nie miała większych kłopotów. Ich życie toczyło się, jak w każdej innym domu. Mieli swoje plany, codzienne obowiązki i chwile przyjemności. Nic nie zapowiadało, żeby ich życie miało się nagle wywrócić do góry nogami.

Redakcja poleca

W dzień zaginięcia  - 23 stycznia 2020 roku - Piotr miał szukać nowej pracy w okolicznych firmach transportowych. Zrezygnował z poprzedniej, bo rzadko widywał swoją córkę, Julię. - Na początku małżeństwa jeździł, jako kierowca zawodowy. Były to takie kilkudniowe a nawet tygodniowe wyjazdy. Mówił mi: Mamo, tak nie może być, bo Julka mnie nie poznaje - tłumaczy mama Piotra, Agnieszka.

Feralnego poranka Olga zaspała, ale Piotr zrobił jej kanapki do pracy. Szybko wybiegła z domu. Był to ostatni raz kiedy widziała swojego ukochanego. Niedługo potem mężczyzna miał zawieźć córkę do przedszkola i odwiedzić kilku potencjalnych pracodawców. Jak się później okaże, nie dotarł do żadnego z nich.

Piotr zostawił w domu telefon, dlatego Olga nie mogła się niego dodzwonić przez cały dzień. Nie martwiła się, bo mąż nigdy nie był przywiązany do urządzenia. Dopiero, gdy wróciła do domu i zobaczyła, że Piotra nie ma, zaczęła się niepokoić. - Zadzwoniłam do mamy się upewnić, czy u niej nie było Piotrka. Zadzwoniłam też do kolegi i do pracodawcy, do którego miał jechać. Niestety nigdzie go nie było. Wtedy poprosiłam koleżankę, żeby pojechała ze mną na policję - relacjonuje żona Piotra, Olga. 

Natychmiast ruszyły poszukiwania zaginionego Piotra. Do akcji włączyli się bliscy i znajomi rodziny Pietrzaków. Pierwszy dzień poszukiwań nie przyniósł żadnych znaczących informacji. Dopiero następnego dnia dzięki nagraniu z monitoringu udało się ustalić, że samochód Piotra jechał w kierunku Płońska. Mężczyzna prawdopodobnie jechał do firmy transportowej, która szukała pracowników. Nie dotarł jednak do niej. - Na nagraniu był widoczny jego samochód, ale nie było widać kto go prowadził. Nie wiemy, czy to jechał Piotrek, czy ktoś inny - mówi Olga.

Ktoś chciał podpalić samochód Piotra

W kolejnych dniach poszukiwań dochodzi do przełomu. Tak przynajmniej początkowo wydawało się rodzinie zaginionego, gdy usłyszała, że policja odnalazła samochód Piotra. Stał zaparkowany między boiskiem a rzeką Wisłą w Wyszogrodzie - miejscowości oddalonej o 25 kilometrów od domu Pietrzaków.

Tak dziś może wyglądać zaginiony Piotr Pietrzak.
Fot. detektywi.net

Piotr jeździł białym Volkswagenem T4. To typowy dostawczak często używany do transportowania owoców czy warzyw. W odnalezionym przez policję samochodzie nie było jednak Piotra. Były za to niepokojące ślady. - Ktoś próbował nieudolnie podpalić ten samochód w miejscu, gdzie znajduje się wlew do paliwa. Była to osoba, która albo nie do końca wiedziała, jak należy to zrobić, albo chciała upozorować podpalenie. Tak naprawdę wciąż nie wiemy, czy miałby to zrobić sam Piotr, czy ktoś inny - mówi detektyw Bartosz Weremczuk, który szukał Piotra Pietrzaka.

W samochodzie znaleziono również pięć tysięcy złotych schowane w apteczce i coś na kształt listu pożegnalnego. - Jeśli podpalić samochód miał Piotr, to nie do końca wiemy, jaki miałby w tym cel. W środku pojazdu znaleziono rzeczy osobiste, które również były istotne dla tej sprawy. Chociażby krótki list, czy gotówka. W momencie, gdyby ten samochód spłonął, to przecież nikt by tego listu nie odczytał - wyjaśnia detektyw Weremczuk.

Czy ktoś inny chciał spalić samochód, aby zatrzeć ślady? Czy to oznacza, że Piotr został zamordowany? Posłuchaj podcastu kryminalnego Radia ZET "Materiał dowodowy" i dowiedz się, co mogło stać się z zaginionym Piotrem Pietrzakiem. Zaprasza Mateusz Kapera.

"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych. 

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET